Red - Miliony
Kolejna część przygód Red'a
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
[Zapraszam do przeczytania wszystkich części przygód Red'a w moich publikacjach]
Kiedy weszła RED spoglądał w okno trzymając szklankę drogiego alkoholu.
- Nie lubisz pukać? – Red nadal patrzył w okno z podejrzanym uśmiechem.
- Czasem lubię - powiedziała chrypliwym głosem, w którym dało się słyszeć nutę żartu. Red pominął milczeniem jej odpowiedź, aby nie schodzić jeszcze na temat seksu. Odwrócił głowę unosząc brew i wykrzywił kąciki ust w jednym z jego czarujących uśmiechów.
- Chciałem popatrzyć na gwiazdy zanim przyjdziesz, żeby móc cię z nimi kojarzyć i porównać ich piękno z twoją urodą. – Powiedział całkiem szczerze. Była olśniewająca, jej czarne jak węgiel delikatnie kręcone włosy upięte z tyłu opadały do wysokości łopatek, poza dwoma również skręconymi, cienkimi pasemkami z przodu otulającymi jej twarz. Jej makijaż był doskonały, nawet Red który uwielbiał dostrzegać kobiece niedoskonałości, nie mógł się dopatrzyć lini podkładu. Zalotne rzęsy, nieprawdopodobnie cienkie kreski podkreślające jej oczy i delikatnie zielone odcienie powiek.
- Jak wypadłam w tym porównaniu? - odparła wybuchając śmiechem w odpowiedzi na tani tekst.
- Coś pomiędzy Dużym Wozem a Kasjopeą – Red również się uśmiechnął, ale podstępnie – wejdź proszę, niech zgadnę, szampan? – Podał jej bezczelnie dłoń z łobuzerskim wyrazem twarzy, kiedy wyciągnęła do niego rękę, uchwycił ją obiema swoimi i przyciągnął do swoich ust na ułamek sekundy, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Red starał się patrzyć na nią jak na gwiazdkowy prezent, to zawsze działało w połączeniu z jego bezczelnym i aroganckim stylem bycia. Ciekawość od wieków gubiła kobiety a Red jak nikt inny potrafił grać sprzecznościami.
- Może być szampan – po raz kolejny uśmiechnęła się z typowym dla bogatych kobiet uśmiechem, wyrażającym zaciekawienie nowym zjawiskiem – Red pomógł z płaszczem. Stała w środku wynajętego na tydzień apartamentu, na najwyższym piętrze wierzowca w centrum Warszawy. Ubrana w krótką, ale nie obcisłą czarną sukienkę od któregoś z drogich projektantów i fantastyczne szpilki zdobione małymi, białymi kamieniami, Red mógłby się założyć że były to brylanty.
- Usiądź proszę. Naleję – Red oddalił się do barku, a Frank Sinatra śpiewał cicho z głośników swoją piosenkę o Nowym Yorku – Podoba ci się wystrój? – rozejrzała się dookoła, dopiero teraz zauważyła, że wzorki na parkiecie nie są malowane, są to płatki kwiatów, które ktoś rozsypał i ułożył bardzo starannie. Znaczyły linię od drzwi do kanapy na której siedziała, a następnie od kanapy do łóżka. Również łóżko było nimi ozdobione do okoła, z tym że co kilkanaście centymetrów stała świeczka.
- Mhm – uśmiechnęła się – Czuje się jak deser… - cwana bestia pomyślał Red i odpowiedział:
- A powinnaś jak wisienka na deserze, ale wybaczam ci. Te wszystkie lata bycia jedną z najważniejszych kobiet w tym kraju nie były łatwe dla twojego poczucia skromności – uśmiechnął się odsłaniając idealnie białe zęby w kolejnym ze swoich czarujących uśmiechów.
- Sam przygotowałem pokój– dodał.
- No, no panie Red, kto by się spodziewał że pod tym krawatem można znaleźć romantyka – powiedziała z udawanym zachwytem. Jej oczy były tak cudownie roześmianie jak jej usta. Można by się było w niej zakochać, gdyby nie była żoną prezesa jednej z czołowych partii politycznych w tym kraju.
