Wróć do katalogu

Thief - Królewski Opal

Jedno z pierwszych opowiadań jakie wyskrobałem. Opowiada o tajemniczym złodzieju w czasie jego "pracy" ;) Zapraszam do czytania.

piietras91, opublikowano , 16 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Leniwie otworzyłem oczy i obraz, jaki ujrzałem nie wzbudził we mnie niepokoju.Było ciemno, jedyne źródło światła pochodziło od małej świecy na stole koło schodów. Śmierdziało stęchlizną i wilgocią do tego słyszałem tylko bicie własnego serca, lecz było ono spokojne i miarowe. Wisiałem na belce przywiązany liną za ręce. Czułem potworny ból i odrętwienie w ramionach. Jak dotąd wszystko idzie zgodnie z planem to mnie podniosło na duchu i trochę ukoiło ból. Znajdowałem się w niewielkiej celi więziennej w samym sercu imperium wielkiego Kesh -Sumarum. - Wpadłeś w nieliche gówno! Głos był szorstki i ochrypły, aż mnie ciarki przeszły po skórze. Przemilczałem to, oszczędzałem siły, a nie chciało mi się zbędnie i bezsensownie otwierać gęby. - Sam jeden odważyłeś się podnieść rękę na żołdaków w oberży?! Doprawdy jesteś głupcem! - Mówiąc to strażnik powoli wyłonił się z cienia i przybliżał się. - Jak Cię zwą zasrańcu?! Nic nie powiedziałem, jeszcze nie teraz. - Co język do dupy Ci przyrósł?! Cios, jaki dostałem w szczękę był mocny. Zęby zagrały mi serenadę, jak ja tego nie lubię. - Gadaj kurwisynu!! Wściekłość doprawdy była imponująco wyraźnie wypisana na jego twarzy. Cicho szepnąłem tak, aby nie mógł zrozumieć. - Coś tam wyjąkał??!! - Obruszył się strażnik więzienny. Wadą ludzi jest to, że niektóre odruchy życia codziennego tak mają wpojone, iż robią je z automatu nie myśląc o konsekwencjach. Tak i było tym razem strażnik machinalnie przybliżył się do mnie nastawiając ucho, przekraczając tym samym bezpieczną strefę między nami. I to był błąd. Gdy znalazł się dostatecznie blisko szybkim ruchem oplotłem mu nogi wokół szyi pozbawiając go tchu i czekałem cierpliwie aż przestanie się wierzgać i rzucać. Gdy strażnik odpłynął szybko popuściłem zacisk nóg, lecz tak, aby nie osunął mi się. Byłem boso i to dało mi kluczową przewagę, zręcznymi ruchami ubłoconych stóp wyciągnąłem niewielki sztylet za paska jego spodni, gdy to zrobiłem nieszczęśnik głucho opadł na posadzkę. Ów sztylet uniosłem do góry tak abym mógł go chwycić ręką, po czym odciąłem linę, która mnie więziła. Spadłem boleśnie na zimne kamienne kafelki. Krążenie w ramionach momentalnie powróciło, a odrętwienie powoli mijało. Zakneblowałem i przywiązałem strażnika w identyczny sposób, w jaki oni mnie urządzili, dzięki temu kolejny wartownik będzie myślał, że to ja tam spokojnie dyndam i póki nie podejdzie dostatecznie blisko w tych ciemnościach nie dostrzeże różnicy. Jak najlepiej ukraść Królewski Opal?? Rzecz prosta dać się złapać i tym samym znaleźć się za murem zamku gdzie przechowują Klejnot. Jeśli się wie, jakie prawa tu obowiązują i jak tu traktują więźniów, zwiać można równie łatwo jak dostać się tu. Ja wiedziałem. Mam, co najwyżej kwadrans nim kolejny wartownik przyjdzie na zmianę. Czasu było aż nadto. Sztylet schowałem za swój pasek i cicho przemknąłem pomiędzy kratami i stołem, na którym zatańczył płomyk świecy. Znalazłem się na schodach, cicho uchyliłem drzwi na ich szczycie, szybo omiotłem wzrokiem pomieszczenie, po czym bezszelestnie zamknąłem je i znalazłem się w wąskim korytarzu, skręciłem w lewo i pomknąłem wzdłuż korytarza. Zawsze staram się perfekcyjnie przygotować do każdego skoku to też w głowie pojawił mi się bardzo wyraźnie obraz rozmieszczenia wszystkich sal, komnat i korytarzy w zamku. Mapę zdobyłem od pasera na przedmieściu -cichego Boba, dzięki temu zachowałem poufność. Na końcu korytarza skręciłem w prawo do wieży z wąskimi spiralnymi schodami. Na samej górze drogę zagrodziły mi drzwi, były otwarte. Mile mnie to zaskoczyło. Wszedłem do środka. Był to niewielki korytarz z trzema wejściami. Na ścianach widniały pochodnie rzucając jasne światło. Naprzeciwko siebie przy ścianach ustawiono wypucowane do połysku zbroje, a Ja stanąłem oko w oko z dwoma strażnikami. - Kurwa, wiedziałem, że szło mi zbyt łatwo. Mam, co najwyżej pięć sekund nim strażnicy otrząsną się z zaskoczenia i zaalarmują zamek. Dwóch rosłych mężczyzn, uzbrojonych i groźnych. Ja jestem sam z jednym niewielkim sztyletem. Mają u pasa przypięty długi miecz, co w tym przypadku działa na moją korzyść… - Panowie wydaje mi się, że nie musimy uciekać się od razu do przemocy. Niestety na nic zdały się moje słowa. Wyrazy na ich twarzach z zaskoczenia przeszły teraz w zmieszanie, lecz o to już dostrzegłem wzburzenie na ich gburowatych twarzach. Jeden z nich właśnie zaczął wysuwać miecz z pochwy, lecz nim to zrobił doskoczyłem do niego i idealnym cisem w splot słoneczny pozbawiłem go tchu i prawym sierpowym prosto w skroń dokończyłem dzieła. - Alarm!! Alarm!! Złodziej… - Strażnik pochłonięty informowaniem reszty zamku o moim istnieniu nawet nie zauważył pędzącej ku jego twarzy pięści. Z niemałym zaskoczeniem runą na plecy. - Cholera za mocno, wybiłem sobie palec - zakląłem. Choć patrząc na rozkwaszony nos nieszczęsnego strażnika przestałem martwić się moją ręką i jednym stanowczym szarpnięciem nastawiłem sobie knykcia. Gdy coś idzie nie tak bierz dupę w troki i uciekaj gdzie pieprz rośnie tak bym zrobił, tak by zrobił każdy normalny człowiek, lecz nie tym razem nie wtedy, gdy jestem tak blisko celu. Przeskoczyłem nad strażnikami i pognałem, co tchu do kolejnej komnaty gdzie jak miałem nadziej znaleźć Królewski Opal. Z impetem wymierzyłem solidnego kopa w drewniane drzwi, które z hukiem się otworzyły. Pomieszczenie było małe, po przeciwległych bokach zawieszone były niewielkie pochodnie, które dawały żółte światło, a przede mną w samym środku pomieszczenia na piedestale majestatycznie widniał Klejnot, a za nim na ścianie zawieszony był herb miasta Sumarum. Szczęśliwy chwyciłem za Opal schowałem za pazuchę i poleciałem z powrotem do wieży. Czas najwyższy wcielić w życie plan B, jaki naprędce wymyśliłem. Przystanąłem nad strażnikiem z rozkwaszonym nosem. Doprawdy miałem mało czasu, lada chwila będą tu pozostali wartownicy i żołnierze. Pospiesznie zacząłem go rozbierać do samej bielizny po czym przerzuciłem przez ramie nieszczęśnika. Z rozkładu komnat na mapie pamiętałem, że gdzieś tu jest schowek na różne rupiecie. Szybko odnalazłem pomieszczenie, rzuciłem go i zakryłem skrzyniami i beczkami. Już słyszałem gwar i tupot nóg strażników. W imponującym czasie wskoczyłem w uniform wartownika i położyłem się twarzą do ziemi. W tym samym czasie z trzaskiem dwóch żołnierzy wpadło do pomieszczenia. Żeby mój przekręt miał, jakikolwiek cień szansy żołnierze muszą najpierw odkryć brak klejnotu, a nie interesować się nami tak, więc zostawiłem otwarte drzwi gdzie przechowywali ów klejnot. - Co tu się dzieje do cholery?! - Powiedział jeden z nich rozzłoszczonym głosem, po czym widząc nas leżących na kamiennych kafelkach podleciał do leżącego najbliżej wejścia wartownika i potrząsnął jego ramieniem. - Hej Jim!! Co jest?! - Kątem oka dostrzegłem jak sprawdzał puls. - Żyje, jest tylko nie przytomny. Cholera zaraz podejdzie do mnie, nie dobrze bardzo nie dobrze - mamrotałem w myślach. - Kurwa! Mamy przejebane Carl. Człowiek, który sprawdzał stan kompana szybko się wyprostował. - Co jest Ben?! - Wychrypiał przerażony. - Ktoś ukradł Królewski Opal. Musimy go dorwać! Nie mógł uciec daleko! Musi być nadal w tym skrzydle zamku! - Mówiąc to szybko pobiegli schodami w dół wierzy. Powoli wstałem i zacząłem schodzić tymi samymi schodami, co żołnierze. Już z wieży słyszałem, że cały zamek jest postawiony na nogi. Gdy zbiegłem ze schodów w ostatniej chwili schowałem się w zaułku i skryłem w cieniu, a tam gdzie przed chwilą stałem pojawiło się trzech nowych wojskowych i pognało do góry. Mam szczęście, wielkie szczęście, że alarm usłyszeli tylko Tamci dwoje i nie powiadomili reszty od razu, a ci, co przed chwilą pognali do góry z pewnością teraz wszystko dokładnie sprawdzą i odkryją mój podstęp. Wybiegłem z cienia równie szybko jak tam się znalazłem, przeciąłem korytarz i pognałem schodami w dół. Każdy będzie myślał, że będę usiłował uciec z zamku, a Ja tymczasem…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych