Skaza
Opowieść o pewnym cieśli, który postawił się lokalnemu autorytetowi w postaci księdza. Opowiadanie pokazuje jak łatwo można szufladkować ludzi, bez dogłębnego zbadania sprawy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
SKAZA
Autor: Piotr Długiński
Malutka wioska położona nieopodal kopalni, ciemno purpurowe chmury zalewają niebo. Wąskie brukowe uliczki stopniowo pustoszeją, daje się słyszeć ostatnie postukiwania młota pana Bermowara. Cisza i spokój, jakoś beznamiętnie. A to wszystko dlatego że na ostatnich dożynkach dziwnym trafem ni to z gromu ni z jakiej innej przyczyny kapliczka w ogniu stanęła. Bermowar miał pełne ręce roboty, wstawał z kurami, a kończył dopiero pod wieczór. Zlecenie choć i dobrze płatne to i przykre okrutnie, bo komu by się radośnie pracowało gdy zbić trzeba czterdzieści cztery trumny dziecięce i dziewięćdziesiąt siedem dla dorosłych. Trapił się biedny cieśla, czy aby pośpiech nie sprawi co jego trumienki będą gorzej wyglądać, co by rodziny za złe nie miały że źle prace wykonał. Cieśla odłożył narzędzia, z kieszeni wyjął fajkę. Po czym usiadł na krawężniku, palił spoglądał w niebo i wspominał przyjaciół, znajomych i te biedne dzieciątka. - Mości Cieślo, mości Bermowarze – Ktoś krzyczał z przeciwległego końca uliczki. - Witaj Jakubie, przysiądziesz się – Odparł zapraszając skinieniem do rozmowy. - Ano przysiądę. Widzicie panie cieślo, sprawę mam okrutną do was. Bo jak się kapliczka paliła to i księdzu proboszczowi ogień po dachu plebani poszedł i nadgryzł go . - O co się rozchodzi ? – Zapytał. - Bo ksiądz dobrodziej prosił, co by trumny lżejsze robić i to, co zostanie z drewna dach naprawić. Pada nieborakowi na łoże i mści strasznie na wszystkie strony że we wsi dostojnik największy, a żyć jak pustelnikowi mu przyszło. - Ja czasu nie mam. Drewno co do sztuki wymierzone, niech mości dobrodziej Mszczyja z Klapobudek ściągnie, rzemieślnik to przedni , a i wiem że zapas mu został. - Nie może tak być Bermowarze, do Klapobudek 4 dni drogi , a Proboszcz powiedział że jak do niedzieli dach stał nie będzie, to mi skórę złoi, a Wójtowi powie co by Ci zakład zamknął i czeladników przyjmować nie pozwolił. - Idź że z Bogiem Jakubie, powiedz księdzu - splunął pod nogi - że zmarłych trzeba godnie pochować wpierw, a potem dachem się zajmę. I przekaż, że trumny solidne będą - Odrzekł zirytowany. - Oj bat kręcisz na mój i na swój grzbiet, bodaj byś pękł z tej swojej skrupulatności - Obrócił się na pięcie i poszedł. Bermowar opróżnił fajkę i wrócił do izby. Mrok już zapadł i czas najwyższy był na odpoczynek. Kiedy tylko nastał świt, u drzwi stolarza we własnej osobie stanął Proboszcz. Bermowar szlifował właśnie jedno z wiek. - Pochwalony - Rzucił Ksiądz. - Ano pochwalony - Odparł nie odrywając się od pracy. - Ponoć czasu nie masz, a Ja tu ziębnę po nocach. - Jak Ksiądz Dobrodziej zauważyć raczył, czasu nie mam. - Synu nie stawiaj się, nie dość że w kaplicy Cię nie widziałem od Wielkanocy, to jeszcze swój grosz nad cudzą krzywdę bardziej cenisz. - Dobrodziej nie przemarznie, sierpień przecież – Zadrwił. Ksiądz coraz bardziej czerwienił się ze złości, aż żyły mu na czole powyłaziły. - Ksiądz wie i ja wiem, że zmarłych godnie odprawić rzecz święta. A i w gospodzie miejsca wolne , tydzień nie powinien robić różnicy - Ciągnął dalej. - Mości Wójcie słyszeliście, co ten cham rzecze? - A to władza ludowa też do mnie przybyła - Zaśmiał się pod nosem. - Bermowarze, dłużej tak nie można. Wiesz, że na odpusty z sąsiednich parafii zjeżdżają i grosz ku temu mamy. Nie drażnij Proboszcza - Spokojnym głosem wójt przekonywał Bermowara. Stolarz podrapał się za uchem i sięgnął po siekierę , stojącą nieopodal. - Ratunku ! Ten belzebub na mnie rękę podnosi!! - Ksiądz darł się w niebogłosy. - Mości proboszczu, materiału nie mam i dachu nie zrobię , proszę weźcie siekierkę, las blisko. A gwoździe i młotek darmo oddam, tylko idźcie już – Zadrwił. - Obiecuje, pożałujesz tego, pożałujesz! - Wrzeszczał Proboszcz. Bermowar wrócił do pracy. Do skończenia zastały jeszcze trzy sztuki. Na ostatnią sobotę sierpnia planowany był pochówek, a że dużo pracy przy tym będzie, to i całe proboszczostwo z biskupami zjechało się tłumnie. Gości trzeba było podjąć godnie, to i karczmę całą na 3 dni wynajęto . Świniobicie zarządzono i z piwnic proboszczowych beczki z winem wytoczyć nakazano. Ucztować zaczęli przed południem, co by sił nabrać przed pogrzebami. Nazajutrz, około południa rozpoczęły się uroczystości. W pochodzie prym wiedli biskupi, potem proboszczowie, na końcu zaś wikariusze, ministranci i umartwieni wieśniacy. Lament był okropny. Czy to z potrzeby chwili, czy z żalu serca ludzie zawodzili okrutnie. Bo to i nie dziwota, jak na ten przykład stara Zofia po młynarzu, co rok wcześniej mąż się jej utopił na bagnie, a teraz dwóch synów chować jej przyszło. Pierwszy Biskup, co profesorem był i Grekę wykładał, wyszedł na podest i tako rzecze: - Dobrzy ludzie, Pan nasz okrutnie nas doświadczył. W tej czarnej godzinie w piersi bić się należy bo za grzechy i nieumiarkowanie was to spotyka. Ludzie osłupieli na te słowa. Ale Biskup ciągnął dalej: - Taka strata. Dzieci, synowie, córki, mężowie i żony. Wszyscy oni zapłacili za nieumiarkowanie i rządzę. Kare ponieśli. Biada wam, biada. Ale Gniew Boży sam z Siebie nie przychodzi, o nie bracia i siostry. Doszło bowiem do moich uszu że są tacy, co praw Bożych i Sługi jego Kościoła nie szanują, a co gorsza rękę chcą nań podnieść. Oto i wasz Dobrodziej, co z piekielnych pazurów cudem się wyrwał. Wójt i Jakub spojrzeli w kierunku Bermowara – Mówiłem, że bat kręcisz na grzbiety nasze - Wyszeptał Jakub. – Karać trzeba dla przykładu, co by gniew Boży złagodzić - Biskup stopniowo podnosił głos - Cieślo, w imieniu Kościoła i mocą mi przezeń nadaną, twoje włości jak i warsztat, na majątek Rzymu przekazuje, a Ciebie jako niedoszłego mordercę skazuje na banicje i 20 batów. Niech Bóg odpuści. Wrzawa podniosła się okrutna, ludzie mędrkować poczęli i rozsądzać czy ten, co im bratem był, winny być może. Wójt podszedł do cieśli, zawołał dwóch zbrojnych z gwardii biskupiej i na oczach wszystkich stolarza pod pręgierz doprowadził. Widok , nie do pozazdroszczenia. Po pierwszych razach osunął się i zawisł na nadgarstkach. Bruk pod jego nogami napełniał się ciemną purpurą. On sam w pokorze znosił kolejne uderzenia. – Dość, rozwiązać! - Wykrzyczał Biskup. – I niech każdy zważy co go czeka, gdy rękę na sługę Pańskiego podniesie. Wyprowadzić na gościniec. Tłum przyglądał się , jak zbrojni wloką ich sąsiada po bruku i wyrzucają poza wieś. Oczy wzniesiono znowu ku Biskupowi. Ten niewiele myśląc, zszedł z podestu uczynił znak krzyża i wsiadł do karocy. Proboszcz tylko cichutko czmychnął na plebanię zakrywając twarz. Ludzie po odmówieniu paru zdrowasiek wrócili do domów, mędrkując jak, po co. Jedna z dziewcząt pobiegła z bochenkiem chleba i dzbanem mleka na gościniec. Bermowara już nie było. - Wyczerpany drogą Bermowar stanął przy rozwidleniu dróg, na zachód Klapobudki, na północ gród Palowice. Zmierzch już nastawał, a tu ani strawy ani gdzie głowy położyć - W drogę mi trzeba – Pomyślał. W onym czasie w Klepobudkach jarmark urządzono to i kupcy się zjeżdżali. Ale bez grosza przy duszy i sprawiony jak ubojne ciele ni jak tam się pokazać nie wypadało. Znowu w Palowicach książę Rowimir najemników zbierał co by wzmocnić warty i patrole, bo i od rabusiów się na szlakach zaroiło - Wojaczka mi nie obca, oby tylko banitę przygarnęli - Westchnął i ruszył na północ. Około…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kazuki9
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…