Wróć do katalogu

Red - Najlepszy przyjaciel

Kolejne opowiadanie z Red'em

zyzacx, opublikowano , 13 min czytania, 3,9 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

[Zapraszam do przeczytania wszystkich części Red'a w moich publikacjach ]

Ostrze golarki pochrupywało kiedy Red przejeżdżał nim po swojej suchej twarzy. Skóra człowieka, który stoczył odpowiednią ilość walk w swoim życiu robi się twarda niczym skóra nosorożca. Red wykrzywiał się w grymasie od czasu do czasu gdy dym z papierosa, trzymanego w ustach, wpadał mu do oczu. Mimo późnej pory powietrze nadal było śmierdzące i gęste. Nienawidził tej części swojego życia, kiedy coś szło nie tak i nie mógł wysłużyć się cudzymi rękoma do załatwienia sprawy, a co za tym szło musiał być trzeźwy. Dłoń w której trzymał golarkę pachniała jeszcze prostytutką, która wyszła kilka minut temu. Red był zbyt zdenerwowany aby tego wieczoru znaleźć sobie kobietę. Dlatego dosypał trochę do sakwy kartelu który w tej dzielnicy zajmował się prostytucją. Co ciekawe, dziewczyna okazała się bardzo pomocna w kwestii kilku informacji jakich Red nie był jeszcze pewien. Pojedyńczy i bardzo słaby podmuch wiatru, wdarł się pomiędzy klekoczącymi, bambusowymi żaluzjami. Nawet tyle wystarczało aby człowiek poczuł się lepiej w tym cholernym kraju – pomyślał Red. Sięgnął pod umywalkę, wyciągając szarą ciężką kopertę i przeszedł do pokoju. Butelka stała na swoim miejscu, Red uspokoił się, jeszcze kilka godzin i usiądzie tutaj szczęśliwy że już po wszystkim. Wiedział że musi to zrobić, jednak ogromne pokłady strachu w całym ciele sprawiały, że kończyny odmawiały mu posłuszeństwa. Sięgnął po opakowanie tabletek, które leżało w półce obok. Antydepresanty, dar od boga – pomyślał. Czuł dokładnie jak połknięta tabletka, wędruje jego przełykiem. Rozpakował kopertę i wyjął z niej pistolet, magazynek i tłumnik. Nie mógł uwierzyć że sprawy zaszły aż tak daleko. Kiedyś musi być ten pierwszy raz - pomyślał. Ten pierwszy raz, kiedy należy oddać duszę w zamian za osiągnięcie szczęścia. Jedyne o czym, teraz myślał, to złożenie podpisu na cyrografie z diabłem. A przed nim leżało pióro, w postaci wytłumionego Colta 1911.

Ciężko porównać kroki przyszłego mordercy z jakimikolwiek innymi. Najgorsze jest to, że tylko on je słyszy. Idąc, Red starał się skupić myśli na czymś innym, tylko nie na zadaniu które miał wykonać. Wszyscy ci ludzie wokoło, weseli, przyjaźni czy wrogo nastawieni - patrzyliby na niego zupełnie inaczej, gdyby wiedzieli co ma zamiar zrobić. Charakterystyczny stukot drogich drewnianych podeszw o asfaltową drogę, odmierzał metry jakie musiał przebyć Red. Stuk-stuk, brzmiały ciężkie kroki głębokim echem. Jakże dawno temu stukały podeszwy rosyjskich trzewików, należących do katów KGB zmierzających do celi z jedną duszą i jednym pociskiem. Właśnie rosyjskie egzekucje przychodziły mu do głowy kiedy cel jego podróży stawał się widoczny. Red zdawał sobię sprawę, że stanie się oprawcą, za kilka chwil dowie się prawdy, dowie się czy istnieje Bóg i czy istnieje piekło. Człowiek zepchnięty na skraj swojej chciwości podejmuje przerażające decyzje. Pot zalewał jego skronie. Nienawidził tego kraju i każdego kolejnego stopnia Farenheit’a na skali każdego pieprzonego termometru w tym mieście.

Grupa pijanych nastolatków dobierała się do dziewczyny w bramie starej kamienicy, kupiec zbierał swoje towary i wnosił do domu przez drewniane drzwi, prostytutki swoimi wielkimi, smutnymi, kocimi oczyma zachęcały przechodzących mężczyzn do rzucenia okiem na jakość towaru. Tylko Red szedł w jakimś celu środkiem deptaka w centrum Bogoty, miasta będącego kaleką imitacją dążenia do amerykańskiego snu, w totalitarnym upodleniu. Przez sekundę zastanowiło go ile wieżowców należy wybudować u podnóża gór, aby wynieść błotnistą wioskę pełną dzikusów do standardu miasta. Jednak tej nocy miał ważniejszy problem niż rozstrzyganie o tym czego byłby tu w stanie dokonać, gdyby zamienili go stanowiskami z Eduardo Garzón’em obecnym burmistrzem miasta.

Red powoli docierał do Muzeum Narodowego Kolumbii, położonego niedaleko JW Marriott’a w którym zatrzymał się jego najlepszy przyjaciel Oscar. Ustalili wczoraj dokładą datę spotkania, które miało się odbyć za siedem i pół minuty. Red wykrzywiał się z niesmakiem na widok Hard Rock Cafe które świeciło swoją gitarą z oddali. „Sieciówa”, która dotarła nawet tutaj - pomyślał z obrzydzeniem do globalizacji.Zawsze jednak uwodził go znak Mc Donald’sa którego założyciel Ray Crock posiadał więcej ziemi i nieruchomości niż kościół katolicki. Przerażającą stroną tego wszystkiego było tylko to, że zdawał sobię sprawę iż są na świecie miliony idiotów, którzy uważają że Mc Donald’s zarabia na hamburgerach. Ale Red miał swój plan, wiedział że niedługo przestanie zazdrościć wszystkim w około. Wiedział że jego pomysł przyniesie pieniądze, których nigdy nie zdąży wydać.

Oscar stał jak zawsze ze swoim telefonem, załatwiając kolejną sprawę nie cierpiącą zwłoki, Red uśmiechnął się widząc swojego wieloletniego wspólnika i przyjaciela, jak nadal walczy ze wszystkimi sprawami którymi zajmowała się ich wspólna firma. Red już dawno nauczył swoich ludzi, że jeśli dzwonią do niego lepiej aby to było ważne, w innym wypadku spotka ich przyjemność noszenia kartonu w którym znajdą się ich rzeczy osobiste oraz wypowiedzenie umowy. W Polsce była dopiero godzina osiemnasta z hakiem, dyrektorzy biur meldowali o swoich postępach i porażkach. Red pokiwał głową w lekceważący sposób, dający do zrozumienia Oscarowi aby ten skończył wreszcie.

-Red! Jesteś w końcu! Przyszedłem trochę wcześniej, miałem kilka telefonów do wykonania – powiedział spokojnym tonem uśmiechnięty Oscar na widok przyjaciela. – Mamy wszystkie informacje jakie będą nam potrzebne, Red w prost nie mogę uwierzyć w to jacy będziemy bogaci! Oscar mimo iż nie często przejawiał emocje, dzisiaj wręcz unosił się nad krawężnikiem z radości.

– Potrzebujemy ustalić jeszcze coś zanim się z nim spotkamy?

- Nie, wszystko już ustalone - odparł Red krótko i poklepał przyjaciela po ramieniu, jednocześnie odwracając go w kierunku starej kamienicy w której miało odbyć się spotkanie.

- Wiesz zaplanowałem już trochę wydatków po powrocie – rozpoczął Oscar – W pierwszej kolejności kupię dzieciakom prezenty. Jerry dostanie gitarę elektryczną i wzmacniacz a Bella…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych