Wróć do katalogu

Pułkownik Sorociński

Krótka historia o żołnierzu i śnie.

hic_est, opublikowano , 11 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pułkownik Sorociński obudził się bladym świtem. Właściwie obudził go biegnący koń. Postawił bose stopy na zimnej drewnianej podłodze. Wsparł się rękoma o skóry, którymi był przykryty i ze zwieszoną głową wpatrywał się w brudne deski. Sorociński zaraz po przebudzeniu się był gotów do działania. Nie była to co prawda cecha wyjątkowa u żołnierza, który chciał życia jeszcze posmakować, jednak pułkownik miał tę cechę od dzieciństwa. Wtulony w ciepłą pościel nagrzewaną przez noc potrafił zerwać się i biec do stajni, sprawdzić czy aby jego pierwszy koń darowany mu przez ojca ma się dobrze. Nieraz dziwiono mu się, kiedy po kilku nieprzespanych nocach udawało mu się wyrywać kilka godzin snu, wstawał nagle i jak gdyby wyspał się setnie zabierał się do swych obowiązków.

Teraz, mimo zwyczajnego początku w zachowaniu pułkownika dało się zauważyć złość. Kiedy podano mu misę z wodą do umycia, nachylił się nad nią, wpatrywał się w swoje odbicie trochę nieobecnym wzrokiem, zmarszczył brwi i jakby chcąc przegonić natrętne myśli zaczął myć twarz nie troszcząc się o coraz to bardziej mokrą podłogę. Zmoczył włosy, oblewał szybkimi ruchami ramiona i szeroką pierś. Wyprostował się i rozejrzał po izbie. Przebiegł wzrokiem po ciemnobrązowych ścianach, które były niemal puste poza obrazem Matki Boskiej patrzącej boleściwym wzrokiem na świat, dwoma skrzyżowanymi toporami i jakąś lichą wilczą skórą. Wyjrzał przez okno za którym widać było żołnierzy zajętych swymi sprawami. Dało się słyszeć rozkazy wachmistrza, rżenie kona i odgłosy czyszczenia broni. Pogoda była ładna, wiatr lekko głaskał liście drzew, Słońce zaś dopiero wychylało się znad lasu. Sorociński odwrócił się od okna i ryknął: - Biegiem do mnie!

Do izby wpadł młody człowiek i stanął przed pułkownikiem patrząc mu w oczy. - Słucham panie pułkowniku. - Za mną!

Wyszli na zewnątrz. Sorociński szybkimi krokami poszedł w stronę żurawia. Widzący go żołnierze salutowali, ten ich jednak ignorował nie spoglądając na nich nawet przez chwilę. Stanął przy wodopoju i nie patrząc na żołnierza rzekł: - Łap za wiadro i lej.

Przywykły do słuchania rozkazów chłopak złapał wiadro i nabrał wody. Zawahał się jednak przez chwilę. Pułkownik stojąc oparty rękoma o brzeg wodopoju spojrzał na niego wściekłym wzrokiem i wrzasnął: - Na co czekasz? Lej!

Chłopak aż podskoczył i nie chcąc narażać się gniewowi pułkownika wziął zamach i chlusnął lodowatą wodą na jego głowę i tułów. - Dawaj! Dawaj! Dawaj! – krzyczał i za każdym razem strumień wody oblewał Sorocińskiego.

Żołnierze patrzyli po sobie zdziwieni. Nie mieli pojęcia co się stało, że pułkownik każe sobie na łeb wodę lać. Wiedzieli jednak, że w drogę mu nie ma co włazić bo nie miał on często w złości hamulca. Nieczęsto się też zdarzało widzieć go w takim stanie, zazwyczaj był spokojny i nawet w bitwie umiał trzymać emocje na wodzy jak nikt inny. Tym bardziej teraz budził obawę. - Dość! – rzekł. Przypiął szablę, buławę zatknął za pas, narzucił na siebie żupan i kazał konia prowadzić. - Panie pułkowniku. Jakieś rozkazy będą dane? – spytał wachmistrz, który widząc co się dzieje postanowił działać. - Czekać! – rzucił pułkownik, wsiadł na koń i ruszył.

Mignęły mu przed oczami zabudowania dworku, konia nie szczędził. Miał dobrego wałacha, który nieraz się sprawdził. Przeleciał przez wieś jak burza, spod końskich kopyt sypały się grudy ziemi. Pies skowycząc uciekł, tu i ówdzie chłop wyjrzał kto tak gna na złamanie karku. Wachmistrz zdjął czapkę widząc odjeżdżającego pułkownika, pogładził wąs, na jego zarośniętej, pooranej zębem czasu twarzy dało się zauważyć wyraz troski i przestrachu, milczał przez chwilę po czym przywołał żołnierza…

Przez głowę Sorocińskiego przelatywały obrazy i myśli równie szybko jak migający mu przed oczyma świat. W uszach szumiał wiatr, oczy zachodziły łzami od pędu. On jednak zdawał się nie zwracać na to uwagi. Jedno go teraz zaprzątało. Jedno zadawał sobie pytanie.

Jawił mu się widok dziewczyny. Widział jej czarne włosy, brązowe oczy. Te oczy w które tak często dane mu było patrzyć i które tak były dla niego miłe. On przecie był już pewien, że dla niego ona. Starań nie szczędził. Nie narzucał się jej jednak, za nic by tego nie zrobił. I gdyby ona mu od razu rzekła „idź precz” zrozumiałby. Ona jednak go wodziła. Dawała nadzieje. Czy tak dobrze udawała? Bywało i tak, że dłoni nie cofała kiedy swoją wysuwał. Śmiała się szczerze kiedy tańcząc trzymał ją mocno w kibici. Żarty jego przyjmowała z uśmiechem a i sama płocha nie była. Może on nie był wystarczająco przekonywujący, może nie dość jej okazał co czuje, może nie tak jak trzeba. Miłości jej przecie nie wyznał. Ale co tam, i ślepa by zobaczyła. Ze sobą im bardzo dobrze było. Widział przecie jak na niego patrzy, jak oczy jej się do niego śmieją, jak wesoła była w jego towarzystwie. Czemu więc na listy przestała odpowiadać? W tym sęk może był, że on przecie w rozjazdach ciągle.

Nieczęsto się widywali. Ale on chciał, on mógł. Nie zawsze co prawda tak dobrze bywało. Czasem w gniewie się rozstawali. Tracił przy tym siła nerwów i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych