Szczurza nora
nie chcę żeby to była część mojego życia, ale taka rzeczywistość wdziera się do mojej świadomości z ulicznych bram i miejskich deptaków
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Szczurza nora
Dym rozsadzał płuca. Chwila ulgi, gdy powoli uwalniała siwą stróżkę. Kontrolowany wydech i cudowne uczucie ciężkości w całym ciele. Oparła się o ścianę. Który to już dzień? Nie miała pojęcia. Odkąd znalazła się w tym miejscu, czas jak gdyby stanął. Dopiero teraz coś się ruszyło. Zaczęła dostrzegać rzeczy, które w jej poprzednim życiu nie miały racji bytu. To, co zobaczyła, przeraziło ją. Niewiele brakowało, żeby wróciła. Powstrzymało ją to, że właściwie nie miała gdzie wrócić. Przeważnie ludzie wracają do domów, ale ona nie miała domu. Nie miała nawet matki... Ta kobieta, u której się wychowywała kazała tak siebie nazywać. Ale to niemożliwe, żeby jej młode, jędrne ciało, jej chęć życia pochodziła od kobiety, która wcale o siebie nie dbała, ciągle śmierdziała rybami, i całe życie karmiła się obłudnymi, telewizyjnymi romansami. Jak można pokochać taki świat? Chory ojciec. Żywy trup. Matka tak zapracowana, że już dawno zapomniała jak się kocha. To nie jej życie. Chciała odnaleźć swoje miejsce, na tej ziemi. Od czegoś trzeba zacząć. Dlatego jest teraz w tym ciemnym miejscu, gdzie wilgoć maluje księżycowe krajobrazy, na obdrapanych ścianach, gdzie nagie kable wystają z wypatroszonych sufitów, ślepe okna, które zostały ukarane za oddawanie ciepła, teraz uśmiechają się do niej. Wstała i podeszła do ciemnej plamy na środku pomieszczenia. Kiedyś czytała o czarnych dziurach w kosmosie. Jeśli teraz zrobi jeszcze jeden krok przestanie istnieć. Powiew zgniłego powietrza omiótł jej twarz. Rozłożyła ręce. Jak Chrystus. Kiedyś się przyjaźnili. Ale to było tak dawno. Chrystus ciągle jakby był i nie był z nią. Ona nie potrafiła tego znieść. Tych jego ciągłych cudów. Tej jego dobroci. Dawał całkowicie za darmo. Ona tak nie potrafiła. Starała się, ale ile można... Nigdy mu nie dorówna. Więc też zaczęła dawać, całkowicie za darmo, ale potem się opamiętała i zaczęła się cenić. Ile teraz kosztuje? Bułę w Mcdonaldzie i wino. Czasem weźmie coś ekstra. Rozrywka też jej się należy. Ale dba o siebie. Bierze tylko naturalne. Chce coś w życiu osiągnąć. Już czuje, że się jej udało. Zarabia sama na siebie. To, co że na razie mieszka tutaj. W starym magazynie, że ma towarzystwo w postaci szczurów. Wiele się można od nich nauczyć. Teraz czuła na sobie ich spojrzenia. Nie szurają jak zwykle, zamarły i nie ostrzegają jej swoim piskiem. Czekają. Chcą sprawdzić na ile jest głupia. Skoczy? Czy się opamięta? Spojrzała jeszcze raz w czarną otchłań u jej stóp. Opuściła dłonie. Uśmiechnęła się. To by było nazbyt teatralne. I wszystko by zaprzepaściło. Miała przecież ogromne szanse… -Agniecha! Co ty odpierdalasz!- Ktoś brutalnie złapał ją za ramiona i rzucił o ścianę. Upadając oparła się o ziemię. Usłyszała jedynie zgrzyt pękającego szkła i poczuła lepkie ciepło po wewnętrznej stronie dłoni. Zaskoczona zbliżyła się do świeczki. Przyjrzała się najpierw swoim paznokciom. Obgryzione i brudne, następnie z pewnym wahaniem odwróciła rękę. Krew -dlaczego mnie nie boli- pomyślała, ale to nie było pytanie, bo zabrakło jej siły na postawienie tego małego pytajnika. - Agniecha! Kurwa! Same z tobą kłopoty dziewczyno. Nie będę się tobą opiekował. Nie mam czasu na takie gówniary jak Ty. To twoja ostatnia lufka. Jak nie możesz to nie mieszaj. Jeszcze nam tu trup potrzebny. Musiałaś stłuc szkło?- Z trudem go rozpoznała. Maciej. Maciej mieszkał obok. Maciej pozwolił zająć jej tą norę z dziurą w podłodze. Maciej był dla niej dobry. Raz wpierdolił kolesiowi, który chciał ją naszprycować herą. Maciej był chory. Maciej mówił, że powinna wrócić do domu, bo nic nie wie o życiu. Maciej mówi, że gdyby miał to, co ona, nigdy by tu nie zlądował. Ale on nic nie rozumie. Mimo to lubią się. Obudził ją potworny kaszel Maćka. Przez dziurę w podłodze wdzierało się blade światło listopadowego dnia. Zimno. Tak cholernie zimno. Dwa pustaki, metalowa płyta. Odrobina gazet. Z trudem rozpaliła ogień. Maciej dbał, żeby zawsze była herbata. Po dłuższej walce udało się jej zaparzyć coś, co od biedy mogło uchodzić za ten luksusowy towar. Maciej leżał cały spocony, na gołej ziemi. Agniechy to nie zdziwiło. W nocy rzadko, kiedy spał spokojnie. Z trudem zaciągnęła go na resztki materaca. Podłożyła mu pod głowę swoją bluzę i przykryła dziurawą kołdrą. Nadal się trząsł. Pobiegła po swój śpiwór i dopiero wtedy zaczęła poić go herbatą. Przesiedzieli chyba tak pół dnia. Usiadła koło niego i wzięła za rękę. Maciej leżał z przymkniętymi oczami oddychał spokojnie. Atak kaszlu minął. Przyglądała mu się dokładnie. Był taki wysoki, że ledwie mieścił się na materacu. Do tego był taki szczupły, że zajmował ledwie jedną trzecią jego powierzchni. Kiedyś musiał być bardzo przystojny. Teraz miał gigantyczne sińce pod oczami, tłuste, cienkie włosy, które uwydatniały jego wysokie czoło. Wyglądał na bardzo chorego, a ona nic nie wiedziała na temat jego choroby. A może powinien być w szpitalu? Chyba miał gorączkę. Siedzieli tak w półmroku. Agnieszka ściskała go za rękę. Oboje samotni, a każde z nadzieją. Zupełnie sobie obcy, ale opiekujący się sobą. Filigranowa dziewczyna, która powinna siedzieć w szkolnej ławce i podniecać się nową plotką o Marylinie Mansonie i niedoszły koszykarz, student politechniki. Maciej zdawał sobie sprawę, że żadne z nich nie powinno się tutaj znajdować. Żadne z nich tu nie pasowało, to nie był ich świat, ale jednocześnie wiedział, że nie uchroni tej dziewczyny przed całym złem. Był za słaby na to, żeby się opiekować sobą, nie wspominając o dziecku. Bo przecież była tylko małą zahukaną dziewczynką, która nie potrafi jeszcze radzić sobie z rzeczywistością i samowolnie zapędza się w ślepy zaułek. Przerażało go to. Przemyślał wszystko. Wiedział, że nie podoła tej sytuacji, ale też nie może patrzeć jak ona spada na samo dno. - Tak bardzo cię boli?- Wystraszona spojrzała na jego łzy. Facet, który płacze? - Nie, ale chyba mam gorączkę. Zawsze wtedy lecą mi łzy. Skocz do apteki, co? Biegła najszybciej jak mogła. Miała w kieszeni odrobinę drobnych i wielką prośbę, by to wystarczyło na lekarstwo. W bramie zaczepił ją długowłosy dryblas. - Mała chcesz zarobić?- Zwolniła i niepewnie spojrzała na niego. - Dwie dyszki nie chodzą piechotą...-Pomachał jej przed nosem banknotami. Znała go z widzenia, ale słyszała, że z nim lepiej nie mieć nic wspólnego. Ale pieniądze by się jej przydały. - Co mam zrobić? - To, co zwykle, tylko odrobinę inaczej. - Kiedy? - Po co odwlekać?- Złapał ją za bluzę i wciągnął do bramy. - Teraz nie mogę- Odepchnęła go od siebie. Pomyślała o Macieju, który leży tam sam i pewnie znowu walczy z kaszlem. Odepchnęła blondyna i znowu zaczęła biec. Pieniędzy jej starczyło, ale nie była pewna, czy to mu pomoże. Zwykła aspiryna i jakiś syrop od kaszlu. Wracała dłuższą drogą, bo nie chciała kolejnego spotkania z nieprzyjemnym typem z bramy. Znowu zaczęła biec. Już lasek, już widziała biały zarys ich magazynu. Budynek z białych pustaków, nieduży, dwupiętrowy, był idealnym miejscem dla nich. Dół straszył wybitymi szybami w oknach, a na górę można było jedynie dostać się przez dziurę w podłodze. Teraz czekała tu na nią drabina, ale nikt obcy nie mógł tam wejść, bo na noc drabinę wciągali do środka. A na górze urządzili sobie całkiem miły kącik. Z braku okien korzystali ze świeczek, które łagodziły wygląd tego obskurnego miejsca. Weszła na piętro i z trudem łapiąc oddech szukała łyżki do syropu. Maciej nie kaszlał. Pewnie spał. Po cichu zajrzała do niego. Ale Macieja nie było. Jego materac był pusty. Nie było też jego worka, w którym trzymał osobiste rzeczy. Agnieszka przeraziła się. Obiegła cały magazyn, ale Macieja nie było. Gdy zapłakana siadła na swoim posłaniu znalazła kartkę ze słowami: Czekaj na mnie, Maciej. Dni mijały. Agniecha przestała je liczyć. Wszystkie do siebie podobne. Zimno i ciemno. Rzadko kiedy wychodziła, gdzieś przegapiła Boże Narodzenie, Sylwester... Teraz był chyba koniec lutego... Nie ważne. Czekała i czekała. Dzięki dyskretnej opiece pewnego faceta jakoś przetrwała, inaczej zdechła by dawno z głodu. A tak mało od niej wymagał. Nawet nie chciał żeby była za bardzo czysta. Na początku dziwiło ją to, ale potem liczyło się tylko to, że załatwił jej kurtkę koc. Kupował jej jedzenie, bo mówił, że nie chce żeby wszystko przećpała, ale ona nic nie brała, bez Macieja musiała martwić się o siebie sama i nie mogła sobie pozwolić na utratę przytomności. Gdy raz się to zdarzyło, obudziła się bez kurtki i majtek z pokrwawionymi udami na wysypisku. Potem przez długi czas bolało ją w środku. Jakoś doprowadziła się do porządku i teraz wychodzi wyłącznie na umówione spotkania i po nich od razu wraca. Usłyszała chrobotanie w ścianie. Zaciekawiona na czworakach przeszła bliżej. Z czarnej dziury, ostrożnie wychyliły się ciekawskie wąsiki, za nimi ruchliwy nosek i błyszczące złośliwe oczka. Agniecha czekała, a szczur rozpoznawszy zapachy śmiało zsunął się na podłogę. Radośnie wywijając łysym tłustym ogonem, podreptał w stronę napoczętej paczki chipsów. -Dobra możesz się poczęstować jednym- Pomyślała dobrodusznie Agnieszka. Ale zaskoczona przetarła oczy, gdy zobaczyła jak zwierzak ciągnie za sobą cała paczkę. Nie namyślając się długo rzuciła w niego pustą butelką po coli. Szczur był szybszy i poszybował prawie dwa metry w gorę. Z piskiem zleciał na podłogę i błyskawicznie obrócił się w stronę chipsów. Nie zdążył jednak złapać tego skarbu, bo już w jego kierunku leciały kolejne przedmioty. Fuknął parę razy z wściekłości i wskoczył w dziurę w podłodze. Tą bitwę wygrała Agniecha. Sięgnęła po chipsy i
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil A.S.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…