Wróć do katalogu

SZELEST

Taka wariacja na temat teorii monad, ale odniesiona do uniwersum. To do czego zmierzamy lub czym już jesteśmy.

kloozkha, opublikowano , 8 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

SZELEST

Zbudziłem się jak co dzień. Otworzyłem oczy, zaszeleściłem kołdrą, miękko wstałem i, wciąż szeleszcząc, poszedłem do kuchni. Na śniadanie jadam zawsze, bardzo drogie, lecz stać mnie na to, zdjęcie prawdziwych płatków śniadaniowych z mlekiem. Płatki na zdjęciu były zrobione ze świeżych zbóż, a mleko pochodziło z alpejskich łąk. Takie śniadanie stawia na nogi i pozwala być rześkim i pełnym energii przez cały dzień. I rzeczywiście, po śniadaniu wszystkie zgięcia i przeguby miałem już zupełnie luźne. Szedłem po ulicy, uważnie przerzucając gazetę. Obok mnie szli inni. Z precyzyjną radością wysyłaliśmy sobie krótkie niezbędne ciągi informacji: "oczywiście u mnie wszystko w porządku", "czuję się najlepiej w swoim życiu", rzadziej "a co u Ciebie?", jako że wychodzi to ostatnio z kanonu. Właściwie jest to przecież zbędne. Szelest żył swym zwykłym życiem. Ulicami Wszechmiasta pędziły zdjęcia ludzi o naburmuszonych i pewnych siebie minach. W milczeniu przeglądały prasę i milcząc patrzyły na siebie krytycznie, udając rozmowy. Wszędzie krążyła Informacja - dusza Szelestu - nieustanne, krótsze i dłuższe ciągi konkretów, napędzające doskonały mechanizm świata. Łopotały płachty wieżowców i rozległe linie ulic wypełnionych sztucznym szumem samochodów. Papierowe makiety udawały zalane betonem parki. Sztuczna zieleń kłuła w oczy. Wraz z porankiem, cały Szelest rozpoczynał codzienne udawanie świata. Papierowe życie rozpoczęło kolejny cykl dzienny po zakończeniu cyklu nocnego.

Pracowałem. Odbierałem i przekazywałem ciągi drogocennych konkretów, Informację, konieczną do wszystkiego. Zdjęcia, składające się na moje miejsce pracy połyskiwały spokojem i bezpieczeństwem. Podczas pracy Informacja płynie niewstrzymanym potokiem, wypełnia wszystko, nawet mnie. Dociera zewsząd, chwyta i unosi mnie na swej fali. Przez te kilka godzin czuję się jej częścią, jestem, który jestem, dotykam świata i się w nim słodko rozcieńczam. Bycie trybikiem to prawdziwa satysfakcja z pracy. Czasem z pola widzenia znika nawet otaczający mnie papier - zastępuje go niewidzialna treść, moje sedno. Moje życie. Praca nie jest do końca bezpieczna. W jej ferworze mogą zamoknąć przeguby. Na szczęście mam dezodorant z 24-godzinnym systemem antyprespiracyjnym i czuję się zupełnie bezpieczne. Przy okazji, czuję się świeżo przez cały dzień. Nie ryzykuję też, że moi koledzy z pracy będą wymieniać ironiczne spojrzenia w związku ze stanem moich przegubów. Po pracy wracam do domu. Szybkim krokiem, ze spuszczoną głową, by uniknąć codziennego napięcia i stresu. Nie mogę sobie na to pozwolić, gdyż skończyły mi się tabletki likwidujące nerwy dnia codziennego.

Zdjęcia mojego mieszkania to jeszcze w większości zdjęcia grafiki komputerowej. Zarabiam dużo, więc staram się je wymieniać. Mam już zdjęcia prawdziwych foteli i prawdziwej kuchni z meblami z naturalnego drewna. Noszę się z zamiarem kupna zdjęcia prawdziwego kominka. Jestem młody, mam jeszcze czas by wejść na szczyt drabiny społecznej i móc pozwolić sobie od razu na wszystko. Na stole układam slajdy z obiadem. Mam zupę z naturalnych składników o tradycyjnym i pełnym smaku i wspaniałe spaghetti z naprawdę dużymi kawałkami mięsa. Po obiedzie nie mam właściwie nic do roboty, więc mogę spokojnie pogrążyć się w Informacji. Informacja jest dla mnie nie tylko pracą, ale również moim prawem, obowiązkiem i ulubionym hobby. Kim byłbym bez niej? Czy jest coś warty ktoś, kto nie posiada aktualnej Informacji, ktoś, kto jej nie odbiera i nie przekazuje? Informacja jest przecież esencją życia, jego rdzeniem, matką i strażnikiem. Bez niej człowiek nie jest w stanie żyć, co ja gadam - bez niej człowiek nie żyje - bo jakże żyć bez Informacji? Włączyłem telewizor - zdjęcie najnowszego modelu, z najlepszym dźwiękiem (jak prawdziwym) i obrazem, a co najważniejsze - najszybciej przekazującego ciąg konkretów. Jeżeli było we mnie jakiekolwiek napięcie, to w momencie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych