Wróć do katalogu

Szpony śmierci - Najemnik wolności

Moje 17 stronnicowe opowiadanie napisane na podstawie gry fallout. Akcja toczy się w Polsce.

Mosillo, opublikowano , 38 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Szpony śmierci Najemnik wolności

Czy wyobrażasz sobie życie, w którym wszystkie zdobycze cywilizacji zostały stracone? Czy potrafisz wyobrazić sobie głód i cierpienie milionów? Czy świat, w którym liczą się jedynie twoje instynkty jest pożądanym stanem? Największe umysły jakie nosiła matka ziemia pracowały nad technologią, która miała zapewnić pokój i bezpieczeństwo całemu społeczeństwu. Utopijne idee obróciły się jednak przeciwko ludzkości. Broń jaką posiadały rządy Stanów Zjednoczonych i Kanady już w 1931 roku zapoczątkowała prawdziwą apokalipsę. Pierwszy raz została zrzucona w 1941 na Japońskie miasto, Hiroszimę. Spowodowała śmierć około 80 tysięcy mieszkańców, nie licząc zgonów objętych chorobami popromiennymi. Jednak te doświadczenia nie pohamowały ludzi, i dalej udoskonalali swój wynalazek. W roku 1946 wybuchła zimna wojna. Dwa potężne mocarstwa Stany Zjednoczone i Rosja prowadziły nieustanny wyścig zbrojeń. Każde z nich chciało być potęgą i rządzić światem. Ale nie myślcie o jakichś spiskach. Po prostu chciwość zaprowadziła nas na manowce. Najbardziej przełomowym okresem w dziejach całej ludzkości stał się rok 1992. Właśnie wtedy amerykański plan zniszczenia Rosji doczekał się realizacji. Czterdzieści dwie głowice nuklearne opuściły swoje stanowiska, i ruszyły głównie w stronę Moskwy, Jakaterynburga i Nowosybirska. Ta także posiadała własne rakiety atomowe, których bez wahania użyła. Znaczna ich część została odparta, lub przekierowana, tak aby uderzyły gdzie indziej. Wiele z nich dotarło jednak do celu, niszcząc Waszyngton, Chicago, Filadelfię, i wiele innych. Mniej dotkniętym kontynentem była Europa, chodź tam również spadło kilka głowic, głównie tych przekierowanych przez USA. Cztery uderzyły w Niemcy, dwie w Szwajcarię, trzy w Austrię, i jeszcze cztery w Polskę. Na nieszczęście tego ostatniego państwa, jedna eksplodowała nad stolicą, Warszawą. Cały świat pogrążony był w chaosie. Wybuchały zamieszki, a rządy chyliły się ku upadkowi. W roku 1996 nad całą Europą zapanowała totalna anarchia. Siedem lat później okazało się, że świat próbowały nieudolnie odbudować dwie siły wykształcone z poprzednich systemów. Obie chciały zaprowadzić porządek za pomocą pocisków i tyranii. Na terenie Ameryk, północnej i południowej funkcjonowała Enklawa pod rządami prezydenta Edena. Z kolei w Azji ukształtowała się organizacja zwana Sildrat. Obie działały dyskretnie. Posiadały własne wojsko, a Technologia jaką dysponowały była inna niż ta znana sprzed nuklearnej apokalipsy. Prawdopodobnie jej projekty były długo ukrywane, i większość patentów opracował sam Nikola Tesla. Sildrat chcąc powiększyć swoje wpływy na świecie, w 1998 roku zaczął prowadzić działania wojenne na terenie Europy wschodniej. Wszystko zaczęło się od Ukrainy i Białorusi, które zdołał przejąć w zaledwie trzy lata. Potem, czyli 2001 roku wkroczył do Polski. W Warszawie i reszcie kraju ludzie próbowali wiązać koniec z końcem. Większość schowała się w starych bunkrach, podziemnych parkingach i metrze. Najsilniejszą zorganizowaną, grupą partyzancką byli Wyzwoleńcy, ale istniały jeszcze dwie, Grzmot i Bojowcy. Wszystkie trzymały przyjazne stosunki między sobą. Nie zależało im na władzy, a raczej na zjednaniu ludzi ku odbudowie porządku. Wyzwoleńcy mieli swoją siedzibę na stacji metra, przy Placu Wilsona. Siedzieli tam zabunkrowani i rzadko kiedy wychodzili na powierzchnię. Jeżeli już to po żywność i lekarstwa. Dzień, w którym zmienić się miało oblicze kraju wypadł na 9 września. Wtedy, wieczorem wielu Wyzwoleńców przesiadywało w jadalni utworzonej przy trzecim peronie. Stało tam szesnaście okrągłych stolików. Wszystkie miały po cztery krzesła i na każdym ktoś siedział, popijając kufel piwa. Przy ladzie stał barman, a za nim radio-odbiornik, który ciągle nadawał nielegalne audycję radia Rebelia. Stacja radiowa była w posiadaniu Grzmotu. Zasięg fali obejmował niestety tylko miasto i okolice. Równo o godzinie 20:14 pojawiły się zakłócenia. Ludzie wstali z krzeseł i zbliżyli się do radia. Z odbiornika zaczęły dochodzić czyjeś głosy, jakiegoś człowieka. -Uwaga! Komunikat do pozostałych partyzantów w Warszawie. Sildrat zaatakował. Powtarzam, Sildrat zaatakował. Osoby cywilne słuchające tego ogłoszenia, które nie mają schronienia prosi się o wstąpienie do pobliskich organizacji partyzanckich. Wojska Sildratu zjawią się w stolicy za trzy dni. – komunikat ciągle się zapętlał. -Co teraz? – zapytał Alan, najmłodszy z Wyzwoleńców. -Będziemy walczyć! - odpowiedział ktoś z tłumu ludzi. -Może trochę przystopuj. Poćwiartują cię na kawałki zanim wyciągniesz pistolet z kabury! – powiedział stanowczym tonem Olek. -No to co? Wolę zginąć w walce, niż w tym zabunkrowanym metrze – odparł stanowczo. -Ale, cholera, musi być jakieś inne wyjście! – krzyknął Olek. -Jakie?! – zapytał głos. -Gdybym wiedział to dawno ruszyłbym tyłek! – rzekł. - Zwołamy radę. Alan, Czarny, Kobalt i Żmija, stawcie się za dwie godziny w mojej siedzibie. Reszta niech czatuje przy głównym wejściu. Jeżeli ktoś będzie chciał wejść, i schronić się, to go wpuścicie. W prawdzie Wyzwoleńcy nie mieli jako takiej struktury, ale rolę duchowego przywódcy pełnił właśnie Olek. To on motywował ludzi do działania, i niepoddawania się. Teraz kiedy wszyscy powrócili do stołów, nie było słychać głośnych rozmów, a jedynie szepty i dyskusję na temat ostatnich wieści. Olek odstawił swój kufel na bar, zabrał kamizelkę, a następnie udał się do swojej siedziby. Usiadł przy biurku, i zapalił lampkę naftową. Wyjął z szuflady stary album, ze zdjęciami swojej rodziny. Oglądał żonę Julię i dwie córki Sandrę, oraz Anielę. Od dawna ich nie widział, bo w dzień kiedy na miasto spadła bomba, zniszczyła wszelkie zabudowania, w tym jego rodzinny dom. I choć nadzieja na to, że gdzieś żyją zdała się powoli wygasać, on sam czekał na ich powrót. Kiedy ze łzami na oczach skończył kartkować dziesiątki stron albumu, do pokoju wszedł Alan. Widząc po raz pierwszy zapłakanego kumpla, nie wiedział jak ma się zachować. Wziął, drugie krzesło, usiadł na nim i złapał Olka za ramię. -Stary, daj spokój, to już było. Teraz jesteśmy tu i musimy sobie jakoś radzić- pocieszał go. -Dzięki. Nie powinienem zachowywać się jak mały dzieciak- odłożył album do szafki, przecierając oczy i pociągając nosem, ale po krótkiej chwili znów zaczął płakać. -Dobra, posiedź jeszcze chwilę. Ja idę po resztę chłopaków. Alan wyszedł i po kilkunastu minutach przyprowadził Czarnego, Żmiję, oraz Kobalta. Na szczęście Olek zdołał się w międzyczasie pozbierać. -Siadajcie – poprosił. Na razie wiemy, że mamy problem. Duży problem – powiedział wyjmując plan miasta na stół. Jeszcze dzisiaj trzeba okopać ulice Mickiewicz i Krasińskiego – wskazał palcem. Najprawdopodobniej w tamtym miejscu nastąpi atak. To jednak nie wszystko. Nie wiem ilu żołnierzy liczy sobie Sildrat, ale nas, nie licząc matek i dzieci jest dwustu, a to stanowczo za mało. Zorganizujemy wszystkie oddziały partyzanckie tutaj, na Placu Wilsona. Myślę, że wtedy będzie nas około tysiąca, a to wciąż nie wystarcza. Teraz czekam na wasze propozycje. Wszyscy popatrzyli na siebie wzajemnie z zakłopotaniem. Pierwszy odezwał się Alan. -Przecież przybędą jeszcze ludzie z pobliskich wsi i miast, którzy też dostali komunikat- oznajmił. -Nie przybędą - odpowiedział Olek. – Nie dostali takiego polecenia. -Więc wydajmy im go – zaproponował Alan. -To dobry pomysł. Potrzebujemy do tego radiostacji od grupy Grzmot. Z tym raczej nie będzie problemu, ale ma ona zasięg tylko na miasto i okolice. Niezbędna jest też dobra antena, abyśmy mogli puścić sygnał na cały kraj. -Można ją zdobyć ze starej rozgłośni radiowej RMF – powiedział Czarny. -Tamte rejony miasta są niebezpieczne – rzekł poważnym tonem Olek. - O ile mi wiadomo stacja RMF jest przejęta przez bandytów – ostrzegł. -Dobrze jej strzegą – dodał Kobalt. Teraz wszyscy znów popatrzyli na siebie, tak jakby zaraz miała paść ostateczna decyzja. I nie mylili się. -Kto zgłasza się tam pójść ze mną i jeszcze kilkoma chłopakami? Potrzebuję jednego z was – powiedział Olek spoglądając na przyjaciół. -Ja pójdę – zgłosił się bez wahania Alan. -Dobra. Czarny i Kobalt zajmiecie się pracą przy okopywaniu dróg. Zaczynacie za dwie godziny. Do nocy ma to być skończone. Ty Alan znajdź trzy chętne osoby do akcji. Za godzinę ruszamy po antenę. Ja znajdę kilku ochotników, którzy pójdą do Grzmotu i Bojowców, aby ich tutaj sprowadzić. – Do dzieła – zmotywował wszystkich optymistycznym tonem! Teraz każdy zajął się swoim zadaniem. Po kilkunastu minutach na zewnątrz ludzie już pracowali, układając z gruzów, śmieci i zniszczonych maszyn barykady. Godzinę przed zmrokiem ulica Mickiewicza, oraz Krasińskiego były obudowane. Alan również się pośpieszył i znalazł trzech ochotników. Równo o północy Olek, Alan, Kacper, Michał i Patryk spotkali się przed wejściem do metra. Ubrali kamizelki, zabrali narzędzia, karabiny, oraz granaty. Noc była zimna. W powietrzu unosił się pył i słychać było gwizd wiatru. -Dobra panowie! Przed nami trudne zadanie – rzekł Olek, a z ust wydobywał mu się biały dym, od mrozu jaki panował na zewnątrz. - Nie wiem czy uda nam się przedostać do punktu zero, ale musimy cały czas ze sobą kooperować. Ruszymy ulicą Mickiewicza, następnie w prawo, wzdłuż Słomińskiego. Kiedy dojdziemy do ronda, wkroczymy na teren bandytów, wtedy musimy uważać, aby nas nie zobaczyli. Potem obmyślimy co robić dalej – oznajmił. - Gotowi?! – zapytał żwawo. -Gotowi! – potwierdził oddział. -Idę na szpicy, Alan za mną. Reszta kryje. Niech Bóg ma nas w opiece. Ruszamy! – pocałował mały krzyżyk, który zawsze nosił na szyi. I tak pobiegli, wzdłuż ulicy Mickiewicza, przedzierając się, przez sterty gruzów i śmieci. Po chwili znaleźli się na Placu Inwalidów. -Uwaga chłopcy. Wkraczamy na otwarty teren – oznajmił Olek zatrzymując oddział. – Kacper zgaś papierosa! – kazał. - Biegniemy na drugą stronę w szeregu. Na trzy. Raz… dwa… trzy! Przedostając się przez plac wkroczyli na ulicę Słomińskiego. Teraz nie mieli już osłony w postaci zburzonych blokowisk, a jedynie parkingi i wysokie trawy przez które musieli się przeczołgać. Ubrudzeni błotem wyszli na rondo. Tam schronili się pod przystankiem, aby omówić dalszą przeprawę, ale w oddali spostrzegli zbliżające się światła. -Padnij! – krzyknął Olek i wszyscy zrobili tak jak kazał – Bandyci! -Patrolują teren – dodał Patryk. -Tak. Nie przedrzemy się tędy. Popatrzcie, dwóch snajperów na budynkach. Tam i tam – wskazał Alan. -Jak nazywa się ta ulica? - zapytał Michał. -Jana Pawła II – odpowiedział Olek rozglądając się na wszystkie strony. -Pod nią jest sieć kanałów ściekowych – poinformował Michał. - Tam jest studzienka, widzicie? – pokazał palcem. -Okej, idziemy kanałami - postanowił Olek. - Ale zaczekajcie. Niech ten patrol się oddali. Biegniemy na trzy do włazu – rzekł, gdy bandyci zniknęli z zasięgu wzroku. - Raz… dwa… trzy! – i popędzili, tak jak kazał Olek. Kacper wyciągnął łom i odsunął klapę studni. Teraz, kiedy już wszyscy zeszli drabinką na dół, poczuli dużą ulgę. Tak czy inaczej woleli zachować ostrożność i szli powoli skradając się przy ścianach. Kiedy dotarli do pierwszego rozwidlenia usłyszeli głosy. -Ktoś tam jest! – szepnął Patryk. -Alan wyjrzyj – rozkazał Olek, i Alan uchylił wzroku. – Widzisz ich? – zapytał. -Jest dwóch. Słabo uzbrojeni – odparł po cichu, a nogi mu drżały. -Dobra, nie ryzykujemy. To ma być cicha misja. Mam tutaj eter. Alan weź jedną próbówkę. Zajdziemy ich od tyłu. Reszta czekać! – Olek podał Alanowi buteleczkę. Alan wziął środek usypiający i zaraz za Olkiem niczym myszy obeszli bandytów. Na znak, złapali ich, zatykając usta trucizną. Minęła dosłownie chwila, jak bandyci upadli na ziemię, mdlejąc. Po tym wszystkim odciągnęli ich na bok w zaułek. -Dobra to powinno uśpić ich na kilka godzin. Idziemy! – rzekł Olek Szli, i szli korytarzami, które co jakiś czas rozchodziły się na boki. Poza tym nic tu się nie zmieniało, w około tylko betonowe ściany, oraz płynące ścieki pod nogami. Po kilkunastu minutach natrafili na wyjście. -Alan, wejdź tam i sprawdź czy nikogo nie ma. Acha, weź ten peryskop - powiedział Olek podając mu przyrząd. -Czysto, wychodzimy! – Alan odsunął właz i jeden po drugim wyszli na zewnątrz. -Gdzie dokładnie jesteśmy? – zapytał Michał. -Na Świętokrzyskiej – poinformował Patryk. Patrzcie tam, po drugiej stronie jest nasz cel – wskazał. -Wygląda na dobrze chroniony – odparł Olek. -Ta! Dwóch snajperów w oknach i dwa CKM’y przy wejściu – zauważył Michał. -Patrzcie, z przeciwnego budynku ciągnie się jakiś drut na dach rozgłośni – spostrzegł Kacper. -Możemy po nim zjechać – zaproponował Olek. – Wchodzimy na dach tego budynku, a potem zjedziemy po tym drucie. Dobra biegniemy, po cichu. Oddział niepostrzeżenie przedarł się do budynku. Już biegli w górę klatką schodową, mijając drzwi opuszczonych mieszkań. Gdy dotarli na dach, mieli oko na całą okolicę, ale nie było czasu aby się rozglądać. Alan podzielił swój sznur na cztery części, a potem każdy zjechał za pomocą niego na dach sąsiedniego budynku. -Jesteśmy u celu. Pozostało nam znaleźć antenę. Idę przodem. Reszta niech mnie kryje – rozkazał Olek. I tak zeszli piętro niżej penetrując je. Światło w korytarzu było zapalone. A z niższych pięter dochodziły odgłosy rozmów. Idąc przed siebie sprawdzali każdy pokój. Najpierw nasłuchując czy jest pusty. Te piętro okazało się nie mieć żadnych tajemnic. Zeszli jeszcze niżej, tym razem szybem wentylacyjnym. Prowadził on do pokoju, gdzie grupa bandytów, grała w pokera popijając whisky. -Cisza, nie ruszajcie się. Widzę pięciu – powiedział Olek. -Co robią? – zapytał Kacper. -Chyba grają w karty. Nie są uzbrojeni. Musimy ich zlikwidować. Do góry już nie możemy wrócić. -Jak mamy to zrobić? Jeżeli zaczniemy strzelać to nas usłyszą – ostrzegł Patryk. -Wiem – powiedział Alan – Olek masz jeszcze butelkę eteru? – zapytał. -Ta – odparł -To mi ją daj. -Trzymaj – rzekł Olek podając środek Alanowi. Alan specjalizował się w tworzeniu improwizowanych ładunków wybuchowych. Wyjął granat dymny, odkręcił go, a potem wlał do środka eter. -Jesteś genialny – pochwalił go Olek. – Zakryjcie usta ubraniem. Gotowi? -Tak – potwierdziła drużyna. -Alan rzucaj! – rozkazał Olek Granat wybuchł w mgnieniu oka i zadymił cały pokój, a pijani bandyci, zanim dobiegli do klamki udusili się. -Dobra wyskakujemy! - krzyknął, i wszyscy wyskoczyli z szybu, wybiegając pędem z pokoju. -Popatrzcie tam są drzwi do studia – spostrzegł Alan. -Chodźmy – kazał Olek. Alan po woli otworzył je, a reszta drużyny wczołgała się do środka. Po woli przemieszczali się między różnymi półkami, oraz regałami z taśmami. Patryk po cichu wychylił głowę za blat i zobaczył stanowisko dla radiowca. Po drugiej stronie, za szybą stała antena. -Widzę ją! – krzyknął Patryk. -Co widzisz? – zapytał Alan. -Antena. Tam! – wskazał. -Ok bierzemy – rzekł Olek i złapał antenę, ale ona ani drgnęła – cholera, przymocowana. Alan znajdź jakąś dźwignię. Wyważymy ją. Alan wziął od Kacpra łom, i kiedy chciał podać go Olkowi, przez drzwi wpadł pijany człowiek, a za nim dziesięciu innych uzbrojonych po zęby ludzi. -No proszę, proszę! Góra przyszła do Mahometa – rzekł charczącym głosem łysy facet ze spluwą w dłoni, mierząc do Olka. – Panowie Wyzwoleńcy – dodał. -Bez paniki! – powiedział Olek, chcąc uspokoić sytuację. -Zabrać ich. Do celi! – krzyknął bandyta i w tym momencie Alan wyjął pistolet, po czym oddał dwa niecelne strzały w kierunku łysego gościa, ten zrobił groźną minę i zabił Alana jedną kulą. Wszyscy spojrzeli na upadającego młodzieńca, ze łzami w oczach. Potem ktoś im zabrał broń, następnie skuł dłonie, po czym zaciągnął do piwnicy. Zostali wrzuceni do ciemnego, śmierdzącego i wilgotnego pokoju. Olek oparł się o ścianę i złapał się za głowę. -Co to miało, kurwa być?! – krzyknął wściekły Patryk. -Zapłacą za to skurwiele – powiedział Kacper groźnym głosem uderzając ręką o ścianę. -Co teraz będzie? – zapytał Olek. -A bo ja wiem. Zgnijemy tutaj – odrzekł Michał. -No to pięknie – odparł Kacper siadając pod ścianą. Byli tak w tej celi około godzinę, po czym ktoś otworzył drzwi. -Który to Olek? – zapytała postać ostrym głosem, ale nikt nie odpowiedział. – KTÓRY TO OLEK? – krzyknął ile sił w gardle, ale teraz też nikt się nie odezwał, więc wyjął pistolet. W tej sytuacji Olek wstał i podszedł do niego. Nieznany bandyta złapał go za ramię, a następnie zaprowadził do pokoju, gdzie na środku stało biurko. Za nim siedział ten sam łysy facet, który zabił Alana. Olek nie starał się wyrywać tylko spokojnie usiadł na krześle. -Pan Olek. Witam, witam! – powiedział z drwiną. – Czemu zawdzięczam tak wspaniałego gościa? – postawił pytanie. -Zabiłeś Alana. Jesteście pieprzonym gównem! – stwierdził odważnie Olek. -Alana? Tak miał na imię? Cóż, szkoda. Mógł się zastanowić zanim wyciągnął broń – rzekł łysy mężczyzna. -Potraficie tylko zabijać! -To ostre słowa, ale w rzeczywistości nie różnimy się tak bardzo. Wy strzelacie kiedy musicie. My robimy dokładnie to samo – powiedział. -Ale w imię innych idei. -Idei? Jakich idei?! To właśnie przez takie idee ten świat jest zrujnowany, przez rządze zmiany na lepsze. Czyż bomby, które zrujnowały ziemię nie miały służyć pokojowi?! My siedzimy na swoim terenie, a wy chcecie go nam odebrać, więc się bronimy. -Niedługo nie będziecie się mieli jak bronić! – ostrzegł Olek. -A to niby dlaczego? – zapytał mężczyzna. -Sildrat nadchodzi od wschodu i zmierza do Warszawy – ostrzegł Olek. -Starasz się mnie wrobić? – zmarszczył się. -Włącz radio. Łysy człowiek poprosił, aby przyniesiono radio, i tak się stało. -Ustaw na falę 19 – kazał Olek i kiedy bandyta tak zrobił słychać było ostrzegawczy komunikat. -Cholera! Ale… dlaczego tutaj przyszliście? -To proste. Po antenę! Gdybyśmy ją mieli moglibyśmy puścić ten komunikat na cały kraj, aby go zjednoczyć – powiedział Olek. -Czy was do końca powaliło. Trzeba było od razu o tym mówić! – powiedział roztargnionym głosem bandyta. -Jak? Gdybyśmy próbowali, to zabilibyście nas, jak Alana. Bandyta popatrzył niepewnym wzrokiem na Olka. -Jestem Juri – przedstawił się. - Pomożemy wam – odparł. Olek oniemiał. Był pewny, że czeka go tutaj śmierć, ale na taką propozycję nie mógł odmówić, w końcu na szali było tysiące istnień. -Naprawdę?! Nie wiem co powiedzieć – odparł Olek. -Panowie uwolnijcie ich – kazał swoim ludziom Juri. Olek wrócił po swoich kompanów i razem z bandytami wybrali się po antenę. Rozmontowanie jej zajęło dobrą chwilę, ale kiedy wszystko było już gotowe Juri kazał odprawić pochówek dla Alana. Potem zebrał wszystkich, aby wyruszyć do obozu Wyzwoleńców. Było około stu osób. Antenę wpakowali…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych