Pyrrusowa klęska
Debiut, proszę o krytykę!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie umarł. Zastanawiające biorąc pod uwagę struny fortepianowe ściśle uwiązane wokół szyi, rąk i nóg. Skrępowanie staje się jednak drobnym szkopułem kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, iż jego umysł funkcjonuje pomimo braku tlenu. Mimochodem wspomnę jeszcze o trumnie profilaktycznie ukrytej głęboko poniżej dębowego pnia. To w niej zatrzasnęłam chłopaka i pozostawiłam na pastwę nieubłaganego czasu. Rzecz jasna wciąż żył. Podobnie jak czarny kwadrat na białym tle funkcjonuje pod szyldem wielkiej sztuki. Jego serce stało się jednak czyjąś własnością, również w dosłownym znaczeniu tego stwierdzenia. Wskażówki chronometru baczie rachują upływające sekundy.
Dworzyszcze spod ciemnej gwiazdy o pokracznych proporcjach. Wynaturzone bryły przypominają dziwaczny wybryk natury - wrota inferna, upiorny płód koszmarnego snu architekta. Poniżej tego piekielnego zaplecza rozciąga się królestwo obłąkanego artysty. Ogród zainicjowany ekspresyjnymi pociągnięciami pędzla, kłębowisko linii zdające się tworzyć węzeł gordyjski. Ta nieznośnie wybujała gęstwina to istne Eldorado dla lokalnego ptactwa, snującego w owym nieprzeniknionym labiryncie pyszne wille i majestatyczne pałace. Panorama owego zaułka przedstawia przygnębiający widok, na horyzoncie nie widnieje ani jeden budynek. Posesja koi samotność w objęciach zagajnika. Jak na ironię losu, lasek został gdzieniegdzie ukoronowany gotyckimi sosnami. Delikatny pagórek na który wdrapała się posiadłość, jest prześcielony śnieżnobiałym obrusem. Widnieje na nim pojedyncza, wydeptana zmarszczka wiodącą ku rozwartej na oścież bramie. Brakuje już tylko wyładowań atmosferycznych i tłuszczy dzierżącej widły oraz pochodnie. Gawęda skrzypiących wrót z wiekowymi drzewami zostaje impertynencko ucięta. Słyszysz mrożący soki w krwioobiegu szept muzyki, pewnego rodzaju zaprosznie. To sygnał startu dla ciarek biegnących w sztafecie po twoich plecach. Jedno okno zostało udekorowane obłudną, chorowitą wiązanką światła, wygląda to na robotę kominka. Poświata pulsuje, wydaje się być pijana. Jej chwiejny chód słabnie. Zapewne już wkrótce zakończy się w którymś z rowów ciemności. Przycupnąłeś za gęstwiną zarośli, jesteś skulony ze strachu. Kurczowo ściskasz rękę duszy siedzącej ci na ramieniu. Wystarczająco mocno, aby nie uciekła. Dźwięk w powietrzu rozchodzi się podobnie do koncentrycznych zmarszczek na wodzie. Nie trudno odcyfrować gdzie znajduję się jego obezwładniające apogeum, ponownie zawieszasz wzrok w jasnym oknie. Twoja odwaga wytraca impet, dłonie mimowolnie wędrują ku kredowej z przerażenia twarzy, a irracjonalne nogi obierają sobie za cel drzwi wejściowe.
Jego wzrok prześlizguje się od szachownicy posadzki, po obskurne ściany zapadłe na łuszczycę. W środku budynku muzyka brzmiała znacznie smętniej i bardziej złowieszczo niż na zewnątrz. Otulała powiewem zimna. Wystrój wydawał się być aranżowany pod wpływem ponurego taktu muzyki, od samego wejścia wnętrze potęgowało niepokój, przytłaczało umysł i serce zmuszając je do przebieżki. Melodia szybowała na prądach wznoszących jedynego źródła światła, wykwintnego kominka. Muzyka mijała uparcie brnące przez czasoprzestrzeń umeblowanie, mknęła ku pozostałym zakątkom dworu… Spiralnym schodom naprzeciwko wejścia, perłowego kandelabru ponad salonem. Mroczny koncert wydobywał się z instrumentu młoteczkowego. Czarny jak węgiel Steinway - podobnie jak robi to endoskop - penetrował trzewia tego rozległego organizmu. Zapuszczał swe sondy do jego najdalszych zakamarków. Fortepiany rzadko kiedy grają same z siebie, nie sposób zatem pominąć wykonawcy nokturnu. Unikalna uroda owej kobiety niewątpliwie musiała narzucać dystans potencjalnym rozmówcom. Blade jak marmur oblicze w którym można odnaleźć szlachetne powiązania z drapieżnym zwierzęciem. Załamana pogoda brwi, spod których oczy ciskają gromy. Z całą pewnością mogły za jednym spojrzeniem obrócić w pył całe wszechświaty. Władcza, dumna aura bijąca od postaci kontrastowała z bladym, filigranowym ciałem podkreślonym antracytową sukienką. Czas zwolnił swój bieg, z zapartym tchem oczekiwał. - {i}Czego tu szukasz psie?{/i} – Femme fatale zbiła z tropu dopiero co przybyłą osobistość. Jej mimika nie odzwierciedlała degustacji. Za to surowe oczy przewiercały na wskroś głowę wizytującego. Uwaga kobiety została rozchwiana niecodziennym widowiskiem. Ogień buchnął z dźwiękiem wystrzału armatniego. Ktoś postanowił zmaterializować się w palenisku. - {i}Ależ moja droga! Do diabła, jak możesz zwracać się w ten sposób do naszego gościa?!{/i} – zakrzyknął Szatan we własnej osobie. Właśnie wychodził z kominka, tańcząc walca z roznegliżowaną…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mprzycho
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…