Wróć do katalogu

Tajemnica Avenue Street

Opowiadanie typu Coben. Druga w nocy. Dwie osoby zostają zaatakowane na londyjskiej ulicy Avenue. Godzine wcześniej policjant z pobliskiego komisariatu dostaje wiadomość o treści "2 w nocy. Avenue Street". gdy tam dojeżdża znajduje...

etoo149, opublikowano , 18 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Prolog

Kiedy ostrze noża wbiło się w mój prawy bok wcale nie czułem wielkiego bólu. Tylko ciepło w ranie. A przynajmniej tak mi się zdaje. Zamroczyło mnie – tego jestem pewien. Jestem tego tak pewien jak tego, że mimo wszystko wiedziałem, że muszę coś zrobić. Zanim stracę przytomność. Zrobiłem to. A potem poddałem się zamroczeniu i osunąłem się na ziemię. Zemdlałem.

Rozdział 1 Przebudzenie

Pierwszą rzeczą jaką zobaczyłem po przebudzeniu była twarz jakiegoś mężczyzny. Siedział na krześle obok mojego łóżka. Chyba spał bo miał zamknięte oczy. Nie jestem jednak tego pewien bo gdy tylko się ruszyłem otworzył je i spojrzał prosto na mnie. - Wreszcie się obudziłeś – powiedział. - Gdzie jestem? – spytałem wiedząc, że jest to bez sensu. Było jedno miejsce, w którym mogłem się teraz znajdować. - W szpitalu. – odpowiedział nieznajomy. Rozejrzałem się po pokoju. Był pusty jeśli nie liczyć metalowego wózka z szufladami, w których znajdowały się leki. Pokój był najwyraźniej niedawno odnawiany gdyż, ściany dosłownie lśniły czystością. Podobnie podłoga. Mój wzrok szukał Brada – mojego przyjaciela, z którym byłem tamtej nocy – nocy wypadku. Łóżko po drugiej stronie pomieszczenia było puste. Nie było go. To dobrze. Spytałem się jednak nieznajomego czy coś się stało mojemu przyjacielowi. - Jest mocno ranny. Leży w innej Sali. Tej od cięższych przypadków. - Coś poważnego? - Wyjdzie z tego. - A co ze mną panie… - Przepraszam. Nie przedstawiłem się. Jestem z policji. David Allston. Panu nic poważnego nie jest. Za kilka dni powinni pana wypuścić. - Czemu w sprawę zamieszana jest policja? - W tym rzecz. Ustalono, że panowie zostali napadnięci około drugiej w nocy. O pierwszej na moją służbową komórkę ktoś zadzwonił. Numer był zastrzeżony, głos zmieniony elektronicznie. Gdy odebrałem powiedział – powiem dosłownie – „Avenue Steet. Druga w nocy” I rozłączył się. Komisariat na którym pracuję jest akurat godzinę drogi samochodem od tej ulicy. Pojechałem tam i znalazłem was nieprzytomnych. Wezwałem karetkę. I tak znaleźliście się tutaj. - Ile czasu byłem nieprzytomny? - Dwa dni. - I pan tu cały czas siedzi? - Muszę się dowiedzieć co się tam dokładnie stało. Zadać panu pytania. Może to mnie naprowadzi. Skąd niedoszły morderca wiedział, że będziecie szli o drugiej tą ulicą? Czemu dzwonił do mnie? Dlaczego nikogo jednak nie zabił? Może myślał, że mu się udało, może nie. Czemu wybrał akurat mnie? Czemu chciał kogoś zabić? No i kto to do cholery jest? - Na te pytania niestety nie znam odpowiedzi. - Przepraszam. Mówiłem bardziej do siebie niż do pana. Muszę znać przebieg tamtej nocy. - To panu nic nie da. - Jednak proszę powiedzieć. - A więc tak. Koło dwunastej poszedłem do pubu. Wie pan. Mieszkam sam i cierpię na bezsenność. Spotkałem tam Brada – tego co był ze mną w czasie napaści, i kilku innych dawnych przyjaciół. Nie pamiętam co robiliśmy. Byłem spity. Wyszliśmy z pubu i co się dalej stało to już wiadomo. - Żadnych godzin ani nietypowych sytuacji? - Niestety. - Nic nie rzuciło się panu w oczy? Może jakiś nieważny jeszcze wtedy szczegół? - Nie wydaje mi się. - Kto mógłby zyskać na śmierci któregoś z was? - Naprawdę nie mam pojęcia. Sam nic nie rozumiem. - Do niczego mnie to nie doprowadzi. Zostawię pana samego. Niech pan chwilę się prześpi. Odpocznie. Pomyśli. Jeśli coś pan sobie przypomni to proszę zadzwonić. – Z prawej kieszeni czarnej marynarki wyjął swoją wizytówkę, którą mi podał. Następnie wstał z krzesła. Nim otworzył drzwi zawołałem: - Zawsze wychodzę z pubu w okolicach tej godziny, więc to mógł wiedzieć prawie każdy. Policjant odwrócił się na chwilę, pokiwał głową i wyszedł na korytarz. Ja przez jakiś czas obracałem wizytówkę w dłoni i patrzyłem bez sensu w otwarte okno. Przyłapałem się na tym dopiero wtedy, gdy poruszyły się zasłony.

W szpitalu byłem jeszcze osiem dni. Przez ten czas kilka razy próbowałem się dowiedzieć co się dzieje z moim przyjacielem. Dostawałem tylko wymijające odpowiedzi typu „wyliże się”. Po jakimś czasie zaprzestałem prób i siedziałem w swoim pokoju śpiąc, lub czytając książki, które przyniósł mi mój brat podczas odwiedzin. Trzy razy dziennie – z rana, po południu i wieczorem, przychodziła do mnie pielęgniarka. Dawała mi lekarstwa, a czasami zdejmowała opatrunek, by sprawdzić jak zagaja się rana, i zakładała nowy, nasączając go wcześniej jakimś płynem. Pewnego wieczoru, kiedy już zaczynałem tracić nadzieję na szybkie opuszczenie szpitala, pielęgniarka powiedziała, że wyjdę następnego dnia. Było to piątego czerwca około godziny piętnastej. Dostałem recepty na potrzebną mi maść i lekarstwa. Gdy wyszedłem przed budynek poszedłem tam gdzie planowałem iść już od dłuższego czasu.

Rozdział 2 To co widział doktor Lenny Smith.

Doktor Lenny Smith przechadzał się po korytarzu. Był zdenerwowany ponieważ stan jednego z jego pacjentów gwałtownie się pogarszał. Nic już się nie dało zrobić. Tak naprawdę mógł tylko czekać na jego śmierć. A czekanie na śmierć innego człowieka, a w szczególności swojego pacjenta była jedną z najgorszych rzeczy przez jakie przechodził w życiu. Dla ochłonięcia zjechał windą na parter, by zamówić sobie średnie expresso z automatu stojącego przy recepcji. Gdy czekał aż kawa naleje się do końca patrzył na zdjęcia lekarzy, którzy najbardziej zasłużyli się dla szpitala. Miał nadzieję, że jego zdjęcie też tam kiedyś dołączy. Zdjął z nosa swoje grube okulary i przetarł je o służącą do tego szmatkę, którą miał w kieszeni. Wyjął z automatu kubek z brązowym płynem i wypił wszystko na „jeden raz”. Kubeczek wyrzucił do śmieci. Wrócił na górę. Szedł do sali swojego umierającego podopiecznego. Gdy wchodził do pomieszczenia stała się rzecz bardzo dziwna. Jego pacjent wieziony był na wózku przez innego lekarza. Nie znał go. A doktor Lenny Smith znał wszystkich pracowników szpitala. Był w końcu jego wicedyrektorem. - Proszę opuścić tą salę. Nikt nie ma tu prawa wstępu. - Mam nakaz na przewiezienie tego pacjenta do innego zakładu. Tu są złe warunki – pokazał papiery. Były prawdziwe. - Nic się nie da zrobić. Przewożenie go z miejsca na miejsce może tylko pogorszyć sytuację. - To już nie moja sprawa. Ja wykonuję tylko to co mi karzą. – powiedział nieznajomy i wyszedł z wózkiem. Doktor stał jeszcze nieruchomo przez kilka minut zastanawiając się nad tym, czemu ktoś kazał przewozić ciężko rannego Brada Fostera w inne miejsce.

Rozdział 3 Wiadomość o porwaniu

Od razu po wejściu do domu włączyłem telewizję. Chyba tego mi brakowało podczas pobytu w szpitalu. Przez telefon zamówiłem pizze. Pierwszą z listy. Nie chciało mi się wybierać. Właściwie teraz chciałem tylko jednego. Żeby cała sprawa się zakończyła.

Ze snu wyrwał mnie dzwonek komórki. Była chyba jakaś druga w nocy, ale odebrałem. To był David Allston – ten policjant ze szpitala. - Niech pan przyjeżdża natychmiast! Coś się stało! – wykrzyczał zanim zdążyłem powiedzieć „halo” - Co? - Przyjeżdżaj! – policjant zrezygnował z per pan – Przyjeżdżaj natychmiast! Nie ma czasu! Rozłączył się. Zastanawiałem się chwilę skąd ma mój numer i doszedłem do wniosku, że oni mają chyba wszystko w jakiejś bazie danych. Wyjąłem z kieszeni wizytówką którą dostałem jeszcze w szpitalu. Spojrzałem na adres komisariatu widniejący na niej. Pojechałem.

David Allston czekał na mnie przed wejściem na posterunek. - Porwali go! – wykrzyczał gdy tylko wyszedłem z samochodu. - Kogo? - Brada Foresta! – Poczułem przypływ adrenaliny. Nie strachu. Adrenaliny. Poszliśmy razem do jego biura. Po drodze mijaliśmy wielu innych policjantów. Z ich rozmów wywnioskowałem, że zajmują się właśnie Bradem. - Porywacze jeszcze się nie odzywali. Nie wiemy czego chcą. I dokładnie w tym momencie zadzwoniła moja komórka. - Halo – powiedziałem do słuchawki Odezwał się elektroniczny głos: - Mamy go. Jeśli chcesz go odzyskać przyjedź na Avenue Street dzisiaj o godzinie dziesiątej. Masz mieć ze sobą 10 milionów dolarów. Ma nie być żadnych glin ani służb specjalnych. Inaczej zabiję go. To twoja jedyna szansa. – rozłączył się. Sprawdziłem numer na wyświetlaczu. Nie powinno go tam być. Jednak był. - To oni. Mają go. Chcą… - David przerwał mi unosząc rękę. Postukał chwilę w klawiaturę swojego komputera i z głośników usłyszałem rozmowę sprzed kilkudziesięciu sekund. Byłem cicho aż skończyło się nagranie, ale później już nie wytrzymałem. - Podsłuchujecie mnie! – wybuchłem - Tak. Miałem podejrzenia, że osoba, która dzwoniła do mnie, zadzwoni też do pana. - Kiedy go założyliście? - Kiedy był pan nieprzytomny. Postanowiłem darować sobie dalsze drążenie tego tematu. - Nie zastrzegli numeru. - powiedziałem - Mogę to sprawdzić, ale sądzę, że to nic nie da. Znów wrócił do stukania w klawiaturę. - Tak jak myślałem. Tego numeru nie ma. Nie powinien istnieć. - Nie ma sposobu by dojść do tego kto dzwonił? - W tym wypadku nie. Westchnąłem. Jakiś czas staliśmy w milczeniu.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych