Wróć do katalogu

Trzynasta- rozdział czwarty

Lisa odkrywa, czym jest prawdziwa moc...

Bells, opublikowano , 21 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział czwarty = Przyjaciele=

Liz zaprowadziła mnie do wielkiej okrągłej sali i pognała do swojej grupy. Stanęłam niepewnie pod drzwiami i wzięłam głębszy oddech. Czułam się dziwnie, nie wiedząc, czego mogę się spodziewać. Policzyłam do dziesięciu, próbując się uspokoić, ale serce biło mi jak oszalałe. -Nie będzie tak źle- usłyszałam za sobą znajomy głos Williama. Poczułam coś na wzór ulgi. Choć jedna znajoma twarz. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam nieskładnie, że strasznie się boję. Nic nie odpowiedział, tylko z tajemniczą miną otworzył drzwi. Sala była niesamowicie wysoka i wyglądem przypominała rzymskie koloseum. Pośrodku znajdował się kamienny placyk o kształcie rozety, a dookoła niego rozsiane były kolumny, utrzymujące niewielki balkon, okalający pomieszczenie. Spojrzałam w górę zahipnotyzowana niezwykłością tego miejsca. Czułam się taka mała w tym ogromnym pomieszczeniu, niczym malutki motyl wepchnięty siłą wiatru do jakiejś ogromnej katedry. -Robi wrażenie- ocknęłam się na dźwięk głosu Willa. Kiwnęłam potakująco głową i spojrzałam na zgromadzone osoby. Nie było ich wiele. Zaledwie piętnaście osób, może szesnaście. Szczęśliwie nie zauważono mojego przybycia. Miałam wrażenie, że to zasługa Willa, ściągającego na siebie całą uwagę. Trudno było z resztą nie spostrzec rozmarzonego wzroku dziewcząt, gdy tylko przekroczyliśmy próg sali. William zdawał się nie zauważać, jakie wrażenie wywiera. Dopiero po kilku minutach, dosięgło mnie czyjeś ciekawe spojrzenie. Spuściłam wzrok na podłogę, ale po chwili podniosłam go i rozejrzałam się dokładniej po zebranych. Nie było wśród nich Lawinii. Rozluźniłam się. Nie chciałam, aby ta dziewczyna była świadkiem mojej kompromitacji. Bycie sensacją szkoły nie należało to moich ulubionych zajęć. Uśmiechnęłam się do Willa, trochę z przymusem, ale jednak był to uśmiech, a przynajmniej coś, co bardzo go przypominało. -Pierwszy raz widzę cię taką. -Znamy się dopiero od dwóch godzin- przypomniałam mu, nadal się uśmiechając. Moje usta odwykły od tego, czułam się niemal dziwnie. Will nie zdążył odpowiedzieć. Zapanował szmer i po chwili pośrodku stanęła wysoka postać profesora Knightleya. W mgnieniu oka rozrzucony po sali tłum uformował się w krąg. Mój towarzysz chwycił mnie za rękę i wciągnął do grupy. Zauważyłam, że dziewczyna stojąca obok, spojrzała na mnie z zazdrością, lecz nic nie powiedziała. Ja sama poczułam się bezpiecznie w towarzystwie Willa. I tylko przez kilka sekund zapiekły mnie oczy na wspomnienie, że to Peter niedawno ściskał moją dłoń. Knightley wyłowił mnie wzrokiem wśród innych adeptów, jakby upewniając się, że wciąż tu jestem. -Witajcie, adepci Żywiołu Wody- rzekł uroczyście, roztaczając wokół siebie aurę fantastycznej tajemniczości, spotęgowanej półmrokiem, jaki panował w tym miejscu. -Na początku chciałbym powitać wśród nas nową uczennicę. Liso, pozwól do mnie- dodał. Po plecach przeszły mnie dreszcze. Nienawidziłam takich momentów. -Mam nadzieję, że zastosujecie się do zasad, jakie rządzą w naszej szkole i pomożecie Lisie poczuć się tutaj w domu. -Witaj, Liso- przez salę przeszedł szmer, w którym nie wyczułam ani nuty wrogości, z jaką spotkałam się rano. Dźwięk ich głosów zabrzmiał, jak muzyka. Moje wcześniejsze przerażenie tą nową sytuacją zaczynało zamieniać się w fascynację. -Cześć- odpowiedziałam, czując, że dobór słów nie był trafiony. Jakoś takie zwykłe cześć nie pasowało mi do magii, ale nie umiałam znaleźć nic właściwszego. Will co chwila zerkał na mnie. Kąciki jego ust wyginały się lekko w uśmiechu. Chyba domyślił się, jak wiele kosztuje mnie to publiczne wystąpienie. Wróciłam na swoje miejsce. Razem z moim żołądkiem, który do tej pory wyczyniał niemożliwe akrobacje. Knightley nakazał nam się rozsunąć, pozostawiając środek sali pustym. -Ciekawe, czy każe nam pływać- szepnęła moja sąsiadka z przejęciem. Była dość niską dziewczyną o długich kruczoczarnych włosach, splecionych w dwa grube warkocze. Miała miłą, delikatną twarz, a lekko zadarty nosek dodawał jej uroku. -Pływać?- spytałam, z grozą wspominając moje pływackie doświadczenia. -Słyszałam od drugorocznych, że tak „zaznajamiał” ich z żywiołem- oparła, niemniej przerażona. -Tak w ogóle to jestem Amy- dodała. -Lisa. Wymieniłyśmy uśmiechy i zwróciłyśmy wzrok w kierunku nauczyciela. Profesor uruchomił dźwignię, ukrytą w ścianie. Okrągły placyk ozdobiony kolorową mozaiką zaczął się zapadać, odkrywając pusty basen, zdobiony dziwnymi rysunkami, przypominającymi runy. -Dobierzcie się teraz w pary. William zapytał, czy zechcę być jego partnerką, a ja się zgodziłam. W tym wszystkim było jednak coś dziwnego. Dlaczego poświęcał mi tyle uwagi? Nie mogłam uwierzyć, że po prostu go zainteresowałam. Bardziej prawdopodobne wydało mi się, że jest zwyczajnie koleżeński i nie chce, abym czuła się obco w tej nowej sytuacji. Może nawet Knightley go prosił. W końcu to z jego polecenia przyszedł po mnie rano. Ten stan nie mógł jednak trwać zbyt długo. Niebawem przestanę być nowa, a wtedy Will przestanie się mną interesować. Poczułam ukłucie żalu, ale nie poddałam się smutkowi, całą uwagę skupiając na zajęciach. -Teraz basen jest pusty. Stańcie przy brzegu, chwytając partnera za rękę. Myślcie intensywnie o wodzie, która spływa wprost do basenu. Wyobraźcie ją sobie! Wyobraźnia to wasza największa moc. Bez niej magia nie istnieje. Staje się książką w dłoniach analfabety! Wyobraźcie to sobie!- powtórzył z pasją. Stanęliśmy z Willem w oddaleniu od reszty grupy, obserwując ich skupione miny. Basem był pusty, na dnie pojawiło się zaledwie kilka kropel. Zerknęłam na mojego towarzysza, oczy miał przymknięte, ale mocno ściskał moją dłoń. Biło z niej ciepło- magia- pomyślałam i sama skupiłam się na zadaniu. Zacisnęłam powieki i wyobraziłam sobie basen pełen krystalicznej wody, przejrzystej, lazurowej. Myślałam o tym intensywnie, ale nic się nie stało. Niczego nie poczułam, nawet najmniejszej iskierki. Niczego. Spojrzałam na basen, wody nieco przybyło, ale i tak nie był to imponujący wynik. Najwyraźniej nie tylko ja miałam kłopoty z ćwiczeniem. Moi nowi koledzy mieli skupione miny, niektórzy przygryzali wargi. Wody zaczęło przybywać. Jakże żałowałam, że nie umiem wyczarować choćby najmniejszej kropli. Profesor przechadzał się między nami i zdawał się być zupełnie zadowolony z efektów. -Nie potrafię tego zrobić- szepnęłam do Willa. -Przypomnij sobie wczorajszą noc- polecił, mrużąc oczy. Zrobiłam, jak nakazał, jednak nie potrafiłam skupić się na wydarzeniach z wielkiej sali. Moje myśli mimowolnie powędrowały w stronę Petera- jego jasnego oblicza nad moim łóżkiem, kryształowych oczu wpatrzonych w przerażoną twarz. Poczułam silny ból, przebiegający przez całe ciało. Obezwładniał mnie i miałam wrażenie, że jestem zbyt krucha, aby to wytrzymać. Czułam, jakbym rozpadała się na milion kawałków. Kolejny raz. Od kilku zbyt długich tygodni zabijałam w sobie ból, odpychając go od siebie, aż w końcu zabrakło mi sił. Mogłam tu zostać. Chciałam tego, ale nie potrafiłam przestać myśleć o Peterze. Byłam, jak spalone drzewo- ostatnie suche liście leżały u moich stóp, a ja wciąż stałam, z korzeniami zapuszczonymi w głąb jałowej ziemi, która nie dawała już życia. Cały żal, jaki w sobie nosiłam wezbrał we mnie i szukał ujścia, niczym spieniona fala. Chciałam poddać się temu uczuciu, byle tylko nie czuć bólu. Pragnęłam rzucić się w te fale i płynąć z nimi, wolna od wspomnień. -Liso!- usłyszałam krzyk, przedzierający się przez burzę. Zignorowałam go. Odrętwienie, w jakie popadłam, było takie przyjemne. Zimna woda niosła mnie ze sobą nie wiadomo gdzie. Nie otwierałam oczu. Po chwili lodowate fale zaczęły zalewać mi twarz, czułam zimno, palce mi sztywniały. Zapanowała cisza, tylko raz po raz do moich uszu docierało wołanie, fale szeptały moje imię. Nie kontrolowałam własnego ciała. Nie byłam nawet pewna, czy to, co się dzieje, jest tylko projekcją mojego umysłu, zmęczonego już ciągłym cierpieniem, czy też nie. Miałam jednak pewność, że coraz bardziej oddalam się od tego, co mnie otacza. Topiłam się. Szłam na dno, coraz głębiej zatapiając się w swoim smutku, zapadałam w sen. I do szczęścia brakowało mi tylko jasnej twarzy Petera, jakże marzyłam, aby ją ujrzeć. Spokój, jaki panował tu mimo burzy, upajał mnie, kołysał do snu. Nie chciałam się budzić. Nigdy. -Liso! Liso! Ocknij się- docierało do mnie, poczułam, jakieś szarpnięcie i nieznana siła zaczęła mnie ciągnąć w odwrotnym kierunku. Początkowo chciałam się wyrwać, aby na powrót zapaść w ten niezwykły sen, ale w końcu otworzyłam oczy. Ktoś się nade mną pochylał, ale nie byłam pewna kto. Peter? Wyciągnęłam przed siebie dłoń. A więc spełniło się moje marzenie. -Liso- nie usłyszałam ukochanego głosu. To Will. Chciałam o coś zapytać, ale zamiast tego z moich ust zaczęła wylewać się woda, dusiłam się i kasłałam, chcąc złapać dech. Słyszałam też inne głosy, lecz było ich zbyt wiele, abym mogła rozpoznać wypowiadane słowa. Z trudem uświadomiłam sobie, gdzie jestem i co się dzieje. Poczułam silny ucisk na klatce piersiowej i wykrztusiłam ostatnią porcję wody. Podniosłam się lekko, wciąż nie widząc zbyt wyraźnie. Dygotałam z zimna. Cała sala tonęła w wodzie. Nawet ściany nosiły ślady niedawnego zalania. Nie miałam pojęcia, co się stało. Will podał mi rękę i pomógł wstać z mokrej podłogi. -Lepiej się czujesz?- zapytał, tuląc mnie do siebie. Czułam się nieswojo, będąc tak blisko niego, ale byłam zbyt słaba, aby zaprotestować. -Tak, chyba tak. Co tu się stało? -Niczego nie pamiętasz? -Nie- odpowiedziałam, rozglądając się po sali. Wszyscy dookoła mnie byli mokrzy i patrzyli na mnie podejrzliwie. -Nagle basen zaczął wypełniać się wodą, zewsząd napierały na nas fale, ale nikomu nic się nie stało. Mistrz zneutralizował działanie żywiołu, ale... Ciebie wciągnęło do basenu, straciłaś przytomność. Przez chwilę myśleliśmy, że się utopisz. -Kto mnie uratował? -Ja- odpowiedział. -Dziękuję. Tak mi głupio. Nie wiem, co się ze mną działo. Niczego nie pamiętam. Will przycisnął mnie mocniej do siebie i zapewnił, że nic takiego się nie stało. -Myślisz, że to mogłam być ja? Nie czułam mocy. Ani trochę. -Wszystko wskazuje na to, że to Twoja moc wymknęła się spod kontroli. Spojrzałam na niego z obawą, ale zanim wydusiłam z siebie jakiekolwiek słowo, zjawił się Knightley, nazywany przez Willa „mistrzem” i zapytał, jak się czuję. -Wszystko dobrze. Przepraszam, nie chciałam. Naprawdę, tak mi przykro- zaczęłam się tłumaczyć, ale profesor mi przerwał. -Nie martw się, Liso. To nic

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych