Robin Hoodł
Pewnego dnia do domu pewnego wieśniaka wpadła grupa żołnierzy. Tak zaczęła się zwariowana przygoda. Parodia Robin Hooda
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Robin Choodł
Dawno, dawno temu, za siedmioma lasami i tak dalej było sobie miasto Nocnikgam. Rządził nim zły szeryf, któremu nikt nie stawiał oporu, oprócz Robin Choodła. Nazywano go tak, ponieważ cią- gle tył. Razem z Małym Jerrym, braciszkiem Tic-Taciem i lady Marian ukrywał się w lesie. Ja tu tak mówię jakieś głupoty a przecież nikt nie wie co było. Może przejdę do tego... Jak już mówiłem kiedyś tam żył sobie wiochmen Robin Choodł. Miał chatę na wsi pod Nocnikgam. Pewnego dnia kiedy kosił zboże przyszło niego sześciu żołnierzy. -Czego?-zapytał się ich Robin -Przyszliśmy powiadomić pana o balandze, która odbędzie się niedługo w Nocnikgam. Wie pan: egzekucje, uczty, promocje w kramach, targi. Ogólnie rzecz biorąc typowa impra. -A co wy robicie na moim polu?-zapytał się wściekły Robin-Depczecie mi zboże. Won stąd! -Proszę pana, my...-zaczął oficer -Mam to gdzieś, spadać!-wrzasnął Robin -Ale... -No dobra, przegiąłeś. Robin machnął kosą i niechcący odciął oficerowi warkocz. -Auć.-jęknął oficer-Zabijcie go! Żołnierze którzy byli razem z oficerem rzucili się na Robina, ale skończyli jak ich szef. Uciekli do Nocnikgam. -I żebyście mi już tu nie wracali!-krzyknął za nimi Robin, po czym znowu zaczął kosić zboże Szeryf Nocnikgam gapił się w TV lustro, aż tu nagle do jego komnaty wpadli żołnierze którym obciął warkocze Robin Choodł. -Co wam się stało? Jak to nic ważnego to spadajcie bo leci mój ulubiony serial.-zapytał się szeryf-Byliście u fryzjera? Te warkocze miały zostać! Skazuję was na śmierć! -Ale to nie my!-zawołali chórem żołnierze -Wiem że nie wy, bo fryzjer. Jego też rozkażę zabić. -To nie fryzjer, tylko ten wieśniak Robin Choodł! -No dobra, to wróćcie tam i mu wlejcie. Możecie go zabić. -Ale my się boimy! -To zawiążcie sobie opaski na oczy. -Wtedy nas zabije. -No to wy zabijcie go. Zrozpaczeni żołnierze wyszli z komnaty szeryfa Nocnikgam. Następnie poszli do domu Robina i oznajmili mu: -Przyszliśmy pana za... Nie zdążyli skończyć, bo Robin pierdnął a oni padli martwi. -O psiakrew.-pomyślał Choodł-Pomyślą, że to ja go zabiłem. Dobra, powiem prawdę. Powiem, że zabił ich mój bąk. Robin siedział spokojnie w swoim domu pewien czas. Jednak po kilku dniach przyszedł do niego żołnierz. Gdy zobaczył martwe ciała na podłodze Robin powiedział mu: -To nie ja, tylko mój bąk! Żołnierz wybiegł z chaty gdy to usłyszał. Wróci po kilkunastu minutach. Tym razem przyprowadził ze sobą psychiatrów z psychiatrycznego. Ci włożyli na Robina kaftan bezpieczeństwa i owinęli pergaminem toaletowym. Następnie zanieśli go do szpitala psychiatrycznego. Dostał celę, w której siedział już jeden facet, też ubrany w kaftan. Psychiatrzy zdjęli Robinowi pergamin toaletowy, ale zostawili mu kaftan bezpieczeństwa. Potem wyszli i zamknęli drzwi na klucz. -Jestem Mały Jerry-powiedział facet obok Robina-A ty? -Robin Choodł.-odpowiedział Robin-Nazywam się tak, ponieważ ciągle chudnę. -Za co cię tu wsadzili? -Sam nie wiem.-powiedział Robin-Powiedział żołnierzowi, że mój bąk zabił innego żołnierza, co było prawdą, a tamten przybiegł potem z bandą psychiatrów. -Ja powiedziałem piekarzowi, że mój chleb jest zielony a on gdzieś pobiegł i wrócił z psychiatrami. Z tym chlebem to była prawda. Ten piekarz sprzedał mi spleśniały. -A co to za miejsce? -Szpital psychiatryczny.-odpowiedział Jerry -Ale ja przecież nie jestem chory psychicznie. Ty też nie. -To jest w tym najdziwniejsze. Po kilku minutach od rozmowy Robina z Małym Jerrym do celi weszli lekarze z zupą. Wtedy Robin wpadł na pewien szalony pomysł. Podbiegł do jednego z lekarzy i walną go z Zidana. Tak samo zrobił z drugim. Obydwaj zemdleli. Zupa którą nieśli wylała mu się na kaftan i wypaliła w nim taką dziurę, że ten mógł się spokojnie uwolnić. Oczywiście zrobił to. Następnie podszedł do Małego Jerrego i zdjął z niego kaftan. -Dzięki!-podziękował Jerry -Nie dziękuj tylko wiej!-rozkazał Robin -Może jednak weźmiemy stroje tych lekarzy, którzy przynieśli nam zupę? -Dobry pomysł. Jerry i Robin przebrali się za lekarzy i poszli w stronę wyjścia ze szpitala. Dotarli do celu bez problemów. Gdy już wyszli Robin powiedział do Jerrego: -Wątpię, żeby nie zauważyli naszej ucieczki. Musimy się gdzieś ukryć, i to szybko. -Luzik.-uspokoił go Jerry-Możemy schować w lesie u mojego młodszego braciszka Tic-Taca. Nikt nie wie o jego domu oprócz mnie, jego i mojej starszej siostry. Braciszek na pewno pozwoli nam u niego zamieszkać. Jeżeli jesteś ciekawy czym się zajmuję to mówię ci, że próbuje nauczyć leśne zwierzęta gramatyki. Trochę mu to nie wychodzi. -W takim razie chodźmy do niego.-polecił Robin W szpitalu psychiatrycznym ucieczka Robina i Jerrego niedługo przestała być tajemnicą. Kilku psychiatrów zobaczyło nieprzytomnych lekarzy w otwartej celi. Ocucili ich. Ci powiedzieli o całym zajściu. W szpitalu psychiatrycznym ogłoszono alarm. Wezwano też szeryfa Nocnikgam. -Macie ich złapać!-rozkazał szeryf psychiatrom na zebraniu-Możecie ich przynieść żywych lub martwych. Mi to obojętne. Przerażeni psychiatrzy zaczęli przeszukiwać miasto. Nie znaleźli żadnego śladu uciekinierów. Po kilku dniach szeryf Nocnikgam wysłał na poszukiwania straż miejską. -A jednak moje drugie więzienie nie jest tak dobrze strzeżone.-pomyślał raz szeryf-Projekt wysyłania do szpitala psychiatrycznego ludzi bez powodu nie powiódł się. Nie mogę zamykać niewinnych chłopów w więzieniu, bo to zwróciłoby uwagę króla! Muszę coś wymyślić. Kiedy szeryf knuł swoje niecne plany psychiatrzy i strażnicy miejscy szukali Jerrego i Robina. Tydzień poszukiwań nie przyniósł żadnych rezultatów. Jerry pokazał Robinowi mały domek i powiedział: -To jest chatka braciszka Tic-Taca. Podeszli bliżej. Zauważyli niskiego grubasa z łysym czubkiem głowy. Przed nim stały owce. -A teraz powiedzcie C-rozkazał owcom grubas -Beee.-odezwała się któraś z owiec -Źle!B było wczoraj! Dwója! -Już nie uczysz dzikich zwierząt?-zapytał się go Jerry -Jerry?-zapytał się grubas-Czy to naprawdę ty? -Ślepy jesteś, czy co? To ja. Bo kogo się spodziewałeś, czerwonego kapturka? -Myślałem że cię zabili! -No i prawie się im udało. Ale czemu uczysz teraz owce? -Dzikie zwierzęta były za mało inteligentne. Nie umiały nawet alfabetu! To skandaliczne! Próbowałem je nauczyć ale mi nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil michu1996
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…