Wróć do katalogu

Św. Kinga

Opowiadanie napisane na konkurs o Św. Kindze... Mam nadzieję że Wam się spodoba ;]

BlooDWolF, opublikowano , 17 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Stary Sącz jest miastem owianym dawnymi tajemnicami i cudami. Większość obywateli ów miasta nie poświęciło w swoim życiu więcej niż kilku minut na zbadanie wydarzeń mających miejsce na ziemi starosądeckiej. Jedynie najstarsi mieszkańcy Starego Sącza w długie, zimowe wieczory przeczesują swą pamięć w poszukiwaniu historii przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Tutejsza młodzież uczestnicząca w wycieczkach do Muzeum Regionalnego słucha z udawanym zaciekawieniem melancholijnego głosu przewodnika, błagając niebiosa aby jak najszybciej znaleźć się w swoich domach. Po zmierzchu w Starym Sączy kręci się bardzo niewiele osób, a te, które odważyły się wyjść poza teren ciepłych wnętrz swoich domów, mogą stać się łatwym łupem ulicznych złodzieji.

Pewnej wiosennej nocy niewielka grupa młodzieży podążała przez kręte uliczki tegoż miasta, obserwowana przez milczące okna przypadkowych domów. Stuk-puk, stuk-puk - bruk dźwięczał pod ich nogami w niemalże melodniczym rytmie. Odgłosowi wielu par stóp towarzyszyła ożywiona rozmowa, od czasu do czasu przerywana gromkim śmiechem. Przechodnie niechętnie spoglądali na grupę młodzieży. Jeśli któryś z nich zebrał się w końcu na ukradkowe, krótkie spojrzenie ich oczom ukazywał się widok "skeetowsko" ubranej młodzieży, trzymającej w rękach papierosy od czasu do czasu wędrujące do ich ust. Niektórzy trzymali butelki taniego alkoholu, ściskając drżącymi rękoma ich delikatne szyjki. Na czele grupy chwiejnym krokiem szła dziewczyna wyglądająca na nie więcej niż 16 lat. Włosy luźno opadające na ramiona miała koloru intensywnego kasztanu, w których gdzieniegdzie prześwitywały ciemno-czerwone pasemka. Oczy były czarne niczym dwa żuki. Dziewczyna ubrana była w luźne dżinsy, na których można było dostrzecz firmową naszywkę "Clinic", czarną bluzkę z krótkim rękawem odsłaniąjacą część pępka i halowe buty firmy "Nike". W uszach tkwiły dwa małe, zgrabne, okrągłe kolczyki. Jej usta wysmarowane były piekielnie czerwoną szminką, zaś rzensy mocno podkręcone w górę. W prawej dłoni trzymała na wpół wypalonego papierosa, w drugiej pustą butelkę po piwie. W pewnym momencie dziewczyna zatrzymała się przed jednym z garbatych domów, którego zamknięte, drewaniane okiennice spoglądały obojętnie w dal. Reszta młodzieży zrobiła to samo. Korzystając z sytuacji, butelki z alkoholem w coraz dłuższych odstępach wedrowały do ust trzymających je osób. Dziewczyna powiedziała kilka słów na pożegnanie, wymieniła przyjacielskie uściski i uśmiechy, po czym jednym zwinnym skokiem przeskoczyła niski murek okalający garbaty dom. - Diablica, jutro o tej samej porze wpadniemy po ciebie z ekpią. - przepełnionym alkoholową beztroską powiedziała jenda z osób. - Jasne. - "diablica" odparła podobnym tonem, po czym z wolna podeszła do drewnianych, nieco nadniszczonych przez czas i korniki drzwi, otwierając je uprzednio wyciągniętym kluczem. Wydawałoby się, iż drzwi otworzą się z przeraźliwym skrzypieniem które obudzi połowę dzielnicy, lecz tak się nie stało - dzięki sprytnie sporządzonemu smarowi nabytemu nie dawno przez jej matkę w sklepie z artykułami domowymi. "Diablica" zamknęła po cichu drzwi, dwukrotnie przekręcając specjalny uchwyt umieszczony po ich wewnętrznej stronie. Miała zamiar przemknąć na palcach przez parter i jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju, lecz nie to było jej pisane. Nagle, niczym rozbójnik oczekujący na przejeżdżających szlakiem kupców, zza zakrętu prowadzącego do kuchni wyłoniła się matka "diablicy". Dziewczyna jęknęła w duchu. Zdawała sobie sprawę, iż nie jest zupełnie trzeźwa, a jej ubranie przesiąknięte jest dymem z papierosów i nieznośnym zapachem alkocholu. - Kinga ! Gdzieś ty się włóczyła ?! - kobieta wrzasnęła cicho. - Znowu trułaś się tymi świństwami ? - matka dziewczyny zmarszczyła z niesmakiem orli nos. Matka Kingi była kobietą wyglądająca na czterdzieści lat. Rysy kobiety były ostre i surowe. Jej oczy były koloru mocno piwnego, wokół których rozciągała się siatka zmarszczek. W włosach identycznie kasztanowych jak włosy córki obecnie zatkniętych było kilka wałków. W półmroku wyglądała srogo i niebezpiecznie, ale na codzień była dobrą matką i wzorową katoliczką, o czym sama nie miała pojęcia. - Mamo, to nic takiego. To już ostatni raz, naprawdę. - usprawiedliwiła się Kinga. - Tak, tak, mówisz już tak od pół roku ! - fuknęła na swoją córkę, a w piwnych oczach pląsały gniewnie ogniki. Po długiej chwili niezręcznego milczenia matka Kingi per. "diablicy" powiedziała nieco łagodniej: - No, już dobrze. Przygotuję ci kolację i coś na ból głowy, a ty tymczasem idź wziąźć prysznic. No, na co czekasz ? - Kinga spojrzała żałośnie na swoją matkę, po czym powolnym krokiem oddaliła się w stronę łazienki. Kobieta westchnęła głęboko po czym z zatroskaną miną zabrała się za przygotowywanie kolacji.

Gdy matka "diablicy" skończyła przygotowywać kolację, ona sama właśnie wychodziła z łazienki. Wsunęła na ciało czysty komplet nocnej odzieży, zarzucając na nią jedwabny szlafrok i zeszła na dół. Miała mętlik w głowie i czuła się strasznie senna - jak zwykle gdy wracała z nocnych przechadzek z "ekipą". Obrzuciła spojrzeniem nienagannie czystą kuchnię, pośrodku której stał duży, drewniany stół, na którym zauważyła talerz z kilkoma kanapkami wysmarowanymi dżemem i miodem, a obok niego kubek, z którego unosiła się para. - Masz, zażyj i popij wodą. - powiedziała mama Kingi, która nagle wyłoniła się z sypialni. Jej rysy były nadal srogie i rozgniewane, lecz mniej niż kilka minut temu. - Dzięki, mamo. - dziewczyna odrzekła słabym głosem, po czym jednym sprawnym ruchem wrzuciła do ust dwie tabletki aspiriny, następnie popijając je przegotowaną, chłodną wodą. Wiedziała, że lek nie zadziała natychmiast i z markotną miną usiadła na jednym z drewnianych krzeseł, zabierając się za kolację. Kinga nie za bardzo pamiętała co robiła z "ekipą". Jedynym wspomnieniem było przyjście kompletnej "ekipy" pod jej dom, zapewniene mamy że tym razem nie wypije ani kropli, a potem szczęk otwieranych kapsli od butelek i swąd intensywnie wciągającego do ust dymu. Jedząc kolację, matka Kingi wpatrywała się w nią wzrokiem przepełnionym troską i bólem. Jej twarz stopniowo wyrażała głebokie zamyślenie, oczy zaś co chwilę stawały się jakby zamglone. Dziewczyna po zjedzonej kolacji powiedziała "dziękuje", po czym z zamiarem położenia się do łóżka i niezbyt miłą perspektywą jutrzejszego bólu głowy podniosła się z krzesła, jej matka wyrwana nagle z głębokiego zamyślenie powiedziała znienacka: - Kinguś, zaczekaj jeszcze chwilkę. Muszę ci coś powiedzieć. Zdziwiona nastolatka usiadła ponownie, po czym z uprzejmym oczekiwaniem a zarazem niezbyt dobrze ukrywanym zniecierpliwieniem na twarzy utkwiła wzrok w ponownie zamglonych oczach swojej matki. Minęła minuta, dwie, a niecierpliwość na twarzy Kingi była już wyraźnie widoczna. "Diablica" miała już wsatwać, gdy niespodziewanie - zresztą jak zwykle - jej matka zapytała niepewnym głosem: - Kochanie, jutro jest niedziela, wiesz o tym, prawda ? - dziewczynie pytanie to wydało się zupełnie idiotyczne, lecz zaraz przypomniała sobie, iż jej matka zawsze podchodzi do wszystkiego stopniowo - krok po kroku, zupełnie jak dziecko stawiąjące swoje pierwsze kroki. - Tak, mamo. - odpowiedziała zbita z tropu "diablica". - Pamiętasz, gdy byłaś mała, i razem z-z ojcem chodziliśmy do Klastoru Klarysek ? - ów pytanie przeszło z największym trudem przez gardło poczciwej kobiety. Twarz Kingi przybrała poważny i zdenerwowany wyraz. Jej ojciec umarł dokładnie pół roku temu na atak serca - miał zaledwie 45 lat. Dziewczyna pamiętała, iż od tego czasu znalazła wsparcie w alkoholu i papierosach. Na początku było bardzo trudno - niepohamowana rządza utopienia wspomnień i ponurych wydarzeń w butelkach piwa i udeszenie ich w papierosowym dymie wychodziło jedynie z "ekipą". Od tego czasu stoczyła się najniżej jak mogła. Miała o tym świadome pojęcie, lecz nie chciała przyjąć tego do wiadomości. Rozmowy o jej zmarłym ojcu zawsze wprawiały ją w przykry nastrój, z matką zaś nie rozmawiała o nieboszczku od dwóch miesięcy. Kinga ponuro pokiwała głową. - Ale-e gdy on-n... zmarł, przestałaś interesować się życiem katolickim. - ponownie podjęła wątek. Ponure przytaknięcie. - Proszę cię, żebyś od jutra zaczęła od nowa chodzić do Świątyni Bożej.... Pójdziemy tam razem o godzinie 11:00, więc bądź przygotowana. - kobieta wyrzuciła to z siebie jednym tchem, po czym rozpaczliwie zaczerpnęła powietrza. Kinga przez chwilę wpatrywała się zdumionym

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych