Seria zdarzeń pośmiertnych
Krótkie opowiadanie, zawierające wycinek z życia - a raczej śmierci - pewnej kobiety. Nie twierdzę, rzecz jasna, iż owe, zapisane tu wydarzenia, kiedykolwiek miały miejsce.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Mój Boże, Georgio, jesteś blada jak ściana! Od tych właśnie słów, wypowiedzianych przez moją babcię, wszystko się zaczęło. Na początku właściwie nie zwracałam uwagi na to, że troszkę gorzej widzę, a otoczenie czasami niepostrzeżenie zmienia barwy. Często miewałam silne bóle głowy i nudności. Niekiedy nawet na jakiś czas przestawałam słyszeć. Sądziłam, że to całkiem normalne... że to tylko chwilowe zaburzenia pracy organizmu. Gdybym wtedy była mądrzejsza i od razu udała się do lekarza! Ale zawsze należałam do tej grupy ludzi, która godzi się na wizytę u lekarza dopiero w ostateczności. Tym razem okazało się to dla mnie zgubne. Diagnoza była jednoznaczna - guz mózgu, w bardzo wysokim stadium rozwoju. Onkolog nie chciał tego wypowiedzieć na głos, ale wiedziałam, że czeka mnie teraz egzystencja w cierpieniu, a potem już tylko śmierć. Rodzicom jasno dałam do zrozumienia, że nie zamierzam zgodzić się na leczenie. Co mi da kilka kolejnych, bolesnych dni, w których wylewając gorzkie łzy, będę czekać na swój własny koniec? Zamknęłam się w moim niewielkim mieszkaniu, w krótkim czasie opustoszyłam lodówkę i czekałam na śmierć, wlepiając swoje oczy w telewizor. Ubranie gniło na mnie w zastraszającym tempie, lecz ja nie odczuwałam już potrzeby dbania o własne ciało. Czasami wychodziłam na zakupy, szczelnie otulając się warstwą perfum. Wmuszałam w siebie chipsy, mdlącą coca-colę, hamburgery, pizze, frytki, słodkie ciastka... a gdy skończyły mi się fundusze, postanowiłam ze sobą skończyć. Tamtego dnia, stanęłam przed lustrem. I pierwszy raz od dwóch tygodni uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Szczerzyłam zęby w tak komiczny sposób, że musiałam się roześmiać. Miałam kompletnie przetłuszczone włosy, brudną twarz, pomiędzy zębami resztki pożywienia. Skrzywiłam się. Umyłam zęby i wzięłam długi, gorący prysznic - w końcu zmarły musi jakoś wyglądać, prawda? Wysuszyłam włosy, zrobiłam staranny makijaż, a potem ubrałam swoje najlepsze ciuchy - drogie, zwężane, czarne dżinsy z grubym, plecionym paskiem z ekologicznej skóry, ciemnofioletowy, koronkowy top i śnieżnobiałą, rozpinaną koszulę, wyszywaną srebrną nitką. Na chwilę poczułam się świetnie. A potem przypomniałam sobie, co zamierzam zrobić. Z fałszywą melodią na ustach i błyskiem w oku, czekałam aż wanna napełni się wodą. Nie znalazłam w domu żadnej żyletki, postanowiłam więc posłużyć się nożem do chleba. Zebrałam na kuchennym stole wszystkie pigułki nasenne i przeciwbólowe, jakie zdołałam znaleźć - większość była przeterminowana, ale mało mnie to obchodziło. Było ich w sumie sześdziesiąt cztery - małych, kolorowych pastylek, które z wściekłością zaczęłam w siebie wpychać, popijając resztkami cuchnącej coca-coli. Nie wiedziałam, że zanim dojdę do wanny, padnę na zimną posadzkę przedpokoju i zasnę. A potem obudzę się z zaschniętymi wymiocinami na ubraniu, włosach i twarzy, cała spowita letnią wodą, sączącą się z łazienki. Zdążyłam jedynie wydać z siebie słaby jęk, bo w całym mieszkaniu rozległ się naglący dźwięk dzwonka. Dopadłam drzwi łazienki, zakręciłam wodę i wyciągnęłam z odpływu zatyczkę. Dopiero potem rzuciłam się, żeby otworzyć frontowe drzwi. Przez chwilę myślałam, że to działanie tych wszystkich pastylek działa na mnie halucynogennie. W progu mojego mieszkania stały dwie niezwykle wyglądające osoby. Ona miała delikatne rysy twarzy, była drobna i miała porcelanową cerę. Miękkie pukle białych włosów opadały jej na ramiona. Miała duże, błyszczące oczy w kolorze szaro-błękitnym. Długie, kościste palce składała w geście modlącej się osoby. Z pleców wyrastały jej potężne, gołębioszare skrzydła. Cała zdawała się tonąć w świetlistej poświacie. Bił od niej niesamowity spokój i ciepło. On natomiast był jej zupełnym przeciwieństwem. Ciemnoskóry, wysoki, dobrze zbudowany, o twarzy z surowymi, zdecydowanie wyrzeźbionymi rysami twarzy - przede wszystkim niesamowicie przystojny. Miał czarne oczy, okolone czarnymi, długimi rzęsami i ocienione ciemnymi, krzaczastymi brwiami. Wąskie usta wykrzywiał w pogardliwym grymasie. Ubrany był w czarną pelerynę z obszernym kapturem. Za jego ramionami można było dojrzeć czarnopióre skrzydła. Ręce założył na piersiach i rzucił mi wyzywające spojrzenie. Był jednocześnie pociągający i odpychający, krył w sobie jakieś niebezpieczeństwo. - Eee... słucham? - wydukałam w ich stronę. - Witaj, Elaine - pierwsza odezwała się kobieta. Miała niezwykle melodyjny głos, przywodzący na myśl najpiękniejszą na świecie muzykę. - Nie nazywam się Elaine - odparłam automatycznie. Prawą ręką trzymałam się kurczowo klamki od drzwi, lewą natomiast przecierałam oboje oczu - Jestem Georgia. Georgia Brighton. - W naszym świecie nazywają cię Elaine, córko Ewy - oświadczyła łagodnym tonem kobieta. - I znowu się pani myli - rzuciłam beznamiętnym tonem - Moja matka ma na imię Jane... a nie Ewa. - Ewa i Adam są pierwszymi ludźmi i są również rodzicami każdego człowieka, który przyszedł na świat - wyjaśniła kobieta cierpliwie. - Ach - mruknęłam - Chodzi pani o Boga, o którym mowa w religii chrześcijańskiej, tak? Muszę panią rozczarować. Jestem ateistką. Nie wierzę w żadnego boga. Ludzie wymyślili wszystkie religie setki, lub tysiące lat temu, bo się nudzili. - Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz, Elaine - kobieta obdarzyła mnie promiennym uśmiechem - Ale jeśli pójdziesz ze mną, a nie z moim towarzyszem, wszystkiego się dowiesz. - Wszystkiego... to znaczy czego? - kompletnie nic z tego nie rozumiałam. Zaczęłam przestępować z nogi na nogę. Wydawało mi się, że moi dawni znajomi stroją sobie ze mnie żarty, wysyłając do mnie dwójkę zdziwaczałych przebierańców. - Bóg istnieje, Elain... i czeka na ciebie od dnia twojego poczęcia - oznajmiła kobieta - Zawsze wysyła do zmarłego jednego ze swoich aniołów i stara się człowieka przeciągnąć na stronę dobra. Dzisiaj padło na mnie. Bóg nazywa mnie Lilianną. - Zaraz, zaraz... - potrząsnęłam głową - Ja nie jestem nieżywa. Ciągle tu stoję, widzi pani? - Na moje oko, droga Elain... ty unosisz się nad ziemią. Spojrzałam na swoje stopy i o mało co z mojego gardła nie wydobył się przeraźliwy wrzask. Co tu jest grane? To już nie mogą być żarty. To może być tylko jakiś wyjątkowo głupi sen. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, co widzę: znajdowałam się dokładnie kilka cali nad posadzką! - Ja tylko śnię, prawda? - zaczęłam ostrożnie - Ja... przecież nie mogłam umrzeć! To znaczy... chciałam tego i... jak to możliwe? Nawet nie dotarłam do wanny! - Dotarłaś - powiedziała Lilianna - Zmarły człowiek często nie pamięta ostatnich chwil w swoim życiu. Jeśli nadal nie chcesz uwierzyć w moje słowa... rzuć okiem na ciało, leżące w wannie. Niewiele myśląc, rzuciłam się - na ile pozwalało mi, nie do końca zamierzone, lewitowanie - do łazienki. Drzwi do niej były lekko uchylone. Przecisnęłam się przez szparę między nimi, a framugą i zatopiłam swój zdumiony wzrok w... siebie samej. Leżałam - a raczej moje martwe, bezwładne ciało spoczywało w wannie, z nożem w jednej dłoni i jakąś brudną szmatą w drugiej. Woda była cała czerwona od krwi. Jak to możliwe, że nie zauważyłam tego wcześniej, kiedy zakręcałam kurek z wodą? A owy kurek z wodą, o którym mowa, nadal był odkręcony! Zatyczka, którą zresztą również rzekomo wyciągnęłam, tkwiła nadal w odpływie. Wróciłam do przybyszów. Przez chwilę miałam nadzieję, że ich nie znajdę na progu mojego mieszkania. Już zaczęłam wierzyć, że to wszystko jest snem, gdy napotkałam zamknięte frontowe drzwi, kiedy z salonu dobiegł mnie głos Lilianny. - Jesteśmy tutaj. Natychmiast się tam udałam i zastałam mężczyznę i kobietę wygodnie rozciągniętych na pluszowych fotelach. Ja sama nie próbowałam nawet siadać na wolnej kanapie - jeszcze by się okazało, że już nie posiadam tylnej części ciała. - Świetnie - warknęłam zdenerwowana i zniecierpliwiona - Załóżmy, że rzeczywiście jestem martwa. Co wam do tego? Może zamierzam się błąkać po świecie do końca jego istnienia? - zdałam sobie sprawę, że nie była to zbyt pociągająca perspektywa - Jasne. Nie zamierzam - przyznałam w końcu. - Może w takim razie, ja teraz zabiorę głos - odezwał się w końcu mężczyzna. - Marcusie, chciałabym wypowiedzieć jeszcze ostatnie zdanie - powiedziała grzecznie Lilianna, po czym zwróciła się do mnie: - Pamiętaj, że cokolwiek powie ci wysłannik diabła, nie będzie to prawdą. Chce ściągnąć cię na złą stronę. Bóg da ci wszystko, czego będziesz potrzebowała. - Wystarczy - zareagował ostro Marcus, po czym roześmiał się ironicznie - Zawsze recytuje te swoje regułki. Widzisz... niefortunnie, zawsze ten sam anioł w bieli przypada na tego samego anioła w czerni. To dość uciążliwe, jednak musimy się z tym pogodzić. Urwał, jakby czekał, aż coś powiem, ja jednak milczałam. - Kiedyś, mój stary dobry kumpel zakochał się w dziewczynie-aniele, z którą "współpracował"... Staruszek... tak nazywamy Boga... Staruszek był cwany - jego wysłanniczka omotała Igora, a ten niemal natychmiast odwrócił się od swojego pana, rodziny i znajomych. Uwierz mi, Valerie, w niebie nie ma przyszłości. - Nie nazywam się Valerie - jęknęłam zrozpaczona - Mówiłam już, że rodzice nazwali mnie Georgia! - Mój pan, zwany również Szatanem, nazywa cię Valerie - wytłumaczył Marcus - Wróćmy jednak do tematu. Może zawsze wydawało ci się, że piekło to straszne miejsce... lecz ono takim nie jest. Może tam trafić nawet osoba, która przez całe swoje życie czyniła dobro. Wystarczy, że uzna moją ofertę za lepszą, niż ofertę anioła w bieli. - Nigdy nie wierzyłam w coś takiego, jak piekło i niebo - przyznałam się - Wydawało mi się strasznie infantylne wierzenie w coś takiego. - Rozumiem, nie bez powodu zostałaś ateistką - Marcus skinął głową. Wbrew pozorom wydał mi się znacznie sympatyczniejszy niż Lilianna. A skoro mowa o niej, to siedziała nieruchomo, ze wzrokiem wbitym w przestrzeń. Wpatrując się w nią dłużej, zauważyłam, że nie mruga nawet powiekami. W końcu stwierdziłam, że Lilianna całkowicie się wyłączyła i przeniosłam całą swoją uwagę na Marcusa. - W niebie zapewne dostaniesz jedzenia i napojów pod dostatkiem. Będzie zawsze świeciło słońce, będzie zawsze ciepło. Być może czasami będziesz musiała wykonać jakieś polecenie Boga. Istna idylla. Ale nie sądzisz, że idealne życie jest... nudne? - Marcus zajrzał mi w oczy tak głęboko, że aż przeszły mnie dreszcze. O ile zmarłego takowe dreszcze mogą napaść. - Tak - przytaknęłam po chwili namysłu - Masz rację! - dodałam ze zdziwieniem - To nudne, jeśli wszystko masz... człowiek przecież pragnie posiąść bogactwo, ale chciałby sam do tego wszystkiego dojść. Większość ludzi chce pozostać niezależna w obliczu fortuny. - Dokładnie - Marcus zawiesił głos, po czym podjął: - Widzisz, a w tak zwanym piekle mamy normalne życie. Nie idylliczne, jak w niebie. Musisz zapracować na swoje szczęście. Ale masz pewność, że z pewnością osiągniesz wewnętrzną harmonię. Możesz też być pewna, że w piekle nie grozi ci żadne niebezpieczeństwo, zupełnie inaczej niż w świecie śmiertelników. - A to co mówiła... - ... Lila? - przerwał mi Marcus - Jest zazdrosna, bo ostatnimi czasy ludzie częściej wybierają piekło od nieba. Tylko leniwi ludzie, lub ludzie bez ambicji godzą się na niebo, ale Staruszek nie ma z nich wiele pożytku. - A jeśli będę żałowała swojej decyzji? - spytałam. - Wtedy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Patrycja199215
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…