Wróć do katalogu

Swobodny Lot

Wszystko i nic

Vic Vega, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Bóg nie zrobił na mnie początkowo wielkiego wrażenia. Niskiego wzrostu wychudzony starzec w szpitalnych łachmanach nie mógł robić wielkiego wrażenia. Gdy podał mi rękę i wyjawił kim jest, jedyną rzeczą, która w minimalnym stopniu mogła wstrząsnąć moim, obojętnym na bodźce zewnętrzne organizmem, było poczucie ciepła jego dłoni. Podczas przeszywająco zimnej nocy w klinice dla umysłowo chorych ciepłe dłonie były nie tylko czymś niezwykłym. Były nieosiągalnym celem, marzeniem, którego spełnienie uniemożliwiała grubość koca i niedziałające kaloryfery. Fakt, iż jakiś nieznajomy człowiek wchodzi w środku nocy do mojej izolatki i nazywa siebie Bogiem nie zdołał mnie zdziwić i oderwać od sumiennego przeliczania kwadratowych poduszek na ścianach – jednej z najbardziej fascynujących rozrywek na jakie mogłem sobie pozwolić. Zbyt dobrze zdawałem sobie sprawę z mojego położenia i stanu umysłu, aby nic nie znaczące zawirowanie przestrzeni, którym było pojawienie się tego faceta nieopodal siedzącego nieruchomo na łóżku, skostniałego mnie, wywołało jakąkolwiek reakcję. Tylko ciepło jego dłoni było warte uwagi. - Wiem co ci dolega – wyszeptał po dłuższej chwili, podczas której intensywnie mi się przyglądał. Otępiały wzrok przesunąłem z bieli ściany na biel twarzy Boga. Zdałem sobie sprawę, że wciąż trzyma mnie za rękę. Wtedy on zdał sobie sprawę, że uścisk trwał już wystarczająco długo. Nie wiem z czego zdawała sobie sprawę moja dłoń opadająca na materac. - Chcesz się obudzić. – powiedział – Chcesz wstać. – nasycił całe pomieszczenie podniesionym głosem. – Chcesz uciekać! – zadudnił jeszcze mocniej, na granicy krzyku, wprawiając stare zakratowane okiennice w delikatne wibracje. - Boga nie ma – odparłem ze spokojem, choć zagnieździł się już we mnie drobny zarodek irytacji spowodowanej arogancją i zbytnią pewnością siebie w głosie mojego gościa. Chwila konsternacji, którą chciałem wywołać tymi słowami, chwila która wydawała mi się w trakcie ich wypowiadania nieuniknionym tych słów następstwem nie nastąpiła. Zamiast niej usłyszałem zgrzyty otwieranego zamka i szum przepychanego drzwiami otwierającymi się na zewnątrz powietrza. Łóżko ustawione było w stosunku do nich w pozycji dającej mi dość swobodny wgląd w to, co działo się za nimi. O tak późnej porze, kiedy wszyscy pacjenci byli szczelnie zamknięci i zmuszeni do snu, działo się tam wszechobecne i wszechwładne nic. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to nic, które przepełniało mikroświat za drzwiami mojej izolatki, jakim niewątpliwie był korytarz drugiego piętra, jest zdecydowanie nieuzasadnione. Brakowało kogoś kto pociągnął za klamkę. Brakowało sanitariusza. Zdziwienie i dezorientacja. Kompilacja tych dwóch słów bardzo dobrze oddawała to, co wtedy poczułem. Nie zdążyłem jeszcze w pełni dojść do siebie, a już stałem na pedantycznie wypolerowanej posadzce poza obrębem izolatki. Było tu jeszcze zimniej niż w środku, ale to nie miało znaczenia. Szaleństwo zmysłów, głęboki oddech, ból nieużywanych stawów. Pierwszy raz od trzech miesięcy spędzonych na kwadracie o powierzchni dwóch metrów kwadratowych, poczułem świeżość i nadzieję. Pierwszy raz od trzech miesięcy poczułem cokolwiek. - Zawsze marzyłeś o wolności, skorzystaj ze swojej szansy – powitały mnie na zewnątrz słowa niedawno poznanego staruszka. Zlustrowałem jego wygląd wnikliwiej. Był to osobnik o niesłychanie wątłej posturze. Patykowate kończyny i budowa klatki piersiowej przywodząca na myśl pudełko po sandałach w połączeniu z nieprzeciętnie znikomą odległością od stóp do czubka głowy zdecydowanie uniemożliwiały wszelkie skojarzenia tej postaci z powszechnie inaczej kojarzoną postacią Boga. Jedynie twarz pod pewnymi względami (takimi jak siwa średniej długości broda i dojrzałe, w porywach nawet dostojne rysy) mogła pasować do kanonu wyobrażeń Wszechmogącego, jakimi od tysięcy lat posługują się religie świata. Niemniej jednak trochę zawiodłem się na swojej wyobraźni. Na wyobraźni, gdyż w tamtym momencie byłem prawie całkowicie pewien, że Bóg dający mi szansę na wyzwolenie jest tylko ułudą, figlem sprawionym mi przez własny mózg. Kiedy więc zacząłem go traktować jako wyimaginowany twór doszedłem do wniosku, że trochę marnie mój umysł zobrazował jego osobę. Mógł to zrobić na setki ciekawszych sposobów, ukazać go pod wieloma znacznie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych