Wróć do katalogu

Przysięga

Kasandra musi wybrać, czy idzie za swoim przeznaczeniem, czy chce je zmienić. Zanim podejmie decyzję zło daje jej przedsmak tego, co będzie jeśli złoży przysięgę.

AwaK, opublikowano , 35 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zastanawialiście się jakby to było, gdy ze zwykłej osoby stalibyście się kimś kogo przeznaczeniem jest walka ze złem? Nagle życie zmienia się o 100 stopni, a Ty nie wiesz, czy to sen czy jawa. Mówią Ci o tym jak ważne jest bycie tym kimś, a Ty myślisz – ludzie przecież ja nawet ciemności się boję! Czujesz strach ale również jakąś ekscytację, masz wrażenie, że uwalniasz się od monotonii swojego życia, a z drugiej strony zdajesz sobie sprawę z tego, iż codziennie będziesz musieć walczyć, ryzykować swoim zdrowiem i życiem i być może kiedyś stanie się to najgorsze, a wtedy pomyślisz – i po co mi to było? Przecież żyło mi się tak dobrze, spokojnie w swoim świecie. Wybranie drogi w życiu zazwyczaj nie jest proste, ale gdy inni wybierają ją za Ciebie musisz albo stanowczo się sprzeciwić, przy okazji burząc nadzieje wielu ludzi, albo zgodzić się i podjąć wielkie ryzyko. Zazwyczaj ryzyko dotyczy tylko Ciebie, ale w tym przypadku może zadecydować o życiu wielu istnień. - Dzień dobry, mogę? - Hej, jasne. - Jak się czujesz? - Sama nie wiem. Boje się, wszyscy mówią jakie Kapłanki były ważne, jakie były potężne, ale ja nie wiem, czy sobie poradzę. Jestem słabą, nieporadną dziewczyną, na prostej drodze potrafię nogę złamać, wszystkiego się boję, tyle mnie przeraża. Jak ktoś taki może walczyć z czymkolwiek? - Może właśnie w tym jest jakaś metoda? Choć wydaje mi się, że nie doceniasz siebie, jesteś odważna i silna, a strach to nic złego. Jak to mówią tylko głupcy się nie boją. - Nie jestem pewna, czy to mnie przekonuje, ale wiem, że ani Ty, ani Twoja rodzina nie odpuścicie. - Pamiętaj decyzja należy do Ciebie. Nie możesz jej podjąć ze względu na nas, bo to Twoje życie. - Nie jestem pewna tego, gdy słyszę te wszystkie historie od nich wszystkich. - Cieszą się, ale wiem, że zrozumieją jeśli postanowisz wrócić do swojego świata i żyć tam w spokoju. Zastanów się na spokojnie. - Nie potrafię na spokojnie, mam taki mętlik w głowie, że czasami zaczynam wariować. - Może Ci w tym pomogę.

Millcare starał się nauczyć mnie medytować, na początku szło mi opornie, jak z reszto wszystko, co zaczynam, ale po jakimś czasie zauważyłam, że sprawia mi to przyjemność i mogę tak długo siedzieć. Zostawił mnie samą żebym mogła sobie poukładać te wszystkie info i poszedł ćwiczyć. Siedząc tak sama w pokoju, nagle poczułam dziwne uczucie i ten chłód, zupełnie jakbym wyszła na dwór w zimie bez kurtki. Otworzyłam oczy i niczego nie widziałam, ale nadal czułam chłód i znów głowa mi pulsowała. Rozglądałam się po pokoju i wtedy spostrzegłam jakby coś przemknęło między szafą a drzwiami. Zrobiłam to, czego uczył mnie Millcare, wysłałam komunikat do oczu, żeby się zaświeciły i tak też się stało, (choć nie od razu). Pod wpływem światła zobaczyłam słup ciemności, wiedziałam, że to jakaś zła postać.

- Pokaż się! Ale nie zrobił tego, wiedziałam, że cały czas stoi przy drzwiach, a nawet poczułam, gdy jakaś siła mnie przewróciła. - Stój! Kim jesteś?! Niestety nie było odpowiedzi, za to uciekał przez cały dom, goniłam go, jednak moja forma jest żadna, więc nie mogłam nadążyć. Przypomniałam sobie, że moje oczy mogą strzelać światłem i wysiliłam je, po jakimś czasie wystrzeliły, coś potłukło się, ale trudno, ważne, że udało mi się go trafić. Leżał na trawie w ogrodzie, był człowiekiem, chyba czarownikiem.

- Kim jesteś?! - Jestem wysłannikiem Kapłana Ciemności. - Czego chcesz? - Niczego, tylko obserwowałem. - Jaki Kapłan Ci kazał? - Kapłan, który chce żebyś nie zawracała sobie głowy niszczeniem zła. - No proszę, to Kasandro jest błazen, który zamiast szkolić własną moc, woli czekać na to, aż Kapłan obdarzy go jakąś mocą. - Millcarze znów się spotykamy. - Niestety. Jest niegroźny. - Jak to nie?! - Przecież nie umiesz posługiwać się swoją mocą. - Potrafię i się przekonasz. Rzucił w niego jakim strumieniem światła, czy czegoś takiego, ale nie pochodziło to z jego rąk, lecz z jakiejś magicznej rzeczy, którą szybko Millcare mu wytrącił. - Używasz takich zabawek? Myślałem, że stać Cię na coś więcej. Wtedy tamten powiedział jakieś zaklęcie, w języku którego nie znam i pojawił się w jego ręce ciemny kwiat. - Wiesz, co to za kwiat? - Wiem, to Knowflow, mówią, że potrafi pokazać przeszłość lub przyszłość, ale jest niebezpieczna, bo może wywołać długo trwające halucynacje. - Jaki mądry … Weź go Kapłanko, może pomoże Ci w dokonaniu decyzji. - Czemu mi to dajesz? - Jeśli zobaczysz, co spotkało Twoje poprzedniczki nie będziesz chciała być taka jak one. - A jeśli zobaczę przyszłość? - Nie będzie ona spokojna, Kapłani Ciemności i inni po ciemnej stronie nie pozwolą Ci żyć spokojnie, zawsze ktoś będzie chciał Cię zabić. Miłego oglądania. Powiedział coś tam i zniknął. - Naprawdę może mi to pomóc? - Nie! Nie możesz jej użyć, jest niebezpieczna i szkodliwa. - Ale ja nie wiem, co zrobić ze swoim życiem. - I żaden kwiatek Ci nie pomoże. Po obiedzie poszłam do pokoju i myślałam, kwiatek stał na stoliku i czekał. Bałam się, ale chciałam żeby ktoś lub coś mi pomogło. Zrobiłam wywar, jej listek wystarczył, wypiłam i powiedziałam: Niech ukaże mi się, to, co pomoże mi wybrać drogę życia. Na początku nic nie poczułam i nic się nie wydarzyło, ale po jakimś czasie, gdy leżałam na łóżku i patrzyłam w okno, stało się coś dziwnego. Widziałam ogień, dym, wszędzie było mnóstwo leżących ludzi, zobaczyłam mężczyznę, a raczej sylwetkę mężczyzny, który szukał kobiety, wołał, podchodził do leżących i sprawdzał, czy nie ma jej wśród nich. - Stello! Gdzie jesteś?! Stello! Nikt nie odpowiadał na jego krzyk, potem zobaczyłam, że ta sama postać idzie po trawie, nie ma już ciał ludzi, ale on tak samo szuka, rozgląda się wszędzie, podchodzi do krzaków, drzew. Stanął i zaczął coś szeptać, potem pobiegł przed siebie i zobaczyłam sylwetkę kobiety, przykląkł przy niej i zobaczył, że nie żyje. Widać było, że była dla niego ważna, wziął jej ciało na ręce i zabrał. Następnie zaniósł do jakiegoś miejsca, w którym paliło się mnóstwo świeczek, nie widziałam dobrze, co to za miejsce, ale musiało być ważne. Położył ją na ogromny ołtarzu i zaczął płakać. Ich obraz znikł, ale pojawiły się obrazy jak z filmu wojennego. Huk wystrzałów, uciekający ludzie, odgłosy walk mieczami, płacz dzieci. Czułam się tak, jakby szła pośród tych scen, jednak nie widzieli mnie, nie mogłam im pomóc. Na koniec przyszedł obraz pogrzebu. Widziałam wydzielone miejsce i rozsypujących prochy. Ocknęłam się, nadal leżałam, ale czułam ból i chciałam płakać. - Kasandro, choć do nas, będziemy piekły ciastka na uroczystość. - Nie chce Faydance. - Nie chcesz, nie chcesz, ale musisz. Oczywiście jak to Faydance zawsze postawiła na swoim i musiałam z nią iść. Razem z jej mamą i ich gosposią przygotowywałyśmy ciastka i ciasta. Było miło, dużo śmiechu, jednak nadal nie zapomniałam o tych strasznych scenach, które zobaczyłam w pokoju. Po wstawieniu do pieczenia, poszłam do salonu, gdy patrzyłam w ekran telewizora, zobaczyłam w nich siebie, ale wyglądałam inaczej, spięte w kok włosy, długa suknia, która stanowi strój Kapłanki i Millcare, też trochę inny. Walczyliśmy z jakimiś ludźmi, nie mogliśmy sobie poradzić, bo wśród nich był jakiś Kapłan, który non stop nas powalał na ziemię, po czym zabił jakaś kobietę, której nie zdążyliśmy pomóc, potem pojawiliśmy się gdzie indziej, widziałam ludzi, którzy byli bardzo chorzy, Millcare starał się ich uleczyć, ale jego moc nie działała, zaczęli umierać, a my byliśmy bezsilni, następnie przenieśliśmy się do kolejnego miejsca, walczyliśmy, rzucałam kulami światła, wyglądało na to, że radzę sobie całkiem nieźle, jednak gdy się odwróciłam Millcare był ciężko ranny, widziałam swój płacz, wręcz mogłam usłyszeć jak błagam go żeby nie zostawiał mnie, ale to nie działało, bo on odszedł. Ocknęłam się i nie mogłam złapać tchu, łzy leciały mi z oczu, była przerażona. - Kasandro, co się stało? - Nie nic, po prostu … - Użyłaś kwiatka, prawda?! - Nie, ja.. - Jak mogłaś?! Mówiłem Ci, że to niebezpieczne! - Nie krzycz, proszę. Przepraszam. - Kasandro … Uciekłam stamtąd najszybciej jak mogłam, wiedziałam, że go zawiodłam, a na dodatek zobaczyłam to wszystko i chciałam zapomnieć. Jednak poszedł za mną: - Mogę? - Nie. - Przepraszam, nie powinienem był podnosić głosu. Wybacz. - Miałeś rację, to co widziałam było straszne. - Opowiedz mi. Nie dałam się długo prosić, opowiedziałam o tych okropnych widokach, o kobiecie, która pewnie była moją matką, o tych wszystkich ludziach, o tym, że nie mogliśmy pokonać Kapłanów i uratować ludzi, a na koniec o tym, że go straciłam. - On miał rację, nie chce być Kapłanką, to nic nie da, tak jak nie pomogło tym kobietom, tak ja nie pomogę ludziom. - Kasandro zobaczyłaś najgorsze fragmenty z życia Twojej matki i jej podobnym oraz to, co może się wydarzyć w przyszłości, jednak przyszłości jest wiele i tylko od nas zależy, która wersja się spełni. Nie widziałaś tych dobrych i ważnych chwil, więc nie sądź, że będą same złe. - Ale ja nie chce żebyś przeze mnie zginą. - Posłuchaj nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Ale jeśli uważasz, że to, co zobaczyłaś jest wystarczające żeby nie podejmować się bycia Kapłanką Światła, to uszanują Twoją decyzję. - A Ty? - Ja nie mam nic do gadania, taką jaką decyzje podejmiesz przyjmę i już. - Ale muszę zadecydować za nas dwoje. - Moje życie jest związane z Twoim, ale jeśli nie będziesz chciała podjąć się przeznaczenia, to każde pójdzie inną drogą. - Będziesz miał do mnie żal? - Nie, zrozumiem. Często jest tak, że widzimy dla siebie inną drogę niż widzą dla nas inni ludzie. Ale życie mamy jedno i każdy ma prawo wybierać to, co uważa, że będzie najlepsze. - Tylko, że ja nie mam drogi, którą chciałabym iść. Nie wiem, co mam robić w życiu, jedyne co mam to wielki mętlik w głowie. - Może zamiast pytać kwiatka o rozwiązanie problemu, zapytaj siebie? - Jak? - Rozważ za i przeciw, pomyśl, czy bycie Kapłanką ma dla Ciebie wartość, czy naprawdę widzisz w tym same wady. Nie patrz na to przez pryzmat strachu, to co kiedyś się wydarzyło było straszne, straciłaś matkę, ale teraz masz szansę ją w jakiś sposób poznać, a to chyba zaleta. - Jak to robisz? - Co takiego? - Potrafisz wynajdywać zalety, no i na dodatek z wad wyciągasz zalety. - Taki dar. Nie martw się, przemyśl wszystko jeszcze raz. - Dobrze. Dziękuję. Poszedł a ja zastanawiałam się nad zaletami. Myślałam o tym, że mogę pomóc wielu ludziom, zatrzymać zło, które się szerzy, że moc, którą mam zaczęłam coraz bardziej w sobie czuć, a ćwiczenia z Millcarem sprawiają mi przyjemność, choć jeszcze się stresuje i wstydzę. Miecz nadal wypada mi z rąk a oczy nie zawsze chcą świecić, najgorzej jest z rękami, które prawie w ogóle nie słuchają, ale nauka tego wszystkiego dają mi cel i sprawiają, że czuje się potrzebna. - Kasandro, choć musisz zobaczyć! - Co to? - Zaczęło się świecić, tak samo z siebie. - Ale czemu? - Przygotowuje się do ważnego wydarzenia. Zawsze, gdy nowa Kapłanka miała złożyć przysięgę cała świątynia zaczynała żyć swoim życiem. Gdy zbliżał się dzień złożenia przysięgi przez Twoją matkę świątynia tętniła życiem, pojawiały się magiczne przedmioty jako podarunki, zaczynała błyszczeć czystym światłem, wszystkie ozdoby, obrazy, rzeźby wypełniał blask. Tak dzieje się też teraz. Świątynia jest związana z każdą Kapłanką, której służy nasz ród, ale również potrafi poznać inne Kapłanki. - Jest piękna, przyciągała mnie wtedy. Czułam, że muszę tu wejść, że to ważne miejsce. - Bo jest ważne, tutaj Twoje poprzedniczki stawały się Kapłankami, tutaj zostały ofiarowane dobru i tutaj Twoja babka i matka zostały Arcykapłankami. To bezpieczne miejsce, zło nie może się tu pojawić, bo zostałoby zniszczone. - Arcykapłan i najsilniejsi z Kapłanów Ciemności mogliby wytrzymać siłę świątyni. - Tak, ale wątpię żeby mieli odwagę. - Kasandro mama Millcare’a pomoże Ci się przygotować, oczywiście jeśli zdecydujesz pójść drogą swoich poprzedniczek. Masz czas, zastanów się. W świątyni było pięknie, te figurki, obrazy były jak żywe i jakby do mnie mówiły. Słyszałam szepty, czułam powiew wiatru, to było takie magiczne, kryła się za tym tajemnica, coś niezwykłego. Wychodząc z tego pięknego miejsca zauważałam, że mój Amulet świeci i poczułam siłę, to było niesamowicie dziwne uczucie, ale mój humor się poprawił. Poszłam do ogrodu i bawiłam się z psem, gdy siedziałam na trawie i głaskałam Doggiego, coś mnie kuło w plecy, odwróciłam się, ale nic nie zobaczyłam, za to na mojej nodze siedziała mała, drobna istotka, która coś mówiła, bardzo szybko, ale nic nie rozumiałam. Ta śliczna istota wyglądała jak motyl, miała kolorowe skrzydła, ale ludzką, maleńką postać, długie jasno-brązowe włosy. Zaniosłam ją do domu i zawołałam Faydance. - Nie rozumiem, co ona mówi. - Jej! To motylo-człowieczek! - Zrób coś, zamiast się zachwycać. - Ok, już. Sypnęła jakimś proszkiem i nagle z malutkiej istotki, wyrosła piękna dziewczyna, tyle że ze skrzydłami. - Dziękuję, nie mogłam się sama powiększyć, bo ciemne skrzaty ukradły moją puderniczkę. - Puderniczkę? - Witaj Kapłanko. - Skąd wiesz kim jestem? - Widzę to w Twoich oczach. - Aha, masz jakieś imię? - Tak, przepraszam. Jestem Enly, jestem Peoflayem (człowieko-motylem). - Miło Cię poznać, jestem Kasandra. Rozumiem, że potrzebujesz pomocy. - Tak, skrzaty są ostatnio bardzo aktywne, nie tylko mi zabrały puderniczkę. - A ta puderniczka to …? - One używają jej do przemiany w ludzi, ale również do magii. Zajmują się motylami, pomagają im, dzięki tęczy mają kolorowe skrzydła. - Super. Jak mogę im pomóc? - Trzeba jakoś odgonić skrzaty. - Skrzaty są małymi pomocnikami czarnoksiężników, w zamian za swoje psoty, dostają wynagrodzenie, zamieniają się w ludzi i bawią. To sprytne istoty, są szybkie i wiedzą jak dokuczyć każdemu z osobna, jednak są strachliwe. - To skrzaty z łąk Dowbu. - Jedno mnie zastanawia – jak dokuczają? - Potrafią zmieniać jedzenie w coś czego nikt nie dotknie, psuć różne rzeczy, a te skrzaty dodatkowo potrafią używać magicznych przedmiotów, straszą zwierzęta, wiele wypadków związanych ze zwierzętami to ich sprawka, mogą sprawić, że Twoje życie stanie się koszmarem. Tak najczęściej zaczynają mieszać ludziom w głowach, a potem pojawiają się Kapłani niższej rangi i dają ludziom wybór, albo będą trzymać ze złem, albo będzie jeszcze gorzej. - Poza tym psują naszą pracę, zabijają motyle, niszczą krople żeby nie mogła pokazać się tęcza. - Rozumiem, mam się pozbyć ich. Nagle zakręciło mi się w głowie i w oczach zobaczyłam Księgę, była otworzona na słowach zaklęcia. - Kasandro dobrze się czujesz? - Tak, nic mi nie jest. Księga podała mi zaklęcie. - Świetnie, więc musimy jechać na łąkę. Pojechaliśmy w czwórkę, nie było to zbyt daleko. Łąka była bardzo ładna, mnóstwo kwiatów i pełno fruwających lub nie motyli. Zauważyłam, że wiele z nich to nie są motyle, tylko siostry i bracia Enly. Coś się chyba działo, bo byli bardzo spłoszeni. Gdy dobrze się przyjrzałam zobaczyłam małe ciemne skrzaty, było ohydne, włochate, pomarszczone, biegały i porywały puderniczki, jeden z nich zabijał motyla. Taki koszmar na łące. Wypowiedziałam zaklęcie i zmieniłam się w człowieko-motyla. - Super, tylko tego mi brakowało. - Wiesz, że teraz możesz mówić w ich języku? - Jesteś pewny? - Tak, spróbuj. Ku mojemu zaskoczeniu, miał rację, mówiłam w tym dziwnym języku i rozumiałam, co mówią te małe paskudy. - Zostaw go! - Nie jesteś … - Jestem kimś więcej. Puść go! Nie chciał słuchać, to go zmusiłam, strzeliłam energią z moich oczu i zniknął. Niestety byli inni, którzy otoczyli mnie i zaczęli wykonywać jakieś dziwne ruchy, poczułam jakby wiatr przygniatał mnie swoją siłą, nie mogłam złapać oddechu, ale mówiłam sobie, że dam sobie radę z tymi pokrakami. Na pomoc przybyli mi Peoflye, poza tym Millcae i Faydance też dzielnie walczyli. Miecz MIllcare’a dawał sobie radę ze skrzatami, które mimo swojej szybkości nie zawsze mogły uciec przed jego ostrzem. Gdy Peoflaye odganiały wywoływany przez skrzaty wiatr, ja wymyśliłam zaklęcie: Zniknijcie złe skrzaty z tej łąki, Wasze złe czyny, niech nie zakłócają dobra! Moje oczy świeciły i nawet nie myślałam żeby je ,,włączyć’’, uniosłam się w górę i z moich rąk rozbłysło światło i rozlało się na całą łąkę. Słyszałam krzyki i próby ucieczki, ale to wszystko szybko znikło i wróciło do normy. - Wiem, że wszyscy się cieszę, ale czemu ja wciąż nie wróciłam do swoich rozmiarów? - Widocznie musisz jeszcze coś zrobić. - Co? - Okaże się. Moja rada – pofruwaj, naciesz się wolnością motyla, spójrz na świat patrząc z nieba. Tak też zrobiłam i bawiłam się świetnie, fruwałam, skakałam po kwiatach, ścigałam ptaki, które były miłe i co było ciekawe, to rozumiałam ich mowę. Cieszyłam się jak dziecko, byłam wolna i szczęśliwa. W jednym z domu, nad którym leciałam poczułam złe emocje, strach i postanowiłam zobaczyć, co się dzieje. Stanęłam na parapecie okna i widziałam chyba Kapłana Ciemności, który straszył kobietę i mężczyznę, twierdził, że zrobi krzywdę ich dzieciom jeśli się nie zgodzą przejść na złą stronę, chciał żeby kradli pieniądze w miejscach swojej pracy. Niestety nie miał pojęcia o mojej obecności. Widziałam krążące po domu skrzaty, weszłam do domu szparą w drzwiach od piwnicy i szybko wypowiedziałam zaklęcie, niestety nie pozbyłam się wszystkich skrzatów, jeden chyba najsilniejszy z nich był razem z Kapłanem. Zastanawiałam się, jak pokonać Kapłana, o którym nic nie wiem, ale skoro jest niższego rzędu, to może jakiekolwiek zaklęcie wystarczy.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych