Wróć do katalogu

Sny Ludzi Pijanych

Historia pewnej dziewczyny, na której życie mają wpływ dwie odmienne decyzje ojca sprzed jej narodzin. W zależności od wyboru- moralnego, bądź nie Apollonia, główna bohaterka wiodła będzie życie o odmiennym statucie materialnym. Jej życie ulega zmian

JanŻiżka, opublikowano , 58 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1990 rok Biurowiec. Wokół sami ludzie ubrani w garnitury. Do budynku wchodzi mężczyzna w średnim wieku. Udaje się do biura. Wchodzi, sekretarka przy wejściu zagaduje:

Sekretarka: Dzień dobry Panu, jak się udał wczorajszy wieczór z rodziną?

Ojciec: Witam, bardzo dobrze. Jakieś nowe wiadomości? Doszło coś do agendy?

Sekretarka: Szef prosił, żeby pan do niego jak najszybciej zajrzał, kiedy pan się pojawi.

Ojciec(przeglądając kalendarz): Yhm.. coś jeszcze? Jest już Tom?

Sekretarka: Tak, w pańskim gabinecie.( z przekąsem). Znowu pewnie rozwalony, nic nie robi, z nogami na stole. Skacowany po wczorajszej imprezie.

Ojciec (uśmiecha się dobrodusznie) Nie lubisz go, co? To mój najlepszy kumpel, znamy się od czasu studiów. Bywa, że jest roztrzepany ale to człowiek bardzo w porządku. Lecę, miłego dnia Mario. (odchodzi)

Ojciec wchodzi do gabinetu. Na fotelu, odwróconym tyłem siedzi mężczyzna. Pali cygaro. Odwraca się z szerokim uśmiechem.

Tom: Dobry stary! Jak tam kolacyjka z rodzinką? Mała Apollonia nie rozrabiała?

Ojciec: Nie, w porządku. Wszystko świetnie. Słuchaj stary, wiem jak jest po tym jak odeszła Ana, ale mógłbyś poudawać, że coś robisz. Przyszło nowe zlecenie na kamery. Mógłbyś się nim zająć to nic trudnego.

Tom(rozbawiony) Szefie, spoko tylko dopalę to niesamowicie chujowe cygaro. Nie mialbyś czegoś poważniejszego dla mnie?

Ojciec: Nie, poza tym jak szef ci daje to do roboty.(uśmiecha się) Bo inaczej na bruk.

Tom: (śmieje się) Jasne, idę się pakować.

Ojciec: No, ale na poważnie. Do roboty. Maria już zaczyna się na ciebie skarżyć. Wiesz jakie są sekretarki, jak próżne kobiety. Przerwa na kawkę i od razu ploteczki. Zaraz całe piętro będzie gadać, że cię tu trzymam bo jesteś moim kumplem. A teraz lecę, bo szef wzywa. Tom, mówię poważnie, zajmij się tym. To ci dobrze zrobi. (ojciec wychodzi. Tom odwraca się i z uśmiechem zaciąga się cygarem)

Gabinet szefa. Do gabinetu wprowadza ojca sekretarka. Zamyka za sobą drzwi.

Ojciec: Chciał się pan ze mną widzieć.

Szef: Tak, zarząd i ja zastanawiamy się, jaką opinię wystawił by pan Tomaszowi Markowskiemu, który jest pańskim podwładnym.

Ojciec: To rzetelny i sumienny pracownik. Nie mam do niego zastrzeżeń.

Szef: O ile mi wiadomo, jesteście panowie przyjaciółmi. Dosyć dobrymi. Ile zleceń wykonał ostatnio?

Ojciec: Miał ciężki okres, żona od niego odeszła. Byli dopiero pół roku małżeństwem.

Szef: Tak się składa, że w tak prężnie rozwijającej się firmie problem jednego pracownika staje się problemem wszystkich. Przez pół roku nie był w stanie zrobić nic ze sobą, dlatego czas by do akcji wkroczył zarząd.

Ojciec: Co pan ma na myśli?

Szef: Naturalnie, z powodu różnorodnych zasad ustalonych przez prezesa, tylko pan może go zwolnić. A tego zarząd oczekuje od pana.

Ojciec: To chyba jakiś żart. Przecież nie ma powodu do zwolnienia! Właśnie otrzymaliśmy zamówienie na transport kamer telewizyjnych z Japonii. Pan Markowski, o ile mi wiadomo, siedzi już nad tym zamówieniem.

Szef: Jesteśmy jednocześnie bardzo zadowoleni z efektów pańskiej pracy. Chcielibyśmy zaoferować panu udziały w naszej firmie i stanowiska dyrektora finansowego. Jest tylko jeden warunek, który musimy panu postawić.

Ojciec: Jaki?

Szef: Musi pan zwolnić Tomasza Markowskiego. Jeśli chcemy iść do przodu, na co pozwala praca takich ludzi jak pan, to nikt nie może zostawać w tyle. Oddanie naszej firmie jest kolejnym ważnym aspektem pracy tutaj. Efektem jakiegokolwiek sprzeciwu będzie wymówienie, czy jest Pan tego świadom?

16 lat później.

Sala pełna młodzieży, ubranej odświętnie. Każdy siedzi w osobnej ławce. Egzamin gimnazjalny. W pierwszym rzędzie siedzi dziewczyna, taka jak wszystkie. Na przeciw niej kartka z imieniem i nazwiskiem: Apollonia

Głos: Jeszcze pięć minut.

Apollonia kończy pisać, podnosi rękę. Ktoś zabiera jej kartkę. Wychodzi. Zaraz za nią jej koleżanki.

Dziewczyna1: I jak wam poszło dziewczyny? To z Talesem było straszne. Zarżnęłam się na nim.

Dziewczyna2: No ale tak ze 30 punktów powinnam mieć.

Dziewczyna3: A tobie jak poszło Lonia?

Dziewczyna2: Weź przestań, dla niej to była pestka. Max punkcików co? Dobra, idziemy gdzieś poświętować koniec tej udręki? Może u mnie?

Dziewczyna1: A może na Chmielną, nigdy nie pojechałyśmy tam razem.

Apollonia: Chmielna? Daj spokój. Zadna z nas nie ma tyle kasy w portfelu żeby móc skoczyć do jakiejś przyzwoitej kawiarni.

Dziewczyna: Lonia ma rację. Idziemy do mnie.

Dziewczyny odchodzą.

Ojciec: Pan wie, że nie mogę tego zrobić. Nie zwolnię Toma.

Szef: Czy to pańska ostateczna decyzja?

Ojciec: Tak.

Szef: Z całą świadomością konsekwencji sprzeciwu?

Ojciec: Tak.

Szef: Niestety, niestety.. bardzo mi przykro. Ile czasu będzie potrzebował pan na posprzątanie swojego gabinetu?

Ojciec: Słucham?

Szef: Zwalniam pana panie Pasek. Na pana miejsce czeka już kuzyn szefa, który nie będzie miał żadnych oporów przed zwolnieniem tej niedojdy życiowej. Co pan myśli, że całe życie będzie pan mu pomagał? To jest biznes, tu nie ma miejsca na przyjaźnie. Proszę tego nie brać do siebie, ale interesuje nas przyszłość firmy. Załuję, że wybrał pan taką drogę.

Ojciec wstaje. Ojciec: Zegnam. Wychodzi

Jakiś czas później... Apollonia wraca do domu. Idzie do swojego pokoju. Matka woła na kolację. Przy stole siedzi ojciec, pali. Apollonia wchodzi przebrana. Siada do stołu i zaczyna jeść.

Ojciec: I jak mała? Dałaś im w kość? Apollonia: Egzamin całkiem nieźle. Nawet jestem zadowolona. Był wujek Tomek? Ojciec: Był.

Matka: A myślałaś już o liceum do którego byś chciała pójść?

Apollonia: No to zależy od wyniku. Cervantes, Frycz-Modrzewski.

Ojciec: A może prywatna szkoła? Tam poziom jest wyższy, a w państwowej szarzyźnie nam się zmarnujesz.

Apollonia: Przecież nie mamy na to pieniędzy tato. Mówił coś o wyjściu na mecz w najbliższym czasie?

Ojciec: Wujek Tom przez jakiś czas nie pójdzie na mecz. Musi ograniczyć budżet. Kochanie, pieniądze to nie problem. Dziadkowie postanowili się zrzucić na czesne. Znajomy polecił mi dobrą szkołę na Bemowie, w 10 szkół warszawskich. Byłoby nas na nią stać, jest możliwość otrzymania stypendium przy dobrych wynikach. (Zaciąga się) Egzamin jest w ten weekend.

Apollonia: O Boże, no to przecież go zawalę. Nie zdążę się przygotować.

Ojciec: Jesteś przecież moją zdolną córeczką. Byłem tam dziś, zapisałem cię na egzamin i dostałem parę próbnych prac. Nie powinnaś mieć z tym problemów Poluniu.

Apollonia: Jaka to szkoła?

Ojciec: Budynek taki sobie, szkoła nazywa się Iwra. Nie ma patrona.

Matka: Poniu, dzwoni Agata. Pyta, czy spotkasz się z nią za 10 minut.

Apollonia: Powiedz jej, że już wychodzę.

Odkłada talerz w kuchni.

Apollonia: Dobrze, spróbuję. Muszę też popytać znajomych jaka to szkoła. Ale spróbować zawsze mogę. Wychodzi z mieszkania. Pod blokiem czeka na nią koleżanka. Agata

Agata: No i jak egzamin?

Apollonia: A wiesz, luzik. Nic trudnego. A u ciebie?

Agata: No zajebiście. Połowę zrobiłam. Dla mnie to sukces. Wiesz już do którego liceum pójdziesz? Może gdzieś razem się dostaniemy?

Apollonia: Wiesz nie wiem. Ojciec przed chwilą powiedział mi, że zapisał mnie na egzamin do jakiegoś prywatnego liceum.

Agata: Noooo! Zajebiście! Jaka to szkoła?

Apollonia: Iwra, słyszałas o niej?

Agata: Dziewczyno, czy słyszałam? Cała Warszawa wie, co znaczy Iwra. To jest królestwo lansu. Szkoła elity bananów. Pola, po co ty się tam pchasz?

Apollonia: To dobra szkoła. Jedna z lepszych w mieście.

Agata: Tak! Ale dla bogatych dzieciaków, które do szkoły przyjeżdżają limuzynami a nie autobusem! Zniszczą cię tam. Przecież ty jesteś biedna. A w porównaniu z nimi jesteś żebrakiem.

Apollonia: I tak spróbuję. Przecież nie będą mnie oceniać po tym że nie noszę ciuchów od nie wiadomo kogo.

Agata: Głupia jesteś. A skąd twoi starzy wezmą kasę na czesne? Apollonia: Jakoś im się udało ogarnąć. Poza tym liczą, że uda mi się zdobyć stypendium. Słuchaj, obiecałam ojcu że zajmę się tymi testami. Egzamin jest w ten weekend.

Agata: No coś ty. Pisałyśmy dziś cholernie trudny egzamin a ty zamiast sie wyluzować lecisz do roboty. Co jest z toba?

Apollonia: Nic, przecież mnie znasz. Taka już jestem.

Apollonia odchodzi wraca do domu. Korytarz w szkole. Pełno ludzi w wieku Apolloni, ubranych bardzo odświętnie. Stoją w małych grupach, radośni, bardzo żywiołowo o czymś rozprawiają. Apollonia stoi sama pod ścianą, wyłącza telefon patrzy na zegar. Do egzaminu pozostało już niewiele czasu. Słyszy nagle rozmowę grupy chłopaków.

Facet1: No i dostałem od starego na urodziny ledwie 9 tysięcy. Teraz sam nie wiem co sobie za nie kupić. Skuter mi się nie opłaca. Spójrzcie na mnie, potrzebuje nowego garnituru.

Facet2: To idz do Armaniego, mój stary ostatnio tam się zaopatrzał.

Facet3: A taki dobry garniturek to 5-6 tysiączków jak nic.

Facet1: Zwariowałeś?! Mój ma być tylko dobry? 9 tysięcy jak nic.

Apollonia słucha ze sceptyczną miną. Odchodzi. Nauczyciel wyczytuje nazwiska uczniów. Zaczyna się egzamin. Trwa jakiś czas. Kończy się.

Nauczyciel: Proszę państwa, dziękuje za napisanie pierwszej części egzaminu do naszej szkoły. Zapraszam jutro o 9 na egzamin matematyczny. Wyniki będą w środę. Do widzenia.

Wszyscy obecni na sali zbierają się do wyjścia. Apollonia wychodzi ze szkoły. Pod budynkiem czeka na nią chłopak. Apollonia patrzy na niego.

Apollonia: Cześć

I odchodzi. Chłopak rusza za nią.

Filip: Hej Aniu, jak Ci poszedł egzamin? Apollonia przystaje. Filip prawie na nią wpada.

Apollonia: Po to tylko przyszedłeś? W ogóle kto ci powiedział, że dziś zdaję egzamin tutaj?

Filip: Agata. Słuchaj, czy ja ci coś zrobiłem że tak się zachowujesz? Od kiedy zaprosiłem cię do kina traktujesz mnie jak śmiecia!

Apollonia: Właśnie o to chodzi. Nie rozumiesz, że ja niczego od ciebie nie chcę? Idź do kina z Agatą, mnie zostaw w spokoju.

Zza rogu wychodzi ojciec Apolloni. Staje i czeka.

Apollonia: Muszę iść. Ojciec po mnie przyjechał.

Odwraca się i odchodzi. Podchodzi do ojca.

Ojciec: I jak poszło mała?

Apollonia: Polski to przecież banał. Wszystko w najlepszym porządku.

Ojciec: A kto to był? Ten chłopak, z którym rozmawiałaś? Przyjaciel?

Apollonia: Nie, kolega. Jedźmy już, chcę się przygotować na jutro.

Samochód odjeżdża. Podjeżdża pod blok. Apollonia widzi Agatę. Wysiada.

Apollonia: Tato, zaraz przyjdę na górę. Muszę jeszcze porozmawiać z Agatą.

Ojciec: Jasne, nie ma problemu.

Odjeżdża żeby zaparkować.

Agata: Hej, jak poszło?

Apollonia: Dlaczego powiedziałaś Filipowi, że piszę dziś egzamin?

Agata: A co? To jakaś tajemnica?

Apollonia: Nie, ale ten dureń przyjechał pod szkołę i od razu naskoczył na mnie jak wyszłam.

Agata: Nie wiem, co masz przeciw niemu. To świetny chłopak. Wiele dziewczyn za nim szaleje. Chciał się z tobą umówić, dlaczego nie poszłaś?

Apollonia: Bo on mi się nie podoba, a nie chcę robić mu jakiś nadziei. A ten głupek łazi za mną i nie daje mi spokoju. Powiedziałam mu to już ale on sprawia wrażenie jakby był głuchy.

Agata: Bo on się w tobie zakochał dziewczyno. Ze wszystkich innych wybrał ciebie, a ty go chamsko ignorujesz i nawet nie chcesz dać mu szansy.

Apollonia: Tss.. Ty mi o tym będziesz mówić? Nie, nie mam zamiaru o tym z tobą rozmawiać. Nie zmienię zdania. Najgorsze jest to, że ten palant mieszka na naszym osiedlu. O Boże! On tu chyba idzie! Spadam, cześć.

Wbiega szybko do bloku.

Ręce niosą kartki. Przyklejają na szybie w drzwiach kartki. Od razu zbliża się grupa młodzieży. Do szkoły idzie Apollonia. Czeka spokojnie, aż grupa dziewczyn odejdzie spod drzwi. Niektóre się cieszą, niektóre są niezadowolone. Podchodzi obojętnie do drzwi. Szuka swojego nazwiska. Znajduje je. Nieznacznie się uśmiecha. Odchodzi, mija mocno wylansowaną grupę, niektóre dziewczyny zaczynają chichotać na jej widok. Apollonia odchodzi. Za furtką czeka Agata.

Agata: I co?

Apollonia: Dostałam się.

Idzie dalej.

Agata: No ale, czy pójdziesz do tej szkoły?

Apollonia: Nie wiem. Wiesz, gdzie mam ochotę pojechać?

Agata: Nie.

Apollonia: Na Chmielną. Chcę zobaczyć z kim będę chodzić do szkoły, jeśli pójdę do tej. Jedziesz?

Agata: No w końcu.. Ale nie na długo ok? Nie lubię tego miejsca.

Chmielna. Dziewczyny idą środkiem deptaku. Mijają ich co chwila grupki mocno wylansowanych osób, niektóre się ze sobą witają. Są też ludzie na poziomie Agaty i Apolloni. Dziewczyny kierują się do Mercers'a. Apollonia siada, Agata idzie coś zamówić. Po chwili wraca.

Apollonia: Nie wiem, dlaczego my tu nigdy nie przychodzimy. To przecież nie jest miejsce tylko dla bananów, widziałaś ilu jest ludzi naszej klasy?

Agata: Wiesz, dlaczego tu nie przychodzimy? Dlatego. (Pokazuje rachunek. Suma jak na Iwicką mało wysoka).

Apollonia: No tak.. Rozumiem. Popatrz popatrz! Odwróć się!

Agata: Co?

Odwraca głowę. Do Mercersa wchodzi chłopak. W ustach ma papierosa. Jest zadbany, z szarmanckim spojrzeniem. Przy stoliku parę dziewczyn macha do niego. Siada przy nich.

Apollonia: Widziałaś go? Cudny!

Agata: Taa... Cudny, ale z takim plebsem jak Ty nie będzie chciał się zadawać.

Apollonia: Daj spokój, nie dasz człowiekowi nawet pomarzyć.

Agata: A po co komu marzenia. I tak się nie spełniają.

Apollonia: ahhh ty pesymistko spadaj na drzewo.

Agata: Wal się. Idziemy?

Apollonia: (dopija kawę) no już już kobieto idziemy.

Przy wyjściu spojrzenia Apolloni i Buraka spotykają się. Apollonia uśmiecha się i wychodzi.

Szef: ....Oddanie naszej firmie jest kolejnym ważnym aspektem pracy tutaj. Efektem jakiegokolwiek sprzeciwu będzie wymówienie, czy jest Pan tego świadom?

Ojciec: Tak, w pełni.

Szef: Zatem, jaka jest pańska odpowiedź?

Ojciec: Myślę, że Tom zrozumie to że sam sobie na to zapracował, albo raczej nie (śmiech obu panów). Nie odmawia się takim propozycjom.

Szef: Dokładnie, to mi się w panu podoba. Myślę, że będzie nam się dobrze współpracowało.

Obaj panowie wstają i podają sobie ręce.

Coś ala scarface.

Prywatna szkoła. Wychodzi z niej grupa mocno wylansowanych dziewczyn.

Dziewczyna1: I jak wam poszło?

Apollonia: A po co mi to wiedzieć? Ja już mam szkołę.

Dzwoni po taksówkę

Dziewczyna2: Iwra co? Same banany, co?

Apollonia: A ty niby kim jesteś co? Plebejuszu jeden.

Dziewczyna2: Banany banany, 16-letni kwiat inteligencji Warszawskiej.

Dzwoni telefon Apolonii. Odbiera.

Apollonia: Hej Buraczku. Co chcesz? Chmielna? Zaraz? Bordo? Jasne, już jedziemy. (odkłada słuchawkę) Burak dzwonił. Jedziecie ze mną?

Dziewczyna1: Coś większego kroi się z Buraczkiem?

Apollonia: Daj spokój, to zwykły kolega. Będziemy chodzić do jednej szkoły, może nawet klasy. Ale on się nie nadaje na faceta, bez przesady. To co, jedziecie?

Dziewczyna2: Słuchaj, musimy teraz wpaść na moment do mnie, Aga chce coś pożyczyć i za jakąś godzinkę będziemy. Może być

Apollonia: Niech będzie, to poczekajcie tylko aż taxa po mnie przyjedzie.

Dziewczyny czekają, gadają o czymś- obgadują itp. Podjeżdża taxa- żegnają się i umawiają w Bordo.

Apolonia jedzie do centrum. Spaceruje Chmielną. Wchodzi do Bordo. Przy stoliku poznaje Buraka (chłopak z mercersa) wita się z nim i siada.

Burak: I co tam słychać malutka?

Apolonia: A w porządku. Słuchaj, zamów mi coś, bo nie chciało mi się iść bo bankomatu, a ja skoczę w tym czasie do łazienki.

Odchodzi. Wraca po chwili rozmawiając przez telefon. Burak wyciąga papierosa. Częstuje Apolonie, bierze od niego. Zaczynają palić. Apolonia rozmawia cały czas przez telefon. Kończy po jakimś czasie. Odkłada telefon na stół.

Apolonia: Byłam w piątek na 18stce Kufla, kojarzysz go?

Burak: No, tak z widzenia. I co?

Apolonia: Gdybyś mnie wtedy widział, zmieniłbyś o mnie całe zdanie. Zresztą za wiele nie pamiętam. Ostra biba.

Dzwoni telefon. Burak patrzy za okno. Apolonia rozmawia.

Apolonia: Słuchaj zaraz przyjdzie Stu i Keja, masz coś na przeciwko?

Burak: Nie, nie. Jasne że nie.

Siedzą dłuższy czas w ciszy. Apolonia zajmuje się swoim talerzem. Burak pali. Wchodzi Stu i Keja. Dziewczyny witają się z Apolonią i Burakiem. Siadają i zaczynają gadać. Burak siedzi znudzony. Przez jakiś czas przysłuchuje się rozmowie. Dziewczyny nie zaszczycają go nią.

Burak (zbierając się do wyjścia) Dobra, będę się zbierał.

Apolonia: Ok. Do zobaczenia.

Zegnają się, Burak wychodzi.

1 września

Pierwszy dzień w szkole Apolonii. Gala rozpoczęcia. Wyczytywane są nazwiska uczniów przydzielonych do konkretnych klas. Apolonia słyszy swoje nazwisko w klasie Ic. Z uśmiechem na twarzy rozpoznaje Buraka z Chmielnej. Podchodzi do niej dziewczyna.

Kasia: Hej, pamiętasz chodziliśmy razem do podstawówki.

Apolonia: 300tka tak? Ojej! Racja! Kasia! (witają się) Jesteśmy razem w klasie?

Kasia: No ba. Masz jakieś plany na teraz?

Apolonia: Nie, chyba wrócę do domu. Zajmę się zeszytami, książkami i tym wszystkim co do szkoły mi potrzebne.

Kasia: Dziś? Daj spokój. Będziesz jeszcze miała na to czas. Wybieramy się ze znajomymi na Chmielną, uczcić jakoś nowy rok szkolny. Idziesz z nami? Taka integracja mała nikomu nie zaszkodzi.

Apolonia: Ale ja nie mam żadnej kasy.

Kasia: Spoko, spoko będziesz miała od kogo pożyczyć. W końcu to IWRA. Hehehe. O, właśnie idą. (woła ich) Poczekajcie moment! Chcę wam kogoś przedstawić.

Przedstawia ją grupie ludzi. Wśród nich jest Burak, Apolonia jest w siódmym niebie. Uzgadniają głośno gdzie idą. Decydują się na jakiś lokal.

Apolonia(do jakiejś dziewczyny): Słuchaj, nie wzięłam pieniędzy z domu. Zresztą nie mam ich za dużo. Mogłabyś mi pożyczyć parę groszy? Wydaje mi się, że będziemy chodzić do tej samej klasy, więc oddam Ci już jutro.

Alka: Dziewczyno, jesteśmy na Iwrze, tu się ma kase. (śmiech) Jasne, że ci pożycze.

Zu: Alka, Alka nie strasz dziewczyny, jeszcze pomyśli, że tu sami tacy chodzą.

Alka: Zu, a nie? (obie się śmieją)

Apolonia: Co wy z tą kasą i kasą? Wszyscy tu macie kasę i jesteście nieprzyzwoicie bogaci? (wredny uśmiech, żarcik)

Grupa się śmieje.

Burak: No pewnie, dziewczyno do tej szkoły chodzą największe banany Warszawy. Młoda szesnastoletnia inteligencja warszawska, Warszaffffka. Teraz i ty do niej należysz. Jestem Burak, bo już zapomniałem jak się nazywasz. Nie mam pamięci do imion (rozbrajający uśmiech)

Apolonia: yyyyyhh. Apolonia.. Ale mów mi Lonia jak chcesz.

Burak: A jak wolisz?

Apolonia: (szeroki uśmiech) Lonia proszę.

Burak: Dobrze Loniu. (telefon) Sorki, telefon. Biznesy, sama rozumiesz. (rozbrajający uśmiech).

Zaczyna rozmawiać przez telefon. Apolonia odchodzi, podchodzi do Kasi, która dyskutuje o czymś w Zu i Alką.

Apolonia: Znasz tego Buraka?

Kasia przerywa rozmowę, wyraźnie zainteresowana. Podnosi głowę, rozgląda się.

Kasia: Którego znowu buraka? Gdzie jest jakiś burak? (śmieje się) A tego, buraczka naszego. Znam. Fajny chłopak.

Apolonia: Ma dziewczynę?

Kasia: Nie, prawdę mówiąc to dziwne.

Apolonia: Dlaczego?

Kasia: Buraczek to znany podrywacz. Dla niego zdobyć dziewczynę to jak kupić w sklepie wodę. Chwila, jest. No i tak szybko się ich pozbywa jak butelek po browarze.

Apolonia: Aha. (delikatnie niezadowolona)

Wchodzą do jakiegoś lokalu. Siadają, zamawiają po piwie. Apolonia patrzy w kartę. Widzi cenę piwa.

Apolonia: Nie, słuchajcie ja podziękuje. Nie piję.

Kasia: No coś ty, nie napijesz się z nami? To przynosi pecha.

Przynoszą browary

Alka: Za udany rok. Za imprezy, za szaleństwo. Oby to było udane 10 miesięcy. No a potem wakacje.

Stukają się, Apolonia trochę w cieniu. Rozmawiają o ostatnich imprezach. Blablabla generalnie. Burak z kumplami, Apolonia wśród dziewczyn

Alka: Byłam ostatnio w tej plebejskiej Sadybie Best Mall po prostu fatalne miejsce. Fatalne

Apolonia: Dlaczego? Dużo czasu spędzam tam z koleżankami, małe centrum, mało ludzi, mały tłok.

Alka: No i właśnie tu jest największy problem idiotko! Chodzi o ludzi, o tłok! Nikogo tam nie spotkasz, nie masz się jak polansować. Słowem taka nuda, że się tylko zajebać.

Kasia: Hahaha, a jakie tam mają sklepy? Nie ma Lacoste, Hilfigera, Lewisa, Diesla. Nic nie ma. Jest jakaś chujowa Sephora. Ale za to Armani...

Zu: A co ty się tak dobrze orientujesz w tym wszystkim co tam jest, a czego nie ma? Dużo czasu spędzasz między plebejstwem co?

Kasia: (syczy) Zamknij się.

Apolonia: Ale...

Alka: Zadnych ale.. jak ty się nazywasz bo zapomniałam? (któraś jej podpowiada) aa Apolonia. Słuchaj my ci pokażemy co to życie- co to znaczy być młodym, pięknym i bogatym. Trzymaj się nas, miej kasę, a świat będzie leżał u twoich stóp.

Zu: Dobra, dosyć twoich demagogicznych wywodów.

Alka: Woooooow, Zu skąd ty takie trudne słowa znasz? Ile nocy siedziałaś nad słownikiem w wakacje? Chyba w ogóle nie spałaś, bo masz taki cienki makijaż. I jakąś tanią kredkę chyba, bo ci się rozmazała pod okiem. No sama zobacz (wyciąga lusterko). Weź ty się dziewczyno na Boga ogarnij, jesteś w moim towarzystwie, jak spotkamy kogoś znajomego to potem mnie nikt na imprezę nie zaprosi, bo będą mówić że się z jakimś bejostwem spotykam. Idę do klopa, chodź ogarniesz się przy okazji.

Zu i Alka wychodzą.

Apolonia: Alka tak zawsze?

Kasia: Jak?

Apolonia: No tak ostro, wszystko wkoło krytykuje i uważa się za coś lepszego.

Kasia: Nie zauważyłam powiem ci szczerze (wyciąga szlugi) Chcesz?

Apolonia: Nie, dzięki.

Kasia: Nie palisz?

Apolonia: Nie.

Kasia: A próbowałaś kiedyś?

Apolonia kiwa głową.

Kasia: Dlaczego? Ja zaczęłam palić w drugiej gimnazjum.

Apolonia: Matka mi powiedziała, że będę miała przerąbane jak się dowie, że paliłam.

Wraca Alka.

Alka: Kto matka, przerąbane, palenie? W sensie że ty? Szluga nie zapalisz, bo mamusia nie pozwala? Dalej malutka, zacznij być wreszcie kobietą, a nie trzęsidupą. (podsuwa jej fajki pod nos) Bierz. Bo sama będziesz płacić za tego browara.

Apolonia zapala, krztusi się.

Alka: Dziewczyny, widzę że przed nami dużo pracy. Jutro idziemy na zakupy. Spójrz w lustro ty, eeee Apolonia. Właśnie. Weź se ogarnij jakiś skrót bo się zajebać można od takiego imienia. Bierz kasę- idziemy do najlepszych sklepów.

Kasia: Spokojnie, wyrobi się jeszcze.

Zu: A co, ciebie ktoś uczył jak być bananem?

Kasia: Nie, ja się z tym urodziłam. Mam to we krwi. (szeroki uśmiech)

Apolonia: A ile pieniędzy mam wziąć? 200 zł starczy?

Zu, Alka i Kasia patrzą na nią. Parskają i wybuchają śmiechem.

Alka: Panowie. (chłopaki się odwracają) Słuchajcie, nasza koleżanka Apolonia wybiera się na zakupy- chce podbić najdroższe sklepy z zawrotną sumą 200 zł w portfelu. W ogóle masz jakiś dobry portfel?

Apolonia wstaje.

Apolonia: A co, jak nie będę nosić jakiegośtam Lacoste, czy innego czegoś to nie będziecie się mogły ze mną przyjaźnić? Bo nie będę taka jak wy, nie będę nosić tego co najdroższe.

Alka: Nie. Nie będziesz wtedy między nami. I prawdę mówiąc będziesz między nikim- czyli bejami. Nie zadaję się z kimś kto nie jest choć trochę ogarnięty- nie mogę patrzeć na jakieś tandety. Dlatego mówię ci szczerze. Masz szansę być między nami. Sama wybierz. Zapłacisz małą cenę- w końcu to nie ty zarabiasz kasę, tylko twoi starsi. A teraz. Idziesz już? Jak mi przykro. Oooo. No to do zobaczenia jutro, i weź pieniądze- na początku 1000zł starczy.

Jakiś czas później.

Zmieniona Apolonia. Okulary przeciwsłoneczne, makijaż, modne ciuchy. Idzie do swojego domu. Nawija przez komórkę o ostatniej imprezie i o Buraku. Spotyka Filipa.

Filip: Hej.

Apolonia: Czego?

Filip: Chciałem się z tobą tylko przywitać. Coraz rzadziej widuje cię tutaj w okolicy. Z Agatą to już w ogóle.

Apolonia: Mam dużo nauki w szkole.

Filip: Raczej za dużo imprez.

Apolonia: O co ci chodzi? Co cię w ogóle to obchodzi co robię.

Filip: Martwimy się o ciebie z Agatą.

Apolonia: Obgadujecie mnie, tak? Nie macie już co robić?

Filip: To nie tak. Od kiedy poszłaś do tej szkoły stałaś się jakaś dziwna. Udajesz, że nas nie znasz. Myślisz, że nie wiem jacy są ludzie w twojej szkole? Próbujesz ich naśladować, robić wszystko żeby wejść do ich grupy. Sama dobrze wiesz, że nie masz do tego warunków i nie jesteś w stanie być taka jak oni.

Apolonia: Daj mi spokój. Zegnam.

Odchodzi. Wchodzi do mieszkania.

Matka: Cześć kochanie, jak tam w szkole?

Apolonia: Dobrze, chociaż nas cisną.

Ojciec: Mało się ostatnio uczysz. Bardzo mało.

Brat: Bo tylko chlejesz w centrum.

Apolonia: Zamknij się. Tato, dasz mi pieniądze na nowe spodnie?

Matka: Co?! Przecież ostatnio brałaś pieniądze na nowe buty.

Brat: I na kolejną flaszkę wódki. I paczkę fajek. I imprezę.

Apolonia: Ale potrzebuję nowych spodni. Najlepiej dwóch par.

Matka: Przecież te co masz są jeszcze dobre.

Apolonia: Tak, ale one są niemodne. Nikomu się w nich nie podobam. Poza tym ludzie się ze mnie śmieją.

Brat: Oooooo śmieją się z biednej Apoloniii. Ooooo a bubububub. Tylko nie płacz.

Ojciec: Michał, bądźże ciho. Ile?

Apolonia: (jakaś suma)

Ojciec wyciąga portfel.

Ojciec: Ale za to będziesz się znów uczyć tak jak za dawnych czasów.

Apolonia (rozradowana): Dziękuję tatusiu (całuje go w policzek).

Matka patrzy sceptycznie. Ojciec wyciąga papierosa i zapala go.

Matka: Dzwoniła Agata.

Apolonia: Hm.

Matka: Prosiła, żebyś oddzwoniła jak już wrócisz z centrum(akcentując).

Brat: Jak wrócisz z chlania z koleżankami.

Matka: Michał, czy mógłbyś się zamknąć i nie komentować?

Apolonia: O co ci chodzi?

Matka: Mi o nic, ona tak powiedziała. Centrum.. Coraz więcej czasu spędzasz tam córeczko. W ogóle nie widujesz się już z przyjaciółmi z gimnazjum.

Apolonia: Oj to nie tak. Wiesz, my tam w centrum mamy takie miejsca, gdzie możemy się wszyscy razem uczyć. Naprawdę.

Matka: Bardzo droga ta nauka w centrum, a jeszcze za szkołę trzeba płacić. Zastanów się, kim jesteś, a kogo z siebie robisz.

Apolonia: Nie rozumiem o co wam wszystkim chodzi. Najpierw Filip, teraz ty. Jestem młoda, chcę się bawić. Jest czas nauki i zabawy. Teraz nadszedł na książki. Dziękuję.

Idzie do pokoju. Wyciąga telefon.

Apolonia: Nie, telefon też trzeba będzie zmienić. Może gwiazdka?

Pisze smsa. “Chmielna?” do Buraka. Szeroki uśmiech. Ogarnia trochę pokój. Przychodzi odpowiedź. “Tak, zaraz. Rotunda”. Radość. Siada przed lustrem, maluje się. Wybiera jakiś dobry ciuch. Przebiera się. Apolonia wychodzi z pokoju.

Apolonia: Rozmawiałam z Agatą. Okazuje się, że mamy w tym tygodniu sprawdzian z tych samych przedmiotów. Ustaliłyśmy, że pouczymy się razem u niej. Idę, będę wieczorem.

Matka: A gdzie masz książki?

Apolonia: Oj nie chce mi się nosić. Pouczymy się z jednego podręcznika. Cześć.

Wychodzi.

Matka:(do ojca) Od kiedy to nasza córka maluje się do nauki?

Brat: Malowanie i tak jej w niczym nie pomoże.

Podróż na Chmielną(mój ukochany dres). Przywitanie z Burakiem pod Rotundą. Jakiś lokal. Burak wyciąga papierosy. Zaczyna palić. Częstuje Apolonie. BROWAR!!

Apolonia: Nie dzięki, nie palę. Już próbowałam.

Burak: Eee tam mała. Zapal sobie, zobaczysz jak będzie bosko. Przyzwyczaisz się.

Apolonia bierze niechętnie fajka. Zapala, zaciąga się i krztusi. Burak się śmieje.

Burak: Wyrobisz się jeszcze. Ładnie dziś wyglądasz.

Apolonia: Dziękuję. (uśmiecha się)

Burak: Wiesz, pojutrze jest impreza brata Kajaka. 18Stka. Idziesz?

Apolonia: Nie wiem. Zależy czy mnie starzy puszczą. Wiesz, plują się że się mało uczę i za dużo czasu w centrum spędzam.

Burak: To jak cię tu puścili? Ciebie, taką grzeczną dziewczynkę? Nie palę, nie piję. Cnotka niewydymka.

Apolonia:(szeroki uśmiech) Ejjj! (delikatnie daje mu po głowie) Powiedziałam, że idę do koleżanki, takiego beja, uczyć się biologi. Załapały biedaki.

Burak: To jak, czwartek?

Apolonia: Co ci tak zależy na tej imprezie? Coś szczególnego masz na myśli?

Burak: Chciałbym, żebyś po prostu poszła ze mną. Ale skoro nie chcesz..

Apolonia: Bardzo chcę! Gdzie to jest?

Burak: Klub “”. Start o 20. Załatwię twoje nazwisko na liście.

Apolonia: Nie byłam jeszcze na żadnej 18stce w klubie. Trzeba kupować coś solenizantowi?

Burak: Coś ty, będzie ze 200 osób. On się nie połapie jak dostanie o jeden prezent mniej. (Smieje się) Zresztą wystarczy mu tej wódki której od innych dostanie. (dzwoni telefon) Taaaak? Co? Już? No dobra, nie. Nie, sam jestem. Już jadę. (odkłada telefon) Sory, matka. Chce jechać na zakupy. Muszę się zwijać. (bierze rzeczy, żegna się z Apolonią.) To do czwartku.

Wychodzi, Apolonia zostaje sama. Rozmarzona. Wychodzi. Wraca do domu, jest wieczór. W domu nie ma rodziców. Jest za to brat. Apolonia przechodzi obok niego. Brat się krztusi.

Brat: Ale wali od ciebie fajami. (krztusi się) Odejdź ode mnie jak najdalej. (krztusi się)

Apolonia podchodzi bardzo blisko. Brat dalej ostentacyjnie się krztusi.

Apolonia: Odwaliło ci? Ja nie palę.

Brat: Nic do mnie nie mów, jebie od ciebie browarem. Jesteś znowu pijana. Powiem wszystko matce.

Apolonia: Zamknij się gówniarzu (śmieje się)

Brat: Ty się śmiejesz a mi jest wstyd.

Apolonia: Wstyd dlaczego? Bo nie uznaję takiej rozrywki jak ty? Spędzić cały dzień przed kompem tylko grając? Zadnego wyjścia z

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych