Strażnik Duszy: rozdział 2
kolejny rozdział strażnika duszy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mamo, nigdy nie zapomnę, gdy ja uczęszczałem jeszcze do przedszkola, wbiegłaś do mojego pokoju. Ja już prawie zasypiałem, a ty wtuliłaś się we mnie i cała rozdygotana powiedziałaś, że śpię dzisiaj z wami, bo tata cię nastraszył, że w naszym domu jest duch. Oczywiście żartował. Jak dobrze, że odziedziczyłem charakter po ojcu... A wracając do obecnej sytuacji... - Naćpałaś się, czy co? – tak właśnie skwitowałem słowa czerwonowłosej dziewczyny, które przed chwilą usłyszałem. Nie spodziewałem się jej reakcji. Dziwnie się jakoś nadęła, wykrzywiła usta i zmarszczyła brwi. Wyglądała przekomicznie, dlatego parsknąłem śmiechem prosto w jej twarz. Mam nadzieję, że kropelki mojej śliny jej nie dosięgły... - N-nie śmiej się ze mnie! – wydukała. – Mówię prawdę! Jasne. Chciałem ją raczyć jakąś prostą, acz skuteczną odpowiedzią, żeby się odwaliła, bo ja nie daję sobie w żyłę, ale mój atak śmiechu mi na to nie pozwolił. Ale jaja, widzi duchy! - Ej, a to może powiedz mi coś jeszcze ciekawego? – nawet nie wiecie, jaką trudność sprawiło mi wypowiedzenie tego zdania. Tak, nadal się śmiałem. - Mogę ci powiedzieć mnóstwo ciekawych rzeczy, ale pod warunkiem, że się uspokoisz! Wyglądała tak poważnie, że w pewnym momencie zrobiło mi się jej szkoda. Jakimś cudem zatrzymałem w sobie kolejny wybuch śmiechu, który łaskotał mnie od środka. Musiałem sobie przypomnieć jakieś przykre zdarzenia z mojego życia. Na przykład pogrzeb babci. Dziewczyna spojrzała na mnie z pewnego rodzaju pogardą. - Dobra, przepraszam. – wymamrotałem. – Ale przyznasz, że było to zabawne? Nie odpowiedziała, tylko przewróciła oczami do góry, dając mi do zrozumienia, że zachowuję się jak totalny gówniarz. - Posłuchaj, Dorianie... I w tym momencie znowu poczułem to dziwne uczucie, które wiązało się z moją nieznajomością jej osoby a zarazem jej wiedzą na mój temat. Pozbyłem się więc mojego dobrego humoru i postanowiłem jej wysłuchać. Chciałem się przynajmniej dowiedzieć, skąd mnie zna, te dziwne dziewczę z tatuażem pod okiem. - Mów więc, ale raz a porządnie. – poprosiłem, bo jej wcześniejsze stękanie doprowadzało mnie do szału. Dziewczyna przytaknęła. - Interesowałeś się kiedyś zjawiskami paranormalnymi, prawda? - Tak, skąd...? - Ona mi wszystko powiedziała. - Ona? Zdziwiłem się. Czyżby miała na myśli tego rzekomego ducha, który się za mną czaił? Delikatnie przytaknąłem. - Więc dziwi mnie twoja reakcja na to, co ci oznajmiłam. Powiedziała to takim tonem, że poczułem, jak powoli maleję... O tak, poczułem się jak niedouczony chłystek, mały śpik, który próbuje wszystkim udowodnić swoje racje. Wszyscy są głupi, tylko nie ja! To naprawdę straszne, ale w jednej chwili stałem się podwładnym kobiety... - Jestem kimś w rodzaju medium, czyli strażnikiem dusz. Widzę duchy, mogę z nimi najzwyczajniej w świecie rozmawiać. Ale nie na tym kończy się moja rola. Wysłał mnie sam Bóg, abym pomagała tym zbłąkanym duszom stać się aniołami, a tylko one mają wstęp do nieba. W tym momencie jej twarz przybrała kamienny wyraz. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale siedziałem cicho. I tak niedowierzałem w to co mówi, chociaż coraz bardziej mnie do siebie przekonywała. - Wiesz... musisz ją ochronić. – powiedziała bezbarwnie. Gdyby umiała, zastygłaby jak lawa, bez znaku życia. Ale po chwili spojrzała mi prosto w oczy. Nie miała rozszerzonych źrenic, była zupełnie trzeźwa. - Jako samotna dusza jest narażona na atak ze strony wysłanników Diabła... Po mojej twarzy przeleciał delikatny uśmieszek. Był spowodowany moją nieumiejętnością skupienia się. Na moje nieszczęście dziewczyna go dojrzała i w jednej chwili jej otwarta dłoń znalazła się na moim policzku, wymierzając mu porządny cios. - Przestań, do cholery! – krzyknęła, zrywając się na równe nogi. - Ale, ale... Co ja?! Za co?! Przegięcie pały. Właśnie zostałem okrutnie spoliczkowany przez nieznaną mi wariatkę, która plecie mi jakieś dyrdymały o niestworzonych rzeczach. Miała szczęście, że była dziewczyną, bo w innym przypadku bym ją porządnie zlał. Jak na złość, nie byłem w stanie zrobić czegokolwiek w mojej obronie. Patrzała na mnie z nienawiścią, pogardą i bezwładnością jednocześnie, ręce trzymała na biodrach, lekko pochylona z ustami złożonymi w złowrogi dzióbek, a ja nawet ze strachu nie mogłem spojrzeć na jej biust. - Za co?! To jest naprawdę poważna sprawa, ja... ja... – załkała cicho, spojrzała na swoją dłoń, która przed chwilą otarła się dość mocno o moją twarz. Patrzałem tylko z otwartą gębą i dłonią na bolącym policzku, co czerwonowłosa postąpi w najbliższej chwili. Ja naprawdę nie chciałem się zaśmiać! Nie wiem, czy mówiła prawdę, czy też nie, ale skłonny byłem jej uwierzyć. Ona zaś ze łzami w oczach spojrzała na mnie z góry, otarła ręką oczy, obróciła się na pięcie i niezdecydowanym krokiem odeszła od mojej ławki. Nie próbowałem jej zatrzymywać. Jak szybko się zjawiła, tak szybko odeszła zostawiając mnie samego z natłokiem myśli. A co, jeżeli mówiła prawdę...? Była bardzo poważna. Wiedziała też, jak mam na imię, twierdząc, że dowiedziała się tego od ducha. Po moim ciele przeszły ciarki... Impulsywnie spojrzałem to za jedno, to za drugie ramię. Nikogo nie było. Z drugiej strony…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Akiyochi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…