Wróć do katalogu

...right to lose control...

"(...)Moja ręką powędrowała na jej kolano, które oparła na moim biodrze.(...)"

podniecona_zakonnicaopublikowano 10 marca 20069 min czytania 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Siedziałem znudzony w autobusie, z twarzą wlepioną w szybę. Cóż innego można robić o 8 rano w ciepły, letni dzień…? Miasto było opustoszałe – zostali tylko ci, którzy musieli, a reszta wygrzewała się gdzieś na słonecznej Majorce, albo biegała po buszu. Albo czekała aż dołączę do nich nad Polskim morzem i razem będziemy zdobywać świat. Na razie jednak musiałem jechać do firmy ojca, żeby zarobić parę gorszy na te szalone 2 tygodnie odpoczynku od świata. Uwielbiam lato, nawet w mieście. Zwłaszcza w mieście! Te zimne przed paroma miesiącami chodniki, ulice i betonowe osiedla stają się nagle rozgrzane do czerwoności, tak jak faceci patrzący na letnie kobiety. Żaden z nas nigdy nie zastanawiał się czy one przypadkiem, czy z premedytacją ubierają się tak pociągająco… tak pięknie wyglądają w ogóle. Musze przyznać rację kumplowi, że w lecie nie ma brzydkich dziewczyn. Jednak są takie, które bardziej przyciągają wzrok innych. I jedna właśnie stała na najbliższym przystanku. Nie tylko ja ją zauważyłem, a ci, którzy dostrzegli ją dopiero gdy wsiadła do pojazdu rozmarzyli się chyba nawet bardziej niż bardziej spostrzegawcza część podróżujących. Krótka, czerwona sukienka, wysokie obcasy, okulary przeciwsłoneczne, burza ciemnych włosów… Rozejrzała się niepewnie po autobusie i, ku mojej wielkiej radości, zmierzała wprost na miejsce obok mnie. Zazdrosne spojrzenia innych pasażerów płci męskiej odprowadziły ją do krzesła. Cały czas się uśmiechała pisząc i czytając jakieś smsy. Po kilku przystankach zrobiło się tłoczno, bałem się, że wysiądzie niedługo, a miejsce obok mnie zajmie jakaś starsza pani, która ani wyglądać, ani pachnieć tak ładnie nie będzie. Poczułem jak jej kolano ociera się lekko o moje, spojrzałem na nią i nie mogłem uwierzyć własnym oczom – robiła to specjalnie! Potwierdzało to jej rozbawione spojrzenie i ten uśmiech… - Przepraszam… - wyrwała mnie z rozmarzenia - …mógłby pan podać mi pierścionek? Spadł mi i nie mogę go znaleźć… - spojrzałem na ziemię. Leżał między jej wspaniałymi nogami. Niepewnie schyliłem się, co wymagało z mojej strony nadludzkiego wysiłku, zważywszy na bliskość mojej twarzy i miejsc, o których marzył każdy mężczyzna w tym autobusie. Chwyciłem błyskotkę w palce i podnosząc rękę otarłem nią o gładkie łydki. Uśmiechnęła się i podziękowała. Ja i tak wiedziałem, że zrobiła to specjalnie. I zastanawiałem się… - Wysiada pani na następnym…? – spytałem, gdy niespokojnie się poruszyła – Nie… - zaśmiałem się zmieszany, gdy dziwnie na mnie spojrzała - …nie podrywam pani, tylko… ja wysiadam tam również i nie chcę, żeby pani pomyślała że ją śledzę czy coś… - Szkoda. – odparła i wstała niby niechcący muskając przy tym moje ramię. Nie wiedziałem, co "szkoda"? W ogóle jej nie rozumiałem. Ale również wstałem. Też tam wysiadła. Pomyślałem, że pójdzie pewnie w inną stronę, ale ona ruszyła prosto do parku. Szedłem spokojniej, wolnej, żeby naprawdę się nie przestraszyła. Poza tym miała takie jędrne pośladki, a ta sukienka idealnie je uwypuklała… - Szkoda, że mnie pan nie podrywa. – usłyszałem po chwili. Odwróciła się w moją stronę i czekała aż się zrównamy – I szkoda, że mnie pan nie śledzi. – dodała z uśmiechem zdejmując okulary. Nie miałem pojęcia co odpowiedzieć… Z mojego 21 letniego doświadczenia życiowego wyniosłem trzy życiowe prawdy: po pierwsze, że trzeba korzystać z okazji, które się nadarzają, po drugie, że większość z tych okazji jest dokładnie zaplanowana, a po trzecie, że TAKIE DZIEWCZYNY NIE ISTNIEJĄ. Gdzie punkt trzeci podważa dwa poprzednie. W tej sytuacji powtarzałem w kółko, że przecież takie rzeczy się nie dzieją, nie w Polsce i nie mnie. A taka kobieta… ona mogła mieć każdego w tym mieście! Każdy zrobiłby wszystko dla jednej minuty… Może to była kwestia wakacji, upału, zapachu tego miasta… może ona tak naprawdę to wszystko zaplanowała – nie ważne. Ważne, że chwyciła mnie za rękę i zaciągnęła pod jedno z większych i bardziej rozłożystych drzew. Trudno było jej się poruszać w szpilkach po miękkiej ziemi porośniętej świeżą trawą, ale robiła to z wdziękiem. Oparła się o pień, odrzuciła gdzieś w bok torebkę i okulary, popatrzyła wyzywająco. Nie wiem jakim cudem stałem spokojnie nie decydując się na żaden ruch. W końcu złapała mnie za kark, przyciągnęła do siebie i wbiła swoje usta w moje. Skończyła się moja siła – musiałem zareagować. Miała miękką skórę, kształtne piersi, tak idealnie pasujące do dłoni, że aż żal było je z nich wypuszczać, smakowała…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych