Twarze z Przeszłości
Z serii "napisane przez życie"...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Słońce, już jasnymi promieniami, wdzierało się w głąb pokoju, gdy Robert otworzył oczy. Już drugi poranek bez budzika, ale pierwszy bez budzika i w łóżku. Poprzednie 48godzin wywróciło jego świat do góry nogami. Jeszcze zaspany, zaczął zastanawiać się nad tym co się w ogóle stało, co będzie. Poprzedniego wieczoru coś zaczęło się w końcu układać, odzyskali pieniądze, znaleźli mieszkanie. To nic że kosztowało lwią część funduszy, ale w końcu nie muszą spać na polu pod drzewem, aż ciarki go przeszły na tą myśl. W środku pola, wśród ostrych badyli zeschniętej trawy, w obcym kraju. Sam z prawie nieznajomą dziewczyną, dla której rzucił to co miał. Swoją szansę na lepsze jutro, swoja pogoń za pieniądzem, który miał spełnić jego marzenia. Dla pięknej nieznajomej, którą tylko miał przyuczyć do pracy. Skąd miał wiedzieć ze to przyuczenie przerodzi się w przyjaźń, a ta przyjaźń... A właśnie, gdzie ona jest? Zaczął rozglądać się po pokoju. Zaspanym wzrokiem penetrował wszystko naokoło, ale nigdzie nie mógł jej dostrzec. -Ludmila!? -Da? -słowo które najczęściej wymawiała, doszło jego uszu z łazienki, -A nic! jak leci? -Haraszo... *** Ludmila, Rosjanka z Petersburga, starsza od Roberta o trzy lata, przyjechała do tego kraju tak samo jak on. Zapłaciła pośrednikowi, aby przerwać monotonię swego życia i żeby zarobić obiecane "kokosy". Los zrządził, że trafiła do tej samej restauracji co Robert, do "Valentino's restaurant". Urocza knajpka, kilkadziesiąt metrów od najpiękniejszej plaży na wschodnim wybrzeżu Cypru. Miejsce, w którym nie chce się zasypiać a wstaje się pełnią życia, przynajmniej tak zachwalali to miejsce przed wyjazdem. Pomimo że w kelnerowaniu pracowało kilku cypryjczyków- krewnych właściciela, on i Bibiana- słowaczka, której chyba jedynym celem życiowym było 'poznawanie' chłopaków, to jemu właśnie przypadło zadanie pokazania Ludmile co, jak i gdzie?! Pomimo, że nie znal rosyjskiego, to w tym przypadku lepiej rozumiał jej ojczysty język, niż jej łamany angielski. Łamany i to mocno. Ona również nie miała problemu ze zrozumieniem polskiego, choć czasem musieli się wspomagać pojedynczymi słowami z angielskiego czy też słowackiego, którego Robert nauczył się po spędzonych już dwóch miesiącach, z braćmi zza południowej granicy. *** ... -Zapalisz ze mną? -Nie! Dzisiaj nie palę, nie mam nastroju! Uwielbiał to u niej, nałóg który całkowicie zdominował jego umysł, dla niej był zwykłym widzimisie! Jeden dzień nie mogła ścierpieć zapachu papierosa, a drugi dzień paliła co pół godziny. Robert wziął papierosa i wyszedł na balkon. Do południa powiewał przyjemny morski zefirek, ożywiający liście drzew, który przypominał, ze tuż za tymi dużymi hotelami jest krystalicznie czysta woda najpiękniejszego morza w europie, otulonego plażami z białego piasku, wypełnionymi tłumami półnagich turystów. Robert uwielbiał zapach tego świeżego powietrza zmieszanego z dymem papierosa. Zaciągał się powoli zapominając o tym co działo się wokół niego. chyba pierwszy raz od kilkunastu tygodni poczuł się rozluźniony, nigdzie się mu nie śpieszyło. W końcu dwa dni wcześniej rzucił pracę. Powinien się martwić co dalej, ale nie teraz, nie w tej chwili, ta chwilka samotności popędziła jego umysł na kraniec ciszy. Szum drzew i przejeżdżające samochody koiły jego myśli, potrzebował tego bo wiedział że wraz z wyjściem Ludmily z łazienki wyjdzie jej zdecydowanie i pewność siebie popychające ich do działania. Chociaż jeszcze poprzedniej nocy i ją opuściło to zdecydowanie. Powtarzali sobie, że będzie dobrze, że wszystko się ułoży, ale sami nie byli pewni swych słów. Tak jakby mówili je mimochodem, jedno uspokajając drugiego. Ją chcieli zwolnić przez niego, wiec on zwolnił się dla niej. Teraz nie mieli nic oprócz siebie. -Jeszcze palisz?- jej głos nagle przerwał chwilkę zapomnienia. W mokrych włosach wyglądała świetnie, ta wilgoć wzmacniała czerwień jej włosów -Już skończyłem. Ładnie wyglądasz! -Dziękuje, ale nie ma czasu. Idź pod prysznic, a ja przygotuje tosty. Wiesz że musimy szukać pracy. -Wiedziałem. -Co? -Ech, mamy chwilkę wytchnienia. Dajmy sobie jeden dzień odpoczynku, zbyt dużo przeszliśmy jak na tak krótki czas -Odpoczywać będziemy jak znajdziemy pracę. Teraz nas nie stać na odpoczynek. Przecież wiesz ile mamy pieniędzy. Musimy zdobyć wyjść na prostą- no właśnie to jej zdecydowanie. Czasem Robert się zastanawiał czy Rosjanki mają mózg czy jakąś maszynę którą można dowolnie zaprogramować, Ludka właśnie miała program „znajdź pracę” - Wiem. - No to idź już, i tak długo spaliśmy. Gdy wyszedł z łazienki, na stole były już nakryte tosty i oczywiście świeża kawa, luksus który z trudem przełknęli ze swoim budżetem. Ale kawa odświeża umysł, a tego im najbardziej było trzeba. -To gdzie dzisiaj zaczniemy?- zapytała -Może w końcu zajdziemy do Pavlo Napa? Sama wiesz jak było wczoraj... -No wiem, słaby sezon. Ale obawiam się tego hotelu, co jeśli manager z Pavlo Napa zna się z Panikosem? przecież to jest o krok od niego! -Panikos był właścicielem Valentino’s. Zbyt agresywny zbyt dużo wymagający. Czasem miły, ale nie było dnia żeby nie wydarł się na kogoś, w końcu to oni byli w „jego kraju”. Oni z „biednych” krajów, Polacy, Słowacy i jedna jedyna Ludka z Rosji. Mieli zarabiać na jego emeryturę, ale to nie oni byli winni ze turyści odwiedzali jego lokal rzadziej niż przed laty. I to właśnie oni „zdradzili” go odchodząc od niego, bo w jego nomenklaturze tylko on mógł zwolnić ich. -Zaryzykujemy. Elegancki, duży hotel. Więc jest szansa że znajdą dla nas jakąś pracę. -Dobrze, ale później zajdziemy do Adam’s Beach Jedno jest pewne, w hotelach czy restauracjach mogli wybierać dowoli, w końcu to małe miasteczko jest uznawane za europejską stolicę rozrywki. Może nie mogło się równać z podobnymi miasteczkami na Ibizie, ale tutaj nie było komercji. Tradycja mieszała się z biznesem, w jednej chwili było się w kościele z przed kilkuset lat żeby już za moment postawić swe nogi w dyskotece z łamiącą uszy muzyką. Kilkadziesiąt hoteli, dziesiątki restauracji i chyba z tysiąc pubów, barów i dyskotek. Miasteczko które w środku sezonu tętni pełnią życia aby tuż po sezonie opustoszało niczym pobliska Famagusta, miasto duchów. Ale i tak dotychczas spotykali się tylko z odmownymi decyzjami, nie dosyć ze dopiero był maj, więc sezon turystyczny dopiero się zaczynał to jeszcze ten rok był bardzo słabym. Najmniej turystów od, bodajże pięciu lat. Południowcy są świetnymi ekonomistami, już w maju mieli obliczone ilu turystów odwiedzi w tym roku ich kraj i ile zostawia pieniędzy. *** Pavlo Napa. Duży, piękny hotel z turkusowym basenem przy samej plaży. Marmury w hallu oniemiały i Roberta i Ludmile, chociaż dzień wcześniej odwiedzili kilka równie porządnych hoteli w centrum, to ten wydawał im się spełnieniem ich celu. Przeczuwali. Nie! byli pewni ze dostaną tu pracę. W recepcji krzątały się recepcjonistki i gdy tylko zbliżyli się do lady od razu usłyszeli przyjemny głos: -W czym mogę pomoc? -Dzień dobry. Moglibyśmy porozmawiać z managerem? -A w jakiej sprawie? -Szukamy pracy. -Hmm, zaraz sprawdzę czy was przyjmie, ale uprzedzam ze w tej chwili raczej mamy pełne obsadzenie. No ale takich decyzji tutaj nie podejmuje ja. Momencik proszę. Tymi słowami troszkę ugasiła ich pewność, ale ciągle pozostawało to przeczucie. Ta mistyka miejsca, która sprawia ze człowiek myśli pozytywnie, nawet jeśli nie ma nadziei na lepsze jutro. Mila pani znikła w drzwiach z tylu recepcji i chociaż nie było jej raptem kilka chwil, to te kilka chwil trwało niczym kilka dni spędzonych na środku pustyni bez szklanki wody. Nagle wyszła, z uśmiechem oznajmiając że manager ich przyjmie za minutkę i żeby poczekali przed drzwiami jego biura. Drzwi otworzył szczupły mężczyzna koło czterdziestki w eleganckim garniturze, oczywiście w biurze był klimatyzator, bo normalnie by się cały wypocił w tym upale. Południowo czarne włosy dodawały mu uroku i powagi. Z twarzy bardzo sympatyczny facet z tym ich uśmiechem. W tym kraju wszyscy są chyba uśmiechnięci, jakby nie mieli żadnych trosk, jakby budzili się tylko po to aby ciągle nosić na swych ustach ten uśmiech, napawający radością innych. -A wiec szukacie pracy. Skąd jesteście? –głos miał równie przyjemny jak ten uśmiech -Ja jestem z Polski, mam na imię Robert -Ludmila z Rosji -Wow! Nie jesteście z jednego kraju? Jak się poznaliście? -Tutaj na Cyprze, pracowaliśmy razem... -Ale teraz szukacie pracy!? -Ech, wie pan, trudno nam o tym rozmawiać. Źle trafiliśmy, nic nie było tak jak w umowie..., po prostu musieliśmy odejść z tamtej pracy. -A gdzie to było? -Wolelibyśmy nie mówić. Po prostu się nie udało. Chcemy spróbować gdzie indziej, może tutaj. Jedyny warunek jaki musimy postawić to taki ze szukamy pracy razem. Chcemy, a właściwie to musimy pracować w jednym miejscu, nie chcemy się rozdzielać. -Hmm. No dobrze, a co umiecie robić? -Ja pracowałam jako kelnerka –tym razem pałeczkę przejęła Ludmila, w stresowej sytuacji nawet jej angielski był płynny- ale mogę pracować również jako pokojówka lub pomoc kuchenna. Robert pracował jako kucharz i jako kelner... -...ale mogę się podjąć również innych prac. Jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje. Z ust managera na moment znikł ten błogi uśmieszek, ale nie z powodu zagniewania. Widać było, że nad czymś myśli, nie trwało to zbyt długo, po czym oznajmił: -Może to dziwnie zabrzmi, ale polubiłem was. Niestety, jak zapewne już wiecie, jeszcze nie mamy zbyt wielu turystów, ruch dopiero się rozkręca. Może dla jednej osoby coś bym znalazł, ale chyba was rozumiem. Zadzwonię do mojego przyjaciela, który jest managerem sąsiedniego hotelu. Z tego co wiem mają większe obłożenie wiec może was poratuje. Podniósł słuchawkę szybko wykręcił numer z pamięci i już po chwili zaczął rozmowę ze swoim przyjacielem. I chociaż ani Robert ani Ludka nie znali greki, to widzieli że ci dwaj mężczyźni gadający przez telefon są w dobrych stosunkach, żywa rozmowa co chwila przerywana śmiechami. Jedyne słowa które zrozumieli to ‘rusos’ i ‘polonos’, wypowiedziane bardzo ciepło. Wiedzieli, że rozmawiają o nich. -Wiecie gdzie jest Holiday Village?- odłożył słuchawkę i zapytał, po czym nie dając czasu na odpowiedź zaczął tłumaczyć drogę- jak wyjdziecie na drogę, pójdziecie w stronę centrum, następnie skręcicie w druga, prawa przecznice. Wtedy po lewej stronie hotel przy samej plaży to właśnie Holiday Village. Powiecie że posyłam was ja. Mój przyjaciel postara się wam pomóc. Naprawdę was lubię i wiem, że on również was polubi. No nic. Życzę wam powodzenia. -Dziękujemy. Jesteśmy panu niezmiernie wdzięczni. Do zobaczenia.
Przyjaciel, tego przyjemnego pana, okazał się nieco tylszym mężczyzna, grubo po pięćdziesiątce z tym samym energetyzującym uśmiechem. Przywitał serdecznie swoich gości, tak jakby witał się ze swoimi przyjaciółmi, a nie obcymi posłanymi przez przyjaciela. Niestety, na dzień dobry powiedział, że dzisiaj nie może pomóc z pracą, ale kazał przyjść za tydzień o tej samej porze, wtedy już powinien wiedzieć co i jak. *** -No widzisz, tyle się wczoraj nachodziliśmy a tutaj pierwszy hotel trafny- powiedział Robert, tym razem to on nabrał pewności siebie -Jeszcze nie do końca. Ale tez myślę że coś z tego będzie. Wczoraj nie dawali nam nawet nadziei. Masz fajki? -Mówiłaś, że dzisiaj nie palisz!? -Tak, ale teraz mam ochotę. W końcu zaczyna się coś układać. Mamy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Koziobrody
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…