Srebrzyste kajdany ostatnie części
To już koniec, zamierzam to opowiadanie wykorzystać w pełni tego słowa znaczeniu. Za komentarze dziękuję
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kilka dni później
Michael dostał kilka dni wolnego, chyłkiem opuścił więzienie, spędził ponad dwadziesia cztery godziny na świeżym powietrzu uwalniając się od codziennych stresów. Wracał rozluźniony i całkowicie opanowany, udało mu się nawet przespać całą noc, bez koszmarnych snów.
Rankiem był już innym człowiekiem, przebrał się w nowy mundur, wyszedł z pokoju natykając się na grupę strażników - Czołem wszystkim! - Cześć Michael ! - Hej - Pamiętasz tę piękną blondynę ? – zapytał Jack . Zgasł uśmiech z twarz Michaela, spojrzał na kolegę mrużąc oczy. - Taa, a co z nią ? - Spodobała się naczelnikowi i została przeniesiona – wyjaśnił inny uśmiechając się złośliwie. Michael poczuł jak żołądek skręca mu się we wszystkie strony, zbladł trochę. Cofnął się z powrotem do pokoju, jednak dni nieobecności zrobiły swoje.
Wieczorem ochłoną i postanowił zrobić, krótki spacer po ciemnych korytarzach, zaglądając ciekawie do każdej celi. Plotki okazały się prawdziwe, cela Isabel Evans była pusta, łóżko idealnie posłane, wszystko było tak jak być powinno. Na podłodze leżała otwarta książka. „Więc naczelnik naprawdę wpadł w sidła blondynki „
Odwrócił głowę zastanawiając się czy nie spojrzeć do celi obok, minęło kilka minut, ale on się nie ruszył, jakby czekał na specjalne zaproszenie. - Zastanawiasz się czy nie podejść do mojej celi? – usłyszał cichy głos brunetki, odkryła go , wypuścił powietrze z płuc i zrobił kilka kroków.
Stała przy kratach obserwując go uważnie, w jej ciemnych oczach pojawiły się złociste refleksy. - Jesteś wyjątkową kobietą – powiedział. Przez moment się zawahał, ale zrobił jeszcze kilka kroków, była piękną kobietą, wydawało mu się , że dopiero teraz dostrzegł jej wyraźne rysy i ciemne gładkie włosy spływające na ramiona. Wyjął z kieszeni klucz, kącik ust uniósł się w górę.
Przekręcił klucz i otworzył celę , wszedł do środka. - Boisz się ?. Nie odpowiedział, zamknął za sobą kratę, była już na łóżku, zalotnie się uśmiechała. - Będziesz tak stał? – dodała, jego serce wybiło się z naturalnego rytmu i swobodnie tańczyło coraz szybciej i szybciej w piersi. Usiadł kilka metrów dalej, na plecach poczuł nieprzyjemny dreszcz- Jesteś pięty. Poczuł jej nierówny oddech na plecach, dotknęła jego ramion i zaczęła delikatnie masować je masować, przez chwile trwali w tej pozycji, potem położyła ręce na karku.
Jej dotyk był delikatny i sprawiał mu przyjemność, czuł jak napięte mięśnie powoli się rozluźniają. - Chciałbym cię o coś zapytać ? - Hm – zamruczała. Ponownie przeszył go drzesz, najwidoczniej robiła to świadomie. Przypadkowo muskała jego ucho. - Popełniłaś te zbrodnie? – zapytał czując podchodzącą falę gorąca, tętno było przyśpieszone. - Wierzysz w to?- -szepnęła - Nie wiem, może mi coś wyjaśnisz- zaproponował, pochyliła się nad nim ukazując głębokie smutne oczy. Tera żona zadrżała, to spojrzenie było pełne pożądliwych uczuć. - Nie popełniłam tych morderstw, ale nic więcej ci na razie nie powiem- wyjaśniła
Patrzyli na siebie przez chwile w milczeniu, potem on położył jej rękę na ramieniu i przesunął dłonią po atłasowej skórze. Przymknęła oczy…
*** Wracał do gabinetu naczelnika, wszedł , ale natychmiast cofnął się w progu. - Wejdź Michael. W pokoju unosił się słodki zapach kwiatów, nie musiał zgadywać, do kogo należał. Isabel siedziała przy stoliku z uniesionym i nogami, naprzeciwko dyrektora więzienia. Uśmiechała się szeroko. - Jak tam kocica? – zasyczała. Naczelnik uniósł brwi -O czym ty mówisz słodziutka?. Michael rzucił jej mordercze spojrzenie i poczuł jak zaschło mu w gardle. Odchrząknął - Więc … mam dzisiaj otworzyć cele? – zapytał chcąc szybko zmienić temat, naczelnik był nieobecny, wpatrywał się rozmarzonym wzrokiem w blondynkę. - Więc !- naciskał Michael wyrywając go z tej apatii. - Tak tak rób, co chcesz – dodał od niechcenia. - Pozdrów ode mnie kocice – krzyknęła za nim chichocząc. Michael zamknął drzwi starając się zachować spokój. „ Zobaczymy jak długo będzie go trzymać „
*** Wysoki przystojny brunet chodził nerwowo po sali tam i z powrotem. Ciemne włosy w nieładzie, bursztynowe oczy, co jakiś czas spoglądały na drzwi. Czarny garnitur był dopasowany idealnie, postawił teczkę na krześle. Michael stanął w drzwiach przyglądając mu się ciekawie. - Tak? – zapytał, brunet przystanął mierząc go złowrogim spojrzeniem. - Chce się natychmiast widzieć z Liz Parker – wyrecytował. - Z Liz Parker? – zapytał Michael - Tak jestem jej prawnikiem – dodał szybko. - Zaraz ją przyprowadzę.
Dziewczyna siedziała na łóżku patrząc w sufit, po chwili pochyliła się nad białą kartką i przekreśliła napisany przez siebie kawałek teksty. Ponownie spojrzała w sufit, na jej twarzy pojawił się błogi uśmiech. - Liz – usłyszała znajomy głos. - Michael - Masz gościa. Zmarszczyła brwi. - Gościa? - Twój prawnik, jest chyba zdenerwowany – wyjaśnił.
Kiedy weszła, złość natychmiast ustąpiła, z jego twarzy można było wyczytać ulgę, ale i nutkę szczęścia. - Liz ! - Max! Co ty tu robisz?
Część szósta
-, Po co przyszedłeś?- zapytała od razu, Max uśmiechnął się i odsunął jej krzesło, usiadła. - Przekonać cię – stwierdził – Musisz zmienić zdanie. Roześmiała się. - Nie Max… - Liz - przerwał jej dotykając jej dłoni.
Michael patrzył na całą scenę z innej sali, powoli dochodziło do niego, że ten przystojny chłopak nie jest tylko prawnikiem Liz Parker. Patrzy na nią z wyraźnym uwielbieniem. Wyobrażał siebie na jego miejscu, był zazdrosny, ale nie był w stanie przed samym sobą przyznać się do tego uczucia.
Liz wstała odwracając się do niego tyłem. - Nie dam jej wsadzić do więzienia – powiedziała, jej oczy lekko pociemniały. Brunet nie chciał tego usłyszeć, podszedł do niej i objął ją z tyłu. - Dlaczego to robisz? - Max! Powiedziałam ci już. - Chcesz umrzeć?- zapytał, zrobił lekką pauzę, jego serce powoli umierało z rozpaczy- Kocham cię Liz. Odepchnęła go gwałtownie, serce waliło jej jak oszalałe. - Koniec rozmowy Max – powiedziała spokojnie. Spuścił głowę, stracił wszelką nadzieję, to był już koniec i nic nie mogło tego zmienić.
Michael czekał aż wyjdzie, pojawiła się ze łzami w oczach. - Wszystko w porządku? – zapytał. - Tak, chce jak najszybciej być sama – powiedziała szybko, bez słowa zaprowadził ją do celi. Wyglądał na wstrząśniętego. - Dobrej nocy Michael – powiedziała na pożegnanie. Nie miał innego wyjścia, zostawił ją samą ze swoimi problemami i przeszedł wzdłuż korytarza, na usta cisnęło mu się tysiące pytań, ale najwyraźniej teraz nie pozna na nie odpowiedzi.
*** Naczelnik nie krył się już z Isabel, wszyscy strażnicy wiedzieli dokładnie, co się dzieje. Michael nie zwracał na to uwagi, omijał szerokim łukiem cele brunetki, nic go tam nie ciągnęło.
Wieczorem wyszła razem z innymi więźniarkami do pralni, miała tam zaległą pracę do wykonania, właściwie teraz wszystko straciło dla niej sens, oczekiwała dnia egzekucji, który zbliżał się wielkimi krokami. Pozostało zaledwie pięć dni. - Przykro mi – powiedziała jedna z kobiet przerzucając rzeczy w jej stronę. Liz słabo się uśmiechnęła. -Zasłużyłam na to. - Nikt nie zasłużył na taką karę- dodała w jej oczach pojawiło się współczucie. Kobieta odeszła, pozostawiając ją samą, przepełniała ją gorycz do samej siebie, powtarzała w duchu, że musi to zrobić, aby uratować kogoś innego
Przerzucała ubrania, wkładała je do wielkich pralek, została sama, mając nadzieję, że zapomni o złych rzeczach. Ze złością cisnęła ubrania pod ścianę, zaczęła szlochać, nie mogła powstrzymać łez, które same pojawiały się w jej oczach.
Ktoś obejmował ją i przyciskał do swojego serca, wybawiciel na białym koniu, zawsze zjawiał się, kiedy go najbardziej potrzebowała. - Cii Uniosła mokre od łez oczy, to był on – ten, który zawsze sprawiał, że stawała się radosna, odradzała się na nowo i znowu żyła. Pochylił się, patrzyli na siebie przez chwilę, a potem ją pocałował, namiętnie i gwałtownie, oddała mu ten pocałunek. Przyciągnęła go do siebie chcąc zatrzymać tę chwilę na zawsze. Objął ja jeszcze mocniej, bojąc się, że ucieknie i pozostanie z niczym. Całował, całował, całował…
Cześć ósma
„Ostatnie słowa”
— Kocham cię Liz- powiedział, te słowa doszły głęboko do jej wnętrza. Mijały chwile, a oni trwali nadal zastygli jak kamienne posągi. Ponownie ujrzał piękno złocisto brązowej toni we wnętrzu jej oczu, chciał usłyszeć, choć ułamek słowa, ułamek wyznania z jej strony. Przybliżył się i dotknął jej ust, były gorące i rozpalone, lgnęły do niego
Odrzucił jej ciemne kosmyki do tyłu i przesunął dłonią po ciepłym policzku. Przymknęła oczy, wprawiał w drżenie każdy nerw jej ciała, działał na nią zbyt mocno i sprawiał, że jej zmysły balansowały na krawędzie eksplozji.
Obdarzała go pocałunkami gwałtownymi, namiętnymi i nieposkromionymi. Była czasami jak ten wulkan cicha i spokojna, ale momentalnie zmieniała się i wybuchała spazmami namiętności, paląc jego skórę, która była wrażliwa na każdy nawet najdelikatniejszy dotyk. Lecz to wszystko nagle się skończyło, odeszło gdzieś w zapomnienie i wulkan ponownie zapadł w sen.
— Nie … Michael ja tak nie mogę – powiedziała cofając się gwałtownie, choć sprawiło jej to wiele — To przez niego?- próbował się dowiedzieć. — Przez kogo? — Przez tego prawnika widziałem jak się do ciebie przystawiał! – wykrzyknął. — Odejdź i zostaw mnie w spokoju!!! — Kocham cię... — Za dwa dni mnie tutaj nie będzie, a ty mówisz, że mnie kochasz? — Możesz sprawić , że wszystko będzie inaczej, że nie umrzesz, widziałem co potrafisz – mówił ogrzewając jej zimne dłonie, wyrwała się. Zaczęła się śmiać, szydziła w ten sposób z jego słów mógł uwierzyć, że go odepchnęła, tak po prostu. To bolało, jego serce krwawiło, dopiero teraz zdał sobie sprawę, że się tak głęboko przed kimś otworzył, pokazał swoje wnętrze, swoją duszę. Odepchnęła go tak jak coś zużytego, coś, co nie nadaje się już do niczego. — To twoje ostatnie słowo?- zapytał, zachowując resztki godności. Spojrzała na niego i z uśmiechem na ustach powiedziała. - Tak Michael, daj mi spędzić te ostatnie dni w samotności.
Odwrócił się i nawet nie zatrzymując wyszedł w celi, nie widział już, jak po policzku Liz spłynęła kryształowa łza, potem było ich więcej, ale on już tego nie dostrzegał. Wszystko w nim umarło i nic się nie odrodziło.
*** Dzień przed egzekucją Isabel wróciła do swojej celi, była odmieniona, ale taka jak dawniej, no może troszkę bardziej zadowolona z życia. -Dlaczego odepchnęłaś La Gutte d’eau? – zapytała Isabel przytulając głowę do ziemnej kraty. Liz leżała na łóżku, ale dokładnie słyszała każde jej słowo. - A dlaczego mam z nim być? Czy kilka godzin z miłością mojego życia coś zmieni?. Blondynka zaczęła się śmiać, brunetka była inteligentną kobietą. - Kropla wody może zmienić przyszłość – dodała. - Isabel my jutro stąd odejdziemy, a kropla wody zostanie. Przyjdą nowe skazane i nowe miłości. - Mylisz się moja droga, a poza tym skąd wiesz, co będzie jutro, wszystko może się zdarzyć – zasyczała blondynka.
Tym razem brunetka się roześmiała, jutro po raz ostatni się pomodli, przeprosi Boga za wszystkie swoje grzechy i usiądzie na krześle czekając na tę chwilę. Usnęła, a blondynka nuciła przez całą noc słowa francuskiej piosenki. Słowa, których nikt nie znał.
*** Michael przysiągł, że nie już nigdy nie spojrzy na żadną kobietę, nie zwiąże się, będę dla niego jak powietrze. Stracił…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dzinks11
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…