Wróć do katalogu

Tarot o koronkowe serwetki

Opowieść o zmianach, odwadze stawania się sobą i realizacji marzeń. Początek powieści.

Marzanna6, opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

CZERWIEC

Wielu kupujących było w sklepie, kolejki do kas ciągnęły się niemal przez połowę jego długości. Zbliżał się czerwcowy długi weekend, związany ze świętem Bożego Ciała, a ludzie robili zakupy jakby miała być wojna. W takiej sytuacji unieruchomienie choćby jednej kasy groziło katastrofą. Zarówno klienci, jak i sprzedawcy balansowali na granicy wyczerpania nerwowego. Krystyna pracowała od szóstej rano, ale pomimo poirytowania i zmęczenia zgodziła się zostać dłużej w pracy. Było już po osiemnastej, gdy w końcu mogła zamknąć kasę, rozliczyć się z utargu i wyjść ze sklepu. Powolnym krokiem wracała do swojego mieszkania. Szła ulicami miasteczka patrząc głównie na własne stopy. Obojętnie mijała ludzi i ignorowała pozdrowienia, które ktoś czasem jej przekazywał. Minęła kilka budynków, pocztę, szkołę, przeszła przez przejście dla pieszych i skręciła z wyłożonego kostką brukową chodnika w piaszczyste podwórko. Beznamiętnie ominęła hałaśliwie zachowujące się dzieci oraz nie mniej rozgadane mamusie, które siedząc na ławce od rana do nocy zawsze miały sobie coś do powiedzenia. Weszła do klatki schodowej i wolno dostawiając nogę do nogi wspięła się po drewnianych, skrzypiących schodach na drugie piętro kamienicy. Postała chwilę przed drzwiami mieszkania uspokajając oddech i otworzyła drzwi. W środku panowała kompletna cisza. W przedpokoju zdjęła buty i założyła zniszczone kapcie. Weszła do kuchni, położyła na stole reklamówkę z drobnymi zakupami, które zrobiła wychodząc z pracy, zajrzała do dużego pokoju oraz łazienki. Janusza, jej męża, najwyraźniej nie było. Rozejrzała się w poszukiwaniu kartki, którą mieli w zwyczaju sobie zostawiać wychodząc z domu bez wcześniejszego uzgodnienia, ale nigdzie jej nie znalazła. Kobieta przygotowała herbatę i kanapki. Zjadła posiłek w pokoju przed telewizorem, zerkając od czasu do czasu na zegarek i nadsłuchując kroków na korytarzu. Wyprostowała zmęczone nogi i położyła się na wersalce, przytuliła policzek do małej poduszki, obejrzała popołudniowy serial, wieczorne wiadomości i zmęczona zasnęła. Obudziła się w środku nocy. Leżała w ubraniu na nierozścielonej wersalce. Było jej zimno, a telewizor brzęczał wyświetlając sceny jakiegoś nieprzyzwoitego filmu. W pierwszym momencie Krystyna nie potrafiła określić, gdzie jest i co się z nią dzieje. Dopiero po chwili niepewności energicznie wstała i zajrzała do zamkniętych pokoi dzieci. Były puste. Zegar wskazywał trzecią piętnaście, nadal była sama w domu i nie miała pojęcia, co w tej sytuacji powinna zrobić. Janusz nigdy nie znikał w taki sposób. Odkąd się poznali i zostali małżeństwem ich życie, a w tym postępowanie Janusza, było bardzo przewidywalne. Rano praca, a potem dom, w którym zawsze miał coś do zrobienia. A to cieknący kran, a to chyboczące się krzesło, które trzeba było naprawić. Miał niewielu znajomych, jego życie towarzyskie, podobnie jak Krystyny, praktycznie nie istniało. W pierwszym odruchu chciała zadzwonić do teściowej. Potem pomyślała o jedynym znajomym Janusza, którego kiedyś poznała. „Gdzieś tu musi być jego numer” – pomyślała przeglądając notes leżący obok starego aparatu telefonicznego. Nagle zatrzymała się w tych poszukiwaniach, bo zrozumiała, że pora na telefonowanie do przecież zupełnie obcego człowieka jest nieodpowiednia. Usiadła i próbowała racjonalizować nieobecność Janusza. Jednak każda wymyślona sytuacja wydawała się tak niedorzeczna i niepasująca do jej męża, że odrzucała ją, gdy tylko pojawiła się w głowie. „Więc gdzie był? Co robił?” - zadając sobie te pytania, Krystyna bezsennie dotrwała do szóstej rano i zadzwoniła do teściowej.

***

Grymas twarzy, który przybrała Kalina wypowiadając te, niezrozumiałe słowa zdumiał Danutę. Zastanawiała się, gdzie podziała się tak dobrze rokująca, łagodna i podporządkowana dziewczyna. Przecież tak bardzo starała się wychować to osierocone dziecko na dobrą i uczciwą kobietę. Spokój i opanowanie, które zawsze towarzyszyły metodom wychowawczym stosowanym przez Danutę powinny przynieść oczekiwany skutek. A jednak coś poszło nie tak. Kobieta z niesmakiem obserwowała Kalinę, która miotała się po mieszkaniu jak dzikie zwierzę. Dziewczyna wykrzykiwała słowa, których Danuta nawet nie próbowała zrozumieć, gdyż zarówno ich znaczenie, jak i sposób, w jaki były wypowiadane, łamały wszelkie zasady. Postanowiła przeczekać ten niezrozumiały napad furii i odpowiednio zająć się Kaliną. Odwróciła się więc i odeszła, pozostawiając ją samą w pokoju, w którym rozgrywała się ta żałosna scena. Zamknęła drzwi do swojej sypialni i usiadła w fotelu. Starała się uspokoić zbyt szybko bijące, już przecież niemłode serce. Sięgnęła po lekarstwo schowane w nocnej szafce. Wyjęła pastylkę, połknęła popijając wodą. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwi wyjściowych i w końcu w mieszkaniu nastał spokój. Kobieta jeszcze przez kilka minut siedziała w ciszy próbując wymazać z pamięci sytuację, której przed chwilą była świadkiem. Zapadła w drzemkę. Ze snu wyrwał ją nagły skurcz, który coraz częściej zakłócał jej odpoczynek. Rozmasowała obolałą łydkę i włączyła telewizor. Pomimo usilnych starań odcięcia się od tamtej sytuacji Danuta nadal nie mogła przestać myśleć o Kalinie. „Może to przez narkotyki?” – pomyślała. „Tak, na pewno” – pokiwała głową wyraźnie zadowolona, że znalazła przyczynę nieodpowiedniego zachowania Kaliny. Wstała z fotela i poszła do pokoju dziewczyny. Na środku stała wielka nierozpakowana walizka, z którą dzisiaj wróciła do domu. W szafie, w równym rzędzie wisiały jej zimowe ubrania. Na półce nadal stały książki i drobiazgi. Danuta poprawiła kapę na łóżku, oraz domknęła szufladę biurka. Uspokojona wróciła do własnej sypialni i oglądania telewizji.

***

Kalina z małą torbą na ramieniu, w której znajdował się jej świeżo odebrany dyplom magistra psychologii oraz dokumenty związane ze spadkiem po rodzicach, wsiadła do srebrnego nissana zaparkowanego z tyłu kamienicy. Stał zakurzony i dawno nieużywany, na szczęście było w nim trochę paliwa. Usiadła za kierownicą i włączyła silnik. Ruszyła…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych