Wróć do katalogu

Śnieżyca s01E01

Pierwsza z trzech części opowiadania. Tak naprawdę dużo sie nie dzieje, właściewa akcja rozwija sie w drugiej częsci, jednak ta też może sie podobac Zapraszam

Boro, opublikowano , 13 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Śnieżyca

Rząd wychudzonych choinek, porastał na przedzie niewielkiego zbocza, które przechodziło z kolei w głęboki przydrożny rów. Ta ściana strzelistych drzew zdawała zacieśniać się coraz bardziej wokół drogi, zwężając ją i otaczając. W panującej ciemności te zwyczajne; rosnące niezwykle blisko przy sobie choinki przybierały mroczne kształty tajemniczych zakapturzonych strażników. Obserwowały wszystko i wszystkich dookoła, narzucając przy tym swoje odgórne spojrzenia nie posiadające żadnego wyrazu. Pod osłoną ciemoności każda rzecz potrafi nabrać innego znaczenia i wymiaru. Skulona między rzędami mrocznych drzew nikła droga, ciągnęła się wyprężona prosto przed siebie, nie pozwalając sobie na żadne zakręty, chcąc czym prędzej wydostać się na otwarty i bezpieczny teren, wolny od tego mrocznego zgromadzenia. W porównaniu z lasem była tylko wąskim i wątłym strumykiem, który wie, że jest wyłącznie gościem pośród tego bezkresu ciemnych strachów na wróble. Po tej szarej nitce pędził samochód. Jasne światło reflektorów niknęło po czterech metrach, uwięzione w odmętach sypiącego śniegu. Moc silnika także nie rozchodziła się na większe odległości. Porywisty wiatr wplątywał te mechaniczne dźwięki w swój szaleńczy taniec, i wyrzucał gdzieś daleko. Ogólny mrok wewnątrz pojazdu uwydatniał pomarańczowy prostokąt jaskrawego światła, które było wyświetlaczem radia. W tle leciała jakaś muzyka, ale kierowca zdawał się być zajęty czymś innym. Zdjął delikatnie nogę z gazu, pozwalając by narastające obroty uspokoiły się. Nie potrzebował teraz, tyle z ukrytej mocy silnika, która gotowa była zerwać się na każdy chociażby najdelikatniejszy nacisk buta. Wyhamowując nieco, zapalił wewnętrzne światło, i zgarnął z siedzenia obok rozłożoną mapę. Intuicyjnie próbował ustalić ile kilometrów mógł przejechać w ciągu ostatnich czterdziestu minut. W skupieniu dosłyszał jak chodzące na okrągło w tą i z powrotem wycieraczki tarły gumą o przednią szybę. Po bardzo subiektywnych obliczeniach przekonał sam siebie, że musi znajdować się jeszcze jakieś dwadzieścia kilometrów od przejścia granicznego. Spojrzał przed siebie. Białe płaty śniegu nadal energicznie szturmowały i ograniczały jego pole widzenia, nacierając nieustannie jeden za drugim niczym mali spadochroniarze, a w świetle reflektorów nabierały tylko przelotnie dodatkowo jaśniejszego blasku. Zgasił światło, które jeszcze bardziej utrudniało mu jazdę, odbijając się od przedniej szyby i rzucił mapę na siedzenie obok załamując przy tym jej poszczególne części. Zrobił lekki grymas. Jego naciągnięte policzki, regularne rysy twarzy i świeżo przycięte włosy zdradzały jeszcze młodzieńczy wiek. Przybrał teraz zagubioną minę przygryzając cienkie wargi. Przez tą pogodę najprawdopodobiej zabłądził i kto wie czy uda mu sie gdzieś w końcu dojechać. Dodał nieco gazu by jak najszybciej wydostać się z tej ciągle prostej i nieprzyjemnie drogi, jednak nie była to zadawalająca prędkość. W dalszym ciągu musiał pamiętać o wichurze odgrywającej na zewnątrz kulminacyjną i pełną dramaturgi arię z opery, którą reżyserowała matka natura. W tym momencie prawa ściana zakapturzonych strażników zniknęła nagle z krajobrazu, pozwalając by lewy rząd, biegł dalej niezliczonymi choinkami przed siebie. Samochód wypadł na nieco jaśniejszy teren, bo po prawej wyłoniło się połacie białego pola które, wzbijało się wyżej tworząc dużą rozległą polane, otoczoną drzewami. Zaskoczony faktem, że monotonny obraz znikł nagle z oczu, kierowca zapatrzył się na połacie białego puchu. Gdy wrócił spojrzeniem przed siebie spostrzegł nagle, że droga uciekła mu nieco spod kół i schodziła właśnie bardziej na lewo, ustępując miejsca poszerzającemu się coraz bardziej polu. Zdezorientowany odbił szybko kierownicą, a samochodem targnęło gwałtownie w pędzie. Prawe koła przejechały kilka centymetrów od rowu, a on zdołał wrócić na wytyczoną drogę, jednak samochód zaczął sprawiać trudności. Świeże ilości spadającego śniegu powodowały wypadanie opon z toru przy gwałtowniejszym zachowaniu kierowcy. - Cholera! – krzyknął sam do siebie, starając się naprowadzić pojazd na prostą. Przyhamowywał i zmieniał biegi by zdołać go bezpiecznie wyhamować, jednak rozbujanym autem coraz bardziej zanosiło. Tylnie światła, zaświeciły krwistą czerwienią, pośród tej nieprzeniknionej ciemności, klocki hamulcowe blokowały koła by wyhamować swojego rozjuszonego pana, opony szurały po śniegu, ustawiając auto w coraz to niebezpieczniejszej pozycji. Po kilku błyskawicznych próbach ratunku, samochód sunął już pod skosem, obierając sobie za nowy kurs prawy rów, w który po chwili wbił się z hukiem. Uderzenie było nagłe, i tak samo nagle się skończyło. Przód auta skonfrontował się z zamarznięta ziemią, a otoczenie zdominowały najróżniejsze odgłosy trzaskanej maski, zderzaka i nadkola. Nastąpiło mocne szarpnięcie fotelem, i widok jakby przez chwilę stało się wagonikiem Roller Coastera w kulminacyjnym punkcie, z którego dalsza droga prowadzi już tylko w dół. Ryk silnika ustąpił nagle, a czarne koła odpoczywały jedne w rowie drugie na jezdni. Gdy samochód spoczywał już bezpiecnzie, śnieg z krawędzi zasypał jego czarną maskę.

2. Mężczyzna otworzył oczy, które mimowolnie się przymknęły. Wrócił do swojej pionowej pozycji. Niewiele brakowało, a czołem uderzyłby w przednią szybę, zapięte pasy bezpieczeństwa zdołały zapewnić mu te kilka potrzebnych centymetrów. Odpiął je teraz i bez namysłu wyskoczył z impetem na zewnątrz. Potężny powiew huknął go nagle w twarz. W uszach zaświstał wiatr. Nie spodziewał się tego. Do tej pory ten szaleńczy taniec oglądał z wnętrza przytulnego samochodu, a teraz niespodziewanie znalazł się w centrum tej wszechmocnej niepoczytalności natury. Na chwilę odebrało mu dech w piersiach. Zimno oblazło błyskwicznie jego ciało niczym mordercze mrówki ofiare. Próbował przedrzeć się przez grubą warstwę śniegu, w którą zapadły się jego nogi. Po kilku wyczerpujących sekundach dotargał się do rozbitego przodu auta. - Kurwa mać! – spróbował krzyknąć, ale sam ledwo co dosłyszał swój ogrom wylewanej złości, która teraz się w nim obudziła. Mroźny wiatr bez zaproszenia wepchał mu się do płuc. Spoglądał na zniszczenia dokonane uderzeniem. Nie ma szans by zdołał nim wyjechać. Dodatkowo uświadomił sobie nagle, że dalej znajduje się na terenie Słowacji. Rozejrzał się niespokojnie po okolicy. Przed nim…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych