Świat nosimy w sobie
poetycka ucieczka, która... wcale nie wychodzi.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Szła starając się nie patrzeć za siebie. Wy też macie czasem chwile, w których chcecie wyruszyć gdzieś i nie wracać. Cel nie jest ważny. Ważne jest to, co dzieje się w nas, kiedy uciekamy od swojego codziennego świata. Jej świat różnił się od marzeń, którymi zapełniała puste ściany. Ciągle sama, nie potrafiła rzucać się z radości na szyję i śmiać ze szczęścia. Nawet teraz, chłonąc nieograniczoną przestrzeń, szła jakby bojąc się szczerości i naturalności omszałych pni. Droga przez las była męcząca. Dziwnie powykręcane korzenie chichotały przy każdym Jej potknięciu. Ciężkie zielone krople spadały z hukiem na wiosenną wilgotną ziemię. Na szczęście były jeszcze zachody słońca. Tak bardzo zazdrościła mieszkańcom mniejszych planet, który mogli je oglądać częściej. Siadała na kawałku ziemi, który stawał się Jej światem. Nie wiedziała, po co jest świat. Taki wielki nie służy chyba tylko do głupich wojen, bezsensownego patrzenia w zachodzące słońce, dziwnej wędrówki donikąd. Odwracała wtedy oczy i niezmiennie napotykała wzrokiem coś, co przypominało, że gdzieś musi być sens. Czasem to była sarna, która błyszczącym guziczkiem oka przyglądała się dziewczynie zza drzew. Czasem słyszała starą śpiewkę świerszcza. Dla niej zielony skrzypek komponował coś zupełnie innego, choć mogło brzmieć jak zwykle. Czasem miękkie nitki pamięci prowadziły Jej oczy w stronę domu. Nie widać było nic oprócz drzew, ale wiedziała, że gdzieś tam jest. Pamiętała jeszcze, że istnieje Jej miejsce, ale tylko na wszelki wypadek. Gdyby zapomniała, byłaby naprawdę bezdomna. Miała w swoim umyśle coś stałego, ale nie przeszkadzało Jej to ciągle szukać. Musiała wciąż iść. Iść przez właściwie nieznany, niepokorny świat. Przyroda podporządkowuje się tylko sobie samej. Kiedy zaczynają się miejsca ludzi, wszystko staje się coraz bardziej poukładane. Ścieżki wydeptane przez beztroskie istoty nie przecinały się pod kątem prostym. Krzewy jagód patrzyły na Nią błyszczącymi paciorkami liści. Stukot dzięcioła przypominał Jej o zupełnie innym uporządkowaniu. Natura ma swój ład, ludziom często trudno dostrzec misterną i delikatną pajęczynkę powiązań. Przez pajęczynę rozwieszoną między drzewami zobaczyła murowany dom. Pomyślała, że chyba powinna zajrzeć, skoro we wszystkich bajkach się na to nabierają. Zdążyła jeszcze zapukać, zanim drzwi raptownie się otworzyły. Stanęła w pozie obronnej, ale ze strachu zamknęła oczy. Taka właśnie była: odważna tylko z wierzchu. Uchyliła jedną powiekę i zauważyła, że w drzwiach nikogo nie ma. Jasnowłosej nie wyszło na dobre, że weszła do pustego domu. Ale Ona nie była jasnowłosa. Jej dziwne czarne włosy wiły się wokół twarzy w kolorze świeżego śniegu. Czarne oczy z ciekawością rozglądały się po wnętrzu. Najpierw zauważyła schody. Szerokie, wydeptane jakby przez setki stóp. Same w sobie wyglądały zwyczajnie. Ale poręcze. Poręcze były niepokojąco gładkie i pięknie wyrzeźbione. Przez całą ich długość ciągnął się jeden motyw, ale nie widziała z daleka jaki, tak delikatnie był zrobiony. Już chciała podbiec i przekonać się jakie tajemnicze wzory są na poręczach, kiedy u szczytu schodów zauważyła cień. Nawet nie zdążyła zareagować, kiedy cień ów ześlizgnął się nagle z poręczy i stanął obok niej. Nabierała powietrza, bo chciała krzyknąć ze zdziwienia i strachu , ale cień dotknął palcem jej ust. Właściwie z bliska mogła pomyśleć, że to postać ludzka. Jego zaniedbana broda zakrywała mu całą twarz. Widziała właściwie tylko dziwne oczy. W jakiś sposób odrażający. Zaniedbany, z czarnym kudłami wokół głowy i w dziwnym ubraniu. Cofnęła się o krok, ale zatrzymały Ją jego słowa.
- Nareszcie jesteś. Czekałem.
Nie wierzyła, że skądś się znają. Niewielu miała znajomych, bo zbyt dużo wymagała od ludzi. Była zdziwiona jeszcze bardziej niż przed wejściem do tajemniczo – zwyczajnego domu. Tajemniczy, zwyczajny – tak jak każdy Nasz Kawałek Ziemi – dom, ojcowizna, ojczyzna... Przyzwyczajamy się, a jednak wciąż nas zaskakuje, wystarczy tylko na chwilę się zatrzymać. Zatrzymała się. On ręką wskazał jej duży fotel, który stał tak, że był zupełnie niewidoczny zaraz po wejściu. Dopiero teraz zrozumiała, jak bardzo zmęczyła ją dzisiejsza droga. Usiadła w fotelu rozkoszując się miękkością puszystego oparcia. Zasnęła. Nawet nie zdążyła pomyśleć, że chyba nie powinna. To chyba wbrew regułom, dobremu smakowi. Wbrew Niej?...
- Co myślisz o tym, co zostawiłaś?
- Nie wiem... Zwykłe małe miasteczko. Ludzie chodzili w tę i z powrotem... Pusto i smutno.
- A nie kochałaś mruczenia kota na twoich kolanach, kiedy wracałaś zmęczona, widoku z okna tuż przed zaśnięciem, gwiazd tak dokładnie znajomych, mijanych wciąż tych samych osób?
- No tak.. Ładnie było czasem wokół...
- Nie czułaś, że tam jest ...coś więcej?... – badawcze piękne oczy pełne akceptacji i dobroci i... Obudziła się. On stał tyłem do niej. Zwijał wilgotną ściereczkę. Zamknęła oczy i poczuła Jego dłoń, a później chłód na czole. Spodziewała się zobaczyć te oczy ze snu, takie piękne... Uchyliła powieki i... znów, jak w całym swoim życiu, rozczarowała się. Zobaczyła zarośniętego dziwacznego człowieka, który mieszka w środku lasu i czeka na zagubione dziewczynki, ewentualnie Złotowłose. Po dłuższej chwili zorientowała się, że leży w łóżku. Wielkim łóżku z baldachimem. Jak Księżniczka z Jakiejkolwiek Bajki. Stała się nagle daleka od samej siebie leżącej z wilgotną ściereczką na czole. Zwykły dom ograniczony normalnym lasem stał się zamkiem na stromych zboczach niedostępnej góry. Wszyscy rycerze byli na tyle dzielni, że potrafili dojść pod Jej okno... Ale okno wisiało bardzo wysoko nad ziemią. Ona, taka samotna, rozmawiała z nimi przez zakratowaną dziurę w ścianie. Wcale ich nie poznawała, prędzej czy później dopadał ich smok zapomnienia i odchodzili. Ciągle byli nowi, czasem traciła rachubę, ilu już było prawie na szczycie. Nikomu się nie udało. Aż pewnego razu u podnóża góry pojawił się śmiałek...
- Ciągle śpisz... Ta droga przez las zupełnie cię wyczerpała. Napij się chociaż trochę.
Dziwny smak przemknął jej przez gardło. Ale zrobiło jej się lepiej. Odetchnęła głębiej i znowu zamknęła oczy. Spojrzała na dłonie, które z dziwną serdecznością podały Jej kubek. Odręcznie namalowany napis „Córeczce – Tatuś” z koślawym kwiatkiem pod spodem. Ona znała ten kubek. Przechowywała go jak najcenniejszy skarb, bo był jedyną rzeczą, która łączyła Ją z dawno nieżyjącym Tatą. Odkrycie, że nieznajomy człowiek ma w ręku Jej pamiątkę sprawiło, że zakręciło Jej się w głowie jeszcze bardziej. „Kto to jest? Jakim sposobem znalazł kubek Taty? Kubek był dobrze schowany, jak On wszedł do mojego pokoju? Chcę stąd odejść...” Zawsze dochodziła. Nawet wtedy, gdy czuła się szczęśliwa. Uciekała, bojąc się, że szczęście samo się skończy. Tam, w domu, czuła czasem, że jest źle, choć zupełnie nie umiała tego określić. Tak dobrze znane kąty... tak trudno było je czasem kochać... Zamknęła oczy. Zobaczyła miejsce, z którego tu przyszła. Dom w małym miasteczku. Miasteczku, w którym dorastał jej ulubiony pisarz. On bardzo dobrze zapamiętał to miejsce i niemal w każdym dziele wspominał o nim. Ona nie pamiętała dachów krytych strzechą, sitarzy odprowadzanych przez rodziny do figury świętego Jana Nepomucena, nie pamiętała posiadłości szambelana królewskiego, u którego spotykali się znani Polacy, smaku słynnego zielonego piwa, widoku kur wydziobujących niewidoczne ziarenka na małym ryneczku, twarzy poważnych Żydów spacerujących w jarmułkach na głowach, Jej miasto miało dużo zieleni i samochodów, które rykiem silnika płoszyły myśli. Na obrzeżach były pola, nawet las. Ale to daleko. Ona znała Swoje Miejsca. Cichy park, w którym słychać było jedynie kościelne organy i śpiew ludzi przychodzących na nabożeństwo. Między ławeczkami biegały od czasu do czasu roześmiane dzieci. Sam kościółek, dawna cerkiew, choć był rozbudowywany, zachował przytulność malutkiej świątyni. Czasem jak mała dziewczynka zastanawiała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hati
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…