Turecka niespodzianka
Pisarka pracująca w wydawnictwie wyjeżdża, aby napisać nową powieść. Czy to dobra decyzja?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1. Witaj nowa powieści.
– Usiądź proszę. – Zwrócił się do mnie Mariusz, mój szef i wydawca. – Chciałbym z tobą porozmawiać. – Oczywiście – odparłam lekko zdezorientowana. Takie rozpoczęcie rozmowy w naszym wydawnictwie mogło mieć tylko dwa rozwinięcia: awans lub zwolnienie. Spróbowałam przywołać na twarz uśmiech. Nie chciałam zastanawiać się nad tym, co to oznacza dla mnie, a twarz Mariusza nie wyrażała nic. Powoli podeszłam do biurka szefa i zajęłam miejsce w wygodnym czarnym fotelu naprzeciw niego. – Słucham. – Miałam nadzieję, że mój głos nie zdradza jak bardzo jestem zdenerwowana. – Powiedz mi, jak ci się tutaj pracuje? – Ton wydawcy pozostał neutralny, a on sam siedział rozparty w swoim fotelu i patrzył mi prosto w oczy. – Dziękuję. Bardzo jestem zadowolona z pracy dla ciebie i wydaje mi się, że o tym wiesz. Nigdzie nie mogłabym liczyć na lepsze warunki i sympatyczniejszych współpracowników. Jestem ci niezmiernie wdzięczna za szansę, jaką mi dałeś te cztery i pół roku temu. I że ciągle wierzysz, że była to dobra decyzja. – Przez cały czas wpatrywałam się w swoje złożone na kolanach dłonie. Teraz podniosłam oczy chcąc sprawdzić, jakie wrażenie wywarły moje słowa, jednak wyraz twarzy szefa się nie zmienił. – To znaczy mam nadzieję, że nie zmieniłeś zdania. – Dodałam nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć. – Rozumiem. Ze wszystkiego jesteś zadowolona, liczę, więc na to, że na moje drugie pytanie odpowiesz w takim samym stylu. – Mariusz zrobił znaczącą pauzę i po chwili kontynuował. – Jak idzie pisanie drugiej powieści? – Skrzywiła się słysząc to pytanie, a on uśmiechnął się jakby moja mina była wystarczająca odpowiedzią i mówił dalej. – Wiem, że rozmawialiśmy o tym kilka miesięcy temu i obiecałaś, że pierwszy się dowiem, gdy powstanie zarys. Wiem też, że to pisanie, a nie praca nad doskonaleniem powieści innych jest twoją pasją i nie chcę abyś z tego rezygnowała, czy czuła się zmuszana do rezygnacji. My, jako wydawnictwo jesteśmy zdecydowani wydać twoją książkę, gdy tylko się zdecydujesz. – Od tamtej rozmowy nie napisałam ani słowa, więc nie ma, o czym mówić. – Przerwałam mu zdając sobie sprawę, że zachowuje się niegrzecznie. Nie widziałam jak na to zareagował, gdyż od dłuższej chwili mój wzrok błądził po ścianach gabinetu. Mój wzrok prześlizgiwał się po zdjęciach i dyplomach wiszących na jednej ze ścian, regałach z książkami na drugiej i widoku z okna za plecami Mariusza. Od jakiegoś czasu każda wzmianka o moim pisaniu wytrącała mnie z równowagi. I to wcale nie dlatego, że nie próbowałam pisać. Próbowałam bardziej niż kiedykolwiek przedtem, jednak w przeciwieństwie do poprzedniej powieści przy tych próbach już po kilku stronach czułam, że to nie jest prawdziwe, jakby fakt, że nie przeżyłam ostatnio nic interesującego sprawiał, że nie potrafię wczuć się w bohaterów. Nie czuję bliskości i więzi z tymi, których tworzę. – Ale jestem ci bardzo wdzięczna za propozycję, z pewnością o niej nie zapomnę. Myślę, że na razie powinniśmy pomyśleć może o wydaniu moich opowiadań z bloga, jeśli oczywiście to was usatysfakcjonuje i może przynieść dochody firmie. W kwestii powieści niestety muszę cię rozczarować. W najbliższym czasie nic z tego nie wyjdzie. – Westchnęłam i zmusiłam się do kontynuowania. – Wiem, że to, co zaraz powiem na pewno się tobie nie spodoba, ale… – Znów zamilkłam, a Mariusz wykorzystał tę chwilę zawahania, aby się wtrącić. – Chcesz powiedzieć, że potrzebujesz bodźca, zmiany otoczenia, jakiegoś punktu zaczepienia. Rozmawialiśmy o tym i wiem, co powiedziałem. Nadal to podtrzymuję. Nie możemy pozwolić sobie na wysłanie cię na tak długi urlop, jakiego byś potrzebowała, aby zacząć pisać. Jesteś zbyt dobra i szybka w tym, co robisz. Ale mam pewną propozycję. Czekałam cierpliwie na ciąg dalszy całkowicie zdezorientowana. Nie miałam pojęcia, do czego zmierza ta rozmowa. Mój szef napił się kawy z ogromnego kubka stojącego na biurku i kontynuował. – Myślę, że to najlepsze wyjście z możliwych. Mam nadzieję, że się nie mylę i ta propozycja da ci to, czego potrzebujesz. Mam dosyć patrzenia jak męczysz się nie mogąc pisać. Myślałem nad tym sporo czasu. – Patrzył mi w twarz chcąc zbadać moją reakcję. Nie wiedząc, czego oczekiwał starałam się wyglądać na zainteresowaną i uśmiechnęłam zachęcająco. – Zacznę od tego, co może ci się nie spodobać. Musiałabyś dla nas pracować, może nie w takim tempie jak teraz, ale jednak. Tłumaczenie czy korekta regularnie, co kilka tygodni. Oczywiście wiąże się to z ograniczeniem czasowym, powiedzmy pól roku. I jeszcze jedna sprawa… – Zawiesił głos jakby nie wiedział jak sformułować to, co chciał mi powiedzieć. Przedłużająca się cisza zaczęła mnie denerwować. Wzięłam głęboki oddech i odezwałam się. – Dajesz mi pól roku na napisanie książki? I nadal miałbym wypełniać swoje obowiązki tak? Nie bardzo rozumiem jak to sobie wyobrażasz, jednak domyślam się, że moja praca nie odbywałaby się w tym biurze. Mógłbyś mi dokładniej wytłumaczyć, o czym myślisz? – Dobrze. Na pisanie masz oczywiście nieograniczoną ilość czasu. Te sześć miesięcy, nie wiem jak to nazwać. Byłoby to coś w rodzaju delegacji. Myślę, że to najlepsze określenie. – Nie stać was na wysłanie mnie na urlop, a na delegację już tak? – Właściwie to nie bardzo. I właśnie z tym wiąże się najmniej przyjemna dla ciebie kwestia. Pieniądze. Uwierz mi, nie łatwo jest mi to mówić. Rozmawiałem już z zarządem. I muszę przyznać, że oni jakby zaaprobowali mój plan. Jednak są warunki. I ograniczenia. To miejsce nie może być bardzo egzotyczne. My pokrywamy koszty pobytu i przelotu. Ty piszesz książkę, za którą nie dostaniesz niestety honorarium, jedynie procent ze sprzedaży. Domyślam się, że chciałabyś jechać razem ze swoimi asystentami. W związku z tym pojawia się jeszcze jedna sprawa. Członkowie zarządu są skłonni zgodzić się na trzy osoby pod jeszcze jednym warunkiem. Najgorszym z waszego punktu widzenia ze wszystkich, jakie mogli postawić. Otóż chcą pozbawić was wynagrodzenia za te sześć miesięcy. I tłumaczą to tym, że te pieniądze przeznaczone zostaną na pokrycie kosztów waszego pobytu. Przez kilka minut siedziałam w milczeniu. Musiałam sobie to wszystko przemyśleć i poukładać w głowie. I oczywiście porozmawiać z moim zespołem. Mariusz miał rację. Jeśli to dotyczyło spraw zawodowych bez Adama i Tomka nie chciałam się nigdzie ruszać. Ale to oni mieli stracić na tym najwięcej. Ja mogłam obejść się bez półrocznej pensji; na pierwszej książce zarobiłam całkiem sporą sumę, która teraz, co miesiąc przynosiła mi więcej niż zarabiałam w wydawnictwie. Ale chłopaki to, co innego. Spojrzałam w oczy Mariusza i zaczęłam mówić, powoli dobierając słowa. – Mam nadzieję, że nie muszę podejmować decyzji już w tej chwili. Znasz mnie, więc wiesz, że bez asystentów się nigdzie nie ruszę. W związku z tym muszę porozmawiać z Adamem i Tomkiem i poznać ich zdanie. Gdyby sprawa dotyczyła tylko mnie zgodziłabym się od razu. – Oczywiście rozumiem. Powiedzmy, że oczekuję odpowiedzi najpóźniej w piątek. Mam nadzieję, że tyle czasu wystarczy. Spojrzałam stojący na biurku kalendarz. Mieliśmy wtorek. – Tak. Myślę, że to wystarczy. Zapisz mi wszystkie szczegóły abym mogła przekazać to jeszcze dzisiaj chłopakom. I w piątek poznasz naszą decyzję. To wszystko? – Tak. Możesz wracać do swoich obowiązków. – Dziękuję. Za wszystko. I czekam na informacje. – Podniosłam się z krzesła i skierowałam do drzwi. W progu jeszcze przystanęłam i uśmiechnęłam się szeroko. – Powiedziałeś, że mogę wybrać miejsce tak? – Skinął głową. – No, to już wiem, gdzie bym chciała spędzić te pół roku. Turcja. Marmaris. Hotel Sunmaris Bella Mare. Mam nadzieję, że to mieści się w granicach niezbyt egzotycznych miejsc. Mógłbyś zorientować się, czy jest w ogóle możliwość zarezerwowania pokoju na tak długi czas i czy uda się załatwić wizy. Wierzę, że przekonasz zarząd i urzędników. A ja obiecuję napisać dobrą powieść. A może nawet całą serię. Odwróciłam się i wyszłam z gabinetu zamykając za sobą drzwi.
W swoim pokoju sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Adama. Odebrał po dwóch sygnałach. – Cześć… Tak, już po spotkaniu… Aha… Dobrze… Słuchaj. Moglibyście wpaść po mnie o siedemnastej? Mam z wami do przedyskutowania pewną sprawę… Tak. Zabiorę was do tej włoskiej knajpki. Tak… Okej. To do zobaczenia. Odłożyłam słuchawkę i włączyłam komputer. Korekta, którą teraz wykonywałam była jedną z najbardziej pracochłonnych, jakie zdarzyło mi się robić. Autorką powieści jest młoda debiutująca dziewczyna, co tłumaczy część niedociągnięć, ale moim zdaniem tak niedopracowany technicznie tekst w ogóle nie powinien trafić do druku. Jednak muszę przyznać, że historia sama w sobie jest jedną z ciekawszych toteż pracowało mi się nad nią całkiem przyjemnie i nawet nie zauważyłam, kiedy minęło kilka godzin. Zapisałam tekst, przeciągnęłam się i zerknęłam na zegarek. Adam i Tomek powinni tu być za dwadzieścia minut. Miałam, więc jeszcze trochę czasu. Mogłam jeszcze zajrzeć na bloga i odpisać na wiadomości. Kończyłam właśnie ostatniego maila, gdy z korytarza doszły
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MeMyselfAndI
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…