Tam gdzie kończy się horyzont 2
Ciąg dalszy losów Karoliny...tym razem wracamy wstecz do wakacji pod Poznaniem
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
2.
Sierpień 1995, wioska w województwie poznańskim
-Karolina! Karolina, dziecko, gdzie ty się wałęsasz? Karolina! Do Domu!- lekko przygarbiona kobiecina w jaskrawo kwiecistym fartuchu stała przed bramą drewnianego ogrodzenia. Ściemniało się, ciepła sierpniowa noc powoli otulała cieniem mały, przytulny domek. Otoczony ze wszystkich stron wielkimi, starymi kasztanowcami, przed domem rosły, na starannie zagrabionych rabatkach i grządkach róże, irysy i mandarynki. W powietrzu unosił się zapach świeżo skoszonej trawy i kwitnących maciejek. -Karolina! Gdzie ty się podziewasz dziecko, toż kolacja na stole, a ty latasz po wiosce jak ten co go podszyli wiatrem! Wstyd, aby młoda panienka z chłopakami po wsi biegała, wstyd, niech ino twoja matka przyjedzie, już ja jej powiem, wszystko jej powiem. Za stara jestem, aby się martwić.- odgrażała się po cichu staruszka, jej siwe włosy starannie upięte w kok, delikatnie próbował rozrzucić wiatr, blade, zapadnięte policzki lekko się zarumieniły. Babcia Leosia, opiekowała się, jak każdego lata swoją jedyną wnuczką, córką najstarszej Ewuni, w tym roku mała jednak zaczęła się zachowywać nieznośnie. Zawsze pomagała w gospodarstwie, oprzątała zwierzaki, zrywała owoce, a w tym roku jak by się szaleju napiła, latała po wsi, nie było jej nigdy w domu i jeszcze pyskowała. Ewunia ostrzegała, że może w tym roku Karola nie przyjedzie do babci na wieś, bo ma pewne problemy, jak to dorastające dziewczęta. Burza hormonów, mówiła o córce, Ewa. Ale Babcia się uparła, co może być lepszego dla dorastającej kobiety, jeżeli nie świeże powietrze, zdrowe jedzenie, i pożyteczna praca. Po kilku dniach, Babcia jak i do tej pory nie interesujący się niczym dziadek Bronek zauważyli, że wieś nie jest najlepszym miejscem dla rozbrykanej i pyskatej nastolatki. Leonia przestraszona zachowaniem Karoliny zdążyła już napisać list do jej matki w Poznaniu. Teraz czekała na odpowiedź. Pomimo wszystko nie chciała wysyłać dziewczyny do miasta, choć w tej chwili stojąc w bramie, czuła, że nie może zapanować nad małą, była zbyt ciężkim wyzwaniem w jej wieku, traciła siły i cierpliwość. O wstydzie przed całą wsią nie wspominając, już się Mokracka pytała, co to z Karoliną się dzieje, a Smorczyńska mówiła, że jej stary widział jak Karolina z chłopakami od Pochwałów papierosy kurzyła. Czy to przystoi aby młoda dziewczynka, i to z miasta, z dobrego domu, tak po wsi z chłopakami od parobków i pijaków latała? -Aniele Stróżu, mój ty zawsze przy mnie stój...- wyrwało się babci w ust, -Matka, a co ty tam stoisz jak jakiś strach na wróble, dawaj do domu, nie chce dziewuszysko jedne do domu, to niech siedzi na dworze, siedzenie jej przemarznie to sama znajdzie drogę! – krzyczał z okna na Leosię dziadek Bronek, denerwowała go Karolina, zawsze wiedział, że miejskie wychowanie nie jest niczym dobrym. A i rodzice dziewczyny, wiecznie zajęci, Ewa w szkole a Edek na tych swoich budowach, a dzieciak samopas rośnie, i wyrosła. Dziadek wiedział, że Karolina nie tylko kurzy papierosy, ale też wino popija w krzakach, na zabawy do sąsiedniej wsi chodzi i ki diabeł wie, co jeszcze tam wyprawia. Babce nic nie mówił, bo miała słabe serce, ale jedno wiedział, dzieciak był stracony, i ani świeże powietrze ani kwaszone mleko tu nie pomoże, niech wraca skąd przyjechała, bo tu to tylko wstydu na całą wieś im narobi. -Dali matka do domu! – i zniknął w oknie bo się właśnie Wiadomości w telewizji zaczęły. -A jak tak, bez kolacji, będzie głodna, i potem powi w domu, że myśma ją tu głodzili czy coś. – babcia dalej suszyła głowę zajętemu już telewizją dziadkowi. -Niech powi, to ja też coś powim...!- odburknął dziadek, był to właśnie piątkowy wieczór, jak nic mała poleciała na zabawę. -Oj ojciec, ojciec, ty to tak nic do siebie nie bierzesz a ja cała w nerwach. -Ba ja głupi nie jestem matka, to te miejskie zwyczaje, rozwydrzyły dzieciaka i teraz już nic nie zrobisz, a i dziecko to ona nie jest. -Prawie osiemnaście lat ma. -To pewnie z chłopakami lata, latawica jedna! -Wypluj! Takie rzeczy Bronek, przecież to dziecko jeszcze. -Może i dziecko, ale wyuczone jak te wszystkie w telewizji, widzisz, patrz, matka, wiadomości dają - zakończył tym samym rozmowę o wnuczce dziadek. -A ty zjesz coś, kanapki zrobiłam z pomidorem i ogórkiem. Herbaty chcesz? -Yhm. Karolina nie pokazała się w domu dziadków do późnej nocy, kiedy przyszła oboje spali, zakradła się do swojego pokoju, który dzielił ścianę z sypialnią dziadków, otworzyła okno i wpuściła przez nie do środka Tomka, jednego z chłopaków, z którymi bawiła się w te wakacje na wsi. Chłopak był starszy od niej, miał prawie dwadzieścia lat, cuchnął winem i papierosami, Karolina również do pachnących nie należała, piła z chłopakami i dziewczynami z sąsiedniej wioski na zabawie, popalała papierosy, i tańczyła. Tomka zabrała ze sobą do domu dziadków bo jej się podobał, nie był to pierwszy chłopak w jej życiu, w Poznaniu nawet zostawiła swojego stałego chłopaka Marka, ten był nawet straszy od tego wsiowego playboya. Chłopak wdrapywał się niezdarnie po ścianie domu, w końcu przytrzymany za koszulę przez Karolinę znalazł się we wnętrzu. Oboje się śmiali, sciszając głosy, żeby nie obudzić śpiących dziadków. Tomek nie czekał na zaproszenie, dobrał się do dziewczyny jak do swego, z miasta, czy ze wsi, baba jest babą, Tomek nalezal do tych, którzy wiedzą jak dogodzić każdej. -Cicho, wapniaki śpią w pokoju obok. -Dobra, ale ściągnij tę kieckę sama, bo coś nie daję sobie rady z zamkiem. Karolina kokieteryjnie, zwalniając ruchy, powoli ściągnęła krótką, kraciastą spódniczkę, którą kupiła jej matka na ostatnie urodziny. Żeby ta wiedziała jak ponętnie jej córka w niej wyglądała, czasami rodzice sami wpychają dzieci w paszczę grzechu. W pokoju było ciemno, jedynie światło księżyca przebijało się przez konary kasztanowców, oświetlając przy tym kawałek łóżka Karoliny i podłogę, sama dziewczyna stała w cieniu. Rozebrana i gotowa na małą zabawę. Podenerwowany Tomek podszedł do niej, gdzie się spodziewał ją znaleźć, ale znalazł tylko powietrze, Karolina rozmyła się w ciemnościach. -Gdzie jesteś u cholery? – wyszeptał wyraźnie już zdenerwowany, chciał jak najszybciej zaliczyć tę miejską małolatę. Od czasu jej przyjazdu chłopaki we wsi zakładali się kto ją zaliczy. Po zabawie w klubie, Tomek zadbał aby kilku z kolegów widziało, że wychodzi razem z nią, specjalnie nawet tulił ją do siebie i poił tanim winem. Żeby było wiadomo co nastąpi potem, rano bedzie miał co opowiadać. -Tutaj, na łóżku. – wyszeptała Karolina. -Ciemno jak w dupie, nie masz tu jakiejś lampy, czy czegoś? -A po co ci lampa, chodź tutaj...- mrucząc jak kot, dotknęła jego nagiego ramienia, rozebrał się, pomyślała. Tomek podszedł do łóżka, usiadł na jego krawędzi i poczuł jak nagie ramiona dziewczyny oplatają jego szyję, poczuł ciepło jej nagich piersi, objął ją, nie chciał niczego więcej tylko jej teraz i tutaj. Pragnienie zawładnęło jego ciałem i umysłem, nie zastanawiał się dłużej. Odwrócił się do siedzącej za nim Karoliny, po omacku znalazł jej nagie piersi i niemal siłą zmusił ją, aby położyła się na plecy. Nie pieścił jej dłużej ani nie całował, po prostu posiadł ją, nie zastanawiając się nad niczym. Nie dochodziło do niego, że Karolina mówi coś do niego, wije się pod nim, drapie, próbuje kopać; dopiero kiedy skończył opadł na łóżko i spojrzał na leżącą nadal na plecach dziewczynę. Nie odzywała się. -Co jest, nie podobało ci się? Dziewuchy we wsi nigdy nie narzekały. – wysapał zadowolony. -Zamknij się, chamie, i wynoś się.. - syknęła przez zęby Karolina, zupełnie przytomna. -Paniusia z miasta ma humorki, a dupy dajesz jak każda inna suka. – wstał z łóżka, po ciemku szukając koszulki, gdzieś się zapodziała. -Wynoś się! – niemal krzycząc zwróciła się do niego, rzucając mu w twarz jakąś szmatą, poznał zapach własnego potu. Skrzywił się, nakladając koszulkę na siebie, spojrzał jeszcze raz w stronę łóżka, nie widział twarzy Karoliny, ale czuł na sobie jej wzrok, jej nagie nogi wisiały nad podłogą. -Dobra już, tylko się zamknij. – syknął - Głupia jesteś wiesz. Najpierw mnie ciągasz do łóżka a potem dramaty urządzasz – zapinał po omacku rozporek. Nie rozumiał, co się stało, przecież nie zrobił nic złego, w końcu sama się prosiła. -Wynoś się, ale to już chamski synu, do krów, a nie do kobiet się zabieraj, chamie jeden, wynocha! -Miejska zdzira! – dodał wyskakując przez okno. Karolina została sama, usiadła na łóżku, palcami wyszukała zwiniętą pod poduszką pidżamę, nakładając bawełnianą bluzeczkę, czuła jak ciepłe łzy plyna jej po policzkach, po co jej to było, czula się brudna, gdzieś w zakamarkach jej ciala skrywał się kwaśny zapach potu Tomka. Rzuciła się twarzą w puszystą poduszkę, w której dusiła łkanie. Nie spała niemal całą noc, dopiero nad ranem kiedy wiejskie koguty zaczęły witać nowy dzień, zamknęła oczy. Babcia Leonia wołała na śniadanie, Karolina normalnie nie zwlokła by się z łóżka, ale poczuła, że musi coś zjeść i się umyć. Kiedy otworzyła oczy, nie wierzyła własnym oczom, łóżko było w zupełnym nieładzie, wczorajsze ubranie leżało rozrzucone po podłodze, na pościeli widniały ślady zaschniętej spermy. Twarz dziewczyny wykrzywiła się z obrzydzenia. -Cham, po jaką cholerę mi było wlec go tutaj...coś takiego nie zdarza się w mieście, tam chłopaki wiedzą jak obchodzić się z dziewczyną. Tutaj same baby i chłopy, wyżywają się i robią swoje. Najgorsze jest to, że ten gnojek nie założył prezerwatywy, pewnie jest zdrowy, ale co jeśli nie daj Boże zrobił mi dzieciaka. Powieszę się chyba. – jedynym wyjściem była myśl powrotu do domu, do Poznania, tam wszystko jakoś się ułoży, byle dalej od tych chamów. -Karolina, śniadanie na stole! – babcia zwoływała domowników do stołu. Wiedziała doskonale, że wnuczka wróciła do domu grubo po północy. Słyszeli hałasy dochodzące z jej pokoju. Dziadek podejrzewał nawet, że Karolina nie wróciła sama do domu, słyszał wyraźnie szepty a nawet jakieś swary za ścianą. Dla pewności, jeszcze przed śniadaniem obszedł dom dookoła i na zagrabionych grządkach zobaczył świeże ślady, z pewnością męskich butów. -Co u licha, ktoś się tu skrabał czy cuś? Trzeba odesłać dziewczynę do miasta, my za stare, aby ją upilnować. Żeby z tego wszystkiego jakiegoś nieszczęścia nie było. Panie Boże Miłościwy, do czego to już doszło, żebym my na stare lata, takie coś oglądali...Jezusienku Nazareński – czym prędzej chwycił oparte niedaleko o ścianę grabki i zagrabił ślady na grządkach, nie chciał denerwować Leosi – dobrze, że chociaż nie podeptał wszystkiego, oj, niech ja się dowiem kto to był, już gorąca na jego grzbiecie będzie skóra – mamrocząc pod nosem dziadek skierował się w stronę domu. W kuchni ku jego zdziwieniu, za stołem siedziała nie tylko babcia, ale również umyta i uczesana Karolina. Cała ta przebieranka wzbudzała jego podejrzenia, w głowie zabłysnęło mu: -A może już jest za późno? - zimny dreszcz przebiegł mu po plecach. -Nich będzie pochwalony.. -Na wieki wieków – odpowiedziały razem Karolina i Babcia Leosia -A co to, Karolinka, taki ranny ptaszek dzisiaj, wczoraj do domu to chyba w pół nocy wróciła, ha? – zagadał jak gdyby nigdy nic. -Byłam na zabawie w Trokach. -Po co ty tam chodzisz, to nie dla ciebie miejsce – skrytykowała babka -I tak po nocy żeś wracała? Sama? – dziadek przepytywał wnuczkę, coś niedobrego wyczuwał w powietrzu. Karolina pokręciła się na krześle przez chwilę ale nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ajudyta
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…