Tacy sami
Jest to opowiadanie o ludziach niepełnosprawnych. Składają się na nie trzy osoby które pragnęły z czytelnikami podzielić się swoją historią. Ma ono na celu- moim- przedstawienie ich jako takich samych jak my,tylko z wieksymi problemami.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tacy sami
Pewnego popołudniowego wiosennego dnia, gdy siedziałam na balkonie zajadając deser, narodziła się we mnie myśl, tak jakby wewnątrz mnie poczęło się dziecko, o które muszę się troszczyć oraz pielęgnować i jest mi dane od kogoś najważniejszego- Boga.. Te dziecko to pomysł, aby powstała książka o ludziach, którzy na tym Świecie chcieliby wyjść z cienia, przedstawić siebie jako ludzi godnych przyjaźni, są to ludzie niepełnosprawni. Jedni od urodzenia borykają się z jakąś chorobą,, drudzy od jakiegoś czasu. Moim pragnieniem jest przedstawić Wam Drogim czytelnikom tych ludzi. Ukazać, jakie prowadzą życie, mają marzenia oraz problemy z którymi się spotykają, na co dzień. Ci ludzie nie są wcale inni niż Ty czy Ja a jednak niektórzy się z nich naśmiewają, omijają lub nie wiedzą jak się zachować koło takiej osoby a to wynika z tego, że tak naprawdę ich nie znają oraz nie chcą poznać.
Jako osoba niepełnosprawna wiem dobrze jak wyglądają dni moje oraz znajomych z moją chorobą, jakie mają sukcesy w szkole czy zawodowe, problemy i marzenia. Natomiast, po za swoim środowiskiem nikogo innego z jakimś innym schorzeniem nigdy nie znałam oraz nie przyszło mi do głowy, aby poznać. Gdzie niegdzie tylko czasami słyszałam o ludziach, którzy malują ustami czy nogami, ale nie zastanawiałam się nad tym dłużej i nie miałam ochoty osobiście poznać takiego człowieka a dlaczego?, -Zadaję sobie teraz takie pytanie. Jedyną moją odpowiedzią, jaką mogę dać przypomniawszy sobie mnie kilka lat temu to uważam, że był strach przed tym, że może powiem coś nieodpowiedniego w ich obecności i niechęć patrzenia na cierpienie drugiego człowieka mnie odtrącała. Uczucia, jakie się we mnie wtedy kłębiły były mieszane, nie mogłam zrozumieć ich odwagi, zdolności, poczucia humoru i przełknąć tego jak oni mogą żyć bez rąk, czy nóg. Pokonać takie bariery było to dla mnie nie do pomyślenia. Taka osoba była dla mnie jak święta, odwaga i wytrzymałość psychiczna nie pojęta w moim rozumowaniu.
Po wielu latach, gdy sama otarłam się setki razy o bezsilność zaczęłam pomału rozumieć tych ludzi i zrozumiałam, że pomimo wszystko po prostu trzeba Żyć. Trzeba pokonać swój opór, zgadzać się na to, co się ma, bo to człowiek musi przystosować się do Życia a nie Życie do niego. Moje doświadczenie pozwala mi bardziej zrozumieć innych niepełnosprawnych z innymi chorobami, bo mogę sobie wyobrazić, co czasami przeżywają. Dzięki temu nastąpiła we mnie zmiana. Chęć poznania i wymieniania się doświadczeniami z życia z tymi ludźmi była dla mnie czymś bardzo cennym. Każda poznana osoba ma w sobie bardzo dużo optymizmu, radości i co najważniejsze stara się normalnie Żyć, co nie jest łatwe. Jest otwarta na Świat i jego propozycje, tolerancyjna i bardzo wrażliwa. Cieszy się drobnostkami, każdą obecnie przeżywaną chwila, co u zdrowych mało zauważam. Gdy zapytałam mojego kolegę, który porusza się na wózku czy miałby ochotę przyłączyć się do tego, aby powstała ta książka- odpowiedział bez żadnego dłuższego zastanowienia - Dobrze!
Cieszyłam się, że zgodził się, bo nie każdy jest taki odważny i chce o swoim życiu z chorobą porozmawiać. Po nim znalazło się jeszcze kilka osób, którzy pragną się z Wami podzielić swoją historią. Pisząc o sobie chcieliby dodać wiary innym niepełnosprawnym, aby wierzyli, że ich niepełnosprawność kiedyś może ulec zmianie, trzeba tylko walczyć i wierzyć! Póki, co w miarę swoich możliwości starać się korzystać z darów Życia, jakie każdy z Was otrzymał. Pragnieniem moim i moich bohaterów książki jest również taka, aby ludzie zdrowi nie obawiali, się oraz nie wstydzili przyjaźnić się z osobą z jakimś stopniem niepełnosprawności gdyż oni są bardzo miłymi i otwartymi osobami. Również poprzez przyjaźń uświadamiają zdrowym jak cenne jest zdrowie i Życie!. Zapraszam do opowiadania mojego pierwszy bohatera tej powieści.
--
Mam na imię Tomek, imię te bardzo mi się podoba, ale nie, dlatego, że akurat ja je mam, tylko, dlatego, że mój najlepszy przyjaciel tak ma na imię. Mam kilku przyjaciół, z których jestem bardzo zadowolony, myślę, że oni ze mnie też. Byli przy mnie, gdy najbardziej ich potrzebowałem i nadal są, dlatego mam pełne prawo nazywać ich przyjaciółmi. Jestem zwyczajnym nastolatkiem tylko może z doświadczeniem życiowym, co najmniej 40 latka. Zanim jednak stałem się nim, spędzałem dni jak każdy młody rówieśnik. Z marzeniami i pełnym optymizmem startowałem w dorosłe życie. Skończyłem szkołę podstawową, później uczęszczałem do szkoły średniej. Czasy szkoły średniej wspominam bardzo miło. Były to czasy mojego życia, których nie zapomnę do końca życia. Właśnie wtedy poznałem przyjaciół, z którymi znam się do teraz i wiem ze mogę na nich liczyć. Właśnie wtedy przeżyłem pierwsza miłość i "ten pierwszy raz". Porostu były to najlepsze czasy mojego życia. Po skończeniu szkoły średniej z pewnymi problemami oczywiście zostałem przyjęty na studia. Wybrałem studia zaoczne kierunek Marketing i zarządzanie. Zastanawiacie się pewnie, dlaczego zaoczne; mianowicie, dlatego, że udało mi się znaleźć prace, która wydawała mi się spełnieniem moich marzeń a była to praca w firmie zajmującej się sprzedażą komputerów, kas fiskalnych i telefonów komórkowych. Początek był rewelacyjny, byłem bardzo podekscytowany, gdyż bardzo mi się podobało. Miłe towarzystwo, praca nie męcząca i płaca nienajgorsza. Dodatkowym atutem było to ze robiłem to, co lubię i miałem kontakt z ludźmi. Tak jak to zwykle bywa wszystko, co piękne kiedyś się kończy. Z czasem firma się rozwinęła, było coraz więcej, różnej pracy, więcej obowiązków a dodatkowo właściciel zrobił się bardzo dziwny. Bywało ze pracowaliśmy po12 godzin na dobę a oni tak miał do nas pretensje ze mało robimy. Ale najwidoczniej tak musiało być. W związku z problemami w pracy oczywistym było to ze zaczęły się problemy szkole i w domu. Byłem bardzo nerwowy. Wszystko mnie denerwowało, nic mi nie dawało radości jak kiedyś. Naprawdę był to trudny okres dla mnie, ale jak się miałem przekonać później nie był to koniec moich problemów. Wiec teraz zacznę od początku opisywać najgorszy okres mojego życia.
Był rok 2001 wakacje. Aby jakoś zapomnieć o problemach, które miałem postanowiliśmy z przyjaciółmi oderwać się od rzeczywistości. Udało mi się jakimś cudem dostać wolna sobota, szkoły nie miałem wtedy. Zapakowaliśmy się w samochód terenowy (namioty śpiwór i inne potrzebne rzeczy. Przed wyjazdem okazało się ze jedne z kolegów z powodu pracy jednak nie może jechać z nami. Obiecał ze dołączy do nas w sobotę wieczorem. Wyjechaliśmy zaraz po pracy w piątek. Nasza wycieczka była zaplanowana na zwiedzanie pięknych terenów Kaszub, noce pod namiotami nad jeziorami i wszystko, co się z tym wiąże. Pierwszy dzień spędziliśmy bardzo owocnie. Naprawdę było super pogoda krajobrazy jeziora. Jeździliśmy po takich miejscach ze niewielu ludzi na pewno widziało cos podobnego. Spać udaliśmy się dopiero późną nocą. Sobota miała być jeszcze lepsza, bo mieliśmy zaplanowane to samo, co w piątek, ale dodatkowo 2 kumpel, miał do nas dołączyć razem z naszymi partnerkami. Cały czas robiliśmy sobie zdjęcia w takich sytuacjach i miejscach, że dech zapierało. Po południu jak jechaliśmy w umówione miejsce spotkania z pozostałymi osobami stało się cos okropnego. Otóż tak; jadąc droga przez las z jednej strony była piękna górka a z drugiej ogromny dół. Wyglądało to pięknie. Prawie jak w górach. Kolega, który prowadził zatrzymał się i zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Udaliśmy się w dalsza jazdę. W pewnym momencie wyjeżdżając z zakrętu zobaczyliśmy zaraz na jego końcu stojący ciągnik z przyczepa wypełnioną drzewem. Nie było miejsca na wyhamowanie i Andrzej instynktownie skręcił kierownice w lewo wprost w ta przepaść. Szczerze mówiąc prędkość, którą mięliśmy nie była wcale mała. Skutki tego zdarzenia okazały się nie ciekawe. Spadliśmy jakieś 30-40 metrów po drodze obijając się od drzew. Na koniec samochód się przewrócił i przygniótł mnie swą konstrukcja. Więcej nie pamiętam sam tylko z opowiadań kolegi. Wezwał pomoc przez telefon komórkowy (zresztą sam mu go sprzedałem) próbował mi jakoś pomoc, ale nie dal rady, zresztą sam tez ucierpiał w tym. Jak się później okazało kierowca tego ciągnika był pijany i zatrzymał się po to tylko zęby załatwić potrzeby fizjologiczne? Po przybyciu pomocy tj. staży pożarnej policji i pogotowia ratunkowego. Rozpoczęli akcje ratunkową. Ponieważ byłem zakleszczony w tym pojeździe trwało to podobno ponad 3 godziny. Szczerze mówiąc z perspektywy czasu w pewnym stopniu żałuję ze to przeżyłem. Przytomność odzyskałem dopiero w szpitalu. Okazało się ze mam złamane obie ręce nogi skręconą szyja i połamany kręgosłup, oprócz tego było jeszcze trochę siniaków i rozcięć. Podsumowując wszystko miałem 47 szwów na ciele liczne złamania, które spowodowały ze do dnia dzisiejszego poruszam się na wózku inwalidzkim. Miało być tak pięknie a przez jakiegoś idiotę, który dodatkowo uciekł z miejsca wypadku. Stało się tak. Kolega wypadku miał złamane nogę i dość poobijany był. Samochód nie nadawał się nawet na odzyskanie części.
Sytuacja ta odmieniła moje życie strasznie. Skończyły się moje marzenia o pracy, miłości, pięknym życiu itp. Przez cały okres, który spędziłem w szpitalu miąłem dużo czasu na różnego rodzaju przemyślenia. W pierwszych dniach pobytu miała miejsce sytuacja bardzo przykra dla mnie. Lekarz, który się mną zajmował w rozmowie z rodzicami powiedział następujące słowa oczywiście nie przeszkadzało mu to, że ja to tez słyszę "Drodzy państwo proszę kupić synowi wózek inwalidzki on do końca życia nie będzie chodził będzie kaleka". Te słowa utkwiły w mojej głowie bardziej jak imię i nazwisko. Mój ojciec zareagował bardzo dziwnie jak na niego, porostu nie znałem go z tej strony. Jednym energicznym ruchem przywalił lekarzowi w pysk. Szczerze mówiąc miałem dość poważne stany załamania psychicznego i kilkakrotnie myślałem o samobójstwie. Porostu nie widziałem sensu żyć dalej. Widziałem to w bardzo ciemnych kolorach. Wiem teraz ze nie powinienem tak myśleć, ale wtedy naprawdę byłem załamany. Rodzina starał się podtrzymywać mnie na duchu. Znajomi i moja dziewczyna odwiedzali mnie codziennie mimo tego ze od domu do szpitala było ponad 100km. Jestem im za to bardzo wdzięczny i z tego miejsca, jeśli można chciałbym i serdecznie podziękować. Przeszedłem w szpitalu kila zabiegów, później odwiedziłem jeszcze kilka innych, ale żaden nie chciał się zgodzić na operacje kręgosłupa, która mogłaby dać szanse ze kiedykolwiek będę chodził. Zrezygnowany wróciłem do domu i przezponad6 miesięcy byłem więźniem w domu. Nie chciałem nigdzie wychodzić nikomu się pokazywać. Porostu staram się odciąć od świata. Moja dziewczyna namawiała mnie na spacery i inne rozrywki, ale jakoś nie dawałem się. Dopiero po tych 6 miesiącach udało się jej. Spacery nie były oczywiście takie jak przez wypadkiem, ale dla mnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil karolina_mika
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…