To na pewno kot
ot, skromny debiucik
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nad wioską panowała letnia noc. Księżyc w pełni zalewał swoim światłem pola, lasy i domy. W pokoju Mateusza, dwunastoletniego chłopca, snop tego miesięcznego światła wędrował powoli po podłodze i meblach. Już zaczynał wdrapywać się na jego łóżko. Na rogu kołdry można było teraz wyraźnie dostrzec wzory gwiazdek i obłoczków. Nagle, nocną, błogą ciszę przerwał przerażający huk, jakby wszystkie dzwony świata zaczęły bić właśnie w tym pokoju. Mateusz zerwał się naraz jak oparzony. Równie szybko zrozumiał skąd ten hałas i jednym zdecydowanym ruchem wyłączył rozszalały budzik. Zerknął na jego tarczę, by się upewnić, która jest godzina. Wszystko się zgadzało – za godzinę północ. - No, to do dzieła! – pomyślał. Jeszcze dzisiaj po południu, wracając ze szkoły, razem z Wojtkiem, kolegą ze szkolnej ławki, wpadli na pomysł, żeby wybrać się w środku nocy na cmentarz.
Obydwaj fascynowali się książkami o duchach i potworach – innymi słowy – horrorami. Dzisiaj piątek, więc nazajutrz nie szli do szkoły. Z radia dowiedzieli się, że właśnie tej nocy będzie pełnia księżyca. Chłopcy uznali, że to znakomita okazja, by wykazać się własną odwagą, a nie tylko czytać o tych, którzy na co dzień zajmowali się polowaniami na najprzeróżniejsze stwory. Umówili się na parę minut przed północą przy bramie drewnianego kościółka, przy którym właśnie był cmentarz.
Mateusz niespiesznie, choć był bardzo podekscytowany, założył na siebie przygotowane przed snem ubrania i czmychnął oknem, zostawiając je uchylone. Przebiegł szybko przez podwórze, wypadł na drogę i żwawym krokiem ruszył w stronę umówionego miejsca. Gdy tam dotarł, Wojtka jeszcze nie było – pojawił się parę minut później, ale punktualnie. Chłopcy przywitali się. - W dzień wszystko wyglądało tu inaczej – odezwał się Mateusz. - Nie mów, że się boisz – pokpiwał Wojtek, który sam miał pewne obawy i wątpliwości, co do słuszności pomysłu. - Phi, chyba żartujesz! – odpowiedział oburzony. – Idziemy! – dodał i ciarki przeszły mu po plecach.
Rzeczywiście wszystko wyglądało inaczej. Okolica, która za dnia cieszyła oczy soczystą zielenią drzew i złotem pszenicznego pola, teraz budziła wyobraźnię czarnymi konarami akacji i srebrzystą, zapadającą się gdzieś daleko w ciemną otchłań łąką. Drewniany…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kotnatui
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…