Wróć do katalogu

Tonie deszcz

jak tu ponuro

ewan, opublikowano , 15 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

To nie deszcz, to słowa milkną. Kłębią się w powietrzu, niczym poniedziałkowe popołudnie. Wiosna zamyka drzwi prowadząc wiarę do perfekcji. Szukam lasu, by w nim zbłądzić, gdy okazuje się, że wszystkie drzewa wywieźli do muzeum. Księżyc chce mnie pocieszyć, lecz bez znaczenia. Jak wszystko, co robię plecami do świata, niczym Słońce we mgle. Można opisać nierówności, spóźnienia, albo Przylądek Frie. Proszę bardzo. Ale po co? Czyż nie jest to esencja schizofrenii? Czytanie własnych myśli, chwilami strasznych, zawsze żenująco osobistych. Niczym wytarte sztruksy, do których nie przyznałbyś się minąwszy znajomego w sklepie. Niestety nie ma wygodnych myśli, tak jak nie ma zdrowych nałogów. W autyzmie zawsze będziesz sam. A samemu w pokoju będzie ci tłoczno. Słowo pisane osiada na sercu i na równi z papierosem kradnie resztki oddechu z moich ust coraz bardziej zbędnych. Niewyraźny poranek szepcze do ucha leżąc na wznak. Papieros się tli, lecz powietrze znikło. Tak, ojcze, kontempluję piąty rok twojego grobu. Gdzie kwiaty architekturą, tam świece mienią się fotogenicznie. Drzewa znów mają liście, krzyż czuje lato. Śpisz dalej, gdyż słowo nie wystrzał, nie budzi smutku. A liście nie spadają już samopowtarzalnie. To nie jesień, choć gdyby rozpętać wojnę... Zbieram barwy, mimo iż żadna zielona. Purpura z czerwienią, lub żółć z błękitem. Jednak tu i ówdzie gwiżdże pustka, jakby wszystko zostało odjęte. W oddali szukam krajobrazu, kiedy gasną błyski gwieździstego nieba. Woda chłodna, niczym w marcu. Chmury przychodzą (o jakiejkolwiek godzinie) i huczą, jak rzeka. Świt nieruchomy. Jeszcze jeden krok pod piętą, potem kawa (pozbawiona nikotyny traci smak). Gazeta nie jest już mądrzejsza od telewizora, stąd ten list;

Dziękuję za smutek, o którym mogę teraz pisać, za całą resztę nie chcę cię znać...

Myślałem, że Jegomość od razu mnie zbeszta, ale był zajęty. Siedział na kanapie sącząc koktajl. Myślał o niebie, kwiatach, morzu. Jakby jutro miało nie przyjść. Był słaby z algebry, ale dobry z egoizmu.

- Co tam? – zainicjowałem wymianę zdań. - Chuj cię to obchodzi?! - Nie rozumiem... – odparłem zupełnie szczerze. - No właśnie, ja też. Gadaj po ludzku, albo odpowiem ci emotikonką! - Wybacz, myślałem, że w dzisiejszych czasach skróty myślowe zostały usprawiedliwione. - Jak zwykle ci się zdawało... Odczekałem chwilę. W tym czasie z ekranu telewizora atakował mnie najnowszy teledysk Madonny. Wyglądała nieźle, jak na popularną od wielu lat nieboszczkę. Jegomość wpatrywał się w nią, niczym w zdjęcie ubranej Paris Hilton.

- Stary... - Cicho! – wykrzyknik brzmiał brutalnie. - Co...? - „Co?” – zacytował bezcelowo. – Prawie z nią byłem. Gdybym się trochę bardziej postarał... - ... z Madonną? - Też! - Ale przecież nawet jej nie spotkałeś...nie osobiście. - Zależy, jak to rozumieć...nie spotkaliśmy się w sensie fizycznym. To prawda. Ale spotkałem ją mentalnie. Grali jej piosenkę, gdy ujrzałem ją na przeciwległym końcu sali. To cała prawda, mów co chcesz. Miała blond włosy i tlenione pasemka... - To mogła być każda inna gwiazda pop. - Nazywasz mnie krótkowidzem?! – cisnął okularami o ścianę. - Nie wysuwajmy tak dalece idących wniosków – pragnąłem szybko zmienić temat. Rozkojarzenie, któremu uległ ułatwiło sprawę. - No i? Co zrobiłeś? – Spytałem. Zippo zakaszlało. Zapalił papierosa gestem pełnym rezygnacji. - Co...? Znowu poranek i słów brak... – jego spojrzenie krzyczało biegnąc aż do drzwi. - Ale nie jest jeszcze za późno! Na pewno możemy coś zrobić – pustka moich rad napawała mnie obrzydzeniem. - Niby co? – obawiałem się tego pytania, wymuszało odpowiedź, której nie posiadałem. - Chodźmy obejrzeć tę noc! – odparłem licząc na pomoc ogrodnika.

No i zrobiły się z niej noce kłopotów. Pięść rozpędzonego nieba. Blisko, tak bardzo blisko. Zima odeszła ukradkiem, łagodna i czuła. Serce biło samo do siebie. Sen przestał być snem, a wieczory coraz bardziej obce stały się papierosem. Mimo ciągłego uzupełniania alkohol znikał każdego ranka. Obawiałem się, że gdy przestanę pić, padnę martwy jak Fitzgerald. Zamiast tego dałem się wmanewrować w dziwną scenerię; ja przy stoliku głodny jej oczu, bioder, filozofii, która życia nie widziała. Muzyka spała zadymiona pod stołem. Z ulic biło szaleństwo. Rudowłosy moczymorda w pogryzionej, dżinsowej kurtce Wranglera zakładał się z butelką wina, kto pierwszy się tego dnia upije. Dziewczyny w zbyt krótkich kieckach umalowane, niczym Ronald MacDonald za najlepszych lat, wpatrywały się w nieme gwiazdy czekając na swojego księcia. Bardzo to było śmieszne, lecz z drugiej strony, jak niewiele nam brakowało, by zostać pustą butelką piwa na krawężniku. - To nie wiatr, lecz niebo nagle nad nami – zdążył krzyknąć jakiś pijak, nim Księżyc kopnął go w krocze.

Zostaliśmy zupełnie sami bez przyczyny. Gapiłem się na chodnik, choć wszystkie są takie same. Pokryte petami, śliną oraz psim łajnem. Przepełniają mnie jedynym w swoim rodzaju smutkiem. Jegomość wskazał kawiarnię, w której pracowała wybranka jego serca, choć ona nie miała pojęcia, iż została przez kogokolwiek wybrana. Stała za blatem podając kawę łagodna i czuła, jak niespodziewany, letni deszcz. Spojrzała na Jegomościa. Tym jednym ruchem oczu stwierdziła, iż jest uroczy i choć imię też ma niczego sobie to kompletnie jej nie pociąga. - Przeżyjmy tę noc, a kto wie może i całe życie – nadzieja w jego głosie brzmiała rozpaczą – w obopólnym zrozumieniu. Ponieważ to idealny układ, jeśli spojrzeć na to odpowiednio pijanym. On mówił, ale w odpowiedzi otrzymywał jedynie nic nieznaczące uśmiechy. - Ucieknij ze mną – szczerość jego wypowiedzi powinna przekonać każdego. - Po prostu biegnijmy. Przez dzień, przez noc, przez krajobraz Toskanii! – lecz jej nie przekonał. - Nie mogę odparła – ni to smutna, ni radosna. Po chwili przyjechał jej chłopak. Wysiadł z napędzanego żabimi udkami Mercedesa koloru łososiowego. Nigdy w przeciągu miliona lat nie przypisałbym do niego takiej dziewczyny. Ale Bóg jest daltonistą. Facet trzasnął drzwiami, a z facjaty o kształcie oraz teksturze kalafiora nie schodził mu głupkowaty uśmiech szóstoklasisty, który przylepił ci gumę do krzesła. Podpowiedziałem Jegomościowi, by napisał jakiś wierszyk na kubku po kawie. Naskrobał coś naprędce. Wręczył jej, kiedy Człowiek Kalafior z pryszczami wielkości Grenlandii niemal zdążył nacieszyć oczy swym picerskim wozem. Przeczytała wersy w pośpiechu, po czym wyrzuciła kubek do kosza. Tamten wziął ją pod rękę, po czym ruszyli w blasku jego butów z oposowej skóry.

Zdawało mi się, że przez cudowny, ciepły wieczór wyszeptała jeszcze; Żegnaj. A jej głos dobiegał jakby od morza. Jegomość poczuł, że gdyby odwzajemnił to pożegnanie, mógłby omyłkowo beknąć w zamian, więc odpuścił. Ponadto jego głos znajdował się zapewne w nazbyt wysokich rejestrach wściekłości. Jądra zamknęły się w sobie, źrenice skurczyły. Westchnął jeszcze. Tylko na to wystarczyło sił. Odeszła. Podczas gdy ja mogłem jedynie delektować się smakiem przejrzystego powietrza. Po niebie płynęły piękne, białe chmury. Gdzieniegdzie przeplatały się z niewielkimi obłokami nasiąkniętymi wodą, które to z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych