Wróć do katalogu

Światełko

Sami zobaczcie

Karla, opublikowano , 16 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nie wiedziałem gdzie mam jej szukać. Dostałem jakieś namiary od Doggetta, ale nie były one dokładne i nawet z nimi nie miałem pewności, że ją znajdę… Pojechałem na lotnisko i wziąłem helikopter FBI, dobrze, że miałem jeszcze jakieś znajomości. Ruszyliśmy w stronę, przypuszczalnego pobytu Scully. Po dłuższym locie zobaczyłem przed nami światło. Coś w środku podpowiadało mi, że to jest właśnie to miejsce, że udało mi się trafić… Kazałem pilotowi wylądować jak najbliżej. Nie wytrzymałem do momentu, w którym helikopter dotknął ziemi, wyskoczyłem wcześniej. Na około zaczęły ruszać samochody. Krzyczałem do tych ludzi i próbowałem dowiedzieć się gdzie ona jest, nikt mi nie odpowiedział. Bałem się, że przyleciałem za późno, że nie udało mi się jej uratować. Wtedy usłyszałem Monikę wołającą moje imię. Podbiegłem do niej powiedziałam mi, że musimy zabrać ją do szpitala. Wtedy wiedziałem już, że to się stało, że Dana urodziła… Powoli wszedłem do środka. Rozejrzałem się po pokoju. Cały był wypełniony świecami, które nadawały mu jasności i przytulności. Dopiero po chwili zobaczyłem ją. Leżała na jakimś łóżku, a w ramionach trzymała małe zawiniątko. Podszedłem do nich, a każdy krok, który robiłem wydawał się wiecznością… Spojrzałem na Dane, miała zamknięte oczy i oddychała ciężko. Położyłem jaj dłoń na czole, miała lekko podniesioną temperaturę – tyle mogłem stwierdzić. Odgarnąłem kosmyk jej włosów, wtedy otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Uśmiechnąłem się do niej, a na jej ustach pojawiła się wątła odpowiedź. Nie miała sił, tego byłem pewien. Zamknęła oczy, a ja wykorzystałem to, żeby spojrzeć na nasze dziecko. Był śliczny, spał spokojnie w ramionach swojej mamusi. Już wtedy wiedziałem, że nigdy nie będę mógł się na niego napatrzeć. Poruszył się niespokojnie przez sen, a ja uśmiechnąłem się na ten widok. Jakoś udało mi się odciągnąć wzrok od mojego syna. Zwróciłem go na łóżko i dopiero wtedy zobaczyłem, że całe prześcieradło pokryte było krwią. Nie wyglądało to zbyt dobrze, przestraszyłem się tego… wtedy poczułem dłoń na moim ramieniu. Odwróciłem się gwałtownie, bałem się, że to może być ktoś, kto chciał skrzywdzić Scully albo dziecko. Na szczęście osobą stojącą za mną była Monika. Swoim wzrokiem dała mi do zrozumienia, że powinniśmy się pośpieszyć. Pochyliła się nad Daną i wyjęła z jej ramion dziecko, ułożyła je na swoich i wyszła z domku zostawiając nas samych. Wsunąłem ręce pod Scully. Podniosłem ją jak tylko najdelikatniej i najostrożniej potrafiłam, lecz mimo to z jej ust wydobył się cichy jęk – oznaka bólu, który jej sprawiłem. - Przepraszam kochanie – wyszeptałem do niej i pocałowałem ją w czoło. Zacząłem powoli iść w kierunku wyjścia, a potem helikoptera. Starałem się jak najlepiej amortyzować mój każdy krok, nie chciałem przysparzać jej dodatkowego bólu. Najtrudniej było nam wsiąść do helikoptera, ale dzięki pomocy pilota jakoś się udało. Usiadłem ze Scully na kolanach, przytuliłem ja do siebie, chciałem żeby czuła się bezpiecznie. Okryłem ją kocem i delikatnie zacząłem gładzić jej plecy. Próbowałem sprawić, żeby jej mięśnie rozluźniły się, i żeby całe jej ciało zrelaksowało się. W części mi się udało. Spojrzałem na jej twarz i poprosiłem, żeby otworzyła oczy. Musiałem ja czymś zająć, żeby ich nie zamykała, musiałem robić cokolwiek, żeby nie zasnęła. Cały czas do niej mówiłem i wymagałem od niej, chociaż skinięcia głową w odpowiedzi. Była bardzo słaba i bałem się, że to wszystko nie skończy się dobrze. Lot do Waszyngtonu strasznie się dłużył. Co chwilę zerkałem w kierunku Moniki, która trzymała w ramionach mojego syna. Bałem się, że nie będzie mógł on zaznać matczynej miłości, że Dana nie przetrzyma tego wszystkiego…, Co najgorsze to wszystko było moją winą, wcale nie musiała wyjeżdżać…. Kiedy w końcu wylądowaliśmy na dachu szpitala, Scully była nieprzytomna. Nie udało mi się utrzymać jej w świadomości, w realnym świecie. Oddałem ją pod opiekę lekarzy, którzy się pojawili, któryś z nich zabrał również mojego syna. Zjechaliśmy na dół windą. Usiadłem w poczekalni i starałem się nie myśleć o najgorszym, które może nadejść. Słyszałem oddech Moniki obok i to dodawało mi otuchy. Wiedziałem, że ktoś jeszcze czeka na wiadomości o stanie zdrowia Dany. Na chwilę zostałem sam. Nie wiedziałem gdzie poszła, tak naprawdę nie przejmowałem się tym, że zostawiła mnie samego. Czekałem na lekarza, a on nie przychodził. Nie wiem, kiedy ale przy mim boku, oprócz Moniki zjawiła się matka Dany. Położyła mi dłoń na ramieniu, wtedy wstałem i przytuliłem ją na przywitanie. Nie powiedzieliśmy sobie ani słowa, oboje czekaliśmy na wieści. Siedzieliśmy w milczeniu, godziny mijały nieubłaganie, a lekarz nadal się nie pojawił. Zjawiła się pielęgniarka i powiedział nam, że możemy zobaczyć dziecko. Kiedy prowadziła nas na oddział noworodków, spytałem ją o Danę, ona uśmiechnęła się słabo w odpowiedzi i nie powiedziała mi ani słowa. Stanęliśmy przed szybą i patrzyliśmy na mojego syna. Był ubrany w śpioszki i owinięty był w niebieski kocyk. Miał otwarte oczka i rozglądał się do okoła. Jego oczy były identyczne jak oczy jego matki. Był duże i miały kolor błękitnego nieba. Odwróciłem od niego wzrok i zerknąłem na matkę Dany. Po jej policzkach spływały łzy. Przytuliłem ją i pozwoliłem żeby wypłakała się na moim ramieniu. - Ona tak czekała na to dziecko – usłyszałem jej cichy i drżący głos – była tak szczęśliwa, a teraz może naw… - jej głos załamał się, a jej ciałem zaczęły wstrząsać fale nieopanowanego płaczu. - Wszystko będzie dobrze, Dana wyjdzie z tego i nie wolno nam myśleć inaczej. – powiedziałem to żeby pocieszyć Maggie, chociaż sam nie wierzyłem w moje słowa. Starałem się być silny i nie pokazywać po sobie niezliczonych obaw, które targały moją duszą. Bałem się, że mogę stracić jedyną kobietę, którą kocham nie powiedziawszy jej tego po raz ostatni. Bałem się, że nie będę mógł ponownie spojrzeć w jej przepełnione miłością oczy, że nie będziemy razem wychowywać naszego syna tylko ja będę to robił sam.. Nie chciałem tego, pragnąłem żebyśmy robili to wszystko razem. Żebyśmy razem przeżywali pierwszy uśmiech naszego dziecko, jego pierwszy krok, pierwsze słowo, pierwsze święta te wszystkie chwile, których nikt nie jest w stanie powtórzyć, czy chociaż spróbować odtworzyć… Nie mogłem jej stracić nie przeżyłbym tego. To wszystko, co działo się na około mnie było jak koszmarny niekończący się sen. Wróciliśmy do poczekalni. Po raz kolejny usiadłem na krześle i ukryłem twarz w dłoniach. Tak bardzo chciałem dać upust łzom, które nagromadziły się w mojej duszy. Pragnąłem dać upust emocjom, ale wiedziałem, że muszę być teraz silny. Usłyszałem kroki na korytarzu i podniosłem głowę… Zobaczyłem idącego w moim kierunku lekarza. Wstałem, a matka Dany zrobiła to samo. - Co z nią? – spytałem jeszcze zanim lekarz podszedł do nas. Doktor nie miał zbyt wesołej miny. Nie podobało mi się to, bałem się, że za moment otrzymam najgorsza wiadomość w moim życiu. Lekarz podszedł do mnie. - Jest pan kimś z rodziny? – spytał. - Tak. – usłyszałem głos Maggie, która odpowiedziała za mnie. - Dobrze, więc przejdę do rzeczy. – powiedział używając bardzo służbowego tonu. – Pani Scully została przywieziona dosłownie w ostatniej chwili. Bardzo namęczyliśmy się żeby ją uratować. Jej stan jest ciężki, ale stabilny, mamy nadzieję, że bardzo szybko wróci do zdrowia i wszystkie badania na to wskazują. – Kiedy usłyszałem te słowa kamień spadł mi z serca… - Która sala? – wpadłem lekarzowi w słowo i nie pozwoliłem dokończyć mu wywodu. Tak bardzo chciałem ja zobaczyć i sprawdzić czy rzeczywiście wszystko jest już dobrze. - 309, ale nie może pan… - reszty nie słyszałem. Kiedy tylko dowiedziałem się gdzie leży od razu ruszyłem biegiem w tamtą stronę. Zatrzymałem się przed…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych