Wróć do katalogu

SZMARAGDOWA KSIĘŻNICZKA- Rozdział 3: Antonio Jose

Ema jest typową nastolatką o nietypowym imieniu. Jej sytuacja rodzinna również jest orginalna, gdyż zamiast rodziców wychowuje ją wujek- zapalony geograf, który postanawia, że najbliższe wakcaje spędzą na Wyspach Galapagos. Niestety wycieczka nie będ

luminka, opublikowano , 17 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

3. ANTONIO JOSE DE SCURE

Drugą niespodzianką był przewodnik. A raczej długonoga, wysoka przewodniczka o ciemnych kręconych włosach i brązowych oczach. Podeszła do nas ze swoim jakże zniewalającym uśmiechem i zaczęła z radością mówić. Oczywiście po hiszpańsku. Nie zrozumiałam ani słowa. Miałam za to sposobność przyjrzeć się Adrianowi. Wyglądał jak mały chłopiec, który właśnie dostał ogromny urodzinowy prezent. Oczy tak mu się świeciły, że z pewnością oświetliłyby samo piekło. W ogóle nie spuszczał wzroki z naszej nowej towarzyszki. Zdążył zmierzyć ją od stóp do głowy chyba z milion razy zanim podeszła do niego i się z nim przywitała. I wtedy wyglądał jeszcze gorzej. To znaczy lepiej. To znaczy nie wiem jak ale na pewno był bardzo uradowany. Nie szkodzi, że teraz ten wyjazd będzie jeszcze gorszy. To w ogóle nie jest przejmujące kiedy chłopak w którym podkochujesz się od jakiś trzech lat bez żadnych skrupułów pożera wzrokiem inną, ładniejszą od ciebie dziewczynę a ty się musisz temu przyglądać. Świetnie. Po prostu fantastycznie. I to ma jeszcze trwać dwa miesiące! Jestem uodporniona ale chyba nie tak bardzo żeby wytrzymać 62 dni w towarzystwie flirtującej ze sobą a nie długo już pewnie migdalącej się pary. To zdecydowanie będą moje najdłuższe w życiu wakacje. W tym momencie wujek powiedział coś do naszej przewodniczki a to rzuciła się w moją stronę przytulając się i całując w policzek. - Jestem Marielisa- to już było po angielsku- Oprowadzę was po Wyspach Galapagos- Odgarnęła włosy, które opadały jej na twarz a oczy Adriana były wprost przytwierdzone do jej palców kiedy to robiła- Tak się cieszę że jesteś dziewczyną. Będziemy się mogły zaprzyjaźnić przez ten czas który spędzimy razem. Gdybym przez dwa miesiące byłą pod wpływem samego testosteronu to chyba bym zwariowała.- odsunęła się ode mnie No to pięknie. Nawet nie mogę jej nienawidzić bo jest bardzo sympatyczna. Wylądowałam w piekle. Oświetlonym przez oczy Adriana. - Miło mi Cię poznać- wydusiłam z siebie po chwili- Mam na imię Es... - Nic nie mów- Marielisa brutalnie mi przerwała- Wiem, że masz na imię Esmeralda- klasnęła w dłonie- To takie piękne imię. Zawsze chciałam je mieć. Jesteś prawdziwą szczęściarą!- przyglądała mi się wyraźnie czekając na odpowiedź. - Taaak. Może tu to imię jest popularne ale u nas jest ono dość...- Okropne? Za długie? Śmieszne?-...nietypowe. - Nietypowe?- wyglądała na bardzo zdziwioną - Zdajesz sobie sprawę że w Ekwadorze jest prowincja Esmeraldas, a jej stolicą jest miasto o tej samej nazwie? Nie sądzę żeby ktokolwiek z moich przyjaciół miał jakiekolwiek pojęcie o podziale administracyjnym Ekwadoru. Ja też nie miałam do czego się natychmiast przyznałam: - Nie wiedziałam - To już wiesz- Marielisa wyraźnie była zadowolona z tego że to ona poinformowała mnie o tym fakcie- I na pewno jesteś dumna ze swojego imienia. Szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy i choć nie patrzyłam na Adriana wiedziałam że znajduje się teraz w siódmym niebie. - Tak, teraz widzę że to bardzo honorowe imię. Ale przyjaciele mówią do mnie Ema, więc... Nawet nie zdążyłam dokończyć: - Cóż to za dziwny skrót- Marielisa wyraźnie była zdziwiona- Pozwolisz, że ja go nie będę używać? - Jasne. - Też się cieszę. W takim razie ruszajmy. - Ale dokąd? Męski głos Adriana wydawał się być jeszcze przyjemniejszy niż zwykle. Dlaczego muszę przeżywać taką torturę? To chyba dość niesprawiedliwe. Wiem, że jestem bardzo wredną zdzirą, ale taka kara jest zdecydowanie za wysoka. - Zwiedzimy trochę Quito. Nie miałam ochoty na zwiedzanie. Źle się czułam, ale to pewnie dlatego, że znajdowałam się na wysokości prawie 3000 m.n.p.m., bo właśnie na takiej wysokości leżała przepiękna stolica Ekwadoru. Nikt mnie jednak nie pytał o zdanie. Zresztą nie powinnam się dziwić. Przecież to nic nowego. Najpierw odwiedziliśmy cztery kościoły z których najbardziej podobał mi się Carmen Alto. Marielisa twierdziła, że najładniejszy jest San Domingo. Adrian też tak uważał. Następnie zwiedziliśmy osiemnastowieczny uniwersytet i tak samo stary pałac rządowy. Na koniec poszliśmy do siedemnastowiecznej barokowej katedry, w której znajdował się grób Antonio José de Sucre. Antonio José de Sucre żył na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku i był boliwijskim generałem, pochodzenia wenezuelskiego. Był uczestnikiem walk Hiszpanami o wolność Ameryki Południowej. Uznałam, że Antonio José de Sucre musiał być bardzo honorowym człowiekiem. Gdy spojrzałam na jego portret umieszczony nad grobem stwierdziłam, że również był przystojny. Dobra może miał zbyt orli nos i za duże zakola na czole. Tak samo nigdy nie przepadałam za krótkimi kręconymi włosami ale i tak był ideałem. No bo któż by nie chciał faceta, który walczy o wolność ludzi. Z jego życiem na pewno wiązała się jakaś romantyczna historia w której to jego ukochana rzuciła swoje poprzednie życie i oddała się walce wraz z nim. I na pewno zginęli razem, obiecując sobie że będę się zawsze kochać. Gdy spojrzałam na daty stwierdziłam, że Antonio miał zaledwie trzydzieści pięć lat kiedy umarł. Był młody. Nie tak młody jak Joanna D’arc ale i tak za młody by umierać. Zrobiło mi się bardzo smutno. Ja przejmuje się tym że nie podobam się Adrianowi podczas gdy Antonio José de Sucre, miał na pewno o wiele większe problemy. W końcu był generałem, prawda? Codziennie decydował o śmierci bądź życiu setek osób. I na pewno popełnił kiedyś jakiś błąd. I musiał z tym żyć. Mój problem byłby kroplą w oceanie jego problemów. Zrobiło mi się bardzo ale to bardzo przykro. Byłam tak pochłonięta swoim żalem, że nie zauważyłam, że ktoś się zbliża. Wszyscy już dawno odeszli od grobu Antonio, więc od jakiegoś czasu stałam przy nim sama. - Ema, co ty tutaj robisz? Wujek zdecydowanie ma zbyt donośny głos. - Nic - Jak to nic? Sterczysz tu od piętnastu minut i w ogóle nie zwiedzasz katedry, choć wiem jak bardzo lubisz barokowe budowle. A na dodatek masz bardzo zmartwiony wyraz twarzy. Okres ci się zbliża czy co? I zdecydowanie nie był zbyt subtelny. Pokiwałam przecząco głową. - To dlaczego stoisz przed grobem Antonio José de Sucre wpatrując się w jego tablice pamiątkową, z której i tak nic nie rozumiesz bo nie znasz hiszpańskiego? Tego było już za wiele. On się zdecydowanie ze mnie nabijał. Ja się zamartwiam nieszczęśliwym losem młodego generała, a ten erotoman najwyraźniej się ze mnie wyśmiewa. - Wcale mi się nie zbliża okres a nawet jeśli by mi się zbliżał to nie miałoby to żadnego znaczenia bo ja nie miewam humorów w takim przypadku- poinformowałam go uprzejmie- Nie mogę sobie tu po prostu postać i popatrzeć jeśli mam taką potrzebę?- dodałam zaciskając zęby. - Ema... - Żadne Ema. Mam jakiś nakaz zwiedzania tej katedry czy co? Już prawie krzyczałam. - Nie masz- powiedział po czym odwrócił się i zaczął iść w stronę ołtarza. I wtedy zrozumiałam, że popełniłam kolosalny błąd. Wiadomo, że jak tak dalej pójdzie to Adrian i Marielisa będą zajęci wyłącznie sobą a jedyną osobą, z którą będę mogła porozmawiać będzie mój wujek. Jeśli więc wkroczę z nim na wojenną ścieżkę nie będę się miała do kogo odezwać co zapewne skończyłby się moim załamaniem nerwowym. Fakt, że jest seksitą, który wykorzystuje niewinne kobiety wcale nie uleciał mi z głowy jednak nie można się chyba odseparować od kogoś ze względu na jedną wadę. Prawda? Pobiegłam, więc za nim i zatrzymałam go stając na przeciw niego: - Przepraszam. - Za co?- spytał zdziwiony tak jakby to było moje naturalne zachowanie. Ale nie jest. Chyba. - Za to że zachowałam się tak..- zabrakło mi słów. Spojrzałam w podłogę która jednak nie chciała mi powiedzieć jak się zachowałam a przecież wszystko słyszała-...arogancko. - Niech ci będzie- kąciki ust wujka podjechały do góry- ewentualnie mogę Ci wybaczyć. Oczywiście wiedziałam że to kpina. Nawet nie był na mnie zły. Postanowił jednak wykorzystać moją chwile słabości: - Więc dlaczego? - Co dlaczego? - Stoisz i gapisz się na portret Antonio José de Sucre? - Och, to- zaczęłam znów spoglądać w podłogę, która tak jak ostatnio zawiodła mnie nie dając żadnej podpowiedzi- ja tylko tak... Bo co ja mu miałam powiedzieć? Że moje podobno twarde jak kamień serce miało chwile wrażliwości i użalałam się nad losem faceta który umarł prawie 200 lat temu. To nie byłoby inteligentne posunięcie. Zanim jednak zdążyłam wymyślić coś innego usłyszałam chichot wujka: - Wiesz rozumiem, że możesz uważać tego pana za przystojnego, ale na tym portrecie ma już koło trzydziestki a ty powinnaś interesować się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych