SCHODY ŻYCIA część pierwsza
Po prostu o życiu.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
„ Wczoraj jest historią, jutro jest zagadką, dzień dzisiejszy jest darem ”.
Potęga i siła naszego życia tkwi w naszym pozytywnym i twórczym myśleniu, które daje nam ogromną moc.
Przeczytaj, sprawdź i oceń sam
CZEŚĆ PIERWSZA - Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
W części pierwszej, Drogi Czytelniku, poznasz bohatera tej opowieści. Dane też Ci będzie zapoznać i otrzeć się razem z nim o codzienne problemy i troski, które spotykają każdego z nas w naszym codziennym życiu. Wszystkie opisane sytuacje i zdarzenia wydarzyły się i mają miejsce w otoczeniu każdego z nas. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są ze sobą zawsze związane i nierozłączne. Analizowana przez nas przeszłość powinna pomagać teraźniejszości, a ta z kolei ma niebagatelny wpływ na naszą dalszą przyszłość. Weźmy to pod uwagę czytając opowieść o życiu i postępowaniu, a także przemianach naszego bohatera. Powinno to nam samym dodać odwagi w dalszym naszym życiu i postępowaniu. W otoczeniu, w którym cały czas znajdujemy się i dane jest nam w nim obcować i przebywać przez nasze życie, od zawsze tworzą się różne sytuacje i zdarzenia. Jeśli zechcemy to możemy, a nawet powinniśmy, mieć na nie znaczący wpływ. Cały problem tkwi w nas samych, żebyśmy byli na tyle wewnętrznie mocni. Nasze pozytywne podejście do życia dodaje nam zawsze sił, a naszym zadaniem jest je w korzystny sposób dla nas wykorzystywać. Mądre, przemyślane i rozsądne podejście do wszystkiego co nas otacza daje ogromną satysfakcję każdemu, kto wie czego oczekuje od samego siebie i od innych, a także od otaczającego go wokół świata. Mam taką nadzieję, że po przeczytaniu tej opowieści, Drogi Czytelniku, spojrzysz inaczej na swoje dotychczasowe życie i własne postępowanie. Bardzo chciałbym, żebyś wyciągnął właściwe wnioski i aby dalsze Twoje życie nabrało piękniejszych barw, a co za tym idzie abyś w przemyślany sposób realizował swoje własne marzenia i osiągał wyznaczone sobie cele. Zaplanuj dokładnie wszystko co chcesz zrobić i staraj się stopniowo realizować to co sobie założyłeś. Zapewniam Cię, Drogi Czytelniku, że własna satysfakcja z osiągniętego celu jest motorem napędowym do osiągania kolejnych wyznaczanych sobie zadań. To właśnie jest w naszym życiu najbardziej ekscytujące ! Odpowiadaj sam przed sobą za to co robisz i jak to robisz ! Myśl i żyj tak, abyś sam był zadowolony z tego co robisz ! Pamiętaj jednak o tym, że Twoje otoczenie też żyje i czuje ! Nie należy wszystkich mierzyć tylko swoją miarą, bo każdy ma swoje indywidualne podejście do wielu spraw i rozwiązań, a tym właśnie różnimy się między sobą. Zawsze trzeba mieć to na uwadze !
Rozdział 1.
Profesor, starszy i mądry człowiek usiadł w swoim fotelu przy biurku w swoim gabinecie. Czekał na przyjście jednego ze swoich ulubionych i utalentowanych uczniów, z którym był umówiony. Znany i ceniony badacz ludzkiego umysłu i praktyk różnych technik twórczego myślenia był spokojnego i pogodnego usposobienia, podobnie jak ten, na którego oczekiwał. Miał jeszcze sporo czasu do jego przyjścia, zamyślił się i przypominał sobie poprzednie jego wizyty, odtwarzał je sobie krok po kroku. Obrazy i słowa wypowiedziane wcześniej przez jego ucznia wprawiły go w dobry nastrój. Otworzył swojego laptopa i zaczął zapisywać je po kolei. Postanowił, że on będzie narratorem tego wszystkiego co napisze i zaczął spisywać tę jakże niezwykłą historię. Opowiedział mu ją najszczerzej jak tylko potrafił właśnie Adam B., a rozpoczął swoją opowieść tak oto … … Mam na imię Adam, jestem facetem po czterdziestce i po przeżyciu połowy swojego żywota postanowiłem o nim napisać i coś w nim zmienić. Na ile oczywiście jest to możliwe i dopuszczalne w znaczący i mający wpływ na dalsze życie. Ma to mieć znaczenie na dalszy pozytywny przebieg wydarzeń i kolejnych losów mojego jestestwa na tym świecie i w tym miejscu, w którym obecnie się znajduję. Zabrzmiało to bardzo górnolotnie, ale należy brać pod uwagę samą istotę bycia kimś, a jest to wbrew pozorom wcale nie bagatelny problem. Czym więc zatem jest bycie kimś ? W moim mniemaniu bycie kimś oznacza wzięcie samemu pełną odpowiedzialność za siebie, za swoje własne postępowanie i wynikające z niego czyny, zarówno te dobre jak i te złe. Wiadomym jest przecież, że na własnych błędach uczymy się przez całe życie, a jedynym problemem jest ich unikanie i nie powielanie już zaistniałych, których niestety nie byliśmy w stanie uniknąć. Na dalszych stronicach tej opowieści, Drogi Czytelniku, przeczytasz o zwykłych i niezwykłych losach normalnego człowieka, któremu los nie oszczędził w życiu niczego. Naszego bohatera spotykają różne dzieje, jak to w życiu : raz wygrywa, a raz przegrywa. Czasami są to sukcesy połowiczne, bo żeby wygrać to trzeba na czymś samemu stracić. Cóż, nic dodać nic ująć. Tak to już jest i zapewne tak już będzie zawsze. Od nas jedynie zależy co i jak zrobimy, a także co z tego wyniknie w przyszłości dla nas dobrego bądź złego. Nie od dzisiaj wiadomo przecież, że to my sami jesteśmy kowalem własnego szczęścia. Nasze życie jest w sumie taką właśnie samą w sobie opowieścią, w której kolejne rozdziały dopisujemy wraz z upływem lat. Nabywamy doświadczenia i jesteśmy o to doświadczenie mądrzejsi, a poprzez to bardziej niż wcześniej przewidujemy pewne zachowania naszego otoczenia oraz analizujemy zaistniałe sytuacje aby określić wariantowo ich ewentualne skutki. A później ? Cóż, później wybieramy najlepszy według nas wariant i go po prostu realizujemy. Obyśmy wykonali go z bardzo dobrym skutkiem dla nas. Uważajmy przy tym żeby nie skrzywdzić i nie zranić innych, a szczególnie naszych najbliższych, bo to oni przecież są dla nas najważniejsi. To w nich mamy, a przynajmniej powinniśmy mieć, oparcie w trudnych chwilach naszego życia. Wybierajmy jednak z rozsądkiem zawsze tak, aby dla nas to co chcemy zrobić było przede wszystkim dobre zarówno w czasie teraźniejszym, jak i w przyszłości.
Rozdział 2.
To był ładny, letni poranek. Słońce przebijało się pomiędzy koronami drzew lasu tworząc jasne i ciemne migoczące na drodze światełka. Drogą szedł bardzo powoli zamyślony mężczyzna w średnim wieku. Na jego twarzy wypisane zostały ostatnie lata jego życia. Widać, że dużo już przeszedł i wiele jeszcze przed nim. Idąc, zastanawiał się, co go jeszcze może w życiu spotkać. W gruncie rzeczy na nic już nie liczył, bo przecież swoje lata już miał i przeżył tyle, że pewnie starczyłoby na dwa albo i trzy życiorysy ludzi takich jak on. Zawsze jednak wierzył, że wszystko co nadejdzie będzie lepsze od tego co już było. Zbliżała się pora śniadania, więc przyspieszył trochę kroku żeby zdążyć na czas. Wiedział, że w domu mogą się denerwować, jeśli będzie miał dłuższe spóźnienie. Wszystko szło jednak bardzo planowo. Zresztą w ostatnich latach wszystko było zaplanowane w jego życiu, a jedynym kłopotem w przeszłości była dla niego jego samotność, która długo sprawiała mu dużo trudności. Na dobrą sprawę przecież nie był sam przez te lata, miał rodziców. Na szczęście z biegiem lat udawało mu się z poradzić i z tym problemem. Zrozumiał, że w życiu nie można tylko brać, że trzeba też dać coś od siebie. To właśnie dawanie sprawia człowiekowi największą radość. - Adam, Adam – usłyszał swoje imię wołane przez matkę, która stała na werandzie parterowego domku. - Idę, idę – odpowiedział donośnym głosem. Usłyszała go i weszła do środka. Po dłuższej chwili był już przy furtce i wchodził na ścieżkę wyłożoną czerwoną kostką, która prowadziła do wejścia. Otworzył drzwi i usłyszał głos swojej matki : - Co tak długo ? Gdzie byłeś ? Martwiłam się o ciebie. - Nie denerwuj się mamo. Byłem pochodzić po lesie. Jest przecież śliczny letni ranek. Pozbierałem myśli i świeże powietrze dobrze mi zrobiło. Zdjął kurtkę i powiesił ją w przedpokoju. Rozejrzał się powoli po kuchni i pod stołem pojawiła się dobrze jemu znana postać ulubionego psiaka. Pies odczytał sygnał od swojego pana i natychmiast przybiegł merdając żywo i zamaszyście ogonem. - Mikuś, Mikuś, przestań proszę, uspokój się – lekko, ale stanowczo Adam uspokajał psa – No już dobrze, dobrze, uspokój się, Mikuś. Mikuś był średniej wielkości owczarkiem niemieckim i zarazem ulubieńcem całej rodziny. Połasił się jeszcze chwilę i wrócił na swoje dotychczasowe miejsce. Miał to być pies obronny i pilnować obejścia wokół domu, ale tak mądre i rezolutne stworzenie dobrze wiedziało jak określić swoje miejsce w tym ludzkim stadzie. Od początku swoim przyjaznym charakterem zjednał wszystkich i starszych, i młodszych domowników. Tak też się stało, że był ulubieńcem tego domu. Adamowi udało się odczepić od psa i wreszcie mógł spokojnie przejść do kuchni. Wszedł i usiadł przy stole. - Gdzie jest ojciec ? – zapytał z nutką zaciekawienia. - Poszedł na chwilę do sąsiada, pana Czesia – odpowiedziała mama – miał coś przyciąć, czy odebrać przycięte. A zresztą to nie jest ważne. Powiedz mi lepiej synku o czym tak zawzięcie myślałeś na tym rannym spacerku, co ? - Oj mamo, mamo przecież wiesz, że problemy same się nie rozwiążą. Trzeba je po prostu spokojnie przemyśleć i przetrawić, swoją decyzję i swoje postępowanie, co ? A może jest coś jeszcze, o czym ja nic nie wiem ? - Mamo, wiesz przecież, że zawsze jest o czym pomyśleć, tylko trzeba znaleźć troszeczkę wolnego czasu i mieć natchnienie. Czas i myśli a na to potrzeba niestety czasu i spokojnego umysłu. Sam już wielokrotnie to przerabiałem i wiem, że za nic nie wolno pochopnie i szybko podejmować decyzji. Tak to już jest, niestety. - Dobrze, dobrze powiedz lepiej co cię tak mocno nurtowało i zrobiło tyle zamieszania, że aż musiałeś iść na spacer. - Mamo, wiesz dobrze, że nieraz potrzeba pobyć sam na sam ze sobą, żeby przemyśleć biegnące wokół myśli codziennych. Czasami sprawiają one, że pewne sprawy po przemyśleniu wydają się być czymś błahym i nieistotnym, a inne urastają do wielkiego problemu trudnego do rozwiązania przez samego siebie. - No właśnie – wtrąciła mama – od tego też są wspólne rozmowy, które pomagają nam rozwiązywać problemy. Ważne jest przy tym, aby nie narastały one i nie wywoływały w nas stresu i wyrzutów sumienia, Każda podjęta w naszym życiu decyzja powinna być głęboko przemyślana, szczególnie ta mająca wpływ na nasze dalsze życie. - Tak, zgadzam się z Tobą. bo w zupełności masz całkowitą rację. Właśnie dlatego poszukałem dla siebie wolnej chwili, żeby w czasie spaceru pozbierać w sobie myśli i spróbować znaleźć jakieś rozsądne rozwiązanie. - I co takiego wymyśliłeś ? W czym tkwi problem, który chcesz rozwiązać ? Jestem bardzo ciekawa jakie znalazłeś rozwiązanie lub rozwiązania tego, co sprawia ci tyle kłopotu ? – zapytała, nieco już zaniepokojona mama. - A tak ! Pewnie, że wymyśliłem ! – powiedział i zastanowił się przez moment, po czym po chwili dodał z uśmiechem – Myślę, że znalazłem rozsądne rozwiązanie. Ciągle trapią mnie sprawy z mojej przeszłości. Mam nieodpartą siłę, żeby zrobić sobie powrót do przeszłości. Bardzo chciałbym jeszcze raz zobaczyć nasz stary dom, Trochę to dziwne, ale po prostu czuję taką potrzebę. Wiem dobrze, że i tak już nic się nie da zmienić, ale miło jest czasami wrócić do przeszłych czasów. I co o tym myślisz mamo ? – zapytał z zaciekawieniem. - Cóż, skoro czujesz taką silną potrzebę powrotu do przeszłości to do niej wróć, Pamiętaj jednak, że poza nawrotem wspomnień nic ci to istotnego nie da. No chyba, że masz zamiar skorygować w sobie przeszłość. Pytanie : co ci to da i co chcesz przez to osiągnąć ? - Właśnie – wtrącił spokojnie Adam – Cały czas nad tym się zastanawiam. Pewnie jednak na razie nie zrobię sobie powrotu do przeszłości w sensie obecności ciałem. Mam jednak ogromną chęć duchowo cofnąć się w czasy i lata minione. To powinno dać mi obraz i pogląd na to co było. A kto wie, czy to przeanalizowanie tego wszystkiego od podstaw nie nasunie mi innego spojrzenia na to co dzieje się teraz ? - Tak, masz zdrowe i rozsądne podejście do tego co robisz – potwierdziła z radością zadowolona i uśmiechnięta mama – Wiesz, dobry z ciebie chłopak, syneczku ! - Dzięki, mamuś ! Cieszę się, że udało mi się powoli rozwiązać nurtujące mnie problemy. – podszedł do mamy i ucałował ją czule w oba policzki. Usiadł ponownie przy stole i zamyślił się na małą chwilkę. Poczuł ulgę, że ma już za sobą podjętą decyzję, która od dłuższego czasu za bardzo go nurtowała. „ Właściwie – pomyślał w duchu – to przecież nie mam aż tak wielkiej potrzeby, żeby dokonywać w sobie przemian. Jestem dobrym i porządnym człowiekiem, mam wspaniałą rodzinę i wymarzony domek na skraju lasu. Mam pracę, która daje mi wiele radości i ogromną satysfakcję. Czego tu więcej chcieć od życia ! No powiedz sam ! ”. - Cześć ! – głośno powiedziane pozdrowienie i hałas zamaszyście otwieranych drzwi przez ojca wyrwało go z zadumy. - Cześć – odpowiedział lekko wystraszony – Długo cię nie było. Załatwiłeś u pana Czesia to co chciałeś, czy wracasz z niczym ? - Właściwie to tak do końca nie udało mi się załatwić tego co chciałem, bo nie miał wiertarki jaka przydałaby się do nawiercenia otworów w naszej łazience. Cóż, musimy się jakoś przemęczyć. – odpowiedział z kwaśną miną ojciec. - Oj tato ! Przecież można kupić za niewielkie pieniądze taką wiertarkę w sklepie i po kłopocie – odparł Adam, dodając – Przyda się jeszcze na przyszłość. - Mamo ! Magda pojechała z Piotrkiem do miasta ? Nie mówiła kiedy wrócą ? – spytał teraz zwracając się do matki Adam. - Pojechali – odpowiedziała mu mama – Powinni wrócić z zakupami około jedenastej, na kawę. Ania jeszcze smacznie sobie śpi, a jak się obudzi to dam jej śniadanko. - Dobrze, bo to przecież jest mój pierwszy wolny weekend od dłuższego czasu. Zajęcia na uczelni przez siedem dni w tygodniu są nieco stresujące. Całe szczęście, że są wakacje, bo nie wiem czy miałbym tyle siły, żeby funkcjonować przez dwanaście miesięcy na pełnych obrotach. - Widzisz, że nie jest wcale tak lekko – wtrąciła spokojnie mama, dodając – Sam w końcu wybrałeś ten zawód, a wiem jakie to trudne zajęcie, byłam przecież nauczycielką. Żałujesz swojego wyboru ? - Ależ skąd mamo ! – pewnie odpowiedział Adam – Bycie belfrem to trudny, ale interesujący zawód. Mnie sprawia wiele radości i ogromną satysfakcję. Spełniłem przecież po latach swoje marzenia. - No właśnie. Masz to, czego wcześniej chciałeś. – zakończyła temat mama i z uśmiechem położyła przed nim świeżo zaparzoną herbatę. „ Fajnie, wszystko gra jak w zegareczku ” – pomyślał uspokojony. Magda była jego żona już od kilku lat, urodziła im syna Piotra i córkę Annę. Piotruś ma już sześć lat, a Ania niecałe dwa latka. Piękna, inteligentna i wierna żona, śliczne dzieciaki to jeszcze parę lat temu wydawałoby się samemu Adamowi mało realne. A jednak jest tak wspaniale, życie toczy się normalnym biegiem. Zamyślił się przez chwilę, że wszystko udało mu się zrealizować tak jak to sobie wcześniej zaplanował. Dobrze, bo przecież jest wykładowcą na wyższej uczelni z tytułem doktora i poważanym wszędzie inteligentnym człowiekiem. Rodzice są już od kilkunastu lat na emeryturze i odpoczywają, pomagają wychowywać bardzo rezolutne i mądre wnuczęta. Żona Adama jest nauczycielką w szkole średniej, po ukończonych studiach wyższych ma ugruntowaną pozycję zawodową. Humanistka z wykształcenia doskonale rozumiejąca życie i ludzkie sprawy, a nade wszystko bardzo rodzinna i wspaniała kobieta, wiedząca czego chce od życia, od siebie i od innych. Dla nich obojga, dla Magdy i Adama, najważniejsza była, jest i zawsze będzie ich rodzina. Oboje bardzo dobrze rozumieją się i zgodnie podążają razem optymistycznie patrząc na świat i otaczających ich wokół ludzi. Rodzice Adama są dla nich niepodważalnym autorytetem. Jeśli tylko jakaś sytuacja jest problemowa, bądź wymaga wyjaśnienia lub rozwiązania, to w takim momencie wszyscy wspólnie siadają przy rodzinnym stole i dyskutują, aby znaleźć najkorzystniejsze i najlepsze wyjście. Zawsze, jak do tej pory, udawało się rozwiązywać wszystko właściwie i skutecznie. Właśnie tak spokojnie i w taki sposób poukładany od dłuższego czasu biegło dalsze życie całej rodziny. Wszyscy byli ze sobą bardzo mocno związani emocjonalnie i wspierali się nawzajem, co czyniło ich wspólne współistnienie bardziej wartościowym, celowym i trwałym.
Rozdział 3.
Przeżycia z przeszłości krążyły w nim jak film o nim samym. Zamyślił się i powoli wprowadził się w łagodny stan błogości i zaczął medytacje, tak jak w chwilach, gdy tego potrzebował. Poczuł uczucie radości we wnętrzu swojej duszy i powoli odpływał spokojnie w obszary relaksującego błogostanu. Obrazy same zaczęły tworzyć pewną całość. Wtopił się we własne myśli … … Wszystko wyglądało tak jak dawniej. … zastanowił się przez moment, czy czegoś tu i teraz w tym miejscu nie przeoczył. Wydawało mu się jednak, że nie. Zamyślił się i przed oczami stanął mu obraz sprzed kilkunastu lat … Stara kamienica z lat 20-stych poprzedniego stulecia i mieszkanie na drugim piętrze, w którym mieszkał od dziecka razem z rodzicami. Było już kilkanaście lat nowego wieku, a kamienica wyglądała tak jakby czas się dla niej zatrzymał : odrapane tynki, stare okna malowane nie wiedzieć ile lat temu, a na klatce jak zwykle unoszący się zapach uryny po piwnych smakoszach. Tak, domofon jak zwykle nie działa, a drzwi są otwarte jak na przyjęcie wielkiego orszaku nie wiedzieć skąd i dokąd idącego. Pamiętam – myślał sobie – to wejście na górę, na drugie piętro. O dziwo, klatka schodowa była pomalowana i odnowiona. Zapach świeżej farby jeszcze „kręcił” w nosie, ale nie był już tak intensywny. Wchodził powoli na górę i zastanawiał się jak to teraz będzie. Wydawało mu się, że przecież tak niedawno wyjeżdżał, a czas tak szybko minął. Nie było go w tym domu kilka lat, a tutaj czas jakby zatrzymał się w miejscu. Nic, kompletnie nic się nie zmieniło. Ogarnęła go nostalgia i melancholia. To takie miłe i przyjemne doznanie powrotu do swoich korzeni. Sam nie zauważył kiedy znalazł się przed drzwiami dawnego mieszkania. Zatrzymał się i znieruchomiał, bo nie mógł zrozumieć dlaczego na drzwiach nie ma jego nazwiska tylko jest jakieś inne. Co jest ? Co się stało ? Dlaczego nie ma tabliczki z jego nazwiskiem ? Właśnie wtedy uświadomił sobie dlaczego tak jest. Zastanowił się przez chwilę, działał jak w amoku, i pomyślał, że przecież on od dawna już tutaj nie mieszka. Jak tu przyszedł i jak tu trafił ? „Zapewne przyszedłem na podstawie odruchu i na pamięć”- powiedział sobie w duchu. Tak też się stało i wtedy usłyszał hałaśliwych dwudziestokilkuletnich młodzieńców, dzieciaki sąsiadów z trzeciego piętra. Właściwie to specjalnie nie lubił tych dzieci. Wyglądało na to, że ich nawet nie toleruje. Tak, sam problem powstał już o wiele wcześniej. Wychowanie tej młodzieży przez ich rodziców od najwcześniejszych lat budziło w nim bardzo wiele zastrzeżeń. Cóż z tego skoro to nie były jego dzieci i nie miał żadnego wpływu na ich zachowanie. Na dobrą sprawę to były one zostawione same sobie i w zasadzie w ogóle nie były wychowywane. Dzieciaki wcześniej pozostawione samopas teraz, gdy już dorosły to zapewne one dawały się we znaki swoim rodzicom. Adam pomyślał przez moment jak to dobrze, że te dawne urwisy nie są jego dziećmi. W gruncie rzeczy od zawsze zastanawiał się jakby to mogło być gdyby sam miał dzieci. Brzmiało to wtedy wręcz retorycznie. Jednak czas pokazał, jak bardzo się mylił i po kilku latach też będzie szczęśliwym ojcem Piotrusia i Ani. I tak wspomnienia z lat młodzieńczych i wieku średniego pozwoliły mu przypomnieć sobie, że kiedyś tu mieszkał. Przyszedł do starego domu, w którym żył i mieszkał czterdzieści kilka lat. Było to silniejsze od niego samego, ale stwierdził jedno, że specjalnie nic się nie zmieniło. Oczywiście poza tym, że jest już starszy i bardziej doświadczony. Zastanowił się jeszcze nad tym wszystkim przez małą chwilkę i powoli zaczął schodzić z drugiego piętra na dół. „Jestem jeszcze zbyt romantyczny”- ta myśl kołatała mu w głowie. Poczuł się przez moment nieswojo i wychodząc z budynku raz jeszcze obejrzał się za siebie spoglądając na starą, lekko już zdewastowaną i podupadającą kamienicę. Powoli szedł przez rynek, a nawet rozmarzył się. W pamięci miał jeszcze niezbyt miłe wspomnienia, które teraz powróciły. Kilkanaście lat wcześniej przeżył zdarzenia, po których wydawać by się mogło, że nie uda mu się podnieść. A jednak pozbierał się w ciągu kilku lat. Czas spowodował, że przetrawił wszystkie sytuacje i problemy, których sam sobie był winien. W momencie, kiedy uświadomił sobie, że sięgnął dna doszedł do wniosku, iż pora się wreszcie odbić się od tego dna, bo gorzej już być nie może. Zdarzenia, które miały miejsce jakiś czas temu pozwoliły mu być silniejszym i mocniejszym psychicznie i fizycznie. Dla niego te kilkanaście lat temu to już odległe lata, a w tym właśnie czasie wydarzyło się tak dużo, że nie sposób koło tego przejść obojętnie. Najpierw związał się z kobietą, która wydawała mu się idealną partnerką życiową. Dorota miała wszystko to, co mieć powinna kobieta trzydziestokilkuletnia, a przy tym była urodziwą i uśmiechniętą osóbką. Jedyną przeszkodą było jednak to, że była mężatką i miała kilkuletnie dziecko. Dla niego nie miało większego znaczenia czy jest mąż, czy go nie ma. Po prostu zakochał się jak małolat i nie myślał co może się stać, gdy sytuacja wymknie mu się spod kontroli. Aż trudno uwierzyć, że trzydziestokilkuletni facet dobiegający już czterdziestki tak mocno i szczeniacko zadurzy się tak bezmyślnie. Stało się i już. Wierzył mocno i żył tą wiarą jak zauroczony. Zupełnie zwariował na jej punkcie. Później dopiero okazało się, że leczy się psychiatrycznie, bo nie może sobie sama ze sobą poradzić emocjonalnie. Do tego wszystkiego jej mąż maltretował ją psychicznie i fizycznie nie oszczędzając też ich syna. Cała ta sytuacja z czasem zaczęła go przerastać. Zaczął zbyt wiele przekazywać jej swojej pozytywnej energii życiowej nie otrzymując nic w zamian. Czas okazał się dla niego wrogiem, bo tracąc swoją energię zaczął się wypalać psychicznie. W sumie to nie koniec zdarzeń z tego okresu, bo pod koniec jednego roku, drugiego w ich znajomości, doszło do wydarzenia, które zapamięta do końca swojego życia. W czasie jednego z sobotnich wieczorów, gdy wracał do domu z wizyty od znajomych, został napadnięty pod drzwiami swojego mieszkania i dotkliwie pobity. Jakimś cudem, po odzyskaniu przytomności, wszedł do mieszkania i próbował dojść do siebie. Na szczęście w porę pojawili się w domu jego rodzice i wezwali karetkę, która zawiozła go do szpitala. Tam został doprowadzony do takiego stanu, by mógł po kilku tygodniach wrócić do normalnego życia. Nie było to zbyt zachęcające, bo założyli mu gips na zwichnięty prawy bark unieruchamiając prawą rękę i złożono połamany nos, a także zszyto w dwóch miejscach rozbitą głowę. To było dla niego straszne przeżycie. W tym samym czasie zaczęły się problemy z jego wspólnikiem, który jak się okazało przez dłuższy czas oszukiwał go finansowo, Adam tego wcześniej nie dostrzegał. W czasie pobytu w szpitalu miał wiele czasu, aby sobie wszystko przemyśleć i poukładać swoje życie i swoje sprawy. Właśnie wtedy jego kobieta stwierdziła, że nie jest jej do niczego potrzebny chory facet i postanowiła zakończyć tą znajomość. Cały misterny plan na wspólną przyszłość legł w gruzach, bo kobieta okazała się osobą nieodpowiedzialną i nieodpowiednią dla niego. Zrozumiał, że jednak go wcale nie darzyła żadnym uczuciem, bo wtedy kiedy potrzebował jej najbardziej okazała się rozchwiana emocjonalnie i patrzała wyłącznie samolubnie, nie licząc się z jego uczuciami. Przeżycie to było o równej sile, a może i nawet silniejsze od samego pobicia. Po wyjściu ze szpitala odbył zasadniczą rozmowę ze swoim wspólnikiem, z którym rozstał się z końcem roku. Wspólnik oszukał go na bardzo dużą sumę pieniędzy i tak jak bezczelny oszust nie miał z czego oddać zagrabionych pieniędzy, bo cały majątek przepisał na swoją matkę. Z nowym rokiem, jeszcze poturbowany psychicznie, zaczął działać samodzielnie. Bardzo dużą pomoc okazali mu jego rodzice, którym za to pozostanie dozgonnie wdzięczny. Wsparcie rodziców okazało się być najsilniejszą i najmocniejszą motywacją do zmian w swoim życiu i do jego naprawy. Fizycznie, po kilkumiesięcznym okresie rehabilitacji doszedł powoli do siebie. Trudniej jednak było naprawiać się psychicznie. Zaczął ponownie czytać ksiązki z tematyki psychologii sukcesu, przypomniał sobie o numerologii i o runach, a także o religiach wschodu. Wtedy właśnie przydały mu się medytacje i wyciszenie psychiki. Techniki medytacyjne okazały się bardzo pomocne tym bardziej, że wcześniej też je stosował z dobrym skutkiem. Przeszłość odbiła się w jego psychice dużym piętnem. Zaczął odtwarzać obrazy jeszcze wcześniejsze i wrócił nawet do czasów swojego pierwszego małżeństwa. Było to jeszcze wcześniej, niż opisywane wyżej wydarzenia. Miał żonę bardzo krótko, a potem był szybki rozwód. Niestety nie potrafił porozumieć się ze swoją żoną. To była też i jego wina, choć i jego pierwsza żona Marta nie do końca była w stosunku do niego w porządku. Podatna na wpływy swojej matki była całkowicie jej podporządkowana. Adam wychodził z założenia, że skoro są razem i są małżeństwem, to wspólnie dorabiają się wszystkiego i dążą do wspólnych celów w życiu. Właśnie o te wspólne cele poszło. Każde z nich miało inne spojrzenie na przyszłość i to ich poróżniło, chociaż wcześniej wydawały się one zbieżne. Ona chciała tylko spokoju, pracy i mężczyzny „złotej rączki” w domu. On natomiast nigdy nie miał zacięcia do domowych tzw. „męskich” robót, bo ciągle jeszcze szukał swojego celu i miejsca w życiu. Chciał robić coś więcej, niż tylko pracować od szóstej do czternastej i powielać codziennie te same czynności w zakładzie pracy, w którym pracował. Oliwy do ognia bardzo często dolewała do ich wspólnego ogniska teściowa, która ciągle wtrącała się i narzucała im swoje własne zdanie, a przy tym jednocześnie nie znosiła sprzeciwu. Spokojny i ułożony chłopak nie potrafił w żaden sposób wytłumaczyć żonie, że to jest ich wspólne życie i teściowa nie powinna im dyktować co mają, co mogą i co powinni zrobić. Niestety do Marty to w żaden sposób nie docierało. Przed ślubem ich półtoraroczna znajomość nie zapowiadała takiego przebiegu wydarzeń. Dopiero po ślubie wszystko prysnęło jak bańka mydlana. Wytrzymał dwa miesiące i wyprowadził się ponownie do swoich rodziców, którzy przyjęli go z otwartymi ramionami i ze zrozumieniem. Przyjęli go tym bardziej, że coś wcześniej przeczuwali i domyślali się o powodach rozsypującego się z pozoru normalnie wyglądającego związku. Na dobrą sprawę już wcześniej było widać stale i szybko opadające z sił małżeństwo ich syna. W gruncie rzeczy niezbyt przepadali za synową, bo w ich oczach nie pasowała do niego i jej rodzina też pozostawiała wiele do życzenia. Stało się tak, jak się stało i nic nie było w stanie tego już zmienić. Rozwód sąd uznał bez orzekania o winie po dziewięciu miesiącach od zawarcia ślubu i Adam był wolny, choć bardzo to przeżył psychicznie, Na szczęście nie mieli dzieci, więc nie bolało go aż tak mocno. Jego rodzice byli dla niego po tym wydarzeniu jedynym wsparciem i pomogli mu się pozbierać. I tak kolejny już raz pozbierał się po kilku miesiącach i zaczął nowy etap swojego życia. Nawet nie myślał, że jeszcze kiedykolwiek ożeni się, będzie miał żonę, a nawet dwójkę dzieci. Czas jednak zagoił i zabliźnił jego rany, spotkał na swojej drodze życia Magdę i ożenił się ponownie, szczęśliwiej niż poprzednio. Ale przecież o tym przeczytałeś już wcześniej na stronicach tej opowieści. Tak głęboko zatopił się w medytacji i rozmyślaniach, że nawet doznał wrażenia jakby działo się to tu i teraz. Zawsze wspomnienia i ich analiza pomagały mu odzyskać równowagę psychiczną. Były też przestrogą na przyszłość. Pamiętał o tym i pielęgnował w sobie tą moc, która dawała mu siłę. Powoli wracał do rzeczywistości. Otworzył oczy i radośnie rozejrzał się wokół. Uspokoił się. Siedział w swoim ulubionym fotelu, a przez okno widać było zachodzące właśnie słońce.
Rozdział 4.
Medytacje zawsze wprawiały Adama w dobry stan i pozwalały mu na spokojne spojrzenie w przeszłość. W tym stanie wielokrotnie też doznawał uczucia jakby ponownie cofał się w czasie. To właśnie swobodnie dawało mu przejść bezboleśnie przez lata minione. Analizował swoje życie tak jak potrafił najlepiej, ale nie był przecież psychologiem ani psychiatrą. Miał jednak bardzo dobrą znajomość parapsychologii, którą zajmował się hobbystycznie już od dawna. Można nawet powiedzieć, że to hobby przerodziło się w ogromną pasję. Pasję lubianą i docenianą nie tylko przez niego samego, ale także przez innych, którzy go znali. Trzeba byłoby wrócić do początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, żeby zrozumieć ówczesne podejście do życia naszego bohatera. Adam był jedynakiem i bardzo brakowało mu rodzeństwa. Możliwe, że mogło to mieć wpływ na jego późniejsze życie. Z pierwszą żoną ożenił się mając dwadzieścia sześć lat. W tym wieku wydawać by się mogło bardzo dobrym, ale wbrew pozorom nie był jeszcze gotowy do tak poważnej decyzji. Nie potrafił jej sprostać, a jednak ją podjął i za własny błąd poniósł sromotną klęskę. Niestety, nawet nie próbował ratować swojego małżeństwa. Analizując swoje ówczesne życie nasz bohater doszedł po latach do wniosku, że sam na siebie ściągał porażki. Najprawdopodobniej największy wpływ miało jego podejście do wszystkiego co robił. Wtedy był z natury pesymistą, a to przecież nie pomaga. Rzekłbym nawet, że przeszkadza w codziennej egzystencji. Pesymizm rozbija wszystko w człowieku od samych chęci do czegokolwiek, po brak ochoty do jakiegokolwiek działania. Takiemu człowiekowi jest w każdej sytuacji zawsze źle, bo ma pretensje o wszystko i do wszystkich. Pesymista jest bardzo trudnym kompanem do współżycia. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że na dłuższą metę z kimś takim nie da się żyć. Mocne są to słowa, ale na wskroś oddają prawdę o charakterze takich właśnie ludzi, którym w związku z takim pesymistycznym podejściem mało co w życiu udaje się osiągnąć. Mam oczywiście na myśli i sprawy osobiste i zawodowe. Wiecznie niezadowolony i negatywnie nastawiony do świata człowiek sam dla siebie, a także dla swojego otoczenia jest ogromnym problemem. Bardzo często otoczenie nie może dać sobie rady z takim złym i w gruncie rzeczy konfliktowym domownikiem lub znajomym. Wiadomo, nie od dziś, że optymiści żyją dłużej. Już samo optymistyczne podejście daje człowiekowi bardzo dużo sił witalnych i wiele radości z własnego życia. Wiara w swoje możliwości i optymistycznie patrzenie na świat powoduje lepsze wzajemne relacje między ludźmi. Jego spojrzenie na świat i otaczających go wokół ludzi, odkąd zmienił swoje podejście z pesymistycznego w optymistyczne, bardzo poprawiło jego wizerunek u innych, a także w nim samym. Zaczął po prostu odczuwać bliskość wszystkiego i wszystkich. Cieszył się z każdej chwili przeżytej i zrozumiał, że uśmiechem, dobrocią, życzliwością i uczciwością zdziała o wiele więcej niż ponurackim, smutnym i zrezygnowanym pesymistycznym podejściem do wszystkiego, tak jak to było przed laty. Chęć do życia dodała mu sił, a do tego optymizm wzmocnił w nim te siły. Zaczął wierzyć w siebie i ciągle umacniał się w tej wierze. Pełna wiara we własne możliwości dodała mu pewności siebie i umożliwiła zrealizowanie planowanych przez niego kolejnych celów, dzięki którym życie nabierało tęczowych i wyrazistych barw. Można przy tym nadmienić, że dodatkowymi i bardzo ważnymi dla niego były afirmacje, czyli wzmacniające myśli. Wpływały one i wpływają nadal na jego lepsze spojrzenie na siebie, na otaczający go wokół świat, a także ludzi i ich zachowania. O tym jednak przeczytasz, Drogi Czytelniku, na dalszych stronicach tej opowieści. Jego własne przemyślenia i medytacje pomagały i pomagają mu też obecnie mądrzej spoglądać na wszystko. Wnioski, które wyciąga w toku tych procesów przyczyniają się do podejmowania rozważniejszych decyzji. Te z kolei mają głębokie uzasadnienie w dalszym jego postępowaniu i zachowaniu. Przewidywanie pewnych posunięć na przyszłość jest związane z głęboką i wnikliwą ich analizą. Pozwala ona podjąć i przyjąć słuszne, a także właściwe rozwiązania. Pomyśl zatem sam i dobrze zaplanuj nim coś zaczniesz realizować. Bacz jednak, byś zrobił to tak, że w przypadku gdy zmieniają się okoliczności i trzeba będzie coś skorygować to masz i na tą okoliczność opracowany plan działania. Plan awaryjny jest właśnie potrzebny na takie nieprzewidziane zdarzenia i trzeba być na to przygotowanym, żeby nie wpaść w panikę. Nie skoordynowane postępowanie może bowiem prowadzić do zaniechania przez nas wcześniej podjętych działań i zamierzeń. Należy tego unikać za wszelką cenę i przygotować się na różne warianty, które muszą wynikać także z naszych możliwości. Róbmy to co jesteśmy w stanie zrobić i co nie przekracza naszych realnych możliwości. Jeśli nasze plany, cele są realnie możliwe do zrealizowania to nie bójmy się iść do przodu. Nasza przyszłość należy tylko do nas i zależy tylko od nas. Pamiętajmy o tym cały czas ! Dokonując wyborów, kierujmy się własnym rozsądkiem, a nie opiniami ludzi, którzy nam imponują, Oni przecież nie są nieomylni ! Trzeba w sobie odkryć i mieć, a także pielęgnować, zdolność przewidywania wszystkich okoliczności wynikających z dokonywanych przez nas wyborów. To nasza, bo przez nas samych obrana droga ze wszelkimi konsekwencjami, które z tym naszym wyborem się wiążą. Zatem bądźmy rozsądni we wszystkim co robimy i co chcemy zrobić !
Rozdział 5.
Niedziela zapowiadała się bardzo ładnie. Od rana pięknie świeciło słońce i już w południe dzień był ciepły i pogodny. Po prostu chciało się żyć. Jednak coś zwiastowało, że nie będzie to taki najzwyklejszy i najnormalniejszy dzionek tego lata. Byli już po niedzielnym wspólnym obiedzie. Adam zaczął zachowywać się bardzo dziwnie. Magda zauważyła, że zamyślił się mocno i głęboko. Zupełnie tak jakby teraz był gdzieś indziej. Twarz mu spoważniała i przez moment odniosła wrażenie, że wygląda obco i bardzo tajemniczo. - Misiu, misiu ! – usłyszał nagle – coś ci się stało ? Czemu tak się zachowujesz ? – zapytała gorączkowo przebierając rękoma Magda. - Nic się nie stało Madziu, to tylko przeszłość mnie dręczy i daje mi się mocno we znaki – odparł jej Adam – Wiesz co, może przeszlibyśmy się na długi spacer ? Na pewno dobrze mi to zrobi. - Idziemy ? – zapytał. - Dobrze, tylko daj mi pięć minutek, bo muszę jeszcze dokończyć jeden konspekt na nowe zajęcia. – odpowiedziała mu Magda. - Już się przygotowujesz do nowego roku szkolnego ? Masz jeszcze tyle czasu. Poczekam spokojnie, ale pamiętaj masz tylko pięć minut – uśmiechnął się promieniście ... i poszedł sam przyszykować się do wyjścia. Po kilku minutach szli powoli drogą, która prowadziła do pobliskiego lasu. Rozmawiali sobie półszeptem, uśmiechając się do siebie raz po raz. - Powiedz mi kochanie – spytała Madzia – Co takiego sprawia, że jesteś taki dzisiaj skwaszony ? Ale bez wykrętów ! Znam cię dobrze i wiem, że masz problem. Powiedz mi o co chodzi, a spróbuję ci pomóc. Oczywiście na ile i jak mogłabym ci jej udzielić. - Wiesz, dobrze, że jesteś, Madziu – zaczął Adam - Mam czasami takie powroty do przeszłości. Troszeczkę mnie one denerwują i pewnie ciebie też. Na szczęście są już bardzo rzadko i jak sama widzisz daję sobie z nimi jak na razie radę. - Niezupełnie tak jest jak mówisz. – wtrąciła Magda – Mam wrażenie, że walczysz ze sobą. Wygląda to tak jakbyś miał swoje drugie „ja”. Powiem ci, że w sumie wrażenie jest całkiem ciekawe tylko czasami zastanawiam się który jest który. Jeden jest wesołkiem i radosnym żartownisiem, a drugi jest poważnym i poukładanym profesorem. W zasadzie mnie te twoje „dwa w jednym” odpowiada i jest moim ukochanym kochaniem – powiedziała i ucałowała go namiętnie w usta. – Mmmm, słodki jesteś, wiesz ? - Wiem, wiem. – odparł wesoło Adam i dodał – Ty…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil PAUL GRANT
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…