Wróć do katalogu

Trzynasta- rozdział pierwszy

Śmierć Petera wstrząsnęła Lisą, ale kolejne kłopoty czekają na nią tuż za rogiem. Zapraszam do czytania i wyrażania opinii.

Bells, opublikowano , 13 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział pierwszy =Sekret=

Wieczór był chłodny i deszczowy. Leżałam na łóżku i wsłuchana w równomierny takt deszczu, rozmyślałam. Wspomnienia zalewały mi oczy, tępiły zmysły, były jak narkotyk, trzymający mnie w ramionach słodkiego niebytu. Bałam się, że jeśli choć na chwilę przestanę o nim myśleć, on naprawdę zniknie. Przestanie być mój, którejś nocy zbudzę się i nie będę w stanie przypomnieć sobie jego twarzy. Dlatego myślałam o nim przez cały czas. Ciągnął mnie w dół, a ja poddawałam się temu, jak liść dryfujący na wietrze. Kolejne dni nie przynosiły niczego nowego. Przestałam je liczyć, jedynie chłód kolejnych wieczorów uświadamiał mi, że lato dobiega końca. Podczas jednej z takich bezsennych nocy siedziałam z babcią w salonie i oglądałam stare zdjęcia naszej rodziny- babci, dziadka, rodziców, mnie. Z fotografii spoglądały uśmiechnięte, radosne twarze ludzi, których już nie było. Mama i tata zginęli w pożarze naszego domu, gdy miałam trzy lata. Niewiele pamiętam z tamtego wydarzenia. Może tylko tyle, że była noc – letnia, gorąca. Wszystko trawił ogień, do dziś tamten widok nawiedza mnie w snach. Uratowałam się tylko ja. Zastanawiałam się, dlaczego to właśnie ja ocalałam. Dlaczego nie spaliłam się żywcem? Znaleziono mnie dopiero nad rankiem, gdy w domu zjawiła się policja. Leżałam pod ścianą, wśród zwęglonych mebli. Cały dom był jednym wielkim pogorzeliskiem, a ja jak gdyby nigdy nic, spałam pod ścianą bez najmniejszego oparzenia. Zawsze wydawało mi się, że niektórzy mieli mi za złe, że wówczas nie zginęłam. Taki cud nie był nikomu potrzebny, bo sierota zawsze oznacza kłopoty. To moi rodzice powinni byli żyć. Często o nich myślę, próbuję przywołać obraz ich twarzy, ale staje się on coraz bledszy, mniej wyraźny, zaciera się. Coraz bardziej pamiętam ich twarze z fotografii, jakbym nigdy ich nie spotkała. Mój los w pewien irracjonalny sposób od zawsze spleciony był ze śmiercią. Wszystko, co kocham, prędzej, czy później zostaje mi odebrane, wyrwane z rąk na tyle daleko, abym nigdy nie mogła złapać tego z powrotem. Po śmierci mamy i taty zamieszkałam u babci Helen i dziadka Teodora. Moim światem stała się mała wioska na północnym wybrzeżu i domek w dolinie Trzech Dębów. Dziadek zmarł cztery lata temu na atak serca. Od tamtego czasu mieszkamy same.

Niektóre zdjęcia wyblakły, lecz inne wciąż były pełne koloru. -Twoja matka była piękną kobietą – babcia westchnęła i odłożyła stos zdjęć. Wiedziałam, że chce mi coś opowiedzieć, dlatego odpowiedziałam jej ciszą. Uwielbiałam słuchać historii o rodzicach. Czułam wówczas jakby byli bliżej mnie- prawie na wyciągnięcie dłoni. Bałam się, że kiedy się odezwę, cały czar wspomnień pryśnie jak mydlana bańka. -Pięknie śpiewała, o tak.... Miała naprawdę wspaniały głos. Myślę, że to jej śpiew oczarował twojego ojca. Poznali się na weselu ciotki Izydory. Róża występowała tam razem z zespołem, a Robert był kuzynem pana młodego. Od razu się pokochali, a ślub wzięli już po kilku miesiącach. Ja od początku byłam temu przeciwna, ślub w tak młodym wieku, ale Róża była zakochana, nie docierały do niej żadne argumenty. I muszę ci powiedzieć, Liso, że pomyliłam się co do tego. Byli naprawdę szczęśliwi. Twój ojciec był konstruktorem, co prawda, zaczynał dopiero, ale wielu widziało w nim wielki talent. Róża zaś, uczyła muzyki w szkole w Londynie. Twoje narodziny były dla nas wszystkich wielkim szczęściem. Pewnie tego nie pamiętasz, ale przyjeżdżaliście tutaj co lato – w oczach babci Helen zalśniły łzy. Obie tęskniłyśmy za mamą równie mocno. -Coraz bardziej zapominam- szepnęłam. -Byłaś wtedy bardzo malutka. Posmutniałam, a babcia schwyciła moją dłoń i uśmiechnęła się. Nic nie powiedziała, wiedziała, że to nie słowa są mi dziś potrzebne. Oglądałyśmy zdjęcia do późna i już składałam albumy, kiedy babcia Helen kazała mi z powrotem usiąść na kanapie. -Wiem, że jesteś dziś zmęczona, ale nie mogę dłużej czekać z tą rozmową. Milczałam. Wiedziałam, że chodzi o Petera. Babcia martwiła się i postanowiła w końcu wziąć sprawy w swoje ręce. Naprawdę, tylko teraz tego pragnęłam. Kolejnej umoralniającej rozmowy. -Za tydzień zaczyna się szkoła...- zaczęła. A więc o to chodziło. Bała się, że zawalę liceum. -Nie mam zamiaru rzucać szkoły. -Nie o to mi chodziło. Szkoła w wiosce nie jest odpowiednia dla ciebie. -Chodziłam do niej przez tyle lat. Jest naprawdę spoko – powiedziałam, siląc się na autentyczny ton. Jednak sądząc po minie babci, nie udało się. -Nie próbuj mnie oszukać. Z resztą tym razem sprawa jest już przesądzona. Za kilka dni wyjeżdżasz do Francji. -Co? -Duszyczko, powiedziałam już, że wszystko załatwione. Wyjeżdżasz do Francji. -Nie ma mowy!- krzyknęłam oburzona. –Nigdzie nie pojadę. Nie zostawię cię samej! -Ciotka Klara zamieszka ze mną przez ten czas. Twoim jedynym obowiązkiem jest spakowanie walizki. Nic nie odpowiedziałam. Jedno spojrzenie na nią wystarczyło, abym mogła nabrać pewności, że żaden opór na nic się nie zda. - Wszystko mi jedno- szepnęłam.- Ale nie sądzę, by mi się tam spodobało – dodałam, wychodząc z pokoju. -Nie będziesz chciała wracać. Zaufaj mi. Powlekłam się do mojego pokoju, cicho zamykając drzwi. Otworzyłam szeroko okno i spojrzałam na roztaczającą się przed mymi oczami dolinę. Czy naprawdę miałam ją opuścić? Na kilka lat? Do oczu nabiegły mi łzy. Przyzwyczaiłam się już do płaczu i nawet nie potrzebowałam do niego żadnych specjalnych powodów. Moje serce przywykło do bólu, tak, jakby ktoś zaprogramował je na odczuwanie jedynie smutku.

W pewnym momencie dostrzegłam, że coś czai się pod moim oknem. Ktoś stał pod domem, okryty płaszczem nocy i spoglądał w górę. Widziałam jasne oczy, błyszczące w ciemności. Bałam się, lecz nie wiedzieć czemu, serce biło mi jak oszalałe, jakby wyrwało się z długiego snu. Dawno już nie czułam takich emocji. Strach był dużo lepszy niż ból. Zauważyłam również, że cierpienie w niezwykły sposób podnosi mój poziom odwagi. Od śmierci Petera nie odczuwałam już tylu niepokojów- właściwie było mi wszystko jedno. -Kim jesteś?- szepnęłam w dal. Postać ani drgnęła. Na schodach usłyszałam kroki, najpierw jeden, potem drugi, miarowy stukot obcasów zbliżał się do mojego pokoju. Babcia! Odwróciłam odruchowo głowę, a kiedy znów wyjrzałam przez okno- ogród był pusty. Zatrzasnęłam okno i zaczerpnęłam powietrza. Dopiero teraz poczułam narastającą panikę. Kto to był? W nocy, na zupełnym…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych