Wróć do katalogu

Stalker

Jestem Jej ogromnie wdzięczny. Dzięki Niej odkryłem Boga.

mb1994opublikowano 6 marca 201718 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Postaci dramatu: - ONA - ON

AKT I Wnętrze starej, drewnianej chaty. Zmurszałe, brązowe ściany pokryte są mrokiem. Przy oknie stoi stół, na którym stoi jedna duża świeca – jedyne światło w pomieszczeniu. Na głównej ścianie wisi oprawiony w złocie Jej portret. Po pokoju chodzi w kółko On. Za oknem wielka zamieć śnieżna, słychać świst wiatru. Gdzieś w tle gra cichutko stara, zapomniana i tkliwa melodia… ON: Panie Boże, w Trójcy Jedyny, co ja mam teraz robić? Znowu wracają wspomnienia, znowu me serce się do Niej rwie. Tak, tak , wszyscy to wiedzą – Ona mnie nie chce, a ja Ją kocham. Ona może i nawet trochę mnie lubi, ale na pewno ma mnie dosyć. A historię naszą na pewno znasz już dobrze, Ty przecież wszystko wiesz. Ale ja Ci o nas przypomnę – żebyś miał naszą tragedię czasem na uwadze. Poznaliśmy się w liceum. To były dziwne czasy. Ja byłem wtedy po przejściach – gimnazjum bardzo źle wspominam, emocjonalnie bardzo się na mnie odbiło. Miałem wtedy bardzo materialistyczne podejście do świata, szukałem praktyczności. Jednocześnie potrzebowałem pewnej metafizyki. Miałem nadzieję, że w tej nowej szkole Ją, tę metafizykę znajdę. Pierwszy raz odkryłem metafizyczność w swoim sercu w pamiętnym roku dziesiątym. Śmierć narodowa na jaką przyszło mi wtedy patrzeć, była wydarzeniem jakie serce moje do końca życia zapamięta. Było to jeszcze za czasów gimnazjum, miałem wtedy wielką chęć wyrwania się z tego aktualnego świata i budowania nowego – antykosmopolitycznego, antymaterialistycznego i arcypolskiego, mistycznego. Wtedy pogłębiło się moje marzenie, które od dawna miałem. Chciałem znaleźć wybrankę mojego serca, dziewczynę z którą po Bożemu mógłbym spędzić całe życie. Wyobrażałem sobie tę osobę, jako kogoś o urodzie arcynarodowej. Reszta była całkowicie nieważna. Jedyne co się dla mnie liczyło to, to, aby jej dusza i ciało odzwierciedlało w sposób idealny tę pradawną, katolicką Polskę. Wracając do mojej znajomości z Nią – początkowo w ogóle nie zwracałem na Nią uwagi. W nowej szkole czułem się zagubiony, trochę skrępowany i nieśmiało odnosiłem się do otoczenia. Nie wiem jak to się stało, ale to tchnienie miłości do Niej przyszło jakoś nagle. Stopniowo dowiadywałem się o Jej pięknych ideałach, o Jej wierze i światopoglądzie. W czasach kiedy ludzie spod krzyża smoleńskiego byli poniżani, zhańbieni – Ona wyznawała tę samą wiarę co oni, lecz była czysta, szlachetna, honorowa i odważna w tym co robi. Jej katolicki, prostoduszny system wartości wzbudził we mnie ogromne uczucie do Niej. A urodę wydawałoby się, że miała zwykłą, nierzucającą się w oczy. Chłopcy chyba nie zwracali na Nią wtedy szczególnej uwagi. Niektórzy podśmiewywali się z Niej nawet, że była zbyt potężna, że miała zbyt treściwe ciało. Nie zwracałem jednak na to uwagi. Przede wszystkim widziałem w Niej tę wymarzoną arcypolskość. Ja sam natomiast byłem wtedy słaby, cichy, jednocześnie okrutny i z wieloma kompleksami. Początkowo chciałem Ją mieć tylko dla siebie. Myślałem, ze będzie mi wdzięczna do końca życia, że ktoś taki jak ja zainteresował się tak zwykłą osobą jak Ona. Szybko dowiadywałem się, że jednak tak nie jest. Klasa do której chodziliśmy była bardzo przebojowa, otwarta na innych, komunikatywna, czyli zupełnie przeciwstawna mojemu charakterowi. W porównaniu z innymi czułem się kompletnym zerem. Wydawało mi się, że Ona jest osobą, która bardzo lubi oceniać. Strasznie bałem się, jak Ona mnie oceni, a to powodowało, że jeszcze bardziej byłem skrępowany i w konsekwencji nieporadny. Początkowo do Niej nieśmiało zagadywałem, próbowałem nawiązać jakąś nić porozumienia, jednak z czasem coraz bardziej się krępowałem, aż w końcu całkowicie zamilkłem. Pogrążyłem się wtedy w wielkim smutku, braku jakiejkolwiek nadziei na jakąś przyszłość dla mnie. Byłem bardzo ciekawy co Ona o mnie myśli. Miałem wtedy cień nadziei, że może darzy mnie jakąś sympatią. Jednak w dniach, kiedy zwyciężał pesymizm, wiedziałem, że Ona o mnie nic nie myśli, po prostu się mną nie interesuje. Był to czas, kiedy bardzo Jej pożądałem. Lecz co dziwne – zupełnie niefizycznie. Pragnąłem tylko miłości duchowej do Niej. Kiedy zasypiam zawsze lubię marzyć. Jest to marzenie o nocy spędzonej z dziewczyną. To marzenie w żadnym wypadku nie jest nieprzyzwoite. Chodzi mi wtedy o tkliwość, czułość i bliskość – opartych na duchowości, a nie fizyczności. Miłość taką można by porównać do przytulania się do miękkiego, puszystego, niewinnego kotka, który cichutko miauczy. Takie właśnie tulenie się do dziewczyny, do jej delikatnych, pachnących włosów, mam na myśli. Zawsze byłem, jestem i będę przeciwny fizyczności! I Ty, mój Boże, na pewno mnie w tym względzie popierasz. Bardzo lubiłem Jej słuchać. Miała niesłychanie delikatny, subtelny i dziewczęcy głos. Kiedyś nawet odważyłem się Jej to powiedzieć i pewnie wtedy mogła pomyśleć, że mi na Niej zależy. Jej słowa zawsze były dla mnie ważne, zawsze szukałem w nich jakiejś aluzji do mnie. Czasami Jej wypowiedź robiła mi jakieś nadzieje, a czasem wręcz odwrotnie sprawiała, że przestawałem wierzyć w miłość. Tę moją wielką niepewność, smutek i brak poczucia własnej wartości przerwało jedno wydarzenie. Zaprosiła mnie na smoleński marsz pamięci. Wprawdzie było to zaproszenie wirtualne i pewnie wysłała je do wielu osób, ale ja wtedy potraktowałem je jak wezwanie na spotkanie, można powiedzieć że, potraktowałem je nawet jak randkę. Byłem wtedy bardzo słaby, tak jak mówiłem, miałem bardzo niską samoocenę i mocno stresowałem się przed tym ważnym dniem. Chciałem się jakoś przygotować na ten marsz, jakoś zaistnieć. Skończyło się to wtedy dla mnie tragicznie. Odszedłem od zmysłów. Zacząłem wierzyć w to, ze udało mi się wyjaśnić całą tajemnicę smoleńską. Myślałem wtedy, że jestem kimś bardzo ważnym dla Polski i świata. Stałem się skrajnym egoistą, uważałem siebie za genialnego manipulatora. Naopowiadałem wtedy ludziom wiele bardzo dziwnych rzeczy, za które do dziś się wstydzę. Wszystko to doprowadziło, że znalazłem się w szpitalu na długie tygodnie. Ten incydent całkowicie zmienił moje życie – już nigdy nie byłem taki jak przedtem. Z czasem mój obłęd coraz bardziej ewaluował. Już nie tylko uważałem się za osobę ważną na świecie, z czasem zacząłem się uważać za króla Polski, za najważniejszego człowieka na świecie, a na końcu nawet za Boga. Każde usłyszane słowo ze świata zewnętrznego interpretowałem po swojemu, dostosowywałem je do swoich potrzeb. Myślałem, że Ona o tym wszystkim wie, że mnie rozumie, że Ona przy mnie także zostanie królową. Uczyniłem wtedy rzecz, która niesłychanie skomplikowała nasze relacje, albo wręcz je zablokowała. Zadzwoniłem do Niej i w obłędzie powiedziałem, że Ją kocham, jednak nie pozwoliłem Jej odpowiedzieć na moje wyznanie. W tym czasie byłem bardzo dumny z tego telefonu. Jednak kiedy wyzdrowiałem, zacząłem się niesłychanie wstydzić tego postępku. Moja miłość do Niej stała się dla mnie czymś wstydliwym. Zrozumiałem, że sytuacja jaką wytworzyłem stała się krępująca zarówno dla Niej jak i dla mnie. Ta moja choroba jakoś nagle prysnęła. Jakieś leki zaczęły działać. Wróciłem do smutnej realności. Pojawiła się wtedy ogromna chęć ucieczki od świata. Wstydziłem się nie tylko Jej, ale wszystkich ludzi jakich znałem. Bardzo długo zajął mi powrót do jako takiej normalności. Wróciłem w końcu do szkoły, ale to było już całkiem co innego. Uciekałem od Niej cały czas. Chciałem nareszcie przestać o Niej myśleć, ale to nie wychodziło – codziennie Ją widywałem. Jej widok powodował ogromną mękę mej duszy, gdy ją widziałem zawsze nawracały wszystkie te myśli, o których już mówiłem. Męczyłem się tak już do końca szkoły – przeżyłem ten okres w milczeniu i całkowitej izolacji społecznej. Starałem się wtedy ze wszystkich sił jej nie kochać, ale to ostatecznie nie wyszło. Kiedy skończyła się szkoła, zacząłem za Nią niewyobrażalnie tęsknić. I to mimo, że przez przynajmniej rok nie zamieniłem z Nią żadnego słowa. Zrozumiałem w końcu, że cała ta moja choroba wzięła się ze strasznego egoizmu. Ja wtedy Jej tylko pożądałem, pragnąłem Jej za wszelką cenę, myślałem o sobie. Pomyślałem, że to wszystko co mnie spotkało to po prostu była kara boska za moje złe intencje. Postanowiłem to wszystko jakoś odkręcić. Przeprosiłem Ją wirtualnie. Zacząłem Ją zagadywać. Nasze relacje nareszcie się zmieniły i trochę ożywiły. Zacząłem inaczej patrzeć na świat, powoli przestawałem myśleć tylko o sobie. W końcu znowu urosło to w skrajność. Zacząłem myśleć tylko o Jej szczęściu, całkowicie nie licząc się ze swoim szczęściem. Zainteresowałem się wtedy radykalnym antyegoizmem. Uważałem, że w miłości to mężczyzna powinien podporządkować się we wszystkim kobiecie. W tych poglądach tkwię do tej pory. Jestem zwolennikiem antyegoizmu i tylko dawanie sprawia mi szczęście. Nienawidzę brania. Mam wstręt do brania od kogoś czegokolwiek. Zacząłem do Niej dzwonić, wydawało mi się, ze nawet dobrze nam się rozmawiało. Z czasem jednak zauważałem, że Ona coraz bardziej unika ze mną kontaktu. Bardzo mnie to niepokoiło, ale

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych