Śniący
krótka historia z pogranicza snu i jawy
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Obudził się z poczuciem, że to co zapamiętał, nie śniło mu się po raz pierwszy. To z czego właśnie się wyrwał przeżył wielokrotnie i czeka go to ponownie. Widział siebie i grupę znajomych, tych, z którymi się często spotykał. Śmiali się, pili, rozmawiali wieczorem na jednym z placów zabaw. Takim industrialnym skwerze, ze zbiorem metalowych konstrukcji ułożonych w różnorakie symbole i znaki. Pamięta fragmenty z tych wydarzeń. Są na miejscu, każdy po alkoholu, głośny, wesoły. Potem znajomi wędrują na górę, na konstrukcję. Pojawia się kolejna scena, ciężkie elementy jak domino, jedno po drugim lądują z głośnym i pustym łoskotem odbijając się echem po ziemi. Bez konkretów, dobra zabawa, śmierć, cisza i niepokój jak pozostałe opary z ogniska otoczonego pustymi miejscami nieobecnych. Budzisz się z poczuciem trwogi, a rzeczywistość wyprasza cię za drzwi ponownie w senną łamigłówkę, by uporządkować w pamięci wszystkie pozostałości nieprzyjemnych śladów. Ale tego ranka już nie zasnął.
Cały dzień pozostał niespokojny, ale nie zwracał na to uwagi. Nie szukał logiki w tym co mu się śniło. Dzień w pracy przeżył dokładnie tak samo jak zwykle. Połowa tygodnia minęła. Kolejne dwa dni nie przyniosły niczego nadzwyczajnego. Codzienna rutyna, praca, wieczory w knajpach, jakieś nieszczególne filmy. Piątek zapowiadał się inaczej, ze znajomymi mieli wyskoczyć do klubu. Wcześniej standardowo coś przed imprezą. Dzień w pracy mijał dłużej niż zwykle, ale wiedział, że to norma i rezultat wyczekiwania na coś lepszego niż to czym kończyły się dni w tygodniu. Zebrali się w komplecie nieco po dwudziestej w centrum i zdecydowali, by wypić coś w pobliskim parku. Po drodze zahaczyli o sklep na rogu robiąc niezbędne zakupy. Dotarli do parku, usiedli na ławce i czas się zatrzymał.
Rozpoczęła się impreza przeplatana wymianą osuszanych butelek i zdań ozdabianych coraz głośniejszym procentowo śmiechem. Ktoś zaproponował, że ponieważ na dniach, tuż obok wybudowano i oddano jakiś ciekawy obiekt warto go po drodze do klubu odwiedzić. Alkohol powoli się już kończył, przelano to co pozostało do butelek po napojach i z drinkami ruszyli w kierunku klubu. Pięćset metrów dalej dotarli na miejsce. Jeszcze zanim usłyszał „to tutaj”, wiedział, że dalszy ciąg wieczoru spędzą w tym miejscu. Nie wiedział czy miejsce to będzie ich punktem końcowym czy pośrednim wieczoru.
Część osób zaczęła się zachwycać i rozwodzić nad tym jakie to ciekawe rzeczy teraz się tworzy i tym lepiej, że robi się je także z myślą o starszych. Poziom alkoholu osiągał poziom silnie sygnalizowanej rezerwy, a on na nowo starał się przypomnieć to wszystko co pozostało mu w głowie po środowej nocy. Pamiętał tak niewiele, ale nie zdarzenia ze snu martwiły go najmocniej. Bardziej dokuczał mu niezrozumiały niepokój, coś intuicyjnego, niewysłowionego. Miał wrażenie, że to wszystko już się zdarzyło. Tylko skąd to przypuszczenie? Co rzuca cień na dowód jego prawdziwości? Czy kiedykolwiek jego wyśnione historie powtórzyły się w rzeczywistości? Nie pamiętał. Był tego pewien. Nawet te najbardziej realne sny nigdy nie stały tak blisko rzeczywistości. Ich namacalność przywarła do niego jak spocone ciało lepkiego podróżnego w ciasnym autobusie.
Czuł się coraz bardziej nieswojo, a uczucie wyluzowania, które towarzyszyło mu jeszcze dziesięć minut temu nie pozostawiło po sobie nawet śladu. Miał coraz większy zamęt w głowie. W sumie, zaczął się zastanawiać, to może nie śniło mu się to co się tutaj teraz dzieje, może o tym rozmawiali, o tym miejscu, o tym wieczorze. Przecież nawet to, że są tutaj nie oznacza, że wieczór źle się skończy. Może to, że tak pamięta poranek nie oznacza, że to mu się śniło, może o takich sprawach kiedyś wcześniej rozmawiali. Czy możliwe jest, by jego znajomi zaplanowali mu kawał? Może opowiadał o tym śnie komuś? Z dwoma osobami z grupy widział się w dniach pomiędzy środą a piątkiem, więc podczas nocnych posiadówek mógł się im przyznać, co mu się śniło.
Nasunęły mu się przykłady z bardziej lub mniej mądrych filmów, które opowiadały podobne historie albo wkręty w bardziej wyrafinowanej formie. Tylko czemu to jemu miałoby się przydarzyć? Przecież jest zwykłym kolesiem, który nie ma żadnych kontaktów z osobami, które potrafiłyby zrobić coś takiego, które mają w tym cel i na to środki. Z drugiej strony może właśnie dlatego, że jest szarakiem, takie pomysły uznano by za ciekawsze? Każda nowa opcja utrudniała mu kalkulację czy przypomnienie sobie tego co faktycznie wydarzyło się w tym śnie. Każda ewentualność wydawała mu się bardziej absurdalna niż poprzednia.
Przypomniał sobie zasłyszaną niegdyś, chyba na studiach, historię o tym, że sny urywają się w najtrudniejszym dla śniącego momencie. W momencie, który stanowi wyzwanie czy barierę zbyt dużą, by psychika mogła sobie z tym poradzić. Człowiek albo budzi się z takiego snu, albo tej najtrudniejszej części nie pamięta. Do tej pory nie myślał, czy tak rzeczywiście jest. Właściwie jak coś takiego sprawdzić? Czy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mbrznk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…