Wróć do katalogu

Szach Mat - Czyli jak w Niebie, tak i na Ziemi (1)

Dopiero zaczynam...

Dominikprot, opublikowano , 22 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Szach Mat - czyli jak w Niebie tak i na Ziemi

Rozdział I Powrót

- Widziałaś się już z Maksem? -zapytała szeptem Monika siedząca przy Ani na szkolnym korytarzu. - Wczoraj wieczorem przyjechał do Polski. Powrócił, po tak długiej nieobecności. - To ten z tatuażem na ramieniu w kształcie smoka? - Tak - odpowiedziała Monika. - Są plotki, że był bardzo chory. Mógł umrzeć. Ale doszedł do siebie. Nagle zadzwonił dzwonek kończący przerwę. Z pokoju nauczycielskiego wyszła pani Fajka z dziennikiem pod pachą. Otworzyła klasę i wszyscy weszli do niej. Zapaliła lampy, które były zawieszone pod sufitem i usiadła przed swoim biurkiem. - Witam moi mili na drugiej godzinie wychowawczej. Za nim przejdę do rzeczy, chciałabym was o czymś poinformować. Nasza klasa została przemalowana na inny kolor, ponieważ tamten był już brzydki. Pan Krzysztof Szpadel podjął się rozbudowy naszej szkolnej piwnicy, którą przeznaczymy na kółko detektywów. A teraz dobra nowina. Wrócił nasz Maksymilian Skalski. Klasa z sekundy na sekundę zaczęła klaskać i wiwatować. W drzwiach sali pojawił się wreszcie Maks. Był szczęśliwy i uśmiechnięty, że jego własna klasa przyjęła go bardzo gorąco. Gdy wiwaty i oklaski przycichły on zabrał głos. - Witajcie koledzy i koleżanki - powiedział grubym głosem. - Miałem już dość siedzenia w klinice i przyjechałem do kraju. Po tych słowach ponownie rozbrzmiały gromkie oklaski. Parę dziewczyn uroniło parę łez. - Witam cię serdecznie -Z tonu wychowawczyni było słychać troszkę żalu. -Wreszcie po paru latach wpadłeś do nas. Witamy cię w klasie. Maksymilian otarł łzy wzruszenia na policzkach. Chciało mu się płakać. Ale nie mógł. Coś mu mówiło żeby tego nie robić. - Moje krzesło jest wciąż wolne? - zapytał po chwili Maksymilian spojrzawszy na Adama, który posmutniał. - Nie - odpowiedziała krótko nauczycielka języka polskiego. - Jest zajęte przez nowego ucznia. Krzysztof Szpadel opuścił swoje miejsce siedzące koło Adama i podszedł do nieznajomego kolegi. - To miejsce już jest wolne - oświadczył po krótkiej chwili Krzysztof podając nieznajomemu dłoń. - Nazywam się Krzysztof Szpadel. Dołączyłem do tej klasy rok temu. - Maksymilian Skalski - przedstawił się chłopak uściskując rękę. - Miło cię poznać. - Ciebie również - odpowiedział Krzysztof. Nauczycielka, pani Fajka podrapała się w ucho i po chwili powiedziała: - No dobrze. Maksymilian usiądzie razem z Adamem a ty, Krzysztof na miejscu Piotra Poniedziałka. Czy ktoś wie, co się Piotrkiem dzieje? - Wyjechał do Francji - wyrwała się Monika. - Wróci pojutrze. - I bardzo dobrze - powiedziała po cichu wychowawczyni klasy. - Kto dzisiaj nie odrobił pracy domowej z języka polskiego? Ręce podnieśli wszyscy uczniowie oprócz Moniki i Artura. - Moniko - zwróciła się mile belferka do uczennicy. - Powiedz nam tu zgromadzonym, co należało zrobić? - Napisać wypracowanie na temat, wymyślonej przez siebie historii - wyjaśniła Monika. - Dobrze - stwierdziła po chwili nauczycielka języka polskiego. - Możesz nam przeczytać, to, co napisałaś?

Rozdział II Agent Z i tajemnicza kobieta

W ciemnym pomieszczeniu, naprzeciwko kominka stały dwa krzesła: jedno ustawione tak, aby osoba siedząca na nim nie widziała drugiej osoby siedzącej za pierwszą osobą. Na krześle, tym z tyłu siedział zawsze Najwyższy Mistrz. Drzwi otworzyły się na oścież, ukazując białą smugę poranka. W chwilę potem przez drzwi wszedł duży, barczysty mężczyzna i zajął jedno z krzeseł. Po chwili przez te same drzwi weszła zakapturzona postać i usiadła przy oknie. To był właśnie Najwyższy Mistrz. - Agencie Z, czy chcesz dostać od Pana nowe zadanie? - zapytała zakapturzona postać. - Tak Najwyższy Mistrzu -odpowiedział szybko człowiek siedzący na krześle. - Jestem gotów przyjąć jedność Twoją. - Masz zabić Piotra Poniedziałka -rozkazał Najwyższy Mistrz. - Jeśli wykonasz to zadanie, zostaniesz przyjęty do wspólnoty. - Jestem gotów przyjąć jedność Twoją. - Uklęknij i oddaj pokłon Najwyższemu. Agent Z zsunął się z krzesła i upadł na podłogę. Leżał tak pięć minut a potem krzyknął: - Moja dusza należy do ciebie! - krzyczał. - Moje serce leży w twoich dłoniach! Wypowiedz tylko słowo a zrobię, Co Mi Karzesz! - Odejdź! - nakazał Najwyższy Mistrz. - Odejdź stąd! Zrób co Tobię każę! Agent Z wstał na nogi i otworzył drzwi wpuszczając smugę słońca. Zniknął za nimi. - Mistrz? - zaśmiał się człowiek w garniturze, który wszedł do pomieszczenia i spojrzał się na zakapturzoną postać ciągle spoglądającą w okno. - Manipulujesz ludźmi! Gdzie moja kasa? Byłeś mi winny dwa miliony. - Cichoo - jęknął Mistrz przykładając palec wskazujący do ust. - Jeszcze ktoś usłyszy? - No na pewno - potwierdził obcy człowiek. - Jeśli mi nie oddasz pieniędzy w ciągu dwóch tygodni- Na pewno usłyszą -Strzał z pistoletu - Dowiedzą się. - Nie powiesz im! -jęknął człowiek w kapturze. - Ciebie też odkryją! Zobaczysz! - Nie misiaczku - pokręcił głową człowiek w garniturku. - Mnie już tu nie będzie. Zniknę stąd. Rozpłynę się w powietrzu. - Nie zrobisz tego! - burknął Najwyższy Mistrz. - Nie rozpłyniesz się w powietrzu. Jesteś na to za głupi. - A jednak wszystko jest możliwe - mruknął człowiek w czarnym garniturze i wyszedł z pomieszczenia.

##

W sali konferencyjnej stał wielki drewniany stół, na którym postawione były świece. W około znajdowało się pięć krzeseł. Na jednym siedział Najwyższy Mistrz. - No ładnie panie Andrzeju - pochwaliła go starsza kobieta wchodząca do sali. -Tak ładnie manipulować ludźmi. Brawo. Najwyższy Mistrz oderwał wzrok od niezapalonych świec i spojrzał na kobietę, która usiadła na krzesło, na którym wcześniej siedział jeden z kapłanów. Nie widział jej twarzy, ponieważ kobieta wchodząc tu zasłoniła twarz czarną chustą. - Pani to, kto? -spytała zakapturzona postać, spoglądając na plecy kobiety. - Skąd pani zna mój pseudonim? - Pan Andrzej -powtórzyła po chwili kobieta. - Takie straszne. - Do czego pani zmierza? - zapytał pochopnie Najwyższy Mistrz. - Pan Alfons de Dama przyjechał dzisiaj rano do miasta - zaczęła. - Zatrzymał się w hotelu -Dian - O trzynastej trzydzieści wyjdzie z hotelu i taksówką pojedzie do kawiarni -La Mone - Usiądzie tuż przy oknie. - Do rzeczy proszę pani - mruknął Najwyższy Mistrz o pseudonimie Andrzej. - Waszym zadaniem jest zlikwidowanie tego człowieka - wytłumaczyła tajemnicza kobieta. - Dostanie pan milion dolarów. - Zajmę się tą sprawą - powiedziała zakapturzona postać. - Poda pani swoje nazwisko? - Nie - odpowiedziała po krótkiej chwili kobieta. - Zadzwoni pan na numer policji i wymieni pan tylko słowo -Syzyf - Oni będą wiedzieli, co zrobić dalej. Kobieta wstała z krzesła i podeszła do drzwi. - Do widzenia panie Andrzeju - pożegnała go kobieta i wyszła z Sali konferencyjnej. Najwyższy Mistrz po paru minutach wstał z krzesła, poprawił swoją długą, białą szatę, nasuwając ją bardziej na brzuch i obejrzał się ostatni raz po Sali. Na krześle, na którym siedziała przed chwilą tajemnicza kobieta, leżało jakieś pudełko. Człowiek o pseudonimie Andrzej podszedł do krzesła i podniósł pudełko. Przeczytał napis: Stefan Pietruszka - Producent Zapałek Św. Landa - Zakapturzona postać zastananawiała się, jaka cyfra kryje się po jedynce. Miejsce po jedynce było podpalone - nieszczęśliwy traf, a może kobieta celowo upuściła pudełko zapałek, aby Najwyższy Mistrz poznał zalążek jej tajemniczego imienia. Najwyższy Mistrz schował pudełko zapałek do wewnętrznej kieszeni białej szaty. Wyszedł ciemnego pomieszczenia i zamknął dokładnie drzwi na klucz. Następnie udał się do kapliczki bogini Temidys, aby się pomodlić.

##

Najwyższy Mistrz siedział na ławce w parku Świętego Marcina i czekał na kapłana, który miał się zjawić punktualnie o trzynastej. Korzyścią dla Andrzeja było to, że w parku oprócz jego, nie było nikogo niepowołanego. Zaś niekorzyścią było to, że miał tylko piętnaście minut na zlecenie zadania. Zakapturzona postać nerwowo spojrzała na zegarek. Wybijała godzina trzynasta, a kapłana jeszcze nie było. Po dwóch minutach na ławkę, na której siedział Najwyższy Mistrz, usiadł kapłan, ubrany w czarną szatę. - Witaj Mistrzu - powitał go kapłan. - Zleciłeś mi zadanie zlikwidowa. - Nie teraz - uciął Andrzej. - Mam dla ciebie bardzo ważne i trudne zadanie. - Słucham - powiedział kapłan. - Zlikwidujesz pewnego człowieka - mruknął po krótkiej pauzie człowiek o pseudonimie Andrzej. - Pana Alfonsa de Dama. Więcej informacji o celu, znajdziesz w tej kopercie, która leży na trawniku. - A dlaczego Mistrz, tego sam nie wykona? - spytał z ciekawością kapłan. - Nie twój zakichany interes - burknęła zakapturzona postać. - Mam coś innego do załatwienia.

##

Najwyższy Mistrz ubrany w czarną sutannę i założoną białą koloratką na szyi wszedł do sklepu Stefana Pietruszki - producenta zapałek i stanął na końcu długiej kolejki. Gdy nadeszła jego kolej zapytał sprzedawcę: - Pan Pietruszka? - mruknął do sprzedawcy stojącego za ladą. - Nie - odpowiedział. - Szef jest u siebie. Zawołać? - Nie chcę mu przeszkadzać - powiedział po cichu ksiądz. - Przyszedłem do niego, aby go wyspowiadać. - Nie ma problemu - jęknął sprzedawca. - Schodami w lewo. Pierwsze drzwi. Sprzedawca otworzył drzwi do domu Pietruszki. Ksiądz w czarnej sutannie wszedł przez nie i wspiął się po stromych schodach.

##

Człowiek o pseudonimie Andrzej wyciągnął spod szaty małą broń, już z dokręconym tłumikiem i nacisnął klamkę pokoju, wskazanego przez sprzedawcę. - Niech pan się nie rusza - szepnął Najwyższy Mistrz do osoby siedzącej przy biurku. - To nie zabiję pana. - Ja tylko tu sprzątam - jęknął kobiecy głos. Ksiądz w pierwszej chwili spanikował. Gdzie się podziewał Pietruszka? Po chwili zapytał: - Gdzie Pietruszka? - W kuchni na stole - odpowiedziała jękliwym tonem sprzątaczka. - Pytam o Stefana? - poprawił się ksiądz. - W sklepie - odpowiedziała po chwili wahania kobieta. - Zawsze w tym czasie robi zakupy. - Gdzie są książki kupna zapałek? - zapytał Najwyższy Mistrz opuszczając do połowy broń. - Obok księdza - odpowiedziała zdenerwowana kobieta, wciąż siedząca w fotelu. - Te trzy zielone. Człowiek o pseudonimie Andrzej wziął z półki trzy książki i schował je do dużej kieszeni wewnętrznej sutanny. - Nic pani nie widziała - szepnął po cichu ksiądz. - Niech pani zapomni o wszystkim. Najwyższy Mistrz wyszedł z domu przez otwarte okno w kuchni i zniknął w oddali. Dobrze wiedział, że przestraszona sprzątaczka powie o zdarzeniu szefowi.

Rozdział III Ostatnia przygoda Piotra Poniedziałka i jego kolegów

I część

Berlin, miasto urocze i piękne. Na cmentarzu widać zapalone znicze i stosy kwiatów położonych na grobach, a na wschód, piękne jednorodzinne domy, ozdobione wielobarwnymi kwiatami, które połyskiwały w słońcu, nadając piękniejszy wygląd tej oto dzielnicy. Domy te zbudowane z czerwonej cegły, miały kształt prostopadłościanu. Dzielnica nazywała się Gouber i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych