SZALONA
Młoda dziewczyna po tragicznym przeżyciu traci pamięć i zaczyna przejawiać objawy choroby psychicznej. Mieszka z chłopakiem, który bardzo się nią opiekuje i wierzy w cud.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
SZALONA
„Pamiętam, pamiętam, kiedy straciłem zmysły Było w tym coś przyjemnego Nawet twoje emocje miały swoje echo W tak wielkim miejscu (...) Czy to robi mnie szalonym? Czy to robi mnie szalonym? Czy to robi mnie szalonym? Możliwe” Gnars Barkley „Crazy”
Niewysoka, drobna dziewczyna spała na boku. Leżała przodem do ściany, skulona jak noworodek. Miała długie, proste włosy koloru słomy i delikatne, niemal dziecięce rysy twarzy. Ubrana w białą koszulę nocną, spod której przebijały niewielkie piersi, oddychała spokojnie, uśmiechając się przez sen. Jest piękna i niewinna jak aniołek – pomyślał Bartek, przyglądając sie jej z czułością. Był średniego wzrostu brunetem o orlim nosie i wystających kościach policzkowych. Pochylił się nad Moniką, by ją przykryć. Wtedy zauważył, że zacisnęła swoje małe piąstki. Twarz dziewczyny ściągnęła się, przyjmując przestraszony wyraz. - Zostawcie mnie! Proszę! - krzyknęła wtulając głowę w poduszkę i zakrywając ją rękoma. - Nie róbcie mi tego! Przestańcie! Już wystarczy! Nie! To boli! Nie, proszę! Chłopak potrząsnął ją mocno za ramię i głośno zawołał: - Obudź się, kochanie! To tylko sen! Zły sen! Monika otworzyła oczy i zdezorientowana spojrzała na niego ze strachem. - Już wszystko dobrze! Miałaś koszmar! Nic ci już nie grozi, skarbie! - pogłaskał ją po głowie. Bartek położył się obok niej i przytulił. Dziewczyna leżała sztywno, ale po chwili rozluźniła się i uspokoiła. Uśmiechnęła się do niego i pocałowała w policzek. - Tak, to tylko zły sen – szepnęła. Przekręciła się i uniosła na rękach, kładąc się na chłopaku. Czule pocałowała go w usta. Chłopak odwzajemnił namiętny pocałunek. Ich języki spotkały się, pieszcząc się nawzajem. Przesunął powoli dłonie wzdłuż jej pleców. Palce wśliznęły się pod krótką koszulę, dotykając nagich pośladków. Głaskały jedwabiście gładką skórę powodując, że ciało Moniki przeszyły rozkoszne dreszcze. Pocałowała go tak długo i głęboko, że aż zaczął tracić oddech. - Dzisiaj jest sobota? - nagle oderwała się od jego ust, pozwalając nabrać powietrza. - Tak. Dlaczego pytasz? - To znaczy, że na dzisiaj jestem umówiona z moją mamą. Pójdziemy do niej razem. Dzwoniła wczoraj, że tata wraca z pracy w Irlandii, a ona chce ze mną porozmawiać, co przygotować na jego przywitanie. - O czym ty mówisz?! - Bartek zrobił wielkie oczy. - Jak mogłaś umówić się ze swoją matką? - Normalnie. Zadzwoniła, to się umówiłyśmy. - Przecież twoja matka nie żyje! Byliśmy na jej pogrzebie! Dziewczyna zamarła. Potem zeszła z niego i bez słowa przycupnęła na brzegu tapczanu, kryjąc twarz w dłoniach. Chłopak usiadł obok niej i objął ramieniem. Monika gwałtownym ruchem zrzuciła jego rękę. - Kochanie – powiedział cichym, łagodnym głosem. - Twoja mama naprawdę nie żyje. Umarła w zeszłym roku. Jak możesz tego nie pamiętać? - Nie kłam! - krzyknęła rozwścieczona. - Wiem, co mówię! Rozmawiałam z nią wczoraj! - Musiało ci się coś przewidzieć... - Nic mi się nie przewidziało! Chciałbyś ze mnie zrobić wariatkę! Wszyscy jesteście przeciwko mnie! Nienawidzę cię! Popchnęła go mocno i wybiegła z pokoju. Bartek nauczony doświadczeniem odczekał chwilę, a potem poszedł za nią. Dziewczyna stała w kuchni przy odsłoniętym oknem i wpatrywała się w niebo zasnute białymi, kłębiastymi chmurkami. Z jej oczu powoli płynęły łzy. Stanął obok i niepewnym ruchem objął ją w pasie. Tym razem nie odtrąciła jego dłoni. Oparła głowę na ramieniu chłopaka i pokazała małą, przypominającą baranka chmurkę. Podążył wzrokiem za palem, a wtedy Monika zanuciła czystym, przepięknym głosem:
„Już odlatuję na małej chmurce pstrej Świetnie się czuję, wszystko już jest O.K. O! o!, o! o!, o! o! o!, okey! Ziemia się kręci, zginął pod ławą chmur Waszych niechęci wielki kamienny mur Acha!, acha!, acha!, ten wasz mur... Już odlatuję, wszystko mi jedno gdzie Niech ktoś spróbuje na chmurze złapać mnie Acha!, acha!, acha!, złapcie mnie! Acha!, acha!, acha!, złapcie mnie! Acha!, acha!, acha!, złapcie mnie!”
Była bardzo smutna, ale już nie płakała, jakby pogodzona ze swoim losem. Chłopak pochylił się i scałował wszystkie łzy z twarzy Moniki. Próbowała się uśmiechnąć, ale zaraz broda jej zadrżała i pociągnęła nosem. Przytulił ją mocno. Wtuliła się w niego ufnie jak dziecko. Tak bardzo ją kochał. Kochał te swoją małą dziewczynkę na zabój.
*****
Był słoneczny, marcowy dzień, więc postanowili wybrać się na spacer. Objęci wpół przechadzali się po krakowskich Plantach, a Monika trajkotała jak najęta: - Dobrze, że mama zgodziła się, żebyśmy podrzucili jej dzisiaj dzieci. Będziemy sobie mogli trochę odpocząć. Antoś jest taki kochany, ale męczą mnie te jego ciągłe pytania: „Mamo, a co to jest?”, „Mamusiu, a jak to się nazywa?” A Sylwia jak to Sylwia, niby spokojniejsza, ale jak na trzy latka to też z niej niezły łobuziak. Bartek słuchał tego z bólem serca, ale nic nie odpowiedział, bo nie chciał drażnić ukochanej. Doskonale pamiętał gwałtowną reakcję Moniki, gdy zwrócił uwagę, że jej matka nie żyje. Znów miała atak tych swoich dziwnych urojeń i wydawało jej się, że jest szczęśliwą matką dwójki dzieci. Po prostu musiał to przeczekać i dać się dziewczynie wygadać. Psychiatra, do którego chodzili, uważał, że z czasem urojenia powinny minąć wraz z powracającą pamięcią, a Bartek nie miał podstaw, by nie wierzyć powszechnie szanowanemu lekarzowi. - Wiesz, co, Bartuś? - Monika przytuliła się do niego. - Coraz bardziej denerwuję mnie praca w tej szkole. Nauczyciele są tacy jacyś nieprzyjemni, a niektóre dzieciaki strasznie chamskie i w ogóle nie chcą się uczyć. Nie mam już sił na takiego Romka z II b albo na Wojtka z III d. Dzwonił do mnie dyrektor z innego gimnazjum i pytał, czy chciałabym u nich uczyć angielskiego. Chyba pójdę z nim porozmawiać, co konkretnie mógłby mi zaproponować. Co o tym myślisz, kochanie? - No wiesz, porozmawiać zawsze można, do niczego cię to nie zobowiązuje – odpowiedział Bartek z niewyraźną miną. Czasem już po prostu nie mógł znieść tej jej słodkiej paplaniny o pracy i dzieciach. Miał ochotę krzyknąć na cały głos, żeby w końcu przestała gadać bzdury, bo nie ma ani dzieci, ani pracy! Przecież po maturze razem zaczęli studiować filologię angielską na Uniwersytecie Jagiellońskim, a po tym tragicznym wydarzeniu Monika przestała uczęszczać w wykładach, nie podeszła do żadnego egzaminu i została skreślona z listy studentów. Jednak doskonale wiedział, że nie może tego zrobić ukochanej. Musiałby być ostatnim draniem. Przecież ona i tak by mu nie uwierzyła, a w dodatku znów przepłakałaby całą noc, obrażona na cały świat, a zwłaszcza na niego. Było mu strasznie żal tej ślicznej blondynki, która jeszcze kilka miesięcy temu była najweselszą i najszczęśliwszą dziewczyną, jaką znał. Stanowili parę od pierwszej klasy liceum i przeżyli razem wiele wspaniałych, niezapomnianych chwil. Był przekonany, że Monika wyzdrowieje i znów będzie między nimi tak dobrze jak dawniej. Absolutnie nie zamierzał zostawić jej teraz, gdy najbardziej potrzebowała opieki. Dbał o nią najlepiej jak umiał, modląc się codziennie o wspólną, szczęśliwą przyszłość. Nic nie jest wieczne i choroba również kiedyś ustąpi. Musi być tylko cierpliwy. I przede wszystkim dobry i wyrozumiały dla Moniki. Miłość wszystko zwycięży. Głęboko w to wierzył.
*****
Gdy Bartek wrócił z uczelni, powiesił płaszcz i w butach wszedł do jedynego pokoju wynajmowanego mieszkania. Tapczan był rozgrzebany, a Moniki nie było w pomieszczeniu. - Gdzie jesteś, kochanie? - zawołał lekko zaniepokojony. Wtedy ktoś skoczył mu na plecy. Poczuł dziewczęce dłonie obejmujące go mocno za szyję, a zaraz potem usłyszał wesoły głos Moniki: - Wio, koniku! Wio! W drogę! Chłopak chwycił ją za uda i udawał wierzchowca, dziko galopując po mieszkaniu z kobietą na grzbiecie. Wierzgał jak niesforny źrebak i głośno prychał, a Monika śpiewała na cały głos niezapomniany przebój Iggly Popa: - „I am the passenger and I ride and I ride I ride through the city's backsides So let's ride and ride singing la la la la lalalala! la la la la lalalala! la la la la lalalala la la!” - La la la la lalalala! - dołączył się do dziewczyny, rycząc grubym głosem. - La la la la lalalala! - śpiewali razem, zdzierając gardła i zaśmiewając się do rozpuku. W tej krótkiej, beztroskiej chwili byli niesamowicie szczęśliwi, tak jak wtedy, przed dniem, który wszystko zmienił.
*****
Nazajutrz już nie było tak wesoło. Bartek udał się do pobliskiego sklepu spożywczego po świeże bułki na śniadanie, a po powrocie położył zakupy na stole w kuchni. Wtedy z pokoju dobiegł go cichy płacz. Monika siedziała na podłodze w kącie. Była skulona, cała we łzach i zasłaniała się rękoma. Gdy chłopak podszedł do niej, boleśnie kopnęła go w goleń. Nie zrażony tym probował objąć dziewczynę, ale odpychała Bartka w ataku nagłej paniki. - Odejdźcie! - wrzasnęła piskliwym głosem. - Precz stąd, bo wydrapię wam oczy! Niech nikt mnie nie dotyka! - Kochanie, uspokój się! To ja, Bartek, twój chłopak! - Nie kłam, gnoju! Bartek nigdy by nie tak nie skrzywdził! - Monika miała oczy przerażonej sarenki, otoczonej przez watahę wygłodniałych wilków. - To naprawdę ja, kotku! Oprócz ciebie i mnie nikogo tu więcej nie ma. Nikt cię nie skrzywdzi – tłumaczył jej spokojnym, cichym głosem czując, że do oczu napływają mu łzy. - Wynoście się stąd! Już wystarczy! Dosyć już mi sprawiliście bólu, wy napalone bydlaki! Mój chłopak was zabije! Zabije! - Kotku, spójrz, to ja, Bartek – chłopak pogłaskał ją po głowie czułym gestem. - Nie dotykaj mnie, ty świnio! - warknęła, a potem plunęła mu w twarz. Cofnął się i usiadł na tapczanie. Zrobiło mu się strasznie przykro. Z jednej strony było mu bardzo żal ukochanej dziewczyny i chciał jej pomóc, a z drugiej wiedział, że nic nie może zrobić, póki nie minie jej atak panicznego strachu połączony z urojeniami. W bezsilnej złości zacisnął pięści i przygryzł wargi. Monika leżała na podłodze, rozpaczliwie szlochając i kopiąc na oślep w powietrze. Po kilku minutach uspokoiła się i usiadła na tapczanie, tempo wpatrując się przed siebie. Po dłuższej chwili spojrzała na chłopaka i zrobiła minę, jakby dopiero teraz go dostrzegła. - To ty, Bartuś? - spytała cichutko jakby się bała, że ktoś może ją usłyszeć. - Tak, kotku, to ja – odpowiedział i pociągnął nosem. - Przytul mnie. Proszę. Usiadł obok niej i mocno przytulił, a potem pocałował w czoło. Dziewczyna objęła go mocno za szyję jak dziecko, które boi się, że rodzic pójdzie gdzieś i zostawi je samo. Pocałowała Bartka w policzek, a potem szepnęła: - Kochanie, obiecaj mi, że jak tylko zrobi się ciepło, weźmiesz mnie daleko stąd. Tam, gdzie już zawsze będziemy szczęśliwi. Gdzie nikt mnie już nie skrzywdzi. - Obiecuję. Jak tylko zrobi się ciepło. Spojrzał jej prosto w oczy, a Monika uśmiechnęła się nieśmiało. - Opowiedz mi, gdzie mnie wtedy zabierzesz – poprosiła słodkim głosikiem. Bartek przybliżył usta do jej ucha i cicho, konspiracyjnym tonem zaśpiewał najładniej jak umiał: - „Są krainy cudne, gdzie wszystko można mieć Nic tam nie jest trudne. Nie trzeba nawet chcieć Można tam do woli bez pracy jeść i pić Albo, jeśli wolisz, o dyrdymałach śnić” Spojrzała na niego z ufnością dziecka, wierząc Barkowi bezgranicznie, a chłopak śpiewał dalej: - „Są krainy takie, gdzie nie pobrudzisz rąk Świeże bułki z makiem na drzewach rosną w krąg Z nieba wciąż spadają gołąbki wprost na stół Dobre wróżki dbają, byś lepiej wciąż się czuł” - Czemu nas tam nie ma, gdzie za darmo wszystko dają? - odpowiedziała dziewczyna, przytulając się do ukochanego. - Czemu was tam nie ma, gdzie się wszystkie sny spełniają? - Czemu nas tam nie ma? - śpiewali już razem. - Nad płynącą miodem rzeką. Czemu was tam nie ma? Czy to może za daleko?..”
*****
Tydzień później na dworze zrobiło się bardzo ciepło jak na koniec marca. Bartek wrócił do domu w niemal szampańskim humorze. Planował zabrać Monikę na długi, romantyczny spacer nad Wisłę i wiedział, że dziewczyna na pewno ucieszy się na taką propozycję. Przekroczył próg wesoło pogwizdując i prawie przewrócił się o dużą walizkę, stojącą tuż obok drzwi. - Wybierasz się gdzieś? - zaniepokojony spojrzał na Monikę, która wyszła z pokoju, by się z nim przywitać. - Nie ja, tylko my! Proszę, wyjedźmy już dziś! - rzuciła mu się na szyję i pocałowała.- Do Hiszpanii, albo do Portugalii! Jest śliczna pogoda, prawie jak w lipcu, - Tak, ale jest dopiero marzec! Wyjedziemy latem. - Przecież obiecałeś mi, że wyjedziemy stąd, gdy tylko zrobi się ciepło! - Kotku, muszę najpierw zdać wszystkie egzaminy... – próbował wywinąć się od pochopnie danej obietnicy Pocałowała go w usta, chwyciła za głowę i patrząc Bartkowi prosto w oczy zanuciła cichym, przepięknym głosem: - „Carry me Caravan, take me away Take me to Portugal, take me to Spain Andalusia with fields full of grain I have to see you again and again Take me, Spanish Caravan Yes, I know you can”. - Kochanie, pojedziemy, ale nie teraz. Poczekaj jeszcze trochę, trzy, cztery miesiące... - Oszukałeś mnie! - krzyknęła rozżalona. - Jesteś podły! Wiedziałam, że nie dotrzymasz słowa! Monika uciekła do pokoju i rzuciła się na tapczan, przykrywając głowę poduszką. Chłopak odczekał chwilę, a później poszedł za nią i położył się obok dziewczyny. Blondynka leżała z zamkniętymi oczami i głośno oddychała. - Prześpij się trochę, kochanie. Na pewno jesteś zmęczona. A jak się obudzisz, pójdziemy na długi spacer nad rzekę. Chcesz? W odpowiedzi kiwnęła potakującą głową. - Utulę cię do snu. Bartek przykrył Monikę cienkim kocem, mocno przytulił i zanucił: - „Before you slip into unconsciousness I'd like to have another kiss Another flashing chance at bliss Another kiss Another kiss” Dziewczyna odwróciła się w jego kierunku, otworzyła oczy i powiedziała z uśmiechem: - Tak, to świetny pomysł. Jeszcze jeden pocałunek! Jeszcze jeden... Lekko rozchyliła usta i obserwowała chłopaka spod półprzymkniętych rzęs. Bartkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Zatopił się w długim, namiętnym pocałunku, niemal zapominając o całym świecie.
*****
Poranne słońce mocno świeciło Bartkowi prosto w oczy, jakby z czystej złośliwości nie chciało, by dłużej pospał. Obudził się i mrużąc oczy spojrzał na ścienny zegar. Dochodziła dziewiąta. Rozejrzał się za Moniką, ale nie było jej w pokoju. - Kochanie, gdzie jesteś? Odpowiedziała mu cisza. Zaniepokojony pobiegł do kuchni, a potem do łazienki. Dziewczyny nigdzie nie było. Przestraszył się, że gdzieś poszła sama, a w jej stanie psychicznym nie było to wskazane. Szybko ubrał spodnie na gołe ciało, naciągnął t-shirt i sięgnął po kurtkę, wiszącą na korytarzu. W tym momencie otworzyły się drzwi frontowe i do środka wpadła roześmiana Monika: - Pogoda jest przepiękna, więc postanowiłam się przejść, a tak słodko spałeś, że nie miałam sumienia cię budzić – przywitała Bartka pocałunkiem. - W końcu dzisiaj nie masz wykładów i należy ci się trochę odpoczynku! - Cieszę się, że tak o mnie dbasz, kotku. - A o kogo mam dbać? Mam tylko ciebie – zdjęła wiosenny płaszczyk i przytuliła się do niego. - Wiesz, pomyślałam sobie, że może dobrze byłoby zmienić lekarza na jakiegoś lepszego, żebym szybciej wyzdrowiała. Denerwują mnie już te moje omamy i amnezja. Pamiętam tylko to, co działo się w ciągu ostatnich kilku miesięcy! Jutro poszukam w internecie i podzwonię po znajomych, może mi kogoś polecą. - Świetny pomysł – Bartek uwielbiał te chwilę, gdy zachowywała się normalnie, tak jak kiedyś, przed tamtym dniem. - Chodź, zatańczymy! Dziewczyna chwyciła go za rękę i zaprowadziła do pokoju. Włączyła płytę Shakiry i zawirowali w szybkim, zmysłowym tańcu. Po kilku piosenkach Bartek trochę się zmęczył i usiadł w fotelu, żeby zaczerpnąć tchu. Monika za to była niezmordowana. Poruszała seksownie biodrami i śpiewała wraz z latynoską wokalistką. Gdy zabrzmiały rytmy „Tango Objection” dziewczyna zaczęła powoli rozpinać guziki koszuli. Bartek ze zdziwieniem obserwował jak zdjęła ją i odrzuciła w kąt, a gdy poluzowała sprzączkę paska od spodni, spytał: - Co ty robisz, kochanie? - Ciii! – przyłożyła palec do ust. - To prezent dla ciebie. - Daj spokój, nie musisz... - Ale chcę – uśmiechnęła się uwodzicielsko i kobiecym ruchem poprawiła włosy.- Siedź i patrz! Odwróciła się tyłem do chłopaka i powoli, kręcąc pośladkami jak zawodowa tancerka, zsunęła obcisłe dżinsy, pozostając tylko w stringach i staniku. Stanęła przodem do niego i poruszając się w rytm piosenki rozpięła biustonosz. Pozbyła się go równocześnie zakrywając piersi. Zmysłowo kołysała się przez chwilę na boki, rzucając chłopakowi uwodzicielskie spojrzenia, a potem opuściła dłonie, na moment eksponując biust. Znów obróciła się plecami do Bartka i tańczyła z rękami założonymi na głowę. Po chwili wolnym ruchem ściągnęła majteczki, zsuwając je do pół uda, by zaraz
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robson
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…