Wróć do katalogu

Skrytobójca

Opowiadanie zainspirowane postacią Artemisa Entrerii. Jeśli ktoś wie, kto to jest i skąd, to... mi też podoba się to dzieło :)

irask2, opublikowano , 16 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pędzili galopem na swych czarnych jak noc koniach, co i róż spoglądając się za siebie. Pościg był coraz bliżej i nie było szans, by im uciec. Nie, kiedy ścigano ich na magicznie zaczarowanych wierzchowcach. Podążało za nimi dwunastu żołnierzy, eskorta wysoko postawionego kupca, Eliasza, który dokonał tej nocy żywota na oczach setki ludzi, podziwiających jego najnowsze egzotyczne towary.

Zadanie było proste. Zabić. Nieważne jakim sposobem i w jakim miejscu. Mężczyzna miał być martwy nim nastanie poranek i tak się stało.

Nagroda była duża. Wystarczyło teraz tylko uciec ludziom, którzy ich ścigali i wrócić do największego miasta portowego w tych okolicach, do Astargu. Swoje miejsce znajdowały tu wszelkiej maści plugawe śmieci i typy spod ciemnej gwiazdy. To tutaj można było nająć najlepszych skrytobójców, nieustannie rywalizujących o zajęcie najwyższej pozycji i o miano najlepszego w swym fachu. Chociaż było tu dużo przestępców, panował względny spokój. I to nie dlatego, że władze miasta potrafiły uporać się z problemem. Tak naprawdę paradoksalnie władze miasta, nie miały praktycznie żadnej władzy. Były tylko zwykłymi marionetkami. Kukiełkami, które tańczyły tak jak im zagrano, albo tak jak pociągnięto za sznurki. To zwykli figuranci opłacani przez wszelkie gildie kupieckie, rzemieślników, magów, czy nawet przez gildie złodziei, aby ustanawiane prawo było na ich korzyść. Jednak tak naprawdę to ci ostatni mieli największy wpływ na wychodzące dekrety i przepisy, i to oni rządzili danymi dzielnicami miasta ustanawiając prawa, których każdy typ spod ciemnej gwiazdy musiał przestrzegać. Wzbudzali strach wśród mieszkańców, którzy unikali dzielnicy portowej jak tylko mogli. W tym miejscu było najwięcej spelun, burdeli, czy karczm, gdzie po uiszczeniu odpowiedniej opłaty można było się dowiedzieć naprawdę wiele ciekawych rzeczy od karczmarzy. Jeśli wiedziało się gdzie szukać, można było dostać się do głównych siedzib pięciu największych gildii złodziei w mieście. Właśnie w jednej z takich otrzymała zadanie zabicia kupca. Nie interesowało ją to, dlaczego ma zginąć. Liczyło się tylko to, kto ma zginąć, gdzie jest i ile dostanie za tą robotę. Jednak z tego co usłyszała kupiec ten postawił się gildii Jednorękiego, który przybrał taki przydomek dawno temu, kiedy służył w armii króla, gdzie w jednej z bitw stracił rękę. Nikt nie wie jak tak naprawdę się nazywa. Honoruje tylko tytuł Jednoręki. Każdy kto zwróci się do niego w inny sposób musi liczyć się z konsekwencjami.

Nie było to dla niej jednak istotne, tak samo jak fakt, że kupiec musiał zginąć bo nie chciał płacić za ochronę swych towarów wystawianych na miejscowym targu. Zadanie wykonała bezbłędnie. Nawet pościg nie wynikał z faktu, że dała się przyłapać na morderstwie. Co to, to nie. Chciała zając najwyższe miejsce w rankingu skrytobójców. Chciała zakpić z innych ludzi. Pokazać im, że nikt nie może czuć się bezpiecznie, kiedy ona jest w pobliżu. Żadni ludzie i żadne miejsce, nie daje dość bezpieczeństwa, by móc rozsiąść się wygodnie i uważać, że ma się problem z głowy. Dlatego zabiła tego grubasa na oczach innych, w momencie kiedy zachwalał swój egzotyczny towar.

Sprawiał jej przyjemność widok ludzi, którzy oniemieli ze zdziwienia, kiedy zobaczyli jak ona wyłania się z cieni za plecami swego celu. Nim ktokolwiek zdążył zareagować wyciągnięty sztylet, który błysnął w świetle księżyca, przeciął ze świstem powietrze, by podciąć gardło ofiary. Krew trysła obficie i głupi kupiec, niechcący płacić za ochronę swych towarów złapał się za zranione miejsce, nie chcąc dopuścić, by opuściło go życie, które tak umiłował. Usłyszała uderzenie jakiegoś przedmiotu o ziemie, ale nie interesowało ją to. Przez chwile pomyślała, że głupio było handlować w nocy, jak to jest w zwyczaju tego miasta. Miał szanse pożyć dłużej. Jednak wyparła tą śmieszną dla niej myśl z głowy, gdyż wiedziała, że ma tylko chwilę, nim ludzie i eskorta martwego kupca ockną się z tego co przed chwilą widzieli i ruszą za nią w pościg. Wycofała się więc do swego królestwa, do mroku, który dawał jej schronienie i szybko ruszyła w kierunku wyjścia z miasta, gdzie czekał na nią jej kompan wraz z końmi.

Przekradała się od cienia do cienia, szybko i zdecydowanie, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Po kilku chwilach wspięła się na dach starej chatki i stanęła w świetle, jakie rzucał na nią księżyc. W prawej ręce trzymała sztylet, który ociekał jeszcze krwią. Miała zaciągniętą na siebie czarną pelerynę, obszywaną po bokach brązową nicią. Kaptur drgał nieznacznie pod wpływem lekkich podmuchów wiatru. Stała tam przez chwilę, aż ją zauważono. Kiedy wynajęci przez martwego kupca ochroniarze ruszyli za nią ta zeskoczyła z dachu i wykonała fikołek po ziemi, by zamortyzować upadek. Poderwała się szybko na nogi i rzuciła biegiem przed siebie. Odwróciła głowę na chwilę za siebie, by zobaczyć, czy jest ścigana i kiedy utwierdziła się w przekonaniu, że tak istotnie jest, uśmiechnęła się i biegła dalej. Po drodze nikt jej nie zatrzymał, ale nie obawiała się tego. Małe miasto w którym teraz przebywała nie było zbyt dobrze chronione przez żołnierzy. Nawet brama stała otworem dla każdego potencjalnego kupca, złodzieja czy mordercy. Do miasta mógł wejść każdy kto chciał i kiedy chciał .To samo tyczyło się wyjścia. Nie zdziwiła się więc, kiedy zobaczyła, że jej kompan stoi przy bramie i czeka na nią, zupełnie sam, bez żadnej straży. Kiedy zobaczył, że jest ścigana wsiadł na konia i czekał. Po chwili dołączyła do niego i wskoczyła na swego wierzchowca, i ruszyli. Mężczyzna powitał ją gorzką miną i pytaniem.

- Co ty wyrabiasz? - Zdobywam renomę – odparła z uśmiechem kobieta. - Dając się wykryć? - Nie zrozumiesz. Jesteś zwykłym kuglarzem, który zamiast zdolności czarowania, posiada w swym zanadrzu magiczne sztuczki. - Nie zapominaj, że potrafię też walczyć – odparł mężczyzna. – I to całkiem dobrze. - Dlatego pozwoliłam na to, byś mi towarzyszył. - Nie miałaś wyboru. Takie było polecenie Jednorękiego. - Istotnie.

Teraz, kiedy pomyślała o tym co miało miejsce jakiś czas temu zaśmiała się tylko, a jej towarzysz spojrzał na nią z wymownym pytaniem na twarzy. Kobieta zaśmiała się jeszcze bardziej i odpowiedziała na nie zadane pytanie.

- Zabawmy się. Mam ochotę na walkę. - O czym ty mówisz? - Pora dać się dogonić i zmierzyć z przeciwnikiem. I tak, by nas dogonił nim dotarlibyśmy do Astargu. - Nie było by problemu, gdybyś nie postanowiła się ujawnić. - To wszystko dla zabawy. - Jesteś szalona. - I piekielnie skuteczna. Nie zapominaj o tym.

Kobieta zatrzymała konia i zeskoczyła na ziemię. Towarzyszący jej mężczyzna nie mający innego wyjścia, uczynił to samo. Zatrzymał się w miejscu, jednak nie zamierzał zsiadać z wierzchowca, tylko przyglądał się w zdziwieniu swej towarzyszce.

- Pilnuj koni. Ja się nimi zajmę. Odjedź na bezpieczną odległość. - Chyba żartujesz. Chcesz się z nimi zmierzyć w tak otwartym terenie? Mają przewagę. - Niekoniecznie.

Kobieta wyciągnęła z kieszeni metalowe kulki, co wystarczyło by mężczyzna pojął co za chwilę się stanie. Patrzył jak kobieta wychodzi naprzeciw pogoni, która zbliżała się w ogromnym tępię.

Nie czekając dłużej odjechał dalej, a kobieta upuściła na ziemie wyciągnięte przez siebie przedmioty i wyciągnęła sztylety do miotania. To nie jest uczciwa walk, pomyślała i zaśmiała się, wiedząc, że ci którzy ją ścigają nie mają bladego pojęcia o kunszcie walki. Potrafią tylko młócić bez żadnej finezji swymi mieczami. Dlatego też zginą, wbrew temu co im podpowiada zdrowy rozsądek. Czekała aż się zbliżą dostatecznie blisko, by móc zacząć miotać sztyletami. Widziała, a nawet i słyszała brzęk wyciąganej stali z pochew. Jeźdźcy zbliżali się, a gdy byli w odległości kilku metrów od niej, w ich kierunku pomknęły dwa pierwsze…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych