Wróć do katalogu

Tajemnica znad jeziora

Opowieść o młodym chłopaku, który po przeprowadzce do małego miasteczka odkrywa jego tajemnicę.

Boolseye, opublikowano , 16 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Tajemnica znad jeziora” część 1

Wstęp

Słońce właśnie wschodziło, kiedy rozbrzmiał dźwięk budzika. Łukasz poderwał się z łóżka, jeszcze nie wiedział, co przyniesie mu kolejny dzień. Szybko zebrał swoje rzeczy i ruszył w stronę drzwi. Zrobił kilka kroków, kiedy do jego uszu dotarł odgłos kłótni rodziców. Nie było w tym nic dziwnego, a jednak tym razem każde słowo uderzało w jego głowę, powodując to dziwne uczucie, kiedy włoski na karku zaczynają się podnosić, a w pokoju temperatura się obniża. Jakby taniec śmierci zaczynał składać swoje kroki. Z każdą nutą muzyka nabierała melodii, przedzierała się do rzeczywistości. Wnet ustała, a w pokoju zapanowała cisza. Jednakowoż nigdy takiej jeszcze nie było, zupełny spokój, jak gdyby czas zastygł w jednej chwili. Nagle ze zgrzytem otwierają się drzwi. Do pokoju wchodzi ojciec. Na twarzy miał wyryte rozgoryczenie. Zwykle w takich momentach prowadził konwersację z synem poprzez niezliczoną ilość rzeczy, za które Łukasz powinien się zabrać, a kończąc na wyrzutach związanych z postawą życiową, jaką przyjął. Tym razem było inaczej. Ojciec skupił się i z roztargnieniem orzekł, że za tydzień się przeprowadzają. Na pytanie, dlaczego nie odpowiedział ani słowem. Po powrocie ze szkoły, chłopak spotkał matkę siedzącą smętnie w kuchni. Postanowił dowiedzieć się, co się stało i zaczął: - Mamo, co się dzieje? - Tata został zwolniony z pracy i nie będzie nas stać na utrzymanie tego domu! - Ale dlaczego, co się stało? - Naubliżał jednemu z klientów, a ten postanowił zgłosić to kierownikowi. - I co teraz? Co ze szkołą? - Zaczniemy od nowa w Krzyżanowie. Ponoć jest tam przepiękne jezioro! - A co z moimi przyjaciółmi? Przecież to prawie dwieście kilometrów stąd! - Znajdziesz nowych, a teraz idź na górę i odrób lekcje!

Rozdział 1 „Powitanie”

Tydzień szybko minął i nadszedł dzień przeprowadzki. Łukasz znów miał to uczucie rano i widział, że coś ma się zdarzyć jednak nie wiedział, co to będzie. Z sercem na dłoni pożegnał wszystkich swoich przyjaciół i wsiadł do samochodu. Podróż wydłużała się w nieskończoność. Po upływie trzech godzin, wreszcie przywitał ich dziwaczny znak z napisem Krzyżanów, był zawieszony na czymś, co z daleka przypominało portal, jednak przyglądając mu się z bliska można było dostrzec w nim dużą bramę bez krat. Dookoła było mnóstwo domów, gdzie w samym centrum królował duży budynek szkoły. Ludzie byli jakby ospali i prowadzili bardzo spokojne życie. Niedaleko szkoły znajdował się budynek firmy, w której tata miał podjąć nową pracę. Kiedy wysiedliśmy z samochodu, rodzice przywitali się z ludźmi, którzy wyszli z firmy. Ja ruszyłem zaraz za nimi. Jednakże, kiedy zrobiłem pierwszy krok, poczułem jak przeszywa mnie zimno. To było takie uczucie jakby ktoś dotykał mnie kostką lodu po karku, kierując się w dół. Mój wzrok przyciągnęła ścieżka prowadząca w głąb jakiegoś parku. Nagle zza konarów drzew wyłoniła się postać przyodziana w skąpe szaty na wzór rolnika schodzącego z pola. Jej twarz zasłaniał słomkowy kapelusz, a w ręku dzierżyła kosę. Zwykły kosiarz wracający z pola, ale w drugim ręku trzymał napełniony worek. Jeśli to nasiona to, czemu nie są na polu? To wtedy po raz pierwszy w moim życiu poczułem prawdziwy strach. Nieznajomy podniósł głowę i spojrzał w moją stronę. Nigdy tego nie zapomnę, wyraz jego twarzy i te oczy, takie puste, jakby zawieszone w próżni, przenikały mnie na wylot, czułem jak dwa świdry zaglądają do mojej duszy. Moim ciałem zapanował strach. Nie mogłem wykonać najmniejszego ruchu. Momentalnie zapanował chłód, moje ręce zaczęły drżeć, a nogi przyrosły do ziemi. Prawie czułem jak moje serce wyskakuje. Zamknąłem oczy. Nieznajomy zniknął i wszystko ustało. Chwilę później byliśmy już w naszym nowym wspaniałym domu. Nikt tutaj nie sprzątał od wieków, a pajęczyny było tyle, że moglibyśmy robić swetry na drutach. Tak, więc resztę dnia spędziliśmy na sprzątaniu naszego lokum.

Rozdział 2 „Przyjaciele”

Gdzieś w miasteczku właśnie szykował się do wyjścia Michał. Mieszkał w pobliżu starego tartaku, gdzie często spędzał swój wolny czas. Dzisiaj, jak co dzień wziął od mamy drugie śniadanie, pocałował ją w policzek i ruszył w swoją drogę. Z zadowoloną miną rozmyślał o swojej własnej przystani. Po drodze wstąpił po Kamila i razem ruszyli dalej. Zatrzymali się przy trzeciej alei, gdzie zagadał Michał: - Hej! Czy dom starych Okulickich, nie był opuszczony? - No, przecież … - przerwał wskazując palcem – co jest? - Chyba mamy nowych sąsiadów, idziemy sprawdzić? - Czemu nie? Chłopcy zbliżyli się nieco do domostwa, kiedy zza drzwi frontowych wyszedł Łukasz. Młodzieńcy bacznie obserwowali jak nieznajomy wychodzi przez furtkę. Jeden z nich, rzucił mimowolnie: - Kim jesteś? - Nazywam się Łukasz, a wy? - Ja jestem Michał, a to jest Kamil. To ty jesteś tym nowym? - A no tak, przecież pani Wachowska mówiła, że ma się pojawić ktoś nowy – dodał Kamil - Chodź pójdziesz z nami. I tak trójka chłopców ruszyła raźno do szkoły. Zajęcia w szkole szybko minęły, a chłopcy poznali się lepiej. Michał postanowił pokazać nowemu stary tartak. Toteż uznali, że spotkają się tam po objedzie. Opowiedziałem swojej mamie o spędzonym dniu i szybko zjadłem obiad. Zbliżała się pora spotkania. Wziąłem, więc mój ulubiony scyzoryk i wyszedłem z domu. Poszedłem na obrzeża miasta, gdzie niegdyś funkcjonował tartak. Było to miejsce mało uczęszczane przez mieszkańców miasta. Wszędzie porastała bujna trawa przeplatana, gdzie niegdzie różnorakimi drzewami oraz krzewami. Mniej więcej w centrum tego krajobrazu znajdował się podniszczały budynek, koło którego machali mi na powitanie Michał i Kamil. - Cześć, całkiem tutaj jest fajnie. - Witamy to nasza skrytka – powiedział Michał - Jaka skrytka? – zdziwił się Łukasz - Jak mamy ochotę pobyć sami to się właśnie tutaj chowamy – wyjaśnił Kamil - Ale zamierzamy wybudować sobie pomost nad jeziorem – dodał Michał - A czemu tego nie zrobicie? – spytał Łukasz - Na razie brakuje nam drewna. – odparł Kamil - Hej! Wczoraj dziadek opowiedział mi historię – rzucił Michał - Co? Znowu ci naopowiadał bajek o jeziorze? – odparł Kamil - To nie jest bajka, legenda jeziora jest prawdziwa i dobrze o tym wiesz! - A co to za legenda? - To tylko historyjka dla dzieci, żeby nie chodziły nad jezioro! - Wcale nie! - To nie wolno chodzić tam? - Wolno, ale tylko z rodzicami i w wyznaczonych miejscach. - Dlaczego? - No dobra opowiedz mu tą durną legendę!

„Wszystko zaczęło się dawno temu, pewien mężczyzna, Kloszar postanowił podziękować Bogu za jego hojne dary, które matka ziemia mu wydała. Jako ofiarę złożył najlepszą ze swych owiec. Niestety były to czasy, kiedy ludzie byli jeszcze bardzo przesądni. Ognisko, które rozpalił rolnik, było widoczne z daleka, toteż proboszcz je ujrzał i zarzucił chłopowi herezję oraz uprawianie czarów. Ludzie, którzy z nim byli nie zastanawiali się długo i posłuchali słów księdza. Jednak tej nocy stało się coś jeszcze, Kloszar zranił się w palec podczas przygotowywania owcy i jego krew zmieszała się z krwią ofiary. Kiedy ludzie ułożyli Kloszara na stosie ten poprzysiągł zemstę na wszystkich potomkach zamieszkujących to miasteczko. Ponoć od tamtej pory podczas każdej pełni księżyca, Kloszar przemierza tereny jeziora i wszystkim, których spotka ścina głowy swoją kosą. Dlatego też zabroniono zbliżanie się do jeziora”

- A tak naprawdę to kilku ludzi z miasteczka poszło nad jezioro i już nigdy nie wrócili – wyjaśnił Kamil – a ta legenda to taka opowieść dla dzieciaków, żeby same tam nie chodziły. - Mów co chcesz, a ja i tak wiem, że tam się dzieją jakieś dziwne rzeczy.

Rozdział 3 „Wyprawa”

Łukasz nie wziął legendy do siebie. Oczywiście miał to przekonanie, że coś co się w krzakach rusza to może być kosiarz, ale raczej po zmroku był już w domku i liczył barany. Kolejne dni mijały chłopcy coraz więcej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych