Szatańskie zakupy
O macie tu taki tekst na Wielkanoc, który ze spokojem możecie styrać, bo widocznie mi nie wyszedł:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
To była niedziela, dzień święty jak mawiała do swego syna pani Borowikowa. Była to bardzo religijna kobieta, która ściśle stosowała się do dziesięciu przykazań. Niestety, w ostatni dzień tamtego tygodnia, przydarzyło jej się wielkie nieszczęście, przez które musiała złamać swój święty kodeks. Chodziło o zakupy. Po mszy świętej o dziesiątej rano, koleżanka z kółka różańcowego zaprosiła ją na urodziny, które miały odbyć się następnego dnia. Zaproszenie przyjęła z wymuszonym uśmiechem na twarzy, po czym szybko wróciła do domu czując jak z każdym krokiem wzrasta poziom jej zdenerwowania. - Jednak Bogusia nie taka święta... Ja wiedziałam, że ona mi jakąś świnię podłoży... Wiedziałam, że Boga nie słucha- mówiła kobieta wchodząc do mieszkania. Zatrzasnęła za sobą drzwi, zdjęła szybko buty i pobiegła do pokoju Michała- jej jedynego syna. Chwilę czekała aż jej oczy przywykną do ciemności w pomieszczeniu. Następnie podeszła do okna i zwinęła żaluzję wpuszczając do środka światło dzienne. Usłyszała stękanie chłopaka. Promienie słoneczne wyrwały go z twardego snu na czymś, co powinno być łóżkiem. Powinno, jednak ubrania i wszystko inne na nim leżące sprawiały, że bardziej przypominało coś w rodzaju niskiego namiotu zbudowanego z napotkanych na wysypisku rzeczy. - Michaś, jaki ty tu masz bałagan- stwierdziła przejętym głosem. - Mamo... Spać...- Wydukał wgniatając się twarzą w miękką poduszkę. - Jakie spać, jakie spać?! Ja mam wielki problem, a ty tu śpisz w tym...w tym śmietnisku!- Ostatni wyraz wykrzyczała, co miało odpowiednio podziałać na jej jedynaka... No i powiedziało. Szybko poderwał się do góry i usiadł na jakiejś górce koszulek, pocierając oczy. - O co chodzi? Jaki problem? - Bo ta Bogusia. No wiesz, ta z rudymi włoskami, tęga. No ona mnie zaprosiła na urodziny. - Imprezka?- Michał uśmiechnął się do matki. - Ja ci dam imprezka. Takie tam spotkanie, bardziej pewnie będzie religijne niż urodzinowe... Imprezka, też mi... - To co masz za problem?- Zapytał ponownie, ze spokojem. - Jakiś prezent muszę jej kupić... No i musiałabym dziś iść na zakupy. Rozumiesz? W niedzielę! - Jutro nie możesz? - Nie zdążę po pracy- odparła ze smutkiem. - W Galerii jest najwięcej do kupienia. Na pewno coś znajdziesz... - Obrazu jej przecież nie kupię!- Wykrzyknęła oburzona. - Galeria Centralna, to nie galeria sztuki. Tam są sklepy. Takie wielkie centrum handlowe- chciał już skończyć tę rozmowę i położyć się do snu. - Centrum handlowe... Rozumiem. Ale mi Bogusia numer odstawiła. Boga przez nią zdradzać muszę. - Idź. Ja się jeszcze prześpię, do kościoła pójdę wieczorem...- Skrył głowę pod poduchą. Nie usłyszał jednak kroków. Spojrzał na matkę, która stała w bezruchu drapiąc się po głowie. Była wyraźnie zdenerwowana. W końcu rzekła niszcząc swe dotychczasowe prawa: - Dobrze. Pójdę do tej Galerii...- Chłopak położył się ponownie próbując zasnąć. Niestety, ona wciąż pozostawała w jego pokoju. - Ubieraj się. Chyba nie myślisz, że pójdę w ten tłum bezbożników sama- zakończyła opuszczając pomieszczenie.
* * *
Tegoż samego dnia co pani Borowikowa, na zakupy postanowił wybrać się szatan ze swoją rodziną. Szatan bowiem mieszkał na ziemi, w ciele człowieka i żył całkowicie wbrew boskim regułą jak nakazywała jego szatańska natura. Od kilku lat rezydował w ciele mężczyzny, który niegdyś był najzwyczajniejszym w świecie pracownikiem firmy wycieczkowej. Nazywano go Marek, Marek Sokół. Jak przystało na Szatana, zmienił diametralnie obraz faceta, w którym się znajdował. Pod Galerię Centralną zajechał czarnym, luksusowym Porsche wartym pewnie z milion złoty. Skąd miał kasę? Był w końcu przeciwieństwem Boga i miał swoją wielką moc. Od mocy do kasy naprawdę niedługa jest droga. Pił piwo, wystawiając swą uradowaną twarz przez okno. Prowadził i pił jednocześnie, ale co mogli mu za to zrobić? Przecież on tu rządził. Auto zostawił na miejscu dla niepełnosprawnych i szybkim krokiem ruszył do sklepu nie oglądając się za swoją żoną i synem. Ci dogonili go przy wielkich, obrotowych drzwiach i nic nie mówiąc cała trójka weszła do środka głupkowato się uśmiechając.
* * *
Autobus numer 69 zatrzymał się na przystanku przy samej Galerii Centralnej. Wysiadło z niego mnóstwo ludzi. Wysiadła z niego również pani Borowikowa ciągnąc za sobą Michała. Ten szedł powoli, podnosząc stopy jak najniżej się dało. Spojrzeli na wielki budynek. - Jak tam nie działa moc Szatana, to ja nie wiem skąd się ci ludzie pourywali- stwierdziła patrząc z przerażeniem na mnóstwo samochodów stojących na parkingu. Chłopak tylko westchnął i bardziej zdenerwowany niż matka, ruszył w stronę hipermarketu. Kobieta pobiegła za nim wydzierając się żeby na nią poczekał. - Maksymalnie pół godziny- powiedział w jej stronę kiedy stali przy wejściu. - Myślisz, że tyle tam wytrzymam? To królestwo przepychu nie zatrzyma mnie na dłużej niż dziesięć minut synku. Tylko musisz pokazać mi gdzie można kupować prezenty. - Oj, żebyś się nie zdziwiła...- Szepnął, po czym wprowadził ją do środka. Stali w jakimś wielkim korytarzu. Bo bokach znajdowało się mnóstwo sklepów, restauracji, kawiarni i wszystkiego innego, czego dusza zapragnie. Wszystko to, co kusi grzeszników zmieszczono w jednej Galerii Centralnej, pomyślała z przejęciem pani Borowikowa poprawiając z dumą beret.
* * *
Szatan był przystojnym, młodym mężczyzną w drogim garniturze, z drogimi perfumami i firmowym uśmiechem. Jego żona, młoda blondynka w szpilkach i spódniczce mini, była jedną z wielu kobiet, z którymi utrzymywał bliższy kontakt. Oczywiście nie była to żona poślubiona w kościele, ba nie była nigdzie wpisana jako jego żona, ale tak ją nazywał, bo tak mu odpowiadało. Za nimi szedł synek. Miał może z siedem lat, włosy postawione na żel i czerwone oczy. - Splunąłeś dziś na jakiś kościół, synu?- Zapytał Szatan. - Nie tato. - Jak śmiesz!- Ryknął i kopnął dzieciaka w nogę tak, że młody upadł. Po chwili jednak wstał i bez słowa szedł dalej. - Coś nie pasuje?- Zapytał facet, który niegdyś był Markiem Sokołem. Słowa kierował do kilku ludzi przypatrujących się tej scenie z szeroko otwartymi oczyma. Tamci nie odpowiedzieli tylko rozeszli się w popłochu szepcząc sobie coś do uszu. - Tłum tu taki, że nie ma gdzie dziecka kopać- Szatan był wyraźnie zbulwersowany. Nie podobało mu się, że nie może nawet własnego syna kopnąć, bo ci ludzie to do wszystkiego się czepiają. - Ale grzeszą, bo w końcu są w niedzielę w sklepie, a nie w kościele. Bóg się wnerwi- stwierdziła kobieta, którą nazywał żoną. - Niby tak, ale jak się wkurzę, to nie wiem czy nie pozabijam- odparł najspokojniej w świecie, z uśmiechem, który wciąż trzymał się na jego twarzy.
* * *
Od kiedy weszli do Galerii minęła już godzina. Pani Borowikowa wciąż nie mogła się zdecydować co ma kupić. Mówiła, że tak tu tanio i tyle ciekawych rzeczy, że nie wie co wybrać. Chłopak w każdym kolejnym butiku, przypominał jej: - Dziesięć minut! Mówiłaś, że to będzie dziesięć minut! Ty taka religijna kobieta. Właśnie widzę... - Dziecko, przestań. Wyspowiadam się, a dbanie o koleżankę to żaden grzech. - To czemu przymierzałaś już dwa żakiety? Na siebie! - No bo... Ona jest podobnej postury. - No pewnie.- Zakończył chcąc by wreszcie coś kupiła, bo wtedy wróciliby w końcu do domu. Wyszli ze sklepu z drobiazgami. Matka Michała już prawie wzięła porcelanowy kubek i talerzyk, ale w ostatniej chwili się rozmyśliła. - Nie mogę...- Stwierdził chłopak i usiadł na ławce. - No chodź. Zaraz idziemy- kobieta usiadła obok. Za ich ławką stała druga, odwrócona tyłem. Młoda dziewczyna na niej siedząca zachowywała się dziwnie. Wierzgała się i przybliżała swą rękę do Michała, który niestety tego nie widział. Nagle poczuł, że ktoś grzebie mu w kieszeni. Zerwał się na równe nogi spoglądając na nastolatkę z jego portfelem w ręku. Miał tam grubo ponad czterysta złotych. - Oddawaj!- Krzyknął przeskakując ławki. Ona nie zdążyła zareagować i szybko straciła swój łup. Spłoszona próbowała uciekać, ale chłopak był silny i złapał ją za kark nie dając możliwości na zwianie. - Boże! Toż to złodziejka najnormalniejsza!- Przejęła się pani Borowikowa chowając twarz w dłoniach. - Co chciałaś?- Zapytał agresywnie syn kobiety. Młoda ubrana była w jakieś stare łachmany, za duże na dodatek. Wyglądała na dwa lata młodszą od Michała. Miała mniej więcej czternaście wiosen. - Kasy. - Po co? Głodna jesteś, dziecko?- Borowikowa była czuła na takie sytuacje, ale wiedziała, że…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil slawi13
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…