Wróć do katalogu

Syrena Warszawska (tytuł roboczy)

wstęp do powieści historycznej powiadającej o początkach Warszawy i Krakowa. Na pograniczu faktów i fikcji.

freser, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wstęp - poprawiony

Ogniska już dogasał blask, a spotkanie po latach dobiegało do końca. Mimo, że trwały jeszcze wakacje, to noce były zimne i nieprzyjemne. Księżyc świecił bladym licem na zebranych ludzi na leśnej polanie, w oddali majaczyły się blokowiska. Z zadeklarowanych trzydziestu osób z dawnej 8 drużyny harcerskiej i z zaprzyjaźnionej siódemki, przyjechało zaledwie dziewięć osób. Przed laty drużyna zaczęła się rozpadać, gdy wcześniejszy drużynowy Marcin poszedł na studia. Potem rezygnowały kolejne osoby, a duch nowopowstałego kapitalizmu wskazywał, że zethape to przeżytek. Nawet główny organizator i pomysłodawca Piotrek Kowal zabrał się już po dwóch godzinach. Z piskiem opon zajechała suwem po niego żona i nie było dyskusji. Chociaż organizacja spotkania trwała ponad dwa miesiące, to i tak połowa z ludzi wykręciła się tłumacząc, że nie mają coś innego, ważniejszego do roboty. Dwadzieścia lat wystarczy, żeby ze zgranej paczki zrobiły się całkiem sobie obce osoby. Nie pomogły polubienia masowo zamieszczanych zdjęć i życzenia urodzinowe, na popularnym portalu społecznościowym. Kowal na dzień dobry podziękował za przybycie, przekazał pozdrowienia od kilku osób z kraju i za granicą, tych co nie mogli ponoć przyjechać. Potem były wspominki o tych co odeszli. Jeden zapił się na śmierć, a drugi mimo, że się udał przeszczep szpiku, to umarł tydzień później na infekcję. Gdy smutna atmosfera się zagęściła, na scenę z wódką wkroczył Bogdan. Piotr napił się z innymi, dla towarzystwa, ale wiedział, że za złamanie zakazu, dostanie mu się w domu. Zbliżała się dwunasta, kiełbasa leżała prawie nietknięta, gdyż z pozostałej siódemki jakoś nikt nie miał ochoty. Trzy dziewczyny, co zostały, kiedyś dobre kumpele, teraz nie mogły znaleźć wspólnego języka. Gosia wyrwałała się z domu i zostawiła córkę u swojej mamy, bo na ojca dziecka nie miała co liczyć. Zosia niedawno zrobiła specjalizację radcowską i przyjechała tylko dlatego, bo miała nadzieję, że przyjdzie jej miłość z ostatniego obozu. Straciła wianek z zastępowym Arkiem, i jak do tej pory ten uporczywie jej unikał i nie odpowiadał na telefony. Tosia natomiast przez niezdiagnozowanego Hoshimoto, z trudem zdała maturę, a teraz wegetowała na skraju ubóstwa, pracując na kasie w biedrze. Bartek, rozweselał towarzystwo cytatami z Seksmisji, i nawet mu się to udawało. Lecz tylko z pozoru, bo nie chcieli mu robić przykrości, gdyż dowcipy były te same, co kiedyś. W każdym razie jedyną zaletą Bartka było to, że umiał grać na gitarze. - A wiecie, że właśnie tu, rok temu, w tym miejscu zamordowano tu jednego… - towarzystwo próbował obudzić i rozruszać Jacek, zwany przez innych gawędziarzem, bo gadał za dużo i często bez sensu. - Skończ, gadać o takich nieprzyjemnych rzeczach… - Tomek próbował go zgasić, bo ten wyraźnie zapomniał, że za zabójstwo był skazany daleki kuzyn Tosi. - A mózg, to się rozprysł… - do podpitego Jacka doszło, że popełnił fa-pa. - Przestań! – Tośka krzyknęła i wstała. – Bawi cię to!... Odwróciła się na pięcie i odeszła nerwowym krokiem w zarośla. - No kurwa, super. – Skwitował Bogdan, który próbował wymusić na towarzystwie kolejną kolejkę. - Eeee, przepraszam, zapomniałem… - zmieszany Jacek wypił trzymany kieliszek. Przez chwilę zdawało mu się, że Zosia puszcza do niego oko. Sytuację próbował ratować Bartek, złapał za gitarę i zgrał parę znajomych akordów i zaczął śpiewać. - Kiedy nadejdzie czas… Dołączyła się Zosia. - Wabi nas ognia blask. - Na polanie gdzie króluje… - tu przerwali, bo w zaroślach z drugiej strony, gdzie zniknęła Tosia, zaczął się ktoś gramolić i zbliżać w ich stronę. - Tośka, przestań się wygłupiać! – Gosia zamierzała już zamawiać taksówkę i rozważała, żeby nie podrzucić kumpeli do domu. - Kto tam? – Tomek się przestraszył, bo wiedział, że to nie ona. Przybysz przez chwilę się zastanawiał i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych