Religia to nie wszystko
Chrześcijaństwo, które dzieli i choroba, która łączy
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- I bardzo dobrze! – krzyknęła Kasia, odkładając słuchawkę telefonu. Była wściekła, więc przystanęła na chwilę przy oknie, żeby ochłonąć i nie okazywać zdenerwowania przy rodzinie. Całe życie z debilami, pomyślała, wchodząc do salonu z uśmiechem. - Kto dzwonił, kochanie? – spytał Bartek, mąż Kasi. - Wychowawczyni Karoliny. Ksiądz wyrzucił Kasię z religii i już więcej nie chce jej tam widzieć. - I bardzo dobrze! Nie chcieli się zgodzić na wypisanie jej z lekcji, to niech teraz cierpią. - Tak samo myślę. I tak nie chodzimy do Kościoła, ale… mam wrażenie, że źle robimy… - Wydaje ci się. – powiedział Bartek, dając Kasi buziaka w policzek, po czym wrócił do oglądania jednego z wielu seriali. Kasi jednak ta sytuacja nie dawała spokoju, więc postanowiła zadzwonić do tego księdza. - Tak słucham? - Witam. Z tej strony Katarzyna Morawiec, jestem mamą Karoliny. - A tak. Czekałem na telefon rodzica tego szatańskiego dziecka. Co wy z nią robicie? Wieszacie plakaty z Diabłem na ścianach? Czy pani każe jej nosić te niechrześcijańskie stroje? Już nie będę wspominać o tym mocnym makijażu! Ona ma dopiero 16 lat! I w tym momencie Kasia wyzbyła się całych wyrzutów sumienia. Zdenerwowana do granic możliwości nabrała w powietrza w usta i… - Słuchaj no, fanatyczny księżulku od siedmiu boleści! Kim ty jesteś, mówiąc mi, jak mam wychowywać własne dzieci? Masz dzieci? Nie! Więc co ty możesz wiedzieć o ich wychowaniu? Tak słyszałeś albo czytałeś? To wspaniale! Ale teoria to nie wszystko. Chciałam tą sprawę załatwić polubownie, ale widzę, że się nie da. Karolina nie będzie już chodzić do księdza na religię, bo widzę, że przez nią dostaje ksiądz białej gorączki. I tak już nie chodzi do Kościoła. W końcu jesteśmy ateistami. Żegnam! I rzuciła słuchawką po raz drugi w ciągu pół godziny. Teraz miała ochotę czekać na Karolinę i przytulić ją. Ale nie wiedziała, czy ze szczęścia, czy z dumy, czy żeby po prostu wyładować złe emocje. Kasia należała do fanatycznej rodziny chrześcijańskiej. Matka chodziła prawie codziennie do Kościoła, należała do tych wszystkich sekt Różańca i tym podobnych i wciągała w to Kasię, która się opierała. Całe życie mówiła sobie, że jak dorośnie zostanie ateistą. Krok ten kosztował ją wykluczenie z rodziny. Nie rozmawiała z matką 15 lat. Ojciec czasem dzwonił, jak matki nie było. Bardzo kochał Kasię i cierpiał z tego powodu, że nie może jej widywać. Czasem nawet z wielkim bólem życzył swojej żonie jakiejś choroby, żeby wreszcie zrozumiała, że to nie religia jest najważniejsza, a rodzina. Jednak nic jej nie jest w stanie złamać. Kasia dołożyła kiedyś oliwy do ognia, przychodząc na niedzielną mszę do starego księdza proboszcza, który traktuje swoich parafian, jak członków sekty, których musi dobrze mamić. Gdy doszło do kazania, Kasia na cały głos śmiała się z każdego wypowiadanego zdania. „Jesteśmy świadomi zmartwychwstania” – śmiech. „Jezus narodził się z Maryi dziewicy…” – śmiech. „…z litości, aby nas zbawić” – w tym momencie Kasia zaśmiała się po raz ostatni, bo kilku mężczyzn na znak księdza proboszcza wyprosiło ją z Kościoła.
Od wyrzucenia Karoliny z religii minęły dwa lata. Pewnego dnia, kiedy Kasi udało się wrócić wcześniej z pracy, przygotowywała obiad, nucąc pod nosem i wtedy zadzwonił telefon. - Tak słucham? - Kasia? To ja tata. Wiem, że dawno nie dzwoniłem, ale… - i wtedy zaczął szlochać do słuchawki. - Tato, co się dzieje? - To wszystko moja wina! Tylko moja! - Tato, ale co się stało? Uspokój się na chwilę i wytłumacz. - Mama ma białaczkę i jest w złym stanie. Możliwe, że czekają ją ostatnie dni życia. Mój szpik się nie przyjął. Chce cię zobaczyć. Przyjedziesz? Kasię zamurowało. Nie potrafiła powiedzieć ani słowa. Przypomniała sobie słowa taty sprzed dwóch lat, kiedy życzył jej choroby, tylko dlatego, żeby zrozumiała. Teraz zapewne zrozumiała, ale czy Kasię stać na to? Nie wiedziała, czy będzie w stanie stanąć przed nią i spojrzeć jej w oczy. Zapłakała. - Kasiu, nie płacz tylko przyjedź do nas. - Tato, odezwę się później, teraz nie potrafię. Wzięła tydzień urlopu, ale przez pierwsze…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil previously
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…