Red usiadł obok i podał jej kieliszek szampana, woń perfum, których używała, uwodziła w słodki sposób. Ciężko opisać zapach, który wydaje się być i ciężki i delikatny, dało się wyczuć w nim jakąś roślinę – być może drzewo z bardzo odległego kraju. Jej oczy zaszkliły się delikatnym blaskiem po pierwszym łyku szampana. Red jeszcze przez chwilę bezczelnie przyglądał się jej twarzy i szyi ozdobionej zielonymi kamieniami w białym złocie, lub czymś prawdopodobnie jeszcze droższym. Podobał się jej, wiedział to od dawna, od pierwszych telefonów i maili jakie wymienili, urzekał ją swoim skomplikowanym umysłem, bezczelnością i ignorancją w sprawach wielkiej wagi. Poza tym zdawał sobię sprawę z tego że jest przystojny.
- Będziesz tak siedzieć i pić czy rzucisz się na mnie w końcu jak dzika kocica? – Red przymrużył oczy i zmarszczył wargi w zaczepnej minie.
- Ha ha ha, o mało nie zaksztusiłam się szampanem głuptasie, gdzie twoje maniery RED? – odrzekła rozbawiona delikatnie kaszląc.
- Z reguły tam gdzie mój penis – odpowiedział Red w szerokim uśmiechu i dodał – to jak bardzo potrzebujesz moich manier? – patrzył na nią z jednym zmrużonym okiem.
- Ha ha ha, ok. Myślę, że mogę się obejść bez nich póki co – śmiała się nadal wyjmując papierosa z torebki. Red wyciągnął dłoń z zapalniczką, odpalając papierosa oparła swoje delikatne palce na jego dłoni, Red poczuł delikatny dreszcz przechodzący przez jego ciało. Jej paznokcie były doskonałe, nie potrafił niczego z niej wyczytać, generalnie jeśli chodziło o tą konkretną osobę to zapewne niczego nie robiła sama, sztab kosmetyczek, manikiurzystek, fryzjerek i wizażystek utrudniał mu zadanie. Konwersacja ich dwojga przez kolejne minuty poruszała różne nudne tematy, które wypadało poruszyć, aby nie okazać się gburem. Dotyczące polityki, śmiesznych spraw z kraju i oczywiście narzekania -jak to Polacy, nawet gdy kupią wyspę, to piasek wchodzi im w tyłek i ciągnie od morza.
Zbliżał się najważniejszy moment. W relacjach damsko-męskich zawsze jest to napięcie u obu stron kiedy samiec ma pocałować samicę. Od tego momentu wszystko zmienia się na zawsze. Jest tylko jeden problem, należy mieć wyczucie tego momentu, ani za późno ani za wcześnie. Błąd w tej sferze jest głównym powodem nie udanych randek.
- Lubie te twoje roześmiane oczka – powiedział Red – wiesz zastanawiałem się jak będzie wyglądać to nasze pierwsze spotkanie.
- I jak zadowolony? – Wypuściła dym.
- Wychowując się bez matki, mężczyzna uczy się szacunku do kobiet moja droga. Tutaj napewno nie chodzi o moje zadowolenie. To ty mi powiedz czy jesteś zadowolona?
- Jestem szczęśliwa póki co, że tutaj jestem, zdążyłam zostać porównana do Dużego Wozu, podeptać twoje płatki kwiatów i rozpocząć rozmowę o twojej matce. Więc co z nią?
- Z moją matką?
- Tak.
- To pięka historia, pełna poświęcenia i oddania własnemu dziecku. Nie ma w niej moich łez a raczej szczęście – opowiadał Red – miałem przyjemność wychowywania się samemu, dlatego mogłem oceniać co jest czarne, a co jest białe na własnych doświadczeniach. Nikt nigdy nie zaszczepił we mnie bzdur w stylu nie przechodzenia na czerwonym świetle, jeśli nic nie jedzie, czy innego „społecznie akceptowanego” pieprzenia. Dzięki temu jestem tu gdzie jestem. To, jak z prawem kociaku – Red zrobił krótką pauzę aby zobaczyć jak zareaguje na określenie, ale nie skomentowała – Jak mówią, prawo jest jak płot, tygrys przeskoczy, wąż się prześlizgnie, a chodzi tylko o to, aby bydło się nie rozchodziło.
- Rozumiem – powiedziała zainteresowana – Jesteś panem swojego losu, za sterem swojego statku, który od czasu do czasu wpada na mieliznę, gdy kapitan nie zna wód – Red coraz bardziej ją lubił.
- Taaa – odparł – Nie używam map do nawigacji, wolę wypinać swój świetny tyłek przez burtę na wiatr – roześmiał się – Chodź! – powiedział stanowczo z szerokim uśmiechem.
- Gdzie? – odłożyła papierosa. Dłoń Reda pociągnęła ją na środek apartamentu. Red wyciągnął z kieszeni małe urządzenie i po chwili Sinatra wypełniał pomieszczenie swoim głębokim głosem znacznie głośniej. Red wyrzucił pilota w stronę łóżka i przyciągnął ją do siebie kładąc grzecznie i delikatnie drugą rękę na jej talii.
- Wiesz co lubię w tym gościu, który właśnie śpiewa? – rozpoczął od razu aby nie dać jej szansy na jakikolwiek komentarz sytuacji , w której właśnie się znalazła. – Nigdy nie porusza smutnych tematów i znakomita większość jego twórczości jest radosna i pełna optymizmu.
- Red… - przytknął jej palec do ust uciszając ją.
- Po prostu słuchaj.
Red prowadził ją w tańcu pewnie, w rytm muzyki. Podśpiewywał jej cichutko do ucha po angielsku słowa piosenki. I uśmiechał się kiedy Sinatra śpiewał o czymś śmiesznym. Minęło zaledwie kilka minut zanim pozwoliła się prowadzić łatwiej, bardziej poddając się partnerowi oraz opierając głowę na jego ramieniu. Red uśmiechnął się sam do siebie i napawał sukcesem obejmując doskonałe ciało partnerki. Uwielbiał ten moment kiedy wiedział że kobieta należy do niego.
- Uwielbiam zapach twoich włosów – wyszeptał – przypominają mi dom.
- A gdzie jest twój dom Red? – odpowiedziała leniwie, patrząc na niego swoimi dużymi, naiwnymi oczyma.
- Nie mam domu, ale znam jego zapach – to zapach wolności. Red chwycił pewnie jej szczękę swoją dużą dłonią i przycisnął swoje usta do jej warg. Red nienawidził błyszczyków i szminek. Zastanawiał się jak daleko może się posunąć, to nie była „jakaś tam kicia”, to był jego ostatni stopień do bogactwa. Przyłożył dłoń do jej twarzy i wewnętrzną częścią starł całą tą cholerną substancję z jej ust.
- Nie polubiłem tego smaku – uśmiechnął się. Ponownie przyciągnął ją blisko i zatonęli w pocałunku.
– Teraz smakuje znacznie lepiej… - zamruczał.
Przyciemnione granatowe światło zlewało się z kolorem nocy. Dwie ciemne postacie wtulone w siebie na tle przerośniętego księżyca całowały się zrzucając co jakiś czas kolejne warstwy ubrania. Ciepło ich pół nagich ciał sprawiało, że oboje oddychali coraz szybciej i ciężej. Palec wskazujący Reda przesunął się w tańcu od doskonałej koronki na jej biodrze aż do linii biustonosza zaledwie muskając jej skórę. Poczuł jak jej kark pokrywa się gęsią skórką. Wykonując dwa kroki i dwa obroty swą partnerką, znaleźli się przy barku. Po ostatnim obrocie przytulił się do niej, znajdując się za jej plecami. Jego potężne ramiona otuliły ją. W tym wypadku Red wiedział, że jest ona płatkiem śniegu, na który należy dmuchać mocno zimnym powietrzem, w innym wypadku roztopi się i przepłynie między jego palcami. Pochwycił butelkę po drogim roczniku, który wcześniej wylał do toalety i zastąpił tanią whisky oraz wylał odrobinę na jej ramię.
- Aaahhh, Red! – na początku z oburzeniem, które następnie przeszło w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil zyzacx
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…