tama
o miłości, poszukiwaniu siebie, dojrzewaniu. napisane daaawno temu, proszę o komentarze, szczególnie te negatywne :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Prolog
Jest małym dzieckiem. Dziewczynką z dużymi zielonymi oczami i krótkimi brązowymi włosami. Ma na sobie zielone ogrodniczki i ulubioną bluzeczkę z królem lwem. Idzie wesoło po dróżce między polankami i zbiera kwiaty. Nie zna ich nazw, ale bardzo jej się podobają. Żółte, niebieskie, czerwone. Jest oczarowana kolorowymi motylami latającymi nad jej głową, świergotem ptaków i cykaniem świerszczy. Niebo jest bezchmurne, słońce jasno świeci, wiaterek pieszczotliwie muska jej twarz. Roześmiana odwraca się za siebie. Za nią podążają Oni. Młodzi, szczęśliwi, zakochani, a za nimi kłusuje piękny biały koń. W jednej chwili we trójkę znajdują się na jego grzbiecie i galopują przed siebie. Obejmuje Ją mocno w pasie czując się niewiarygodnie szczęśliwa. Nagle błękitne niebo stopniowo pokrywają ciemne chmury zakrywając słońce. Robi się niepokojąco cicho. Ptaki jeszcze śpiewają, ale jakby ich głos nikną gdzieś w oddali. Na jej mały zadarty nosek spadają pierwsze ciężkie krople deszczu. Nie boi się. Wie, że z Nimi jest bezpieczna. Świat pogrąża się w ciemności. Wiatr, który niedawno muskał jej twarz teraz biczuje jej delikatne policzki . Droga która była prosta i usłana kwiatami zmienia się w drogę pełną zakrętów, kamieni i cierni. Nadal trzyma się kurczowo Jej, chociaż ma wrażenie, że jakaś niewidzialna siła osłabia uścisk małych dłoni. Niebo pęka. Błyskają pioruny. Boi się. Ona wyczuwa jej lęk powtarzając uspakajającym głosem: nie bój się, jestem przy tobie. A po tym ziemia rozstępuje się pochłaniając Ją w swoją mroczną otchłań, choć Ona znika z uśmiechem. Rozgląda się wokół poszukując Go. Wyciąga drżące rączki jednak został po drugiej stronie czeluści patrząc bezradnie. Chce krzyczeć, wołać, żeby wróciła, ale jakiś głosik w jej głowie mówi, że nie może, że Ona już nie wróci. Jej serduszko bije bardzo mocno aż boli. Kuli się przed nadchodzącymi drzewcami. Boi się ich wielkich żółtych ślepi i wyciągniętych gałęzi zakończonych ostrymi szponami. Dlaczego On tam stoi i nie chce jej pomóc? Dlaczego odwraca się od niej? Czy nie widzi, że zginie jeśli jej nie pomoże? Przerażające drzewce Są coraz bliżej… On nie pomoże, dociera do niej. Chowa w dłoniach mokrą od deszczu twarzyczkę i błagalnie szepcze: mamusiu, pomóż mi. Gdzie jesteś? CZEŚĆ PIERWSZA
Otworzyła oczy. Serce biło jej tak samo mocno jak we śnie. Usiadła na łóżku i spojrzała w okno. Padał deszcz. Pomimo, że był czerwiec pogoda ich nie rozpieszczała Nie miała zegarka, więc nie wiedziała która jest godzina. Zamknęła na chwile oczy, ale od razu powróciły drzewce z żółtymi ślepiami. Wlepiła wzrok w ścianę byle tylko nie musieć zamykać ich ponownie. Miała mokre włosy. Dotknęła ich przelotnie sprawdzając czy są krótkie. Z ulgą stwierdziła, że są takie jakie powinny być: długie i potargane. Położyła rękę na sercu. Już przestało tak mocno bić. Powoli zaczynała się uspokajać. Usiadła na parapecie i przyłożyła rozpalone czoło do zimnej tafli szyby. Dotknęła jej palcami jakby chciała otrzeć z niej spływające krople deszczu. Za szybą były kraty. A za kratami świat. Dotknęła gojących się ran na lewym przegubie dłoni i ponownie ogarnęła ją złość. Na siebie. Na Karmen. Na ojca. I na Julie. Na myśl o tej ostatniej wzbierała w niej dzika wściekłość. Dopiero co uspokojone serce zaczęło walić tak jakby chciało się wydostać na zewnątrz i zamrozić Julie swoim chłodem. Od incydentu, który został nazwany próbą samobójczą, minęły trzy tygodnie a Natalia wciąż, z tą samą siłą, odczuwała tamte emocje. Dokładniej jednak tamtą wściekłość. Nie powinna złościć się na Karmen. Ona pewnie postąpiłaby tak samo, chociaż teraz nie potrafiła racjonalnie tego ocenić. - Tak wyszło-wzruszyła ramionami w odpowiedzi na pytanie ojca: po co? - Psychiatryk?!- wykrzyknęła kilka godzin później patrząc na ojca jakby to on wymagał leczenia. - Tak wyszło- wzruszył ramionami. To ostatnia noc- pomyślała z ulgą kładąc się z powrotem do łóżka. W myślach śmiała się z tych wszystkich specjalistów od siedmiu boleści. Wystarczyło udawać, kiwać głową na wszystko co mówili i przestać się kłócić, że w cale nie chciała się zabić. Przecież oni wiedzieli lepiej. Z udawanym spokojem wysłuchiwała tego, co mieli jej do powiedzenia a w głowie roi się jej od pomysłów co zrobi jak spotka ich kiedyś gdzieś w ciemnej uliczce. Powoli powracał sen sprawiając, że piekły ją powieki, choć niekonieczne chciała dalej spać. Błądziła ciemnymi tunelami… 2
Karmen miała już dosyć słuchania szczebiotu młodszej siostry. Co z tego, że kończy trzynaście lat? Osiemnastka Karmen przeszła bez echa. Matka dała jej serce na łańcuszku, które ewidentnie można było otworzyć, tylko Karmen nie dostała instrukcji jak to zrobić, bo po ludzku się nie dało. No i w cale nie wyglądało na nowe. Widocznie matce szkoda była na nią pieniędzy. Drzwi do jej pokoju otworzyły się z hukiem i wpadł Bartek. Rzucił się na nią i zaczął piszczeć, żeby zeszła na tort. - Spadaj- warknęła i spróbowała go zrzucić, ale był za ciężki. - Babcia mówi, że masz zejść- wołał skacząc po niej. - Sama niech zejdzie- warknęła i udało się jej go zrzucić. Ponownie nakryła się kołdrą. - Idę powiedzieć!- zaskrzeczał i wybiegł z pokoju. Nie zdążyła odetchnąć, gdy ktoś zerwał z niej ponownie kołdrę. - Co jest?- jęknęła patrząc w górę na rozzłoszczona twarz matki- No co?- powtórzyła poirytowana. - W tej chwili zejdź na dół- rozkazała patrząc na nią twardo z rękoma założonymi na piersi - O rany, to tylko urodziny- jęknęła Karmen. - Świętujemy coś więcej niż urodziny twojej siostry. - O tak, jeszcze to, że4 po wakacjach się jej pozbywamy- mruknęła wstając - Ona przynajmniej będzie kimś- rzuciła matka. - Dobrze wiedzieć co o mnie myślisz- odpowiedziała Karmen starając się, żeby jej głos nie zabrzmiał żałośnie. - Prowokujesz mnie do takich myśli. Spójrz na siebie- obrzuciła ją pogardliwym spojrzeniem- Chciałam zrobić z ciebie człowieka… - Daruj sobie- warknęła Karmen tracąc cierpliwość- Zajmij się Elizą- prychnęła odrzucając kołdrę. - Przebierz się i zejdź na dół- odparła matka jakby nie było żadnej rozmowy. Karmen rzuciła za nią poduszką, która odbiła się od zamykanych właśnie drzwi i usiadła na łóżku walcząc z bezsilną złością i napływającymi łzami. Wzięła jednak kilka głębokich oddechów i zeszła na dół do salonu. Stanęła niepewnie w drzwiach . Była chyba cała rodzina i kilka dziewczyn z drużyny Elizy. Rozpoznała także trenera siostry. Nie czuła się częścią tej wspólnoty. Gustowne sukienki i garnitury stanowczo nie należały do jej świata. Miała już się wycofać, kiedy ktoś położył jej rękę na ramieniu. - Chodź kochanie, usiądziesz koło mnie- powiedziała ciocia Basia. Chyba tylko one dwie nie zachwycały się nad uroda i talentem Elizy. Kiedy obie usiadły już na swoich miejscach, matka zastukała łyżeczką w kieliszek i zrobił się cicho. - Skoro wszyscy już jesteśmy- odezwała się spoglądając wymownie na Karmen- możemy zacząć uroczystość. Wszyscy niby to w skupieniu słuchali przemówienia matki w jak trudny to wiek wchodzi Eliza, ile wyborów będzie musiała podjąć, z jak wielu rzeczy zrezygnować i przekonać się co jest najważniejsze. Po niej odezwał się trener Elizy. Karmen podniosła wzrok i spojrzała na niego zalotnie. Ich spojrzenia się spotkały. dziewczyna korzystając z okazji puściła do niego oczko. Mężczyzna zaśmiał się i na chwilę stracił wątek. Matka spojrzała ostrzegawczo na Karmen a ona tylko wzruszyła ramionami wpatrując się w niego delikatnie przekrzywiając głowę. Był bardzo przystojny. Na pewno miał coś z Włocha i nie więcej niż trzydzieści lat. Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy skończył przemowę. Nadszedł czas na toast. Wszyscy wstali. - Za Elizę i jej przyszłość- powiedział Robert, ojciec solenizantki. - Za Elizę- powtórzyli goście. Następnie siostra pokroiła tort i podała każdemu na eleganckim talerzyku. Karmen spojrzała na swój kawałek i odsunęła talerzyk w zamian biorąc szampana. - Mi tez nalej- powiedziała ciocia podsuwając swój kieliszek. - Nie jesz tortu?- zdziwiła się Karmen. - Bez tłuszczu, kalorycznego kremu i czekolady?- spojrzała na Karmen jak na wariatkę- Nigdy!- zaśmiała się i stuknęły się kieliszkami. Ciocia Basia nie była gruba, ale lubiła podjeść, a później biegała na siłownie i basen, żeby spalić puste kalorie. W porównaniu do mamy, która dbała o linię swoją i Elizy. Siostra przecież uprawiała gimnastykę artystyczną, więc musiała być lekka jak piórko, ale jednocześnie mieć dużo siły. Matka Karmen i ciocia Basia różniły się jak ogień i woda, choć były siostrami…bliźniaczkami. Jednak łatwo było je rozpoznać. Ciocia Basia miała krótkie włosy ufarbowane na ognistą czerwień a mama długie naturalnie kasztanowe upięte w ciasny kok. Ciocia wolała dżinsy i wygodne bluzki podczas gdy mama nawet po domu chodziła elegancko ubrana. I ciocia była wciąż samotna. Często płakała kiedy to kolejne związki okazywały się niewypałem. Karmen ją lubiła. Wiedziała, że zawsze może z nią porozmawiać, chociaż tego nie robiła. Grunt jednak, że miała kogoś na kim mogła polegać w razie potrzeby. Często wydawało się, że ciocia Basia jest jedyna osobą w rodzinie która ją akceptuje. Ciocia i mama bardzo często się kłóciły. Ciocia zwierzyła się jej kiedyś , że też czuła się jak czarna owca w stadzie. Karmen to przemilczała. Nie chciała być w cale czarną owcą, raczej została do tego sprowokowana. Nalała sobie kolejny kieliszek szampana. Napotkała groźne spojrzenie matki. Uśmiechnęła się drwiąco i podniosła kieliszek jak do toastu bezgłośnie mówiąc: za siostrę. Matka pokręciła tylko głowa i wróciła do rozmowy z trenerem. Karmen nie wiedziała ile jeszcze ma siedzieć z nimi. Była ciekawa czy nie dostała jakiejś wiadomości od Kobry. Może nawet wysłał jej już kilka, bo nie odpisała od razu. Zaniepokoiła się. Nie lubiła go denerwować. Zaczęła się kręcić na krześle niespokojnie. - Chcesz do łazienki?- zachichotała ciocia nalewając sobie następnego kieliszka. Karmen spojrzała na nią rozbawiona. - Nie, ale chyba musze stąd wyjść- Spojrzała na zegarek. Dochodziła już dziewiętnasta. Zamyśliła się na chwilę i pacnęła otwartą dłonią w czoło. - No, no kochanie- zacmokała ciocia- masochizm się kłania- zaczęła się śmiać zwracając na siebie uwagę gości i matki. Karmen z całych sił starała się nie wybuchnąć śmiechem na widok miny rodzicielki, choć nawet w myślach starała się unikać takiego określenia. - Ciociu ja muszę wyjść- powiedziała cicho. - Okay, przemycę cię, wskakuj do kieszeni- znowu się zaśmiała. Karmen uśmiechnęła się, pocałowała ją w policzek i wymknęła się do pokoju. Z zapartym tchem spojrzała na wyświetlacz telefonu i poczuła niewyobrażalny zawód, kiedy nic na nim nie było. Usiadła przygaszona na łóżku i zamyśliła się. Kobra obiecał, że się odezwie. A ona czekała. Może coś się stało?- przemknęło jej przez myśl. - Zobaczysz, że któregoś razu rozwali się za jakimś zakrętem na tym swoim rumaku- kpiła Natalia. - Jeeej- jęknęła Karmen. Właśnie przypomniała sobie dlaczego pacnęła się dłonią w czoło. Nie wiedziała dokładnie o której Natalia miała wypis, ale czuła, że jest już w domu. Tak samo jak czuła, że Kobrze nic się nie stało. Co z tego, że miał wyłączony telefon? Pewnie mu się rozładował- pocieszała się. Westchnęła cicho i zeszła na dół. Przemknęła niezauważanie obok salonu i wyszła oddychając głęboko. Lubiła wieczory, kiedy niebo mieniło się w różnych odcieniach czerwieni. Lubiła patrzeć jak kończy się dzień i nastaje nocna cisza. Kochała puste ulice oświetlane latarniami i czarne niebo nad sobą. Czasami pragnęła, żeby ktoś wziął ją za rękę i poprowadził przez mrok. Pragnęła, żeby był to Kobra, ale na samą myśl o tym uśmiechnęła się ironicznie. Nie, stanowczo Kobra nie był romantyczny. I na pewno wolał być właśnie teraz na tym swoim zjeździe motocyklistów niż włóczyć się z nią po nocy w świetle księżyca. Tyle, że miał się odezwać- pomyślała z goryczą. Natalia od pół roku, czyli odkąd Karmen zaczęła chodzić z Kobrą, pytała co przyjaciółka w nim widzi, a Karmen potrafiła wymienić mnóstwo powodów dla których była z Kobrą, a które nie mieściły się w głowie Natalii. Rzadko o nim rozmawiały, bo Natalia jeżyła się na samą myśl o nim, a jeszcze bardziej, kiedy Karmen przypominała, że to ona zauważyła Kobrę i zagadała do niego. Kiedy stanęła przed bramą domu przyjaciółki poczuła niesamowitą radość. Znowu będą się włóczyć w nocy po parku, chodzić na imprezy i „robić wszystko, żeby za dużo nie myśleć”. Karmen bardzo lubiła, kiedy robiły coś nie myśląc, choć najczęściej kończyło się to na komisariacie lub w szpitalu. Wzięła głęboki wdech i już miała pukać do dębowych drzwi, kiedy usłyszała podniesione głosy. Zastygła z ręką w powietrzu wahając się czy zapukać czy odejść i, jak to często się zdarzało, udać, że jej w ogóle nie było. Wiedziała, ze jak zapuka to tylko pogorszy sprawę, bo Natalia będzie chciała wyjść, jej ojciec się nie zgodzi, ona się zbuntuje jeszcze bardziej i będzie…jak zawsze. Co prawda nie wiedziała o co teraz się pokłócili, ale jak znała życie, a szczególnie ojca Natalii i ją samą, mogło to być wszystko. Wycofała się więc spod drzwi, choć nie wiedziała co ma teraz ze sobą zrobić. Nie chciała wracać do domu ani nigdzie samej iść. Stała przez chwilę w kompletnym otępieniu, kiedy z domu naprzeciwko wyszła grupka roześmianych dziewczyn. Karmen skuliła się w sobie i nie chcąc na nie trafić wróciła szybko do domu. Minęła matkę, która miała już zamiar robić jej wyrzuty, pobiegła do swojego pokoju i rzuciła się na łóżko krzycząc w poduszkę. Spojrzała na pusty wyświetlacz telefonu i poczuła się bardzo samotna
Natalia leżała na łóżku zagryzając wargi aż poczuła metaliczny smak krwi. Trochę jej ulżyło. Nie żałowała ani jednego słowa, które powiedziała Julii. To wszystko jej wina. I to, że nie zdała do klasy maturalnej i, że Rafi nie żyje. Rafi był owczarkiem niemieckim, którego Natalia dostała od Mamy na trzynaste urodziny. Tuż przed jej odejściem. Karteczkę, którą miał wczepioną w kokardkę trzymała nadal w małym pudełeczku pod łóżkiem, choć od tamtych urodzin nie wyciągnęła jej ani razu. Nienawidziła Julii od pierwszego wejrzenia. Już od samego początku nie mogła znieść jej spokojnych niebieskich oczu, opanowanego głosu i, że ojciec t a k na nią patrzył. I do tego zniszczyła jej życie, weszła z buciorami w jej świat ciągnąc za sobą ojca, który nagle przypomniał sobie o swojej roli. Wsadziła ją do psychiatryka, niby miała takie prawo, pieprzona psycholożka i zabiła Rafiego. Dobitnie zabroniła wypuszczać psa poza teren podwórka. Słuchał jedynie Natalii, nikogo więcej. Julii nie tolerował tak samo jak ona. Natalia jak tylko weszła do domu i zauważyła, że Rafi nie przybiegł jej powitać wiedziała, że stało się coś złego. Wołała, gwizdała, ale nic. W akcie rozpaczy zajrzała nawet do lodówki i pralki, choć wiedziała, że nie ma go w domu. Wtedy Julia przyznała, że chciała wziąć go na spacer. Wyrwał się i pognał przed siebie, wprost pod rozpędzony samochód… Natalia zarzuciła Julii, że go zabiła. Ojciec oczywiście stanął w obronie kobiety. Julia od roku próbowała sprawić by Natalia i ojciec doszli do porozumienia, ale ona nie potrafi już z nim rozmawiać. Za wiele ich dzieliło, miała zbyt wielki żal do ojca, żeby się porozumieć trzeba by było wracać do przeszłości. A Natalia nigdy nie wraca do tego co było. Taką ma zasadę i jej się trzyma. Nie rozpamiętuje i nie rozdrapuje ran. Po każdym przeżytym dniu stawia kropkę i przekręca kartkę i nigdy nie wybiega poza to, co przyniesie następna chwila. Zamknęła oczy. Nie płakała po Rafim, choć wszystko płakało w niej. Czuła rozdzierający ból w sercu. Ponownie straciła tak ważną istotę w swoim życiu, którą kochała… Nigdy już nie pokocha i nie przywiąże się. Trzeba płacić za to zbyt wysoką cenie. Nie stać jej na to. Przekręciła kolejną kartkę.
2. Karmen zaczynało męczyć to czekanie na jakąś wiadomość od Kobry. W nocy budziła się i od razu patrzyła na wyświetlacz telefonu. Walczyła z pokusą puszczenia do niego chociaż głuchego. Jak bardzo była słaba wiedziała chyba tylko ona. Z bijącym sercem czekała na sygnał, ale zamiast tego po raz kolejny usłyszała kobiecy głos, że abonament tymczasowo niedostępny. Zacisnęła powieki. Była gotowa rzucić telefonem o ścianę, ale wtedy na pewno nie wiedziałaby czy się odezwał. Przewróciła się na plecy ściskając oczy dłońmi. Nie chciała płakać. Była pewna, że to w niczym jej nie pomoże. Odkąd Kobra pojawił się w jej życiu płakała więcej niż w dzieciństwie, a wtedy była prawdziwą fontanną łez. - No dobra- powiedziała do siebie przecierając oczy- Ogarnij się. Musiała przywołać się do porządku dziennego. Żaden facet nie jest wart, żeby tak płakać. Jak się odezwie powie: nie. To będzie koniec. Nie może tak pozwolić sobą manipulować, trzeba się bawić i korzystać z życia póki można. Przez chwilę miała przypływ energii. Biegała po całym pokoju zbierając swoje porozrzucane rzeczy, ale jak tylko usłyszała dźwięk wiadomości cała zesztywniała a serce biło jej jak oszalałe. Nie miała wątpliwości, że to Kobra. Dobra, dam mu ostatnią szanse- pomyślała sobie rzucając się na telefon. Jaki wielki był zawód, kiedy okazało się, że to tylko wiadomość z sieci o jakimś idiotycznym konkursie. - A niech cię szlag!- krzyknęła rozkopując stertę ubrań, którą miała pod nogami- Ostatnia szansa- prychnęła kopiąc leżącego na podłodze miśka, choć o poprzednie nawet nie prosił. Cała energia się ulotniła. Usiadła bezsilnie na łóżku i schowała twarz w dłoniach. Drzwi od pokoju otworzyły się. W Karmen aż coś się zagotowało. - No chyba się puka, nie!- krzyknęła na siostrę. - Przepraszam- odpowiedziała pojednawczo. - A w… se wsadź to cholerne: przepraszam! I wyjdź mi stąd! - Mama prosiła… - Wiesz co- wstała i spojrzała Elizie wrogo w oczy- Powiedz swojej mamusi, że jak coś chce to niech sama sobie przyjdzie! Won!- wskazała jej drzwi. Eliza posłusznie wyszła a Karmen trzasnęła za nią drzwiami. Usiadła na łóżku walcząc z bezsilną złością. Wiedziała, że niepotrzebnie szarpie sobie nerwy bo i tak jak tylko ten palant się odezwie poleci do niego jak na skrzydłach. Nienawidziła siebie za to, ale nie umiała zwalczyć tych uczuć jakie do niego żywiła i Natalia mogła mówić co chciała, ale z tego nie można było wyjść ot tak- pstryknąć palcami i wszystko znikało, chociaż ona twierdziła, że można. - Karmen!- zawołała z dołu matka. Dziewczyna zamknęła oczy błagając o cierpliwość. Westchnęła ciężko i zeszła na dół. - Tak?- zapytała słodko uśmiechając się sztucznie jak na wyborach miss. - Idź do sklepu i kup mleko. Tylko pamiętaj odtłuszczone. Pieniądze leżą na stole ja muszę wyjść- Matka przeszła obok jak burza. Karmen poczuła tylko jej duszące perfumy i sekundę później trzasnęły drzwi frontowe. - Jasne- prychnęła biorąc pieniądze ze stołu. - Daj, ja kupie- odezwała się Eliza. - Daruj sobie- warknęła- Jak chcesz mleko to kup za swoje. - Wzięłaś pieniądze mamy… - Ona ma dużo- spojrzała na Elizę jak na coś obrzydliwego- Sprzedaj mnie jak chcesz… - Nikt cię nie kupi- odcięła się i zniknęła w salonie. - Gówniara- mruknęła Karmen. Będzie na fajki. Albo na cokolwiek innego. Napiła się soku i wyszła z domu bez określonego celu.
*** Natalia odetchnęła z ulgą, kiedy usłyszała trzask drzwi na dole. Wreszcie została sama. Zamknęła oczy i wsłuchiwała się w cisze. Nie mogła. Było za cicho. Chciała zawołać Rafiego, ale przypomniała sobie, że go nie ma. Świat nagle opustoszał. Jej świat. Tamten nie jest ważny. Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłoniach. Jak dziwnie, kiedy go nie ma. Wszystko w środku ją paliło, bolało tak jakby coś ją wyżerało, dławiło, ściskało. Zwinęła się w kłębek jakby po prostu bolał ją brzuch. Ale nie przestało. Wręcz przeciwnie, zrobiło jej sie niedobrze. Wstała i zaczęła chodzić po pokoju w myślach nawołując psa. Zawsze przybiegał. Zawsze wiedział, kiedy go najbardziej potrzebuje. Dlaczego nie ma go teraz? Usiadła i spojrzała na zdjęcie na biurku. Wszystko uleciało. Stanęła przed lustrem i spojrzała na dziewczynę po drugiej stronie. Zacisnęła pięści. - Weź się w garść idiotko- warknęła- Nic nie trwa wiecznie. A to był tylko pies. Nagle jej własne słowa zadały jej niewyobrażalny ból. Tylko pies? Weź się w garść, powtórzyła w myślach. Poszła do łazienki i z szafki wyjęła apteczkę. Że też ojciec jej nie schował, prychnęła. Co my tu mamy? Zrobiła przegląd leków i zaśmiała się. Wszystko co trzeba. Skoro boli jak brzuch, to jak ból brzucha przejdzie. Wysypała na dłoń garść tabletek i połknęła bez popijania. Wróciła do łóżka.
Nie wiedziała po jakim czasie obudziło ją dziwne uczucie lekkości. Wtopiła się w łóżko. Nie mogła się ruszyć. Będę sparaliżowana, pomyślała i zaczęła się śmiać. Wyobraziła sobie ojca zmieniającego jej pieluchy i zrobiło się jej niedobrze. Wróciła. Znowu była na łóżku. Zwymiotowała na dywan, ale nie zrobiło się jej lepiej. Nogi miała jak z waty. Ręce też. Położyła się. Pokój zawirował przed oczami nasilając mdłości. Pod powiekami coś ją paliło. Nie mogła zamknąć oczu, a z otwartymi też nie było dobrze. Gdybym mogła je wydłubać, pomyślała próbując wstać, ale po chwili opadła z powrotem na łóżko. Nadal było jej bardzo niedobrze. Postanowiła leżeć. Nie chciała zamykać oczu. Niestety same się zamykały. Miała takie ciężkie powieki. I te mdłości. Chciała zasnąć i zobaczyć, gdzie będzie jak się obudzi. Pogrążyła się w ciemności. Miała świadomość, że jest nadal w pokoju na swoim łóżku. Nie wiedziała czy ma zamknięte czy otwarte oczy. A jak oślepła? Może to i lepiej. Nie będzie widziała ojca ani Julii.
Znowu widziała, ale nadal było jej niedobrze i pokój co jakiś czas zmieniał się w karuzele. Ale żyje, przemknęło jej przez myśl. Wciąż jednak miała ograniczone ruchy. I powróciła ciemność. A za chwilę znowu jasność. Ale czy na pewno za chwilę? Nie wiedziała właściwie ile czasu mija. Dla niej chwila. A jeśli to już wieczór? I na zawsze pozostanie zawieszona między jasnością a ciemnością? Czy jest już sparaliżowana? I to coś dzwoni w jej głowie czy na dole? A ona jest na górze czy gdzie? Nie mogła poradzić sobie z tymi myślami. A coś dzwoniło nadal. Drzwi. To na dole. Tak bardzo nie chciała się ruszać, ale dzwoniło jakby cos się stało. Wstała więc z pewnym trudem walcząc z mdłościami i zawirowaniami. Stanęła patrząc niepewnie na schody. Zdawały się nie mieć końca. Schodziła po woli trzymają się ściany i zupełnie nagle znalazła się na dole. Latam, pomyślała. Dotknęła klamki i drzwi otworzyły się same. Znowu zobaczyła ciemność…
*** - Natalka!- zawołała przerażona Karmen i podbiegła do leżącej dziewczyny. Natalia otworzyła po chwili oczy i spojrzała na nią zdziwiona. - Jeszcze tu jesteś?- zapytała nie ruszając się. - Dopiero co przyszłam. Otworzyłaś mi drzwi i padłaś jak trup. Ale na dosłownie trzy sekundy. - Oooo- odpowiedziała tylko i zaczęła zamykać oczy. - Ej, ej no- Karmen próbowała ją podnieść, ale leżała bezwładnie- Co ty znowu brałaś? - Niedobrze mi- mruknęła. - Jadłaś coś? - Nie wiem. - Chodź- Pomogła jej wstać i zaprowadziła do kuchni, posadziła na krześle. Nie zastanawiała się co jej dać do jedzenia. Wiedziała tylko, że cokolwiek Natalia weźmie do ust to i tak zwymiotuje. Ukroiła więc kilka kromek chleba i nalała wody do kubka. Natalia siedziała bez ruchu z otwartymi szeroko oczami. Wzrok jednak miała niewidzący. - Cholera- syknęła i potrząsnęła nią delikatnie- Natala wróć do mnie. Zareagowała jak na dźwięk jakiegoś zaklęcia. Spojrzała na nią nieprzytomna. Była strasznie blada i miała zaczerwienione oczy. - Zjedz- podstawiła jej kromkę chleba pod nos, ale pokręciła tylko głową- Zjedz to- powtórzyła ostro i wpakowała jej w usta niemalże na siłę i szybko podstawiła wodę do picia. Reakcja była natychmiastowa. - Będę pracować w domu opieki dla upośledzonych, jestem pewna- mruknęła do siebie i zanim zmusiła ją do kolejnego razu, poszła do łazienki po miskę. Stwierdziła jednak, że nie będzie jej katować chlebem i dawała samą wodę, po czym położyła na kanapie w salonie, przykryła kocem i czuwała przez jakiś czas. Kiedy zauważyła, że śpi a nie umarła, otworzyła okna, żeby trochę przewietrzyło się. Poszła na górę do jej pokoju. - Nataaalaaa- jęknęła żałośnie i poszła po ścierkę, żeby doprowadzić jej pokój do jakiegoś ogólnego stanu. Wyczyściła dywan, otworzyła okno i popsikała odświeżaczem powietrza. W łazience zauważyła, że wszystkie leki z apteczki leżą na podłodze. Przewróciła oczami. Nie wiedziała co Natalia mogła wziąć. Znając ją mogło to być wszystko, więc nawet nie zrobiła przeglądu. Nienawidziła brać leków i nie lubiła jak robi to Natalia. Narkotyki… sama…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Rzynka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…