Wróć do katalogu

Świeże pieczywo - część 3

Życie, od którego chce się uciec i wiara, że coś można zmienić. Nagły zwrot akcji. Proszę o komentarze.

SzeptCiszy, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Raz jeszcze przekręciłam klucz. Kiedy otworzyłam drzwi poczułam napływ ciepła – nie ma to jak w domu. Ściągnęłam buty, ułożyłam je równo pod ścianą i kiwnęłam na pana Edwarda. - Kawy? Herbaty? – poszłam czym prędzej do kuchni, a raczej pomieszczenia, które miało nią być. Pusta lodówka, na stole resztki przedwczorajszego śniadania. Stare, spleśniałe owoce leżące na półmisku babci zwabiały muszki, które chyba zagnieździły się tu na dobre. Pomyśleć, że zawsze byłam pedantką.

Odwróciłam się, by skierować pana Edwarda do dużego pokoju – nie byłoby dobrze, gdyby zobaczył cały ten rozgardiasz. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że jeszcze nie odpowiedział, czego chciałby się napić. Poszłam do przedpokoju, lecz nie było go tam. Stał w przejściu, przyglądając się mojej sypialni. Stanęłam obok niego. Piotrek zabrał wszystkie swoje rzeczy. Koniec nas już nastąpił. - Pakuj się – odwrócił się na pięcie i poszedł do salonu. Chciałam coś powiedzieć, jednak zamknął za sobą drzwi, widocznie nie miał nic do dodania; nie brał też pod uwagę dyskusji na ten temat.

Usiadłam na łóżku. Czerwona pościel – nasza pierwsza wspólna noc. Pamiętam, że byliśmy szczęśliwi. Wreszcie udało mi się wyrwać z domu, w którym wciąż mieszkały dwie starsze siostry i młodszy brat. Znalazłam miłość swojego życia, która nie dość, że była moim ideałem, podobała się też rodzicom (aż wstyd się przyznać, że chodziło głównie o zawartość jego portfela). Zresztą, nie ma co się dziwić; tata już od dawna wściekał się, że wszystkie siedzimy im na głowie, zamiast się ustatkować. Wreszcie stało się. Nasza historia przypominała tysiące innych – pierwsza tak ogromna i głęboka miłość, przebywanie razem dwadzieścia cztery godziny na dobę, ślub kościelny. Nigdy nie zdecydowaliśmy się na cywilny. Można powiedzieć, że żyliśmy z dnia na dzień i tak, po dwóch miesiącach zamieszkaliśmy razem czując pełnię szczęścia. A potem było już tylko gorzej.

Coraz później wracał do domu. Początkowo mówił, że dużo pracy, jednak z czasem przestał się kryć ze swoim imprezowaniem. Z żony – najważniejszej dla niego osoby, którą tak kochał i szanował, spadłam do roli sprzątaczki. Całymi dniami przesiadywałam w domu, robiąc mu wymyślne dania, prasując garnitury, wykonując wszelkie rozkazy. Kochałam go. Do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego wstydził się przedstawić mnie swoim znajomym. Może mnie zdradzał, a ja wmawiałam sobie, że tak nie jest. Byłam idiotką, skończoną idiotką. Zachowywałam się dokładnie jak pies, co się ze mną działo? Mogłam wcześniej przejrzeć na oczy, teraz wiem: Piotr to tylko kolejny zadumany w sobie bogacz, który nie liczy się z uczuciami innych.

Koniec tego. Wyciągnęłam spod łóżka ostatnią torbę podróżną i włożyłam do niej kilka ulubionych ubrań, do kieszeni włożyłam telefon komórkowy, później z łazienki zabrałam najważniejsze środki higieniczne, dwa ręczniki. Spakowałam jeszcze buty na zmianę, kurtkę oraz pieniądze odkładane na czarną godzinę. Kiedy już miałam to wszystko, poszłam do salonu. - Jestem spakowana, ale chciałabym wiedzieć co pan planuje. To chyba jasne, znamy się od zaledwie dwóch godzin… Usiadłam koło niego na kanapie. Wpatrywał się ślepo w obraz, który wisiał na ścianie niespełna dwa metry od niego. - On dużo dla ciebie znaczy – odezwał się. - Być może, ale myślę, że można wyleczyć się z miłości i to właśnie muszę zrobić. Nastąpi to tym prościej, że już wiem, jakim był draniem. Mężczyzna nawet nie mrugnął. Dopiero teraz zauważyłam, że kiedy mówił, jego usta niemal się nie otwierały. Zrobiło to na mnie dość przerażające wrażenie, gdyż wyglądało to zupełnie nienaturalnie. - Nie mówię o Piotrze, tylko o obrazie. - Aaa… obrazie – powiedziałam wyraźnie speszona. Nigdy nie lubiłam dwuznacznych wypowiedzi, czy sytuacji, jednak zdawałam sobie sprawę, że teraz będę musiała do nich przywyknąć. - Tak. Jest dla mnie ważny – kontynuowałam – ale tylko dlatego, że moja mama jest jego autorką. W sumie, to w mojej rodzinie każdy miał talent do rysowania. Babcia Zosia namalowała bardzo podobny obraz. Niestety, w czasie wojny został zniszczony. Nie znam żadnych szczegółów na ten temat.

Przerwałam. Miałam wrażenie, że starzec wcale mnie nie słucha. Wciąż patrzył przed siebie. Dałabym sobie rękę uciąć, że jest w jakimś transie lub najzwyczajniej śpi z otwartymi oczami. A co, jeśli umarł…? Nie, przecież to niemożliwe. Skąd w ogóle przyszło mi to do głowy?

Właśnie w tym momencie odwrócił głowę w moją stronę. Bacznie mi się przyglądał, czekając na jakiś ruch z mojej strony, natomiast ja nie wiedziałam, co jeszcze mogłabym mu powiedzieć. Nigdy nie lubiłam mówić na zasadzie rozmowy ze ścianą, lub raczej monologu do ściany. Jeszcze przez kilka sekund poczekałam w nadziei, że pan Edward wreszcie przerwie tę niezręczną ciszę, jednak i tak to ja musiałam wyjść z inicjatywą. - Jak już mówiłam, chciałabym wiedzieć, co pan planuje – powiedziałam tak powoli, jakbym właśnie uczyła małe dziecko wymawiać dotąd mu nieznane słowo. Jego zachowanie powoli zaczęło mnie irytować, mimo to czułam się magicznie w zaistniałej sytuacji. Siedział przede mną nieznany mi człowiek, który zadeklarował się odmienić moje życie – scena zupełnie jak z bajki. Miałam tylko nadzieję, że ze szczęśliwym zakończeniem. - Spokojnie. Wszystko ci powiem, ale najpierw spakuj się do końca. - Jestem już spa… - Weź też dokumenty – przerwał mi, nim zdążyłam dokończyć. I faktycznie, zapomniałam o dowodzie osobistym, karcie kredytowej i kilku innych papierach, które zostały w samochodzie. Sama nie wiem, dlaczego nie miałam ich przy sobie, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się zostawić dokumentów gdzie indziej, niż w swojej torebce lub w półce, specjalnie do tego przeznaczonej. - Muszę więc iść do garażu. Może wyjdziemy razem i zabiorę je w drodze?

Niespecjalnie podobała mi się perspektywa zostawienia obcego człowieka samego w domu. Zresztą byłoby to nie do końca grzeczne. Chociaż… Czy nadal czułam się, jakbym była w swoim mieszkaniu? Trudno mi to określić – miejsce to w jednej chwili stało się czymś, co przytłaczało mnie i sprawiało, że łzy same cisnęły mi…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych