Wróć do katalogu

Szare Psy

Trzynastoletni Tomek Wilczyński trafia do tajnej rządowej agencji. Co go czeka? Czym się zajmuje "firma"?

PiesPrzewodnik, opublikowano , 12 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}Prolog

1. Most Milenijny Wrocław 3 maja 2010 roku, 3:27{/b}

- O Boże… – usłyszał tylko szept ojca. Oślepiły go światła samochodu jadącego z na przeciwka, jadącego prosto na ich samochód. Potem już nic nie widział.

{b}2. Most Milenijny Wrocław 3 maja 2010 roku, 4:51{/b}

- Dzieciak jest już w szpitalu, panie komisarzu. Lekarze mówią, że stan jest krytyczny, teraz go operują – zameldował sierżant.

Komisarz Rowecki nic nie odpowiedział. Myślami był zupełnie gdzie indziej.

Wiedział już jak potoczyły się wypadki. Prowadzący opla astrę wjechał na most pod prąd i uderzył w prawidłowo jadące audi. Kierowca chciał wyminąć pędzącego opla jednak ten i tak uderzył w bok auta. Prosto w kierowcę. Policjant widział już wiele takich wypadków i wiedział, że tylko dlatego dzieciak jadący na miejscu pasażera żyje. Przynajmniej na razie – dodał w myślach. Tym, że nie żyje kierowca opla w ogóle się nie przejął. Nie obchodziło go co się stało z dwudziesto paroletnim gówniarzem który jadąc po pijaku zabił innego człowieka.

I tu by się kończyła zwykła sprawa. Jasne, było by trochę papierków do wypełnienia, krótka informacja dla mediów i koniec. Ale nie tym razem. Problem w tym, że kierujący audi nie był zwykłym szarym obywatelem Wrocławia. Takiego raczej nie było by stać na takie auto. Ja też przez całe życie pewnie bym tyle nie odłożył – pomyślał trochę z zazdrością Rowecki, patrząc jak odholowują teraz już bezkształtną masę złomu.

Sęk w tym że nawet w tej bezkształtnej masie złomu dało się dostrzec tablice rejestracyjne. Komisarz Rowecki rozpoznał początek od razu W 501, służbowy pojazd ambasadora. Sprawdził w komputerze i okazało się, że niestety się nie pomylił. Był to samochód Aleksandra Wilczyńskiego, ambasadora Rzeczpospolitej w Federacji Rosyjskiej. Potwierdzały to dokumenty znalezione przy zabitym. Jednak brak szofera nie dawał spokoju komisarzowi. Przecież – myślał – tacy ludzie nigdy sami nie prowadzą samochodów. No i kim jest ten dzieciak. Jego synem?

Rowecki zaczął przeglądać rzeczy znalezione przy kierowcy i w samochodzie. Jedną z nich był telefon komórkowy, którego właścicielem był raczej dzieciak niż dorosły. W książce adresowej nie mógł znaleźć pozycji mama, gdy wybrał tata drugi leżący przed nim telefon zaczął wibrować.

- Cholera… - mruknął komisarz. Wybrał inną pozycję. Dom. Dopiero po kilkunastu sygnałach usłyszał zaspany kobiecy głos:

- Rezydencja ambasadora Wilczyńskiego. Słucham?

- Nazywam się Stefan Rowecki. Jestem komisarzem policji we Wrocławiu. Czy pani pracuje dla pana Aleksandra Wilczyńskiego?

- Tak, jestem gosposią. Co się stało?

- Ambasador miał wypadek, niestety nie przeżył…

- Boże… - kobieta zaczęła płakać.

- Proszę pani musi się pani uspokoić – Rowecki mimo 20 lat służby nigdy sobie nie radził z płaczącymi kobietami. – W samochodzie było z nim jeszcze dziecko…

Płacz kobiety stał się jeszcze głośniejszy, jednak komisarzowi udało się wyłowić z niego imię Tomek.

- Proszę pani chłopiec przeżył. Jest w tej chwili operowany. Musi mi pani podać adres domu ambasadora. Niestety nie może to czekać.

- Taak… - przeciągała kobieta. Policjant zdziwił się gdy usłyszał wrocławski adres.

- Proszę pani już zaraz do pani wyjeżdżam. Czy jest ktoś kto się może panią zająć?

- Jest paan Zbignieew. Szofer paaanaa Aleksandraa.

- Dobrze. Już do pani jadę. – komisarz się rozłączył. Mam nadzieję – pomyślał – że się uspokoi zanim dojadę. Naprawdę nie radził sobie z płaczącymi kobietami.

Podszedł do dwóch pracujących sierżantów. Nie może przecież tak po prostu odjechać, choć właściwie tutaj praca została zakończona. Jego ludzie szybko się uwinęli. Dobrze, biorąc pod uwagę, że zaraz zjawi się tu stado dziennikarskich sępów.

- Jadę do domu ambasadora. Jak już wszystko ogarniecie to zostawcie tylko kilku posterunkowych, żeby przypilnowali strażaków i macie wolne. Tylko żadnych przecieków. Jak zobaczę w prasie coś więcej niż da się sfotografować nie przechodząc za taśmę to nogi z dupy pourywam

- Jasne szefie. Zrozumiałe. Do zobaczenia jutro.

- To już jest jutro… - tylko odburknął Rowecki i poszedł do samochodu.

Gdy odjeżdżał zobaczył pierwsze pędzące samochody stacji telewizyjnych.

{b}3. Zamknięte willowe osiedle Wrocław 3 maja 2010 roku, 6:14{/b}

Komisarz Rowecki ledwo przejechał przez bramę odgradzającą ekskluzywne osiedle od reszty świata. I to pomimo legitymacji policyjnej. Cholerny stróż po prostu był niezwykle uparty. Zresztą jaki tam z niego stróż, skoro pod marynarką miał pistolet automatyczny – pomyślał. Z tego też powodu odrzucił siłowe rozwiązanie wejścia. Dopiero telefon do rezydencji Wilczyńskich umożliwił Roweckiemu wjazd. Właściwie to jechał tylko w jednym celu. Cały czas męczyło go, czemu szofer nie prowadził samochodu. A wolał by zobaczyć jego twarz gdy zada mu pytanie, niż tylko słyszeć głos przez telefon. Po prostu jakoś nie widział kogoś o pozycji ambasadora jak sam prowadzi swój samochód.

Gdy dojechał po właściwy adres przed bramką czekał na niego następny postawny facet.

- Zbigniew Sójka – wyciągnął ręk. – Jestem szoferem i osobistym ochroniarzem pana Aleksandra. Byłem. – poprawił się.

- Komisarz Rowecki. Komenda Wojewódzka. – Twardy uścisk pomyślał, mimo iż sam chucherkiem nie był. Ba, swego czasu był nawet całkiem dobrym pięściarzem.

- Proszę za mną – szofer i ochroniarz w jednej osobie poprowadził go do środka.

Dom spodobał się komisarzowi. Mimo iż właściciel był na pewno bardzo majętny policjant nie dostrzegł ponapychanych na siłę rzeźb, obrazów i tego rodzaju „zapychaczy powierzchni”, którymi najczęściej upstrzone są domy nowobogackich.

W salonie dojrzał siedzącą na jednym z foteli starszą kobietę, zapewne gosposię. Z niej już dziś pożytku nie będzie – pomyślał komisarz siadając. Stały bowiem przed nią jakieś fiolki z tabletkami zapewne uspokajającymi.

- Gdzie jest Tomek? – zapytał Sójka, który także zajął jeden z wielkich foteli.

- Jest

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych