Taniec
Właściwie wszystko jest już przesądzone.. Dwoje ludzi.. na przeciw siebie.. i potęga schematów, wyuczonych sztywnych zachowań, norm społecznych, "zasad" moralnych... (może jakiś komentarz??)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Spotkali się dzisiaj. To chyba już czwarty, a może nawet piąty raz. Fascynacja w pełnym rozkwicie. Gra słów, gra gestów. Niezrozumiała dla postronnych osób. Rozmowa bez słów. Ukradkowe spojrzenia. Słowa , których znaczenia było zdecydowanie różne od tego ogólnie przyjętego. Tajemnica. Hmm.. magia. Spotkali się dzisiaj. Obydwoje czekali na to niecierpliwie. Wskazówki zegara złośliwie i z pełnym wyrachowaniem przesuwały się wolno po białej tafli. Jeszcze trzy godziny.. jeszcze dwie.. gorączkowe przygotowania.. nerwowa bieganina od szafy do szafy. Ona miała odwieczny problem typu „w co ja się ubiorę?”. On niestety nie da się ukryć też.. Nerwowe zerkanie na zegar. Wybrała. Poczuła ulgę. Miała długie lekko kręcone, kasztanowe włosy. Ciemne oczy. To za mało powiedziane. Wielkie ciemnobrązowe oczy. Przy słabszym świetle brane za czarne. Jej twarz właściwie podporządkowała się oczom. Była ich dopełnieniem. Były tak ogromne, ze cała twarz przybierała wyraz jakiegoś zdziwienia.. zadumy. Wiele mogła zrobić tymi oczami z mężczyznami. Sam wzrok. Żadnego słowa. Tak – powiedziała na głos, przeciągając nieświadomie ten wyraz. Ten będzie dziś najlepszy. Przymierzyła zielony kostium przykładając go do siebie przed lustrzanymi drzwiami szafy. Jeszcze bluzka w kolorze jesiennych liści, rude buty i torebka. Ach – syknęła- jeszcze moje ulubione ponczo, głęboka zieleń. Miała dobry gust. Bardzo dobry. Krótka toaleta. Nie lubiła przesadzać z makijażem. Zresztą urok tkwi w prostocie. Brwi, rzęsy.. i zielony cień do oczu. Była zadowolona. Delikatnie i gustownie. Jeszcze odrobina kokieterii – pomyślała, rozpinając kolejny guzik bluzki. Odsłonięte pagórki piersi wyraźnie zarysowały się w dość śmiałym dekolcie. Zdecydowanie bardziej intrygujący widok niż opięta koszulka. Wszystko odsłania.. Zabija wyobraźnię.. Nie daje żadnych szans…jak film w porównaniu do książki. A dekolt hm.. tajemnica zaczęta odsłoniętym rąbkiem prawdy. Interpretowana i wizualizowana na milion sposobów, dowolnie. Coś wspaniałego. Ostatni rzut okiem w lustro. Była gotowa. A co najważniejsze podobał Jej się ten widok. Nabrała pewności siebie. Lubiła to uczucie. On również miał problem z doborem odpowiedniego stroju. Bynajmniej nie dlatego, ze miał ich taki nadmiar. Po prostu wszystkie nie były w stylu czekającego go wieczoru. Zawsze dobierał ubrania pod względem wygody, praktyczności. Były zbyt codzienne. Zresztą nie założy po raz kolejny swojego jedynego garnituru (pamiętającego jeszcze egzamin maturalny). Po pierwsze musze się ogolić – mruknął. Zapalił papierosa. Przyjrzał się swojej twarzy w lustrze. Twarzy z białą brodą z pianki do golenia. Wytarł usta kciukiem. Co za syf – pomyślał patrząc na ustnik papierosa umazany w pianie. Pociągnął zdecydowanie maszynką do golenia policzek. Poczuł lekkie uszczypnięcie. Spojrzał w lustro. Krew. Cholera, zaciąłem się? – zadał sobie retoryczne pytanie. Uważnie przyjrzał się swojej prawej dłoni. Trzęsła się. Każdy palec poruszał się w inny sobie tylko znany rytm. Zdziwiło go to mocno. Uśmiechnął się. Zaczął śmiać się głośno. Cholera, czuje jakbym znów miał piętnaście lat – słychać było jego głos przerywany nowymi wybuchami śmiechu – czuje się jak przed moją pierwszą randką. Denerwuje się tak jak wtedy gdy udało mi się pierwszy raz zaprosić dziewczynę.. ech.. Skończył się golić. Teraz tylko się jakoś ubrać. Jakoś.. tylko w co? Koszula. Dobrze. Cholera, nie zapnę jej pod szyją. Trudno. Mała jakaś się zrobiła. Zapomniał tylko ze ostatni raz miał ją na sobie ze trzy lata temu. Spodnie. Od jakiegoś nie istniejącego już garnituru. Może być. Kurtka przypominająca odrobinę marynarkę. Krawat. Namyślał się chwilę. Włożył go do kieszeni. Może się przydać, jeśli nie będą chcieli nas wpuścić do tej knajpy – pomyślał. Był średniego wzrostu. Krótkie włosy. Kolor był pochodną brązu i czerni. Zielone oczy były chyba dodane do kompletu. Pasowały. Harmonia. Krępa budowa ciała zdradzała siłę. Spokojne ale zdecydowane ruchy – opanowanie. To nie był choleryk. Z reguły nie przywiązywał aż takiej wagi do ubioru, właściwie do swojego wyglądu. Chciał Jej pokazać że Ją szanuje. Że mu na Niej zależy. Więc nie było tu mowy o lekceważeniu. Nawet wyglądem. Spotkali się dzisiaj. Zauważyli się z daleka. Starali się nie zdradzać emocji. Gra pozorów. Zdradziły ich oczy. Starali się nie być zbyt wylewni. Hipokryzja. Całus w policzek. Zwykły buziak na dzień dobry. Impuls elektryczny. Gęsia skórka. On otworzył przed Nią drzwi. Uśmiechnęła się. To takie dziękuje bez zbędnych słów. Puścił Ją przodem. Znaleźli wolny stolik. Odsunął przed Nią krzesło. Usiadła. Znowu uśmiech. Później zgodnie z utartym standardem: kelner, karta menu, zamówienie, parujące talerze. Knajpka była nastrojowa. Lekki półmrok. Daleko od siebie porozsuwane stoliki. Mnóstwo świec. Elektryczne oświetlenie stanowiły jedynie dwie lampy rozmieszczone symetrycznie w okolicach środka sali. Ich światło było mało natarczywe, raczej były dopełnieniem świec. Poza tym kilka halogenów przy barze. Ale na szczęście był daleko. Jakaś rozmowa. Jakieś mało ważne słowa. Jakaś mało ważna muzyka w tle mało ważnych słów. I oczy. Właściwie tylko oczy. I rozmyta rzeczywistość wokół nich. Mało ważna. Stojący czas. Stojące powietrze w knajpce pełne tysiąca kulinarnych zapachów. Kolorowe serwetki, świeże kwiaty na stolikach. Oczy. Jej, Jego. Powiedziała coś wyjątkowo miłego. Chciał
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Abiff
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…