Wróć do katalogu

Strażnicy Portali - część I: Powrót Zła

Pierwsza część serii opowiadającej o grupie osób mającej stać na straży spokoju w naszej części rzeczywistości... Gdy równowaga zostaje zachwiana tylko oni mogą uratować nasz świat.

Mieloneq, opublikowano , 10 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Noce w Chicago są bardzo ciemne... Zauważalnie bardziej niż noce w Nowym Jorku, czy San Francisco. Poruszanie się w nocnych godzinach po tym mieście nie może skończyć się zbyt dobrze... Szczególnie teraz, gdy Zło urosło w siłę, gdy granica między światami jest mocno zatarta... Zwykli ludzie muszą być ostrożni. Niestety, ta ostrożność nie pomoże nikomu, gdy nadejdzie ten dzień, dzień zagłady. To właśnie tu, w Chicago, ludzie po raz pierwszy zobaczyli rzeczy niewytłumaczalne, których świadkowie nie mogli później opisać. To w tym mieście w ciągu ostatniego miesiąca wzrosła liczba niewyjaśnionych morderstw. Potwory z drugiego wymiaru przenoszą się przez nowo otwarty magiczny Portal. Ostatnią nadzieją ludzkości są Strażnicy. Te trzy, obdarzone niezwykłymi mocami osoby, muszą odnaleźć Portal, by go zamknąć. Zostali po to stworzeni. Istnieją od wieków, stojąc na straży równowagi, która po raz kolejny została zachwiana.

*

Msza Święta w kościele Świętego Jana dobiegła końca. Prawie wszyscy wierni opuścili już świątynie. W środku pozostały jednak jeszcze trzy osoby. Każda z nich była odziana w długi, skórzany, czarny płaszcz. Nie wyglądali zbyt przyjaźnie. - Bob, chyba kolejne pudło! Nic tu nie ma. - odezwała się jedna z postaci, mężczyzna w długich, brązowych włosach. - To niemożliwe! Przecież to ostatnia ze świątyń w Chicago... - odpowiedział brunet o krótkich włosach. - Może nasze stwory zmieniły upodobania? - ironicznie zapytała jedyna kobieta wśród tej trójki. Mimo, iż w świątyni było ciemno, łatwo szło zauważyć, że jest ona obdarzona niezwykłą urodą. Miała sięgające ramion blond włosy, była bardzo zgrabna. - Jesteś pewien, że sprawdziliśmy już wszystkie kościoły? - To ostatni. Nie rozumiem... - zastanawiał się mężczyzna nazywany Bobem - Przecież kościoły zawsze były miejscem otwierania Portali... - Może to się zmieniło! Nie wiemy, czy władca Mrocznego Wymiaru nie znalazł sposobu na otwieranie przejścia w innych miejscach! - rzucił drugi z mężczyzn. - To raczej niemożliwe John... - Bob sprawiał wrażenie bardzo spokojnego i inteligentnego faceta. Każde jego słowo zdawało się być efektem długich przemyśleń mężczyzny - Lotus nie odważyłby się na złamanie reguł, nie mógłby tego zrobić. Nagle wszyscy troje usłyszeli szmer dochodzący z konfesjonału znajdującego się naprzeciw nich. Z każdą chwila był coraz głośniejszy, narastał i wypełniał cały budynek kościoła. Po chwili jednak całkowicie umilkł. - Co to było?! – zapytał szeptem John. - Nie mam pojęcia. Wszyscy troje wyjęli broń. Były to pistolety wyglądem przypominające stare colty, które współcześnie możemy oglądać jedynie w westernach. Nie były one jednak zwykłymi spluwami – naboje, którymi były naładowane, wykonane zostały z czystego srebra. Zwykłe nie zdałyby się na wiele w walce z siłami nadprzyrodzonymi. Tajemnicza trójka powoli zbliżała się do konfesjonału. Każdy z członków grupy podchodził od innej strony. Dawało to pewność, że wróg nie ucieknie. W konfesjonale panowała jednak cisza. Nic nie wskazywało na to, że przebywa tam ktokolwiek lub... cokolwiek. - Lara, John! Osłaniajcie mnie – sprawdzę to – głośnym szeptem powiedział Bob, po czym podszedł z wyciągniętą bronią do starego, drewnianego konfesjonału. - I co?! – zapytała się Lara. - Pusto... To niemożliwe! – krzyknął Bob, a z lewej strony konfesjonału wyskoczył na niego niesamowity potwór. Jego zdeformowane ciało było brązowe, poruszał się zgarbiony, nie był zbyt wielki, miał jedno spore oko. Posiadał długie łapy, zakończone olbrzymimi ostrymi pazurami – była to jego broń. Bob, John i Lara zaczęli do niego strzelać, jednak on był bardzo zwinny, perfekcyjnie unikał pocisków. Nagle dopadł do Johna i bardzo mocno ranił go w twarz. Mężczyzna przewrócił się na plecy, nie przestawał jednak strzelać. Stwór rzucił się na Johna i już miał go wykończyć, gdy Bob wyjął zza paska wojskowy nóż i wbił go w plecy potwora. - Przeklęci Trygoni! – krzyczał Bob. - To najbardziej wredne z tych wszystkich stworzeń z Mrocznego Wymiaru! Całe szczęście, że był tylko jeden... - John, co z tobą? – Lara podeszła do Johna. Mężczyzna miał otwarte oczy, żył – Musimy go zawieźć do szpitala Bob! - Odwieź go, ja tu zostanę, muszę znaleźć ten Portal. - Sam nie dasz rady potworom! - Nie martw się o mnie, jakoś sobie poradzę. Nie zmarnuję takiej okazji. Portal gdzieś tu jest, muszę go znaleźć i zniszczyć, zanim potwory przedostaną się do naszego wymiaru. - Dobra, ale uważaj na siebie! Już dosyć członków naszego zakonu zginęło. - Nic mi nie będzie, mam broń i umiejętności. – Bob uśmiechnął się i pomógł Larze wynieść z kościoła ledwie żywego Johna. Po chwili Bob wrócił do świątyni. Tym razem już w ręku trzymał dwa pistolety – drugi…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych