SZMARAGDOWA KSIĘŻNICZKA- Rozdział 4: Woda utlenion
Ema jest typową nastolatką o nietypowym imieniu. Jej sytuacja rodzinna również jest orginalna, gdyż zamiast rodziców wychowuje ją wujek- zapalony geograf, który postanawia, że najbliższe wakcaje spędzą na Wyspach Galapagos. Niestety wycieczka nie będ
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
4. WODA UTLENIONA, CUY, TORNQUITO I INNE OHYDZTWA
Kiedy doszliśmy do hotelu byłam kłębkiem nerwów. Nie mogłam nawet spojrzeć na Adriana gdyż bałam się, że wyczyta coś z mojego wzroku. Naturalnie mógł już o wszystkim wiedzieć i całe to unikanie było bez sensu. Jednak cały czas miałam nadzieje. W najgorszych momentach przypominałam sobie, że przecież w samolocie pytał mi się o jakiegoś chłopaka, więc może żyje w błogiej nieświadomości tego, co się dzieje w moim sercu, kiedy z nim rozmawiam albo, kiedy go widzę. Hotel, do którego doszliśmy był bardzo ładny. Gdy weszliśmy do środka moim oczom ukazał się dość duży hol z ładną białą posadzką. Z lewej strony były stoliki i kanapy a z prawej recepcja. Zgadnijcie gdzie mnie posłano. Nie miałam jednak tego nikomu za złe. Od dłuższego czasu marzyłam żeby gdzieś wygodnie usiąść i odpocząć. Czerwone kanapy, mimo że były bardzo komfortowe to miały tak niskie oparcia, że gdy się oparłam moje oczy spoglądały prosto na sufit. Postanowiłam jednak nie narzekać. Lepsze to niż nic. A zresztą wszystko wskazywało na to, że są to ostatnie komforty biorąc pod uwagę następne dwa miesiące. Ledwo zamknęłam oczy poczułam, że ktoś siada obok mnie. Nie musiałam nawet otwierać oczu żeby wiedzieć, kto to jest. Perfumy Adriana są bardzo charakterystyczne. Postanowiłam zostać w takiej pozycji, jakiej byłam. Z mocno zamkniętymi oczami. W końcu wujek mówił, że z mojej twarzy można wyczytać wszystko jak z książki. Zacisnęłam oczy i usta jeszcze bardziej. Adrian chrząknął. - Odpoczywam- powiedziałam w miarę spokojnie - Możesz to robić rozmawiając ze mną- usłyszałam w odpowiedzi A więc nici z udawania. Otworzyłam oczy i natychmiast napotkałam świdrujący wzrok Adriana. Chciałam umrzeć. Odwróciłam głowę w stronę stolika i zobaczyłam, że leży tam jakaś gazeta. Ostatnia deska ratunku! Wzięłam ją i otworzyłam na pierwszej stronie udając zainteresowanie. - Ema, co ty robisz?- usłyszałam od razu. - Nie widzisz? Czytam gazetę. To było bardzo głupie posunięcie. Gazeta była po hiszpańsku. Nie ja jedna zdałam sobie z tego sprawę. - A od kiedy ty znasz hiszpański?- Adrian wziął mi z rąk gazetę i rzucił ją z powrotem na stolik- Czy ty mnie unikasz? Oczywiście, że tak. - Nie. Dlaczego ja miałabym Cię unikać? Bo szaleńczo mi się podobasz i nie chcę żebyś się zorientował. - To mnie właśnie zastanawia. Błagam niech go już nic nie zastanawia! Znowu spojrzał na mnie tym przenikliwym wzrokiem a ja czułam, że robię się tak czerwona jak kanapa, na której siedzieliśmy. Natychmiastowo podniosłam rękę żeby zasłonić, choć część mojej twarzy. Jednak w chwili, gdy to robiłam Adrian chwycił moją rękę, przez co przeleciał mnie bardzo przyjemny dreszcz, po czym powiedział: - Ema ty krwawisz. Spojrzałam na wnętrze prawej dłoni i faktycznie zobaczyłam niewielkie przecięcie, z którego wydostawało się trochę krwi. Od razu przypomniałam sobie, że Adrian trzyma moją rękę, więc natychmiastowo ją wyrwałam. Spojrzał na mnie zdziwiony. - To boli- perfidnie skłamałam Ze zdumieniem zdałam sobie sprawę z tego, że znów bierze moją dłoń. - Nic mnie nie obchodzi, że tak mówisz, bo to nie prawda- odparł najnowszy wykrywacz kłamstw- Muszę to obejrzeć. Dlaczego zadaje się z ludźmi, którzy wiedzą, kiedy kłamię? - A właśnie, że boli- może tym razem uwierzy? - Ema czy ty mnie masz za kompletnego idiotę?- OBOŻE. Skąd ja znam te słowa!? Słyszę je drugi raz w tym samym dniu.- Przed minutą w ogóle nie wiedziałaś, o istnieniu tej małej ranki. - Ale teraz wiem i boli- powiedziałam bardzo stanowczym głosem po raz drugi wyrywając dłoń z jego ręki. - W takim razie musimy to polać wodą utlenioną. Zamarłam. Woda utleniona to mój najgorszy wróg od czasów dzieciństwa i Adrian bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Milion razy nabijał się ze mnie, że jestem pod tym względem niemożliwa. Teraz na jego twarzy też gościł figlarny uśmiech. Na mojej raczej żałosny. - Wiesz- mruknęłam dość przestraszonym głosem- już mnie nie boli. - Tak myślałem, że to będzie miało zbawienny wpływ.- powiedział, po czym zaczął szperać w swoim plecaku- Nie zmienia to jednak faktu, że ta rana kwalifikuje się do zdezynfekowania. - Wcale się kwalifikuje- odparłam bardzo, ale to bardzo przestraszonym głosem. Adrian nic nie odpowiedział tylko dalej przeszukiwał swój plecak. Po chwili wyciągnął z niego apteczkę a z apteczki... - Ema to tylko woda utleniona- powiedział, gdy zobaczył, że na mojej twarzy maluje się bezgraniczna rozpacz. Nie widziałam mojej twarzy, ale wiedziałam, że tak na pewno jest. WODA UTLENIONA. Te dwa słowa zdawały odbijać się echem w moim mózgu. Właściwie to nie wiem, dlaczego się jej tak boje. A właściwie wiem. Na samą myśl o tym dziwnym przeszywającym każdą komórkę bólu robiło mi się słabo. Gdy Adrian zaczął odkręcać butelkę, w ciągu sekundy znalazłam się na drugim końcu dość długiej kanapy. - Ema- Adrian wydawał się naprawdę rozbawiony- Co ty znowu robisz? - Uciekam od ciebie.- wydyszałam, bo brakowało mi tchu. Widok cudownej buteleczki sprawiał, że wysiadałam na tle nie tylko psychicznym, ale i fizycznym. Spojrzał na mnie zdziwiony. - Teraz przynajmniej wiesz, dlaczego- zaczęłam się przesuwać, co raz dalej, podczas gdy Adrian zaczął się przybliżać- Dopóki trzymasz w ręce to narzędzie tortur nie zbliżę się do ciebie na odległość mniejszą niż dwa metry- w moim głosie było słychać istną panikę. Adrian zrobił dwa duże kroki, dzięki czemu był już prawie przy mnie. Gdy zdałam sobie z tego sprawę byłam tak przerażona, że zaczęłam no cóż... uciekać. I to dość szybko. Tak wiem, że to śmieszne, ale zapewniam was, że gdyby na przykład położyć przed nosem pająka osobie, która się ich boi zrobiłaby to samo. Ja po prostu mam głupią fobie i nic na to nie poradzę. Pająków się za to nie boję. Wpadłam w jakiś korytarzyk, który okazał się ślepym zaułkiem. Gdybym miała siekierę na pewno zaczęłabym się przebijać przez ścianę, do której teraz byłam przytwierdzona plecami i patrzyłam jak Adrian powoli i z ogromną satysfakcją na twarzy zbliża się do mnie trzymając w ręku... No zgadnijcie, co. Korytarzyk był dość wąski jednak mogły się w nim minąć dwie osoby. W głowie zaczął mi świtać plan. Kiedy Adrian podejdzie przemknę się z jego prawej strony i pobiegnę w stronę holu, z którego na pewno ucieknę mu bez problemu. Jednak mój prześladowca przewidział ten ruch. Kiedy był już na tyle blisko żebym mogła wprowadzić mój plan w życie przesunął się dokładnie w moje prawo a swoje lewo, barykadując mi w ten sposób drogę i na dodatek przygważdżając mnie do muru. Oparł się rękami o ścianę a między nimi znalazłam się ja, co totalnie odcięło mi drogę jakiejkolwiek ucieczki. - Zdaje się, że teraz nie masz wyjścia- powiedział cichym, ale triumfującym głosem - A właśnie, że mam- ja oczywiście nie byłam zbyt cicha. Schowałam dłonie za własnym ciałem i mocno przycisnęłam je plecami do ściany. Adrian uśmiechnął się i szepnął do mi do ucha: - Myślisz, że sobie z tym nie poradzę? Już nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Strach zabił we mnie jakiekolwiek uczucia do Adriana, ale chyba nie na długo, gdyż, gdy praktycznie dotknął ustami mojego ucha myślałam, że zgłupieje. Czułam się tak jakby było 50 stopni. Zrobiło mi się strasznie gorąco. Adrian był zdecydowanie za blisko. Utkwiłam wzrok w butach. Jestem dość wysoka, bo mam ponad metr siedemdziesiąt, ale Adrian przewyższa mnie o około dziesięć centymetrów, więc moja poza dała mu sposobność do oglądania czubka mej głowy. Przez chwile nie wiedziałam, co się dzieje, bo właściwie nic się nie działo. Staliśmy bez ruchu i nie było słychać niczego. No oprócz bicia mojego serca, bo tak waliło, że głuchy by usłyszał. Pomyślałam, że nie tylko z mojej twarzy można czytać jak z książki, ale i z całego ciała! Żywiłam słabą nadzieje, że on pomyśli, że to ze względu na strach a nie na niego. Właściwie to już sama nie wiedziałam, od czego tak się czuje. Adrian i woda utleniona to była zdecydowanie wybuchowa mieszanka. Która sprawiła, że nie mogłam się ruszyć! Świetnie. W filmie sensacyjnym tacy ludzie jako pierwsi trafiają do kostnicy. W tym momencie Adrian się poruszył. Cały czas wpatrywałam się w buty, kiedy zobaczyłam, że głowa Adriana znalazła się pod moją a on wpatruje mi się w twarz. Szybko podniosłam głowę do góry, co było ogromnym błędem, bo on zrobił dokładnie to samo, ale był już na tyle, blisko, że gdybym chciała znów spojrzeć w dół to uderzylibyśmy się czołami. Gdyby wujek powiedziałby mi, że się żeni to bym w to nie uwierzyła. Ale z pewnością uwierzyłabym w to prędzej niż w to, co się stało w momencie, kiedy drugiego lipca stałam podparta do ściany w małym korytarzyku w hotelu La Paz. No, więc powiem wprost. Adrian mnie pocałował. Tak pocałował mnie! Mnie: Pulchną dziewczynę z głupimi pomysłami i okropnym charakterem. Co prawda nie nazwałbym tego prawdziwym całowaniem, ale sam fakt, że nasze usta złączyły się na więcej niż na sekundę był zadowalający. Przez chwile byłam w siódmym niebie. Ale tylko przez chwile. Oczywiście tak mnie ten pocałunek zdziwił, że zapomniałam o swoich dłoniach i kiedy oderwałam je od ściany on wykorzystał okazje i w momencie, kiedy jeszcze mnie całował wylał na mą dłoń pół butelki wody utlenionej. Kiedy oderwał się od moich ust chwycił tę nieszczęsną dłoń, pocałował jej wnętrze dokładnie w miejscu gdzie była rana i spytał z uśmiechem: - Bolało? I wtedy znów zaczęłam myśleć logicznie. Gdyby ktoś uderzył mnie pięścią w twarz to zapewne bolałoby mnie mniej niż teraz. I wcale nie chodzi mi o rękę. Adrian pocałował mnie tylko, dlatego, żebym zapomniała o tym, że polewa mą dłoń wodą utlenioną. Czułam się totalnie upokorzona. Dlatego odpowiedź była krótka: - I to bardzo. Odepchnęłam go z całej siły i ruszyłam bardzo szybkim krokiem w stronę holu. Usłyszałam jak mówi: - Ema Ale to zamiast zwolnić tylko mnie przyspieszyło. Co ja mówię po prostu zatkałam sobie uszy i zaczęłam biec. Biegłam tak szybko, że nie zauważyłam wujka, który właśnie wszedł w mały korytarzyk i z całym impetem w niego uderzyłam. On się nawet nie zachwiał a ja zaczęłam upadać na podłogę. No, ale wujek ma refleks. Złapał mnie i w ciągu sekundy przywrócił do pionu. Potem spojrzał na mnie a po chwili na zbliżającego się Adriana i spytał: - Co tu się dzieje? Kelnerka mówiła, że widziała kogoś wbiegającego tu i domyśliłem się, że chodzi o was. W korytarzu panowała grobowa cisza. - No, więc?- wujek najwyraźniej nie zamierzał nas puścić bez słowa wyjaśnień. Postanowiłam sama coś powiedzieć zanim Adrian palnie coś głupiego. - Bawiliśmy się w ciuciubabkę. Znów bezczelnie zełgałam. No, ale co miałam powiedzieć? Och wujku jak wiesz boję się wody utlenionej i z tej racji Adrian postanowił mnie pocałować żebym tak nie odczuła bólu. Tak, tak dobrze słyszysz ludzie całują mnie z litości. Mówi się, że kiedy ktoś kłamie to widać to w jego oczach. Jestem dogłębnie przekonana, że zawodowi kłamcy nie mają tego problemu i mogą
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil luminka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…