Tajemnica Zielonych Wód rozdział 1
Powieść osadzona w realiach polskich początku XIX w. Komedia erotyczna dla grzecznych panienek - cierpliwości, wkrótce.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wstęp
Chciałabym się na początku wytłumaczyć i przeprosić. Przepraszać będę wszystkich tych, którzy uznają to, co piszę, za niemoralne i nieodpowiednie dla młodej panienki – przykro mi, ale nie mogę inaczej. Pokrótce zaś wytłumaczę, że jest to komedia z najciemniejszych zakątków gatunku komediowego – erotyczna, przeznaczona dla panien z dobrych domów. Jeśli jesteś jedną z nich, to opowieść dla ciebie. Jeśli jesteś przystojnym młodzianem, również zapraszam do lektury – nikogo nie dyskryminuję, każdy ma szansę na odrobinę niewinnej rozrywki. Upewnijcie się jednak najpierw, drodzy chłopcy i dziewczynki, że waszych szanownych rodziców nie ma w domu. Poczekajcie, aż matka wdzieje swoją najlepszą sukienkę, ojciec wyprowadzi z garażu bmw i razem udadzą się na wspaniałe przyjęcie. Wtedy, i tylko wtedy, włącznie swoje komputery, odpalcie notebooki i zagłębcie się w tej jakże nieprzyzwoitej lekturze stworzonej specjalnie dla Was. A wszystkich grzmiących nad upadkiem dzisiejszej młodzieży uściskajcie gorąco ode mnie. Pozdrawiam DeEP – Kris
Rozdział pierwszy. Sebastian Kabziński – pośrednik handlowy.
Dzień nie zapowiadał tragicznych wypadków, jakie potem miały nastąpić w życiu Sebastiana Kabzińskiego. W zasadzie, zaczął się nawet przyjemnie. Od rana Sebastian biegał za sprawami swoich szlachetnych pracodawców, doglądał rozładunku i kierował załadunkiem na potężne statki stojące w porcie Gdańska. Przysiadł tylko na chwilkę na jakiejś czekającej na oclenie skrzyni i wpatrzył się w drewnianego żurawia. Chwilę obserwował towary majestatycznie sunące do góry, a wkrótce opadające na kamienny brzeg. Zaraz podskoczyli do nich klnący ze wszystkich sił parobcy, co przypomniało młodzianowi o jego obowiązkach. Otrząsnął się z nachodzącej senności i pobiegł dalej. Był wdzięczny Matce Naturze, że obdarzyła go długimi nogami i zgrabną sylwetką – dzięki temu mógł szybko i sprawnie przeciskać się przez nieustanne tłumy przewalające się przez zatłoczone ulice Gdańska. Od czasu do czasu nachodziła go myśl o zakupie powozu, lub przynajmniej konia, ale szybko odrzucał ją od siebie. Był jeszcze młody i wytrzymały, a w jego zawodzie szybkość i gotowość na bieganie po mieście bardzo się liczyły. Sebastian Kabziński nie był tylko pośrednikiem. Odgrywał rolę kogoś w rodzaju przedstawiciela handlowego, trochę księgowego i czasem adwokata. Chętnie włóczył się po sądach za sprawami swoich pracodawców, za co owi pracodawcy bardzo chętnie mu płacili. Z tych obopólnych chęci zrodziła się mała fortunka, skromny kapitalik, który Sebastian miał nadzieję wkrótce wykorzystać. Dzięki swoim znajomościom z wpływowymi Niemcami i bogatymi Żydami mógł się całkiem nieźle ustawić i żyć jak na kawalera z licznymi potrzebami przystało. Sebastian nie raz rozmarzał się nad widokami własnej kamienicy, z własną służbą pracującą dla niego od rana do wieczora, no i oczywiście niebrzydką żonką, córeczką jakiegoś zamożnego niemieckiego kupca. Ostatnia sprawa została załatwiona. Sebastian wyszedł z kantorku z zadowoloną miną. Teraz miał całe popołudnie dla siebie. Mógł przeznaczyć je na wystawanie w sądzie i przypodobanie się paru wpływowym sędziom. Ale najpierw trzeba wrócić do domu i się przebrać. Jego koszula całkowicie przesiąkła zapachem ryb i taniego tytoniu. Z obrzydzeniem przysunął sobie rękaw pod nos i ostrożnie powąchał. O tak, zmiana wierzchniego odzienia jest konieczna, a może nawet bielizny. Na szczęście Sebastiana stać było na pewną rozrzutność, jeśli chodzi o bieliznę – a takowa jest nieodzowna, gdy zamierza się starać o względy rozpieszczonych córek bogatych kupców. Szybkim krokiem udał się w stronę kamienicy, którą obecnie zajmował. A konkretnie dwa pokoje na pierwszym piętrze – jeden, frontowy, służył za jego oficjalne biuro, oraz drugi, mniejszy, w którym sypiał. Pozostałe mieszkania zajmowały biedniejsze rodziny niemieckie i żydowskie, których szanowni ojcowie w pobliskich urzędach codziennie zarabiali na chleb. Właśnie kiedy młodzieniec sadził po dwa stopnie, by szybciej dostać się do siebie, drzwi jednego z mieszkań otworzyły się na oścież i Sebastian wpadł na ojca rodziny Gross. Niemiec zmierzył go surowym spojrzeniem i parskając zagadnął niemiło: - Och, Herr Kab’inski, to wspaniale, że pana zastałem. Tak ciężko napotkać pana, bo zazwyczaj Herr jest poza domem. A sprawa jest ważna, Herr Kab’inski – to mówiąc przysunął się jeszcze bliżej Sebastiana przyciskając tym go do ściany. Biedaczek ledwo oddychał dusząc się odorem swojej koszuli i zapachami dochodzącymi z kuchni państwa Gross. Jednak jego uszu dobiegła rozmowa dobiegająca zza niedomkniętych drzwi jego własnego gabinetu. W biurze zazwyczaj urzędował sekretarz, młody chłystek imieniem Stefan. Jego zadaniem była rozmowa i przytrzymywanie wszelkich interesantów mających sprawy do młodego pana. Stefan był Polakiem i w tej chwili jedyną osobą, z którą Sebastian rozmawiał po polsku. Choć i te rozmowy były coraz rzadsze, bo Sebastianowi łatwiej już było od razu o problemach jego pracodawców mówić w ich ojczystym języku. Cóż, takie czasy i nadęta mina Stefana w niczym tu nie mogła pomóc. Tym bardziej się zdziwił, kiedy zdał sobie sprawę, że podsłuchiwana rozmowa toczy się w języku polskim! Z młodym sekretarzem rozmawiało dwóch Polaków! Kabziński wzdrygnął się. Mimo, że sam był Polakiem, nie obcował ze swoimi rodakami. Unikał wszelkiego towarzystwa, w którym mogłaby się pojawić polonia. Zdawał sobie sprawę, że w ich prywatnych kręgach był uważany za zdrajcę, całkowicie zgermanizowanego robaka, którego należałoby jak najszybciej zdeptać i usunąć. Na szczęście jednak Polacy interesów nie robili i nie musiał się z nimi zadawać. Jedyną nicią, która jeszcze łączyła go z tą szczególną narodowością było jego nazwisko, które właśnie zamierzał zmienić na nieco bardziej niemieckie. Dlatego tym bardziej zaniepokoiła go obecność dwóch polskich panów w jego biurze. Z całej siły wytężył słuch, żeby podsłuchać najdrobniejsze szczegóły rozmowy. - Więc pana pracodawca jest Polakiem? - Tak jest, proszę panów – odparł nieco wystraszony Stefan. Sebastian widział oczyma duszy wylęknione spojrzenia rzucane na obu panów przez sekretarza. - Ale czy czystej krwi? – odezwał się drugi głos, nieco bardziej zniecierpliwiony.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Psutki
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…