Wróć do katalogu

"To się wydarzyło naprawdę..."

To już prawie 25 lat mija od zdarzenia, które z każdym rokiem bardziej się rozmywa. Postanowiłem je opisać tak, jak pamiętam je dzisiaj. Jeśli boisz się opowieści o duchach lepiej tego nie czytaj... Nie zmieniłem imion bohaterów.

marulek, opublikowano , 14 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"To się wydarzyło naprawdę..."

Jak starzeje się mózg? Czy w ogóle się starzeje, a jeżeli tak, to czy proporcjonalnie do naszego ciała? No bo ciało wiadomo, im starsze, tym z nim gorzej. Robi się coraz słabsze, coraz brzydsze, gubimy włosy, zęby, skóra się marszczy, tracimy kondycję, witalność, wzrok, słuch itd. Czas jest bezwzględny, ale sprawiedliwy ! Nie patrzy na pochodzenie, rasę, narodowość, zasobność portfela. Dopada każdego, zawsze ! Często sami mu w tym pomagamy prowadząc niehigieniczny styl życia, ulegając nałogom, przez co przyspieszamy, na własne życzenie proces rozkładu naszej zewnętrznej powłoki. Każdy dzień przynosi jakieś zmiany zewnętrzne w stosunku do dnia poprzedniego, choćby minimalne, ale jednak. Są to zmiany namacalne, u jednego bardziej, u innego mniej. A jak starzeje się nasz mózg ? Są takie fakty w naszym życiu, które wydarzyły się na pewno. Byliśmy przy tym, widzieliśmy. Ale im więcej czasu mija od tego zdarzenia, tym mniej pamiętamy. Zapominamy pewne fragmenty zdarzeń, rozmów. A im bardziej upływa czas, tym więcej szczegółów nam umyka, czy się rozmazuje w naszej pamięci. Dochodzi często do sytuacji, kiedy w ogóle zapominamy, że gdzieś kogoś spotkaliśmy, z kimś rozmawialiśmy, choć ten ktoś nam tę chwilę próbuje przypomnieć i rzuca jakieś fakty, które niezaprzeczalnie świadczą, że tak było. Czy to jest właśnie efekt starzenia się mózgu ? A dlaczego zapamiętuje nierzadko sprawy błahe, które dobrze pamiętamy, a zapomina o innych, często naprawdę dużo ważniejszych, które wylatują nam z głowy, choć są „jednakowo stare” ?

JAREK - niedawno go spotkałem, przyjaciel z podstawówki. Siedzieliśmy w jednej ławce, mieszkaliśmy na tym samym podwórzu. Czas potraktował go wyjątkowo łagodnie. Nie wyłysiał, nie przytył, właściwie niemal nic się nie zmienił... No może parę siwych włosów i te okulary...Prawie ćwierćwiecze temu, w przedostatni dzień wakacji, po których nasze życiowe ścieżki rozeszły się na zawsze,( zaczynała się szkoła średnia, wybraliśmy różne ) doszło do pewnego zdarzenia, które do niedawna pamiętałem ze szczegółami, będąc pewien każdej chwili, która się wydarzyła. Bohaterem tej historii był też Jarek, ale nie tylko. To się wydarzyło naprawdę ! Ja też tam byłem ! Dlaczego nagle pojawia się zwątpienie ? Jeszcze niedawno mógłbym przysiąc, że to prawda, a dzisiaj...? Zaczynam wątpić w prawdziwość tych faktów, jakby to była opowieść zasłyszana od kogoś, a nie przeżyta osobiście . Czy to wynik starzenia się mózgu ? Zapytałem go, czy pamięta tę przygodę i jak ją dzisiaj wspomina ? Uśmiechnął się i odparł : to było tak dawno temu, że sam już nie wiem...?

SOBOTA - w poniedziałek nowa szkoła, nowi koledzy, nauczyciele. Na samą myśl o tym pocą mi się ręce... Ale dzisiaj żegnamy się z naszą paczką. Wprawdzie idziemy do różnych szkół, lecz będziemy nadal się spotykać, w końcu miejsca zamieszkania nie zmieniamy. Rodzice dali nam dziś dyspensę na pobyt do północy. Poszliśmy na „Bismark”, to taka największa w mieście góra, gdzie zimą można nieźle pozjeżdżać na sankach. Rozpaliliśmy ognisko, były kiełbaski z „kija”, żarty, wygłupy. Ale cóż, czas i w tym przypadku, choć na krótszym dystansie, pokazał kto tu rządzi. Ani się obejrzeliśmy, gdy zbliżyła się północ. Trzeba było, niestety, wracać do domów. „Wapniaki” już pewnie ślęczą z nosem przy szybie...Pożegnaliśmy się i udaliśmy do swych domów. Ja, drugi Marek, Bogdan i Jarek jako, że mieszkaliśmy blisko siebie, wracaliśmy razem. Marek miał rower, który prowadził, a który dawał minimalne oświetlenie dzięki przedniej lampce..

CMENTARZ - droga powrotna wiodła obok cmentarza... Dzisiaj wygląda on zupełnie inaczej. Wtedy podzielony był murem na dwie części; starą i nową. Na środku muru była brama,( tak jest do dzisiaj) która umożliwiała przejście z jednej do drugiej części. Ta stara część była jeszcze wtedy nie wykorzystywana, zmarłych chowano w nowej. Dlatego stara była zarośnięta krzakami, pełna poniemieckich, zaniedbanych, nikogo nie obchodzących grobów. Ale właśnie w tej części znajdowała się kaplica, gdzie wystawiane były trumny ze zwłokami zmarłych osób, przed pogrzebem. Stała około stu metrów od bramy muru dzielącego cmentarz na dwie połowy. Prowadziła do niej aleja, która po około siedemdziesięciu metrach skręcało w lewo i tam już wystarczyło pokonać kolejnych trzydzieści metrów, by się przy niej znaleźć. W tamtych latach nawet w dzień ruch na ulicy był niewielki, a co dopiero w sobotę przed północą, w małym mieście... Czterech piętnastolatków, z których jeden prowadził rower, biorąc pod uwagę późną porę, zachowywało się dość beztrosko i zawadiacko... Głośne rozmowy, śmiechy. Nagle ktoś mądry rzucił hasło : idziemy na cmentarz ! Wszyscy ! Sprawdzimy, co tam u duchów? Może zaproszą nas na swoją imprezę ?... To zdaje się Bogdan zabłysnął inteligencją i rzucił to hasło, chojrak... Jarek podchwycił ten „cudowny” pomysł i już nie było odwrotu, choć ja jakoś nagle poczułem się bardzo senny i wolałbym czym prędzej znaleźć się w swoim łóżku... Ale stało się. Po chwili byliśmy już przy cmentarnej bramie. Na szczęście, jedyna świecąca lampa uliczna, to ta przy wejściu na cmentarz. Żadnego innego światła w najbliższym otoczeniu nie było, nie licząc roweru... Cóż, jako, że jestem osobą rozsądną i myślącą, a ponadto chyba skręciłem nogę...oświadczyłem, że poczekam przy bramie. Następnym razem też pójdę, ale dzisiaj nie mam ochoty, zresztą boli mnie noga. Mój imiennik natychmiast oświadczył, że mnie tu samego przy bramie nie zostawi, bo mogą napatoczyć się jacyś chuligani... Zostanie ze mną, zresztą z rowerem po cmentarzu niewygodnie... Nie wiem dlaczego i Jarek, i Bogdan obrzucili nas pogardliwie wzrokiem i nazwali tchórzami...Oni w każdym razie nie zamierzają się wycofywać. Uzgodnili, że jeden pójdzie w lewo, drugi w prawo i spotkają się gdzieś pośrodku. Jak postanowili tak, niestety, zrobili... Stałem z Markiem przed bramą cmentarza, a mimo to ręce miałem spocone...Zastanawiałem się, czy słyszy moje bicie serca, bo ja na pewno słyszałem jego...Było dość ciemno . Koniec sierpnia to już czas, kiedy noc lubi opatulać się w mleczne płaszcze z mgły. Tak było i dzisiaj, ale jeszcze ciepłe powietrze sprawiło, że noc włożyła bardzo cieniutki płaszczyk...Tylko gdzieniegdzie można było dostrzec mgielne zasłony nisko przysłaniające horyzont. Po chwili zaniepokoił nas jakiś dziwny szelest, dochodzący od strony muru. Spojrzeliśmy sobie z Markiem w oczy zmieszani widokiem powiększonych do granic możliwości źrenic...Nagle, na nasze plecy zwaliło się „coś” z ogromnym krzykiem, przewracając nas i rower. Upadliśmy wrzeszcząc ze strachu, a Bogdan o mało nie popuścił ze śmiechu w portki. Później to zrobi, ale nie ze śmiechu... A on podkradł się pod mur, wdrapał na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